17.10.2009, 19:50 GS Avantis – Stołeczny NISSANklub 7:2
25.10.2009, 14:50 Stołeczny NISSANklub – SWPS 2:4
08.11.2009, 13:10 Stołeczny NISSANklub – Twoja Klaszcze u Rubika 4:2
15.11.2009, 13:10 Akademia Teatralna – Stołeczny NISSANklub 3:3
22.11.2009, 17:20 Stołeczny NISSANklub – Leśne dziadki 2:11
28.11.2009, 20:40 Stołeczny NISSANklub – Wyborowi 4:8
13.12.2009, 13:10 Kamszoty – Stołeczny NISSANklub 8:1
19.12.2009, 12:20 Stołeczny NISSANklub – Pędzący Jeż 9:1
20.12.2009, 13:10 Bossa Noga – Stołeczny NISSANklub 3:4
09.01.2010, 20:40 Stołeczny NISSANklub – Wildboys 2:7
16.01.2010, 20:40 Stołeczny NISSANklub – Korsarze 0:19
06.02.2010, 09:50 Stołeczny NISSANklub – FC United 2:7
14.02.2010, 09:00 Stołeczny NISSANklub – Twoja Klaszcze u Rubika 3:10
21.02.2010, 13:10 Stołeczny NISSANklub – Bossa Noga 0:5
28.02.2010, 18:10 Stołeczny NISSANklub – Mehisto 6:4
07.03.2010, 11:30 Stołeczny NISSANklub – Pędzący Jeż 1:8
14.03.2010, 11:30 Stołeczny NISSANklub – Eurogoal 1:2
21.03.2010, 18:10 Stołeczny NISSANklub – WAS 2:5
28.03.2010, 13:10 Stołeczny NISSANklub – Wyborowi 4:2
11.04.2010, 09:00 Stołeczny NISSANklub – Dream Team 4:1
18.04.2010, 11:30 Stołeczny NISSANklub – FC Stokrotki 3:7
25.04.2010, 14:50 Stołeczny NISSANklub – Akademia Teatralna 2:11
I runda – po jej zakończeniu tabela została podzielona na dwie połówki – górna zagra w walce o awans do I ligi (II liga Awans gr. B), natomiast dolna zagra o utrzymanie się w II lidze (II liga Spadek gr. B) Statystyki bramkowe zostały wyzerowane, natomiast punkty zostały podzielone przez 2
| M |
Zespół |
Mecze |
Punkty |
Bramki |
Z |
R |
P |
| 1 |
Korsarze |
11 |
31 |
88-19 |
10 |
1 |
0 |
| 2 |
GS Avantis |
11 |
27 |
85-24 |
8 |
3 |
0 |
| 3 |
Wild Boys |
11 |
24 |
72-33 |
8 |
0 |
3 |
| 4 |
Kamszoty |
11 |
24 |
56-25 |
8 |
0 |
3 |
| 5 |
SWPS |
11 |
21 |
40-23 |
7 |
0 |
4 |
| 6 |
Leśne Dziadki |
11 |
19 |
48-31 |
6 |
1 |
4 |
| 7 |
Akademia Teatralna |
11 |
13 |
37-44 |
4 |
3 |
4 |
| 8 |
Wyborowi |
11 |
10 |
39-69 |
3 |
1 |
7 |
| 9 |
Stołeczny NISSANklub |
11 |
10 |
33-73 |
3 |
1 |
7 |
| 10 |
Bossa Noga |
11 |
8 |
26-58 |
2 |
2 |
7 |
| 11 |
Twoja klaszcze u Rubika |
11 |
1 |
26-67 |
0 |
1 |
10 |
| 12 |
Pędzący jeż |
11 |
1 |
11-95 |
0 |
1 |
10 |
II runda:
| M |
Zespół |
Mecze |
Pkt |
Bramki |
Z |
R |
P |
| 1 |
FC Stokrotki |
11 |
33 |
59-28 |
9 |
1 |
1 |
| 2 |
Wyborowi |
11 |
30 |
43-27 |
8 |
1 |
2 |
| 3 |
Akademia Teatralna |
11 |
29 |
44-35 |
7 |
0 |
4 |
| 4 |
Twoja Klaszcze u Rubika |
11 |
24 |
51-23 |
7 |
2 |
2 |
| 5 |
WAS |
11 |
24 |
40-27 |
5 |
1 |
5 |
| 6 |
Eurogoal |
11 |
24 |
43-39 |
5 |
2 |
4 |
| 7 |
FC United |
11 |
18 |
34-34 |
5 |
1 |
5 |
| 8 |
Mehisto |
11 |
16 |
37-36 |
4 |
2 |
5 |
| 9 |
Stołeczny NISSANklub |
11 |
14 |
28-62 |
3 |
0 |
8 |
| 10 |
Dream Team |
11 |
13 |
39-59 |
3 |
0 |
8 |
| 11 |
Bossa Noga |
11 |
11 |
15-43 |
2 |
1 |
8 |
| 12 |
Pędzący Jeż |
11 |
8 |
25-45 |
2 |
1 |
8 |
Relacje:
25.04.2010 Stołeczny NISSANklub – Akademia Teatralna 2:11
Niestety w meczu ostatniej szansy nasz zespół nie sprostał rywalom z Akademii Teatralnej ulegając aż 2:11. Mecz rozpoczął się fenomenalnie od gola Oleja w 2 minucie, lecz z upływem czasu Akademia coraz bardziej rozjeżdżała zupełnie zagubionych Stołecznych.
Chyba pierwszy raz w tym sezonie skład SNKP był tak liczny. Wystąpiło aż 9 zawodników, więc na każdą pozycję dysponowaliśmy jedną zmianą. Niestety dobrana taktyka do tego spotkania okazała się zgubna i już w I połowie Akademia pokazała, że trzy punkty pozostaną z nimi.
Zespół Stołecznych od początku zaatakował niczym wygłodniałe zwierzę. Pressing na całym boisku, krycie każdy swego i przez dobre trzy minuty AT nie istnieli na boisku. Na efekty także nie trzeba było długo czekać. Świetnie wykonany rzut rożny przez Grzecha na bramkę zamienił Olej. Była to druga minuta spotkania i zwycięstwo wydawało się, że jest na wyciągnięcie ręki. Nic bardziej mylnego. AT w końcu się pozbierali i ruszyli do przodu. Ich dwie pierwsze akcje skończyły się golami i skrzydła Stołecznych zostały podcięte. W ciągu trzech minut Akademia potrafiła wyjść na prowadzenie strzelając jednak dość przypadkowe bramki. SNKP potrafił jeszcze odpowiedzieć golem Pawla na 2:2, ale potem aktorzy zrobili nam popis gry zespołowej. Od 10 minuty na boisku istniała tylko jedna drużyna. Pressing wymógł na nas stratę zbyt dużo sił i z upływem czasu coraz bardziej ich brak odbijał się na naszych poczynaniach. Do przerwy Akademia dołożyła jeszcze trzy gole i w spokoju zeszli na odpoczynek.
Myśleliśmy, że w drugiej połowie sytuacja się odwróci, lecz zagraliśmy ją jeszcze gorzej niż pierwszą. Akademia zdobyła zaledwie 6 bramek i za to mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie. Stołeczni nie stworzyli sobie w zasadzie żadnej okazji poza dwoma szansami Astera w końcówce, który dwukrotnie świetnie znalazł się w polu karnym jednak zabrakło nieco szczęścia. Spuśćmy więc zasłonę milczenia na ten występ, oddajmy należny szacunek Akademii, podziękujmy za niewygórowany wymiar kary i skupmy się na następnym sezonie. Gorsze spotkanie rozegraliśmy jedynie przeciwko Pędzącemu Jeżowi.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 2 – kilka świetnych interwencji przeplatał bardzo słabymi.
Olej – 2 – poza ładnym golem nic nie wniósł. Odpuszczał krycie, gubił się w pojedynkach jeden na jeden
Robert – 2 – mecz zakończył kontuzją, niewiele przebywał na boisku i niewiele pokazał
Pawlo – 4 – ładna bramka, ambitna gra w obronie i kilka rajdów skrzydłem, jednak to było za mało na rywali
Grzechu – 4- szukał okazji, starał się rozgrywać i zanotował asystę
Aster – 2 – zupełnie zagubiony w defensywie. Lepiej w ataku, szukał swojej szansy lecz często miewał przestoje
Krzychu – 3 – jako zmiennik Oleja poradził sobie z presją. Zupełnie nie radził sobie z przejściem do obrony
Wieshaq – 2 – czasami zbyt nieodpowiedzialnie na bardzo odpowiedzialnej pozycji. Co najmniej trzy gole bezpośrednio obciążają jego konto.
17.04.2010 Stołeczny NISSANklub – FC Stokrotki 3:7
Niestety, w bardzo ważnym meczu dla układu tabeli w jej dolnych rejonach przegrywamy dość wyraźnie 3:7. W meczu tym nastawiliśmy się na obronę, gdyż po stronie rywala były przeważające siły liczebne, lecz kilka błędów zadecydowało o porażce.
Od początku spotkania inicjatywa była po stronie FC Stokrotek. Zespół Stołecznych skupił się na zaryglowaniu dostępu do bramki i wyprowadzaniu sporadycznych kontrataków. Taktyka raczej skazana z góry na porażkę, lecz mając na względzie jednego rezerwowego na naszej ławce przeciwko aż pięciu na ławce przeciwnej – jedyna słuszna. Pierwsze minuty były w miarę udane, gdyby nie bardzo pechowa bramka już po 90 sekundach. Strzał rywala w słupek, poprawka w poprzeczkę i piłka trafia w plecy Scaraba. Gol kuriozum, nasz bramkarz winy nie ponosi. Lecz tu pierwszy zonk – sędzia w swoim majestacie uznaje go zawodnikowi z numerem 11. Chyba tylko on wie dlaczego.
Dalsza część meczu pokazała, że jednak nie jest tak źle. Bardziej zwarliśmy szeregi w obronie i Stokrotkom pozostały strzały z daleka. Po przeciwnej stronie boiska po szarży Oleja piłka trafia w słupek. Po chwili Grzechu ostemplował poprzeczkę. W końcu udaje nam się wyrównać. Rzut wolny z okolic linii pola bramkowego wykonywał Maciek. Precyzyjny strzał ominął bramkarza i wylądował w siatce. Za chwilę jednak nastąpiła lawina pojedynczych błędów, co skończyło się rzutem rożnym. Tutaj niestety nie popisał się Maciek i nie upilnował szukającego miejsca w polu karnym napastnika FCS. Dokładne podanie, przyłożenie nogi i Scarab bez szans. W międzyczasie nasz bramkarz popisał się kilkoma świetnymi paradami ratując nasz zespół od straty gola.
Po tym golu sytuacja nie uległa zmianie, wciąż atakowały Stokrotki a Nissan szukał szczęścia w kontrach. Po jednej z nich w idealnej okazji znalazł się Robert, lecz nie potrafił skierować piłki do pustej bramki z odległości jednego metra. Za chwilę było już jednak 1:3, szybka akcja Stokrotek, kilka składnych podań i w idealnej okazji znalazł się rywal, który wiedział jak to wykończyć. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.
Nie było źle, trzeba było jednak nadrobić dwie bramki straty co okazało się ponad nasze siły. Początek II połowy ukazał największą słabość Stołecznego NISSANklubu. Ile to już meczy przegraliśmy po wznowieniu… Tym razem Stokrotki zaaplikowały nam 4 gole, po których zupełnie odpuścili mecz. Najpierw błąd popełnił Scarab, który wpuścił mocny strzał, oddany jednak z dalekiej odległości. Piłka przełamała jego ręce i wpadła do bramki. Później zupełnie stracił głowę Pawlo, który starając się zablokować strzał tak się zakręcił, że wbił piłkę do własnej bramki. Tutaj zonk numer dwa – sędzia był w swoim świecie, gdyż zaliczył gola zawodnikowi… który nie miał nic do czynienia z akcją. Gol samobójczy ale Pawla winić nie wolno.
Ostatni zryw Stołecznych przynosi korzyść w postaci dość szczęśliwej bramki. Kolejny rzut wolny wykonywał Maciek, zbyt lekko jednak zgrał do stojącego na skrzydle Roberta. Nastąpiło wielkie zamieszanie w polu karnym, po którym dość lekki strzał Maćka kończy się w siatce. Nadzieja powraca, jednak następny gol padł dla rywali po szybkiej akcji i podaniu ze skrzydła. Napastnik Stokrotek dołożył tylko nogę i było 2:6. W zasadzie po meczu, gdyż do końca było około 7 minut. Piszę około, gdyż na hali zegar był wyłączony. Siódmego gola tracimy po ładnej akcji indywidualnej rywala, który zakręcił naszymi dwoma obrońcami i precyzyjnie umieścił piłkę tuż przy słupku. Później zonk numer trzy – sędzia zupełnie nie widzi zatrzymania piłki ręką przez gracza Stokrotek. Sytuacja o tyle ważna, iż miała miejsce w polu karnym i należał nam się rzut karny. Ostatnie minuty były bardzo chaotyczne w naszym wykonaniu, skończyliśmy grać zespołowo co nie przyniosło żadnych efektów. Na dwie minuty przed końcem za starcie przy linii autowej sędzia wyrzuca kapitanów obu drużyn, po czym następuje rozpaczliwa obrona w naszym polu karnym. Ostatnie sekundy przyniosły nam trzecią bramkę po indywidualnej szarży Oleja. Jego strzał znalazł lukę pomiędzy słupkiem i bramkarzem i sędzia zakończył mecz.
W przekroju całego spotkania SNKP był wyraźnie słabszy. Stokrotki zdominowały grę nie pozwalając nam na przeprowadzenie składnych akcji. Wynik jest najmniejszym wymiarem kary dla nas, lecz i tak należą się pochwały dla zespołu. Bardzo ambitna gra w sześciu, naprawdę mało błędów i walka do końca. No i byli gorsi – zdecydowanie odstawał sędzia, który prowadził zawody bez żadnego zaangażowania. Dwie bramki samobójcze przypisał losowo wybranym strzelcom, nie odgwizdał ewidentnego karnego za zagranie piłki ręką, nie trzymał się zasad poprawnego wybijania autów. Były też niezrozumiałe decyzje wynikające ze zbyt aptekarskiego gwizdania.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 8 – bardzo dobre zawody. Ponosi winę tylko przy jednym golu.
Grzechu – 7 – bardzo solidnie. Aktywnie w obronie, szukał też miejsca w ataku.
Robert – 6 – za sytuację, w której nie strzelił z bliska ma minus trzy. Poza tym bardzo rzetelnie, chociaż nieco gubił krycie
Olej – 6 – bardzo dokładnie przykryty a jednak strzelił gola. Niestety, tym razem mało aktywny
Pawlo – 6 – Bardzo waleczny, był ciężki do przejścia na skrzydle.
11.04.2010 Stołeczny NISSANklub – Dream Team 4:1
Bardzo dobre spotkanie w wykonaniu Stołecznych, którzy nie dali żadnych szans rywalowi w meczu o bardzo dużym ciężarze gatunkowym. Wygrana nie podlegała dyskusji i mogła być dużo bardziej okazała, lecz każdy z zawodników zanotował sporo niewykorzystanych sytuacji.
Rozpoczęcie spotkania poprzedzone było minutą ciszy poświęconą ofiarom tragicznej katastrofy samolotu prezydenckiego.
Sam mecz od pierwszych minut toczył się pod dyktando SNKP, którego zawodnicy kryli przeciwników bardzo wysoko często odbierając piłkę. Dream Team miał problemy z wyprowadzeniem akcji z własnej połowy i rzadko zapuszczał się w okolice bramki Scaraba. Już w 5 minucie taka gra przyniosła efekty. Kombinacyjna akcja Maćka i Oleja kończy się celnym strzałem tego drugiego, który wciąż liczy się w walce o koronę króla strzelców. Po tej bramce wciąż stroną przeważającą byli gracze SNKP, którzy rozgrywali bardzo dobry mecz. W 11 minucie Olej podwyższył na 2:0 po pięknej dwójkowej akcji pary Maciek-Olej. Ten pierwszy wyłożył piłkę jak na tacy Olejowi pozwalając mu na zdobycie drugiej bramki. Od tego momentu zawodnicy DT jakby obudzili się z letargu i zaczęli grać bardziej agresywnie stosując pressing na całym boisku. Kilka ich błędów pozwoliło nam na wyprowadzenie świetnych kontr, lecz nasi gracze pod dowództwem Oleja marnowali je seryjnie. W tym czasie przeciwnicy także stworzyli sobie kilka groźnych akcji, lecz cały zespół SNKP grał szczelnie w defensywie, a mając takie wsparcie jakie udzielił dziś nasz bramkarz – Scarab można było być spokojnym o tyły. Jeszcze tylko kilka zrywów graczy Dream Teamu i można było zejść na przerwę.
II połowa zaczyna się inaczej. To Dream Team przejął inicjatywę starając się dogonić niekorzystny wynik. Wysoko ustawiona linia obronna i bardziej agresywna gra pozwoliły im na stworzenie zagrożenia pod naszą bramką. Jednak świetne interwencje Scaraba pozwalały nam wciąż cieszyć się czystym kontem. Niestety nadeszła feralna 27 minuta, w której straciliśmy gola. Złe wyprowadzenie piłki z autu przez Maćka, piłkę przejęli rywale i po szybkiej kontrze zdobyli honorowe trafienie. Wina bezsporna naszego obrońcy. Po tym golu przeciwnicy uwierzyli w wywalczenie korzystnego rezultatu i wciąż starali się odrobić straty. Jednak zapomnieli o obronie, co skończyło się dla nich fatalnie. Wielokrotnie Olej marnował idealne okazje w II połowie, lecz w końcu dość szczęśliwie udało mu się skierować po raz trzeci piłkę do siatki. Rzut rożny wybijał Pawlo, zagrał do Maćka, którego strzał okazał się idealną asystą. Olej tylko dołożył nogę i piłka zatrzepotała w siatce. Po tym golu było już jasne, iż zwycięzcą może być tylko team Stołecznych. Kilkukrotnie jeszcze Olej nie wykorzystał sytuacji sam na sam, raz nie trafił do niemal pustej bramki. W 37 minucie wraz z Pawlem wyprowadzili świetną kontrę, po której gola strzelił nasz skrzydłowy. Wynik 4:1 to chyba najmniejszy wymiar kary dla Dream Teamu. Zwycięstwo wygrane na boisku po bardzo dobrej grze.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – do ideału zabrakło wyrachowania w dwóch sytuacjach
Robert – 7 – za mało wykorzystuje swój atut – mocny strzał. Świetnie w destrukcji, kilkanaście odbiorów.
Aster – 7 – wystrzelał się w sobotę. Zmarnował dwie dobre okazje, ale bardzo dobrze grał na skrzydle
Olej – 9 – ciężko ocenić naszego strikera. Trzy gole i asysta robią wrażenie, także jego gra w ataku, szukanie pozycji, celne podania. Ale z drugiej strony seryjnie marnuje dogodne okazje.
Pawlo – 7 – znów na tabletkach i znów bardzo dobrze i ambitnie. Strzelił gola, radził sobie w obronie.
Grzechu – 7 – kolejny nasz gracz po ciężkich nocnych przejściach w związku z czym brakowało nieco dynamiki i kondycji. Poza tym super.
28.03.2010 Stołeczny NISSANklub – Wyborowi 4:2
W końcu Stołeczni przełamali wiszące nad nimi fatum i po niezłej grze zgarnęli komplet punktów. W meczu pełnym męskiej walki, niewykorzystanych okazji i świetnych sytuacji podbramkowych zespół SNKP wygrał zasłużenie, przez cały mecz kontrolując swoją przewagę.
Od pierwszego gwizdka sędziego zarysowała się optyczna przewaga Wyborowych, która trwała do samego końca meczu. Jednak to Stołeczni stworzyli sobie więcej wybornych okazji seryjnie je marnując. Po początkowym chaosie w defensywie, w czasie którego rywale nie wykorzystali dwóch okazji, gra w końcu została uporządkowana i już pierwszy wypad Oleja zakończył się bramką. W 4 minucie nasz snajper dostał świetne podanie, zwodem minął obrońcę i strzelił mocno w samo okienko bramki przeciwników. Po tej akcji gra Stołecznych skupiła się na blokowaniu dostępu do własnej świątyni. Wysoki pressing Wyborowych wymuszał granie długich piłek, które nie zawsze znajdowały adresata. W końcu w 11 minucie w zupełnie niegroźnej sytuacji zawodnik gości oddał strzał z narożnika boiska, który jakimś cudem okazał się skuteczny. Piłka odbiła się od długiego słupka i wtoczyła do bramki. Rozpaczliwa interwencja Scaraba była spóźniona i na tablicy było 1:1. Później obie strony szukały kolejnych bramek, lecz dopiero błąd obrony Wyborowych pozwolił nam na wyjście na prowadzenie. Na skrzydle piłkę przejął Maciek i wraz z Robertem pobiegli na spotkanie z bramkarzem Wyborowych. Podanie i formalność Roberta i mamy 2:1. Od tego momentu swój „popis” rozpoczął Olej. Do przerwy dwukrotnie znalazł się w świetnych sytuacjach, lecz jego strzały były albo zbyt słabe albo bronił je bramkarz. Z drugiej strony Wyborowi także mogą narzekać na los, gdyż nawet bardziej imponowali nieskutecznością. Świetną partię rozgrywał też nasz bramkarz grając bardzo pewnie na linii i na przedpolu. W takich okolicznościach wynik zmienić się nie mógł i na przerwę zeszliśmy w dobrych humorach.
Było oczywiście kilka uwag do naszej gry, lecz głównym zadaniem na drugie dwadzieścia minut było utrzymanie stanu posiadania. Wyborowi zaczęli bardzo agresywnie, bardzo wysoko ustawili pressing i nie pozwalali nam składnie rozegrać piłki. Szukali szczęścia w strzałach z dystansu, lecz mieli bardzo rozregulowane celowniki. Stołeczni z kolei zagrali z kontr, po których sam Olej mógł zapewnić sobie tytuł króla strzelców. Lecz wcześniej, po świetnie rozegranym rogu piłkę na skrzydle dostał Robert, który precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę podwyższył nasze prowadzenie. Wyborowi po tym wydarzeniu nieco spuścili z tonu i gra się wyrównała. Jednak błąd taktyczny podczas zmian, po których było sześciu graczy w granatowych koszulkach spowodował, iż musieliśmy zagrać w dwuminutowym osłabieniu. O dziwo w tym czasie to SNKP miało trzy kapitalne okazje do zdobycia gola. Dwukrotnie Olej pobiegł na spotkanie sam na sam z bramkarzem Wyborowych i dwukrotnie uznał jego wyższość. Również Grzechu znalazł się w dogodnej okazji, lecz jego strzał był bardzo niecelny. W tym okresie Wyborowi nie stworzyli sobie żadnej szansy na gola i na 6 minut przed końcem meczu kara się skończyła i siły się wyrównały. Wtedy to na strzał z daleka zdecydował się jeden z niepokrytych rywali i na nasze nieszczęście piłka ugrzęzła w siatce. Do końca meczu pozostawało niewiele czasu, lecz Wyborowi chyba już opadli z sił. Nasza ławka liczyła trzech zmienników i mogliśmy gospodarować siłami wg potrzeb. To okazało się skuteczne, gdyż na 4:2 udanym strzałem z pola karnego podwyższył Grzechu. Po tym golu było już wiadomo, że zwycięstwo pozostanie u nas. Rywale popełniali masowo błędy, starali się rozgrywać piłkę z włączeniem bramkarza. Wielka niedokładność i pośpiech były jednak ich przeciwnikami, więc zagrożenie było nikłe.
Z przebiegu całego meczu zwycięstwo zasłużenie przypadło Stołecznym. Byli bardziej skuteczni, ich kontry były bardzo niebezpieczne. Posiadanie piłki było z kolei po stronie Wyborowych, lecz przynosiło mniej korzyści. Kilkukrotnie wypracowali sobie dogodne okazje by za chwilę je zmarnować. Mecz toczył się bardzo fair, kara była efektem błędu przy dokonywaniu zmian.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – ponosi częściowe winy za obie bramki, lecz poza tymi sytuacjami był bardzo pewny i skuteczny.
Robert – 8 – niesamowicie skuteczny w odbiorze piłki, strzelił dwa gole, był silnym punktem zespołu
Grzechu – 8 – tym razem zagrał bez głupich wpadek. Ładny przegląd sytuacji, aktywnie włączał się na skrzydle.
Olej – 7 – bramkę strzelił, ale mógł ze cztery. Świetnie się zastawiał, ładnie rozprowadzał ataki, szukał pozycji. Lecz gdy przychodziło do wykończenia to zawodził
Krzychu – 7 – dwukrotnie nie zdążył wrócić do obrony, lecz poza tym był w zasadzie nie do przejścia. Ładnie też wychodził w kontratakach
Wieshaq – 7 – bez błędów. Ambitnie w obronie, ambitnie w ataku. Bardzo dobry mecz w jego wykonaniu
Pawlo – 7 – kontuzja wciąż mu uniemożliwia pokazania pełni umiejętności. Lecz dzisiaj zagrał świetnie, był co prawda wolny, lecz chyba nie zaliczył żadnej straty.
21.03.2010 Stołeczny NISSANklub – WAS 2:5
Tym meczem w zasadzie Stołeczny NISSANklub pogrzebał swoje szanse na utrzymanie. Tylko 3 punkty dawały realną nadzieję na nawiązanie walki o miejsca 5-8. Teraz pozostają szanse czysto matematyczne, lecz dopóki piłka w grze należy szukać swojej okazji.
Z przebiegu spotkania z zespołem WAS wynik oddaje układ sił na boisku. Lepiej zgrani rywale często wymieniali sporo podań, szukali pozycji na boisku i przez to stwarzali sobie kolejne okazje. Byli bardzo wybiegani i mocniejsi kondycyjnie. Również posiadali szerszą ławkę rezerwowych, przez co nie było przestojów w ich grze.
Od samego początku starali się narzucić swój styl gry, lecz to Stołeczni zagrali agresywnie, przez co akcje WASów przerywane były daleko od bramki Scaraba. Przeciwnicy często wykorzystywali grę indywidualną, która dopiero z biegiem czasu zaczęła przynosić wymierne efekty. Pierwsze mocne uderzenie należało do nas. W 4 minucie świetne podanie Maćka przez całe boisko doskonale wykorzystał Olej umieszczając piłkę obok bezradnego bramkarza. Bramka nieco szczęśliwa, lecz liczy się to co w sieci. Swój udział miał w niej bramkarz WASów, który przepuścił dość lekki strzał. Po tym golu zawodnicy WAS przycisnęli jeszcze mocniej, ale wciąż byli daleko od naszej bramki. Brakowało ostatniego podania, strzały z daleka były niecelne bądź dobrze blokowane przez naszą defensywę. Dopiero w 11 minucie Maciek dał się ograć jak junior napastnikowi WASów, który w sytuacji sam na sam nie miał żadnych problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Napór gości trwał, czego efektem był szybko strzelony gol nr 2. Tym razem w obronie nie zrozumieli się Maciek z Asterem i klasyczna kombinacja z klepki zakończyła się bramką.
Po golu na 1:2 gra nieco się wyrównała. WAS zaczął szanować piłkę, rozgrywali ją długo w obronie szukając długich podań do dwóch napastników. Jedna z takich akcji zakończyła się faulem Maćka w niebezpiecznej odległości od bramki. Nerwowo ustawiony mur nie zatrzymał mocnego strzału, piłka przeleciała obok słupka i interweniującego bramkarza i było 1:3. Do końca połowy pozostawało 6 minut, które staraliśmy się wykorzystać na zmniejszenie strat. Jednak częste granie środkiem nie przynosiło efektów, skrzydła w tym okresie funkcjonowały słabo i klarownych okazji brakowało. Zawodnicy w różowych koszulkach grali bardzo uważnie i spokojnie, budowali swoje akcje wymieniając mnóstwo podań. Taka gra mogła się zemścić, gdyż Aster odebrał piłkę obrońcy w okolicach pola bramkowego, lecz jego strzał obił słupek i padł łupem bramkarza. Do końca pierwszych dwudziestu minut nie zmieniło się nic i mogliśmy zejść na przerwę.
A w niej nerwowe wyliczanie błędów przez naszych zawodników. Dość burzliwa wymiana zdań i sporo wzajemnych uwag. Jednak to poskutkowało, gdyż druga połowa była nieco lepsza w naszym wykonaniu od pierwszej. Co prawda wciąż optyczna przewaga należała do WASów, wciąż byli oni częściej przy piłce, lecz do spółki z fantastycznie interweniującym Scarabem uniknęliśmy poważnych wpadek. I gdyby nie dwa błędy Wieszaka, które zaowocowały golami dla rywali byłoby zupełnie nieźle. Otóż raz nie upilnował napastnika rywali, który łatwo mu uciekł i wychodząc sam na sam bez problemów podwyższył wynik. W kolejnej akcji Wieshaq zgubił krycie na skrzydle umożliwiając wyprowadzenie kontry w przewadze 2 na 1 co również skończyło się dla nas tragicznie. Jeszcze tylko dwa słupki, dwie fenomenalne interwencje Scaraba i na tym w zasadzie koniec sytuacji WASów. Mieli oni co prawda sporo z gry, jednak chyba nonszalancja nie pozwalała im na wykończenie akcji. Sporo rzutów rożnych czy autów z okolic pola karnego nie przyniosło rezultatów. Z naszej jednak strony także nie wiele groźnych akcji. Trzykrotnie świetnymi interwencjami po strzałach z daleka ratuje rywali ich bramkarz, z czego jedna parada była niczym z boisk ekstraklasy. W 35 minucie udaje się zdobyć gola nr 2. Maciek wywalczył piłkę na środku boiska i pobiegł na spotkanie z bramkarzem. Ładny strzał obok interweniującego golkipera dał nam drugą bramkę. Jeszcze w ostatnich minutach świetną okazję miał również Maciek, jednak jego strzał z bardzo czystej pozycji minął bramkę o dobre dwa metry. Mieli swoje szanse Olej, Pablo, Grzechu i Aster, jednakże byli dobrze blokowani lub piłka sprawiał im niemałe figle. W drugiej części Stołeczni przeszli na krycie indywidualne, lecz dopiero po dobrych kilku chwilach każdy z zawodników załapał o co chodzi. W międzyczasie WASy wykorzystali nasze gapiostwo w obronie inicjując groźne wypady.
Ogólnie mecz z wyraźną jednak przewagą WASów, którzy grali dokładniej i mniej nerwowo. Szanowali piłkę, spokojnie rozgrywali swój atak i nie notowali głupich strat piłki. Pod koniec przy szczelnym naszym kryciu kilkukrotnie się pogubili oddając piłkę za darmo, lecz wówczas defensywa stawała na wysokości zadania nie dopuszczając graczy Stołecznego NISSANklubu do groźnych sytuacji. Sprawiedliwy wynik, niezłe sędziowanie i ostatnie miejsce w tabeli – to jest wynik tego spotkania.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – gol z wolnego w jakimś stopniu obciąża jego konto. Poza tym bez zarzutów, na plus świetne interwencje w II połowie.
Aster – 6 – w obronie zagubiony, dużo lepiej zagrał w ofensywie.
Pablo – 7 – najpóźniej załapał krycie indywidualne. Ale miał wiele dobrych strzałów i ładnie rozprowadzał piłkę. Gorzej w obronie, gdzie jego skrzydło często było nie kryte.
Olej – 7 – brakowało błysku. Niby absorbował obronę tak jak powinien, lecz niewiele z tego wynikało. Ładny gol, kilka udanych zagrań indywidualnych.
Grzechu – 6 – Tym razem bez rażących błędów. Nieco zbyt wolne rozegranie, mało szukał pozycji na skrzydle
Pawlo – 3 – 10 za ambicję i wolę wsparcia zespołu, to się liczy najbardziej. Bardzo szkoda jego kontuzji, gdyż z przebojowego zawodnika pozostały wspomnienia.
Wieshaq – 3- niestety, lecz dwa gole obciążają w 100% jego konto. Poza tym starał się, był bardzo ambitny, lecz i w tym przypadku kontuzjowane kolano nie pozwalało na wiele
13.03.2010 Stołeczny NISSANklub – Eurogoal 1:2
Bardzo dobre spotkanie, w którym nie zabrakło pięknych akcji, strzałów, parad bramkarskich i niesamowitej walki przez całe 40 minut. Spotkanie, w którym nasz zespół nie był gorszy i chyba niezasłużenie przegrał 1:2
Już przed meczem było dość optymistycznie, gdyż stawiło się aż 8 zawodników, co zdarza się dość rzadko. Scarab na bramce i dalej Maciek, Pablo, Aster i Olej. Wchodzącymi byli Grzechu, Wieshaq i Pawlo. NISSANklub od samego początku grał bardzo dobrze. Akcje się zazębiały, pressing pozwalał na dużo przechwytów, sporo było okazji bramkowych. Defensywa nie pozwalała na wiele zawodnikom gości, a jeżeli już znalazła się luka to na posterunku był Scarab.
Wymiana ciosów trwała od samego początku meczu. Oba zespoły grały agresywnie w obronie, przez co do 10 minuty widniał wynik bezbramkowy, chociaż okazji nie brakowało. Z naszej strony Olej ustrzelił poprzeczkę, Pawlo nie trafił do zupełnie pustej bramki, Maćkowi we wspaniałym stylu wybronił strzał bramkarz rywali, Pabla strzały były minimalnie niecelne. Pod naszą bramką największe zagrożenie nadchodziło z dystansu, gdy zawodnicy Eurogoala próbowali strzałów z daleka. Tak też było w 11 minucie, gdy dość niegroźny strzał prześlizgnął się po rękach Scaraba i piłka dosłownie wturlała się do naszej bramki odbijając się od słupka. Bardzo pechowa bramka po olbrzymim błędzie naszego golkipera.
Na szczęście nie załamało to naszych zawodników, którzy wciąż parli do przodu. Ponownie najwięcej zmarnowanych okazji miał Olej, którego łatwość dochodzenia do czystych sytuacji jest wprost proporcjonalna do skuteczności. Eurogoal w tym okresie zagrał wybitnie defensywnie skupiając się na wyprowadzaniu bardzo groźnych kontr. Trzykrotnie pachniało golem, lecz obrońcy i Scarab zawsze zdołali zblokować strzały. Do przerwy jednak nie udało się obu zespołom już nic ustrzelić.
W przerwie najwięcej otuchy dodaliśmy Scarabowi, pokazując iż cały zespół nie winił go za utratę gola. Początek był wyśmienity. Niesamowita presja na zawodników Eurogoala skutkowała mnóstwem sytuacji. Brakowało tylko szczęścia, gdyż strzały mijały bramkę rywali w bardzo niewielkiej odległości. Dwoił się i troił bramkarz gości, który w fantastyczny sposób uchronił swój team od straty goli. W końcu jednak skapitulował. Świetnie rozegrany rzut wolny, po którym Maciek odgrywa piłkę do Astera. Strzał tego drugiego był mocny i precyzyjny i doprowadził do wyrównania. Eurogoal jeszcze przez chwilę jakby nie doszedł do siebie, natomiast my nie potrafiliśmy wykorzystać słabości rywala. Po upływie 30 minuty goście zaczęli grać jeszcze bardziej agresywnie, stosowali pressing na całym boisku. Odwrócili tym przebieg meczu, gdyż Stołecznym było bardzo ciężko przedostać się pod bramkę rywali. Z kolei Eurogoal raz po raz szarżował pod nasze pole karne, jednakże wielokrotnie ich akcje zostały świetnie zatrzymane przez naszą defensywę a dwukrotnie ratował nas słupek. Z biegiem czasu Stołeczny NISSANklub opadł nieco z sił i został przez to skarcony. Po szybkim ataku skrzydłem strzał rywala zablokowali do spółki Maciek i Scarab, lecz piłka niefortunnie potoczyła się na środek pola karnego, gdzie było dwóch zupełnie nie krytych rywali. Strzał do pustej bramki był formalnością i okazał się golem na wagę trzech punktów.
Do końca staraliśmy się doprowadzić do wyrównania, lecz w tym czasie mogliśmy ponieść większe straty. Kilka szybkich wypadów Eurogoala mogło zakończyć się bramką, ale zawsze obrońcy Stołecznych byli na posterunku. Także i my mieliśmy doskonałe okazje, ale to nie był dzień Pabla i Oleja, którzy łącznie zmarnowali 6 sytuacji sam na sam. Niestety, zabrakło nam czasu i musieliśmy pogodzić się z porażką. Porażką, na którą nie zasłużyliśmy prezentując się na pewno nie gorzej niż Eurogoal.
Całe spotkanie było bardzo ciekawym widowiskiem z dużą liczbą składnych akcji, walką na całej szerokości i długości boiska oraz obfitujące w emocje. Był to jeden z lepszych meczy w naszym wykonaniu i tym bardziej boli strata wszystkich punktów.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 8 – gdyby nie pechowy gol byłby ideał.
Aster – 8 – mnóstwo serca zostawił na boisku niekiedy walcząc za dwóch. Piękny gol.
Pablo – 8 – swoimi dryblingami pressingiem siał sporo zamieszania. Brakowało tylko dokładności.
Olej – 7 – sporo zmarnowanych okazji. Mógł zostać bohaterem meczu.
Grzechu – 5 – dość apatyczny na boisku, kilka niedokładnych podań.
Wieshaq – 4 – ponosi winę za gola nr 2, często nie nadążał za rywalami
Pawlo – 7 – za wolę walki i ambicję. Piłkarsko ciężko mu się wykazać.
7.03.2010 Stołeczny NISSANklub – Pędzący Jeż 1:8
Kompromitacja. Dramatycznie mizerny NISSANklub przegrał ze słabym Pędzącym Jeżem aż 1:8. Żadnego wytłumaczenia nie ma, polegliśmy z kretesem prezentując grę na poziomie przedszkolnym, oczywiście bez urazy dla maluchów.
Jeżeli nie zmieni się nasza frekwencja i nadal będziemy stawiać się bez rezerw to szkoda poświęcać tych, którzy uganiają się za piłką. Na meczu mieliśmy Pawla, który przyszedł tylko na prośbę kapitana. Pachwiny na tyle mu dokuczają, że nie ma co myśleć o bieganiu i kopaniu piłki. Statystował tylko uzupełniając skład do wymaganych 5 zawodników. Był także Scarab, który niestety po całej nocy w pracy był cieniem samego siebie. Stawił się również Grzechu, który także nocy nie zalicza do udanych. Wieshaq gnał na złamanie karku z odległego Radzymina. Spóźniony ale pomógł w ciężkich momentach. Szacunek dla chłopaków, że pomimo takich sytuacji znaleźli chęć na rozegranie meczu, jednak w takim zestawieniu nawet Jeż pokazał, że zgrany zespół 8 zawodników, którzy prezentują się tylko przyzwoicie może zmieść taki zlepek jak my dzisiaj.
Początek od razu zapowiadał, że mecz będzie przegrany. Pierwsza akcja i 0-1, kolejna i 0-2. No i co teraz? Najlepsze dla nas nadeszło w drugich 10 minutach I połowy. Kontaktowa bramka Maćka po zamieszaniu podbramkowym, kilka sytuacji Oleja. Była szansa nawet na wyjście na prowadzenie, bo w tym czasie Jeż przyczaił się skupiając się na obronie rezultatu. Niestety, nasza nieskuteczność nie pozwoliła nam na odrobienie strat i musieliśmy mobilizować się na II połowę. Pędzący Jeż grał prostą piłkę, szybka wymiana podań lub długi przerzut pozwalały na kreowanie kolejnych sytuacji. Na nas taki futbol wystarczył bez dwóch zdań.
Drugie dwadzieścia minut zaczęło się dokładnie jak pierwsze, z tym, iż uderzenie było mocniejsze. 5 minut, 3 gole i tablica wyników była bezlitosna. Zasapany NISSANklub prędzej myślał o dotrwaniu do końca niż o kolejnych bramkach. A Jeże tak się rozbrykali, że raz po raz szarżowali na bramkę Scaraba. Jednak albo strzały były niecelne albo po prostu gubili piłkę podczas rozegrania. Spora niedokładność, ale także gra na wielkim luzie i świadomość historycznej wygranej zaskutkowały jeszcze trzema golami, które paść nie powinny. Lecz postawa w obronie była żałosna z naszej strony. Świadczy o tym także krzyk rozpaczy Scaraba po kolejnej nieudanej akcji: „co jest kur**…?” Nic się nie udawało, żadna akcja nie była nawet w połowie tak udana jak byśmy chcieli. Zostawialiśmy mnóstwo miejsca Jeżom, stałe fragmenty kończyły się szybkimi kontrami, sztuką była wymiana dwóch podań. Dramat i żenua.
Dobrze, że skończyło się na 1:8, gdyż przynajmniej w dwumeczu to my jesteśmy lepsi. Zastanawiające jest tylko jedna kwestia. Jak można tak zagrać dokładnie tydzień po świetnym występie przeciwko Mehisto?
Subiektywny ranking kapitana, bez komentarzy
Scarab – 2
Pawlo – bez noty
Grzechu – 1
Wieshaq – 2
Olej – 2
W tym tygodniu zawieszony będzie także konkurs na piłkarza meczu.
28.02.2010 Stołeczny NISSANklub – Mehisto 6:4
Po bardzo dobrym spotkaniu w wykonaniu SNKP w końcu nastąpiło przełamanie złej passy. Zasłużone zwycięstwo 6:4 było efektem świetnej gry Stołecznych i sporej przewagi zarówno w obronie jak i w ataku.
Już przedmeczowe zapowiedzi były optymistyczne. Skład, jaki pojawił się na dzisiejsze spotkanie był najmocniejszy od kilku spotkań. W końcu zaczęły funkcjonować skrzydła wg obranych założeń, w końcu Olej miał spore wsparcie w ataku. Bardo dobrze wyglądała defensywa, która od 10 minuty spotkania była bardzo szczelna. No i w końcu Stołeczny NISSANklub zagrał na miarę swoich oczekiwań. Taka gra pozwala optymistycznie patrzeć na kolejne potyczki.
Od początku spotkania narzuciliśmy rywalom swój styl gry. Akcje zazębiały się, stwarzaliśmy niezłe okazje bramkowe. Pechowo jednak ułożyła się cała I połowa. W 5 minucie po bardzo ładnej akcji tracimy bramkę, którą niestety zawalił Pawlo, pełniący dziś rolę bramkarza. Jak mu przeszła piłka po rękach zostanie jego tajemnicą. W 11 minucie tracimy gola nr dwa po olbrzymim błędzie sędziego. Strzał Astera po odbiciu się od obrońcy Mehisto wylądował na słupku, po czym piłka wyszła na rzut rożny. Zupełnie niezrozumiale sędzia przyznał piłkę rywalom, którzy skorzystali z zamieszania wyprowadzając bardzo szybką kontrę zakończoną golem. Nie zraża to jednak naszego zespołu, który wciąż parł do przodu. 3 minuty później Pablo świetnie wypracował sobie pozycję do strzału i bramkarz Mehisto wyciągał piłkę z siatki po raz pierwszy. Napór trwał, lecz na 2 minuty przed końcem I połowy Maciek odpuścił rywala, który z ostrego kąta po wykonaniu autu skierował piłkę do naszej siatki. Graliśmy wówczas w osłabieniu, gdyż Pablo bezsensownie wszedł w rywala wślizgiem w polu karnym przeciwników. Wynik 1:3 nie oddawał przebiegu meczu, lecz straty jednak musieliśmy odrobić.
W przerwie pełna mobilizacja. Drugie dwadzieścia minut było chyba najlepsze w naszym wykonaniu w ogóle. Agresywny pressing na całym boisku i Mehisto nie potrafi wyprowadzić piłki z własnej połowy. Raz po raz mamy szanse golowe, jednak dopiero rajd Maćka kończy się sukcesem. Strzał ze skrzydła w długi róg pozwolił na nawiązanie bezpośredniego kontaktu. Przez następne 10 minut Mehisto nie istnieje. Udawało im się jedynie wybijać piłkę na oślep, która wciąż wracała w okolice ich pola karnego. Olbrzymia przewaga kończy się golem wyrównującym, a strzelcem był Pablo. Na tym nie koniec, po 4 minutach SNKP uzyskuje prowadzenie. Kolejny precyzyjny strzał Maćka pod poprzeczkę i mamy 4:3. W 15 minucie w końcu lider snajperów, Olej utrafił swój łup wciskając piłkę do siatki po sporym zamieszaniu podbramkowym. Wynik 5:3 pozwolił nieco nam złapać oddech, lecz także Mehisto wróciło do równowagi i zaczęli stwarzać jakieś zamieszanie pod naszym polem karnym. Równo na 70 sekund przed końcem po ładnej akcji zespołowej strzelają gola i nadzieja wraca w ich szeregi. Niestety, gol padł to sporym błędzie Astera, który zupełnie odpuścił krycie. Jednak ostatnie zdanie należało do nas. Olej jakimś cudem z niemal zerowego kąta wcisnął piłkę pomiędzy nogami bramkarza Mehisto i mogliśmy świętować trzy punkty.
Cały mecz wyszedł w naszym wykonaniu bardzo dobrze. Świetny pressing przynosił wymierne efekty. Mehisto stworzyło sobie w zasadzie 5 okazji, z czego trzy znalazły się w sieci Pawla. Z kolei nasz zespół poza golami zanotował jeszcze dwa strzały w słupek, pięć szans sam na sam i kilkanaście niedokładnych podań pod samym polem karnym Mehisto. Sam Aster mógł ustrzelić hattricka po znakomitych okazjach, lecz dzisiaj ewidentnie nie miał swojego dnia.
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 7 – gdyby nie gol nr 1 byłaby bardzo wysoka ocena. Taka szmata nie powinna wpaść do naszej bramki. Reszta meczu wzorowa.
Pablo – 8 – dwa gole mają swoją wymowę. Świetnie kondycyjnie, bardzo ładna gra indywidualna. Na minusy jedynie błędy taktyczne, czasami także nie zauważał lepiej ustawionych kolegów.
Olej -7 – gdyby nie dwa gole spadły by na niego gromy z jasnego nieba J Bardzo waleczny, aczkolwiek zbyt indywidualny. No i zmarnował trzy sety, co staje się jego specjalnością.
Grzechu – 8 – wolno, ale skutecznie. Poza drobnymi błędami grał świetnie.
Wieshaq – 8 – ten koleś dał dzisiaj swój popis. Błędów nie stwierdzono. Świetnie asekurował ostatnich obrońców.
Krzychu – 7 – początkowo miał zagrać jako bramkarz, jednak zmiana decyzji nie miała wpływu na jego grę. Bardzo ambitnie.
Tomasz – 8 – do momentu kontuzji pewnie w obronie.
Aster – 6 – niestety, ale chyba został ślad po chorobie. Grając świetnie w ofensywie zmarnował jednak kilka kapitalnych okazji i dopuścił do utraty bramek nr 3 i 4.
21.02.2010 Stołeczny NISSANklub – Bossa Noga 0:5
Niestety, w trzecim już meczu z kolei nasz zespół w ogóle nie podjął walki i zanotował kolejną bolesną porażkę. Wynik 0:5 jak najbardziej oddaje przebieg spotkania, w którym stworzyliśmy sobie dosłownie kilka okazji golowych.
Żadnego wytłumaczenia tak słabej postawy nie ma. Gramy bardzo źle, szwankuje podstawowa organizacja gry. Nie wychodzimy na pozycje, nie szukamy okazji. No i niestety kondycyjnie wyglądamy najgorzej w lidze.
Mecz rozpoczął się najgorzej jak mógł. Już pierwsza sytuacja dla Bossej Nogi skończyła się bramką – w zamieszaniu podbramkowym celnie uderzył napastnik rywali. Od tego momentu gra toczyła się wyłącznie pod dyktando rywali. My mieliśmy wielkie kłopoty ze składnym rozegraniem. Z przodu jedynie Pablo starał się indywidualnie stworzyć okazje, lecz bez wsparcia nie był w stanie pokonać szczelnej obrony BN. Rywale za to ciągle starali się uzyskać kolejne bramki, jednak nasza obrona była jedynym jasnym promykiem w meczu. Staraliśmy się rozbijać akcje przeciwników, a gdy to zawodziło to na posterunku był jeszcze Scarab. Niestety, w 11 minucie tracimy drugą bramkę po jedynym błędzie naszego bramkarza. Rywal oddał strzał z daleka w środek bramki i piłka znalazła drogę pod ręką Scaraba. Do przerwy Bossa Noga stworzyła sobie jeszcze kilka okazji, lecz wynik nie uległ zmianie.
Drugie dwadzieścia minut nie przyniosło zmian na boisku. Nadal to Bossa Noga była stroną przeważającą, natomiast SNKP skupił się jedynie na szybkich kontrach. Najlepszą okazję zmarnował Maciek, który po świetnym zagraniu Pabla znalazł się sam na sam i strzelił wprost w bramkarza. Próbowaliśmy strzałów z daleka, długich dograń, lecz to wszystko było za mało. W międzyczasie Bossa zaaplikowała nam jeszcze trzy gole, każdy po składnych akcjach. Nasi obrońcy nie byli w stanie im zapobiec i efektem jest druzgocąca porażka. Nie popisał się także sędzia, który ofiarną interwencję Wieshaqa uznał za wślizg i podyktował rzut karny. Na całe szczęście Scarab odbił mocny strzał i skończyło się jedynie na strachu. Pod koniec meczu gra zaczęła przypominać podwórkowe kopanie, gdyż każdy zespół starał się zdobyć gola, przez co były ogromne dziury w obronie i wymiana akcja za akcję. Nie zakończyły się one wymiernym efektem i mogliśmy odetchnąć z ulgą równo z końcową syreną.
Ocena meczu w naszym wykonaniu wypada bardzo blado. Prezentowaliśmy się mizernie w ofensywie nie potrafiąc utrzymać piłki przez dłuższy okres. Ciężko nam było wymienić 3-4 podania, rywale stosowali pressing, z którym zupełnie sobie nie radzimy. Forma z poprzedniej rundy kompletnie się ulotniła.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 7 – poza drugim golem bez zarzutu.
Wieshaq – 4 – bojowy, ale zmęczenie przeziębieniem dało znać o sobie.
Pawlo – 3 – wielka szkoda, że kontuzja pozbawia go wielu zalet. Ciężko mu nawet biegać.
Tomasz – 6 – poza kryzysem na początku drugiej połowy był bardzo solidny.
Pablo – 6 – osamotniony w ataku niewiele mógł zdziałać.
Stołeczny NISSANklub – Twoja Klaszcze u Rubika 3:10
Wyklaskani przez Rubika, dosłownie. W meczu, w którym SNKP pokazał jak nie grać w piłkę. Dno piłkarskie plus chaos taktyczny pozwoliło składnie grającym gościom odnieść pierwsze zwycięstwo w bieżącym sezonie.
Przedmeczowe kłopoty kadrowe na szczęście udało się zażegnać, lecz na tym skończyły się miłe chwile związane z tym meczem. Na spotkanie stawiło się siedmiu Stołecznych, którzy mieli pokazać Rubikom im miejsce w szeregu. Sam początek pojedynku wskazywał, iż tak się stanie. Błyskawicznie NISSANklub objął prowadzenie po bardzo składnej akcji, którą wykończył Tomasz WPR. Była to może 20 sekunda, później jeszcze przez chwilę nasi dominowali na parkiecie po czym wkradło się coś złego. Zaczął panować chaos, dublowaliśmy pozycje pozostawiając zupełnie niepilnowanych rywali. Doszło do tego, że kilkukrotnie Rubiki ruszali z kontrą w trzech na jednego. Fatalnie wyglądała organizacja obrony i gdyby nie Scarab w bramce mogło by być jeszcze gorzej. Na wyrównalianie czekaliśmy do 4 minuty, później nie potrafiliśmy stworzyć żadnych groźnych sytuacji ratując się jedynie indywidualnymi zagraniami bądź rozpaczliwymi strzałami z daleka. A Rubiki na naszym tle wyglądali niczym profesorowie. Klepeczka, wyjście na pozycje, strzał. Rach ciach i po sprawie, do przerwy władowali jeszcze trzy gole. Dosłownie, gdyż nie były to czyste pozycje i piłka raczej przypadkowo zaglądała w nasze sieci, lecz sprawiedliwości i tak stało się zadość. 1:4 to minimalny wymiar kary za takie żenua.
W przerwie było miło po czym zmobilizowani zaczynamy drugie dwadzieścia minut. Już pierwsza nasza akcja kończy się golem po świetnym strzale Oleja z daleka i jednak błędzie bramkarza. Niestety nie był to punkt zwrotny. Bardzo szybko TKuR wrócił do równowagi, zaczęli grać jeszcze lepiej. Z naszej strony gra jakoś się poukładała, lecz nie na tyle aby cokolwiek zaproponować w zamian. Kolejnych 5 goli wpadło do naszej bramki, błędy indywidualne na pewno o tym zadecydowały i po 32 minutach widniał ładny wynik 2:9. Wówczas Rubiki pozwalali sobie już na fajerwerki i tak im to wychodziło. Strzały pod sufit czy w szyby boczne. Stać ich było na to, gdyż i wynik i rywal byli bardzo daleko. Nam szczęśliwie udało się uzyskać gola nr 3 – po dalekim wrzucie Maćka do Grzecha stojącego tuż przy bramkarzu rywali piłka finalnie wpadła do siatki. Grzechu ją ponoć odbił plecami, lecz gol został uznany kapitanowi. Ostatnia bramka to kuriozum, strzał z daleka i piłka zaczęła odbijać się kolejno od dwóch zawodników i wtoczyła się obok Scaraba. I zawyła syrena zbawienia, można wracać do domu.
Twoja Klaszcze u Rubika pokazali się z niezłej strony, chociaż trzeba przyznać, że nie mieli rywala. Żadnej organizacji gry u nas nie było, ambicje też zostały w domach i czekały na później. Wielka szkoda że to właśnie my musieliśmy jako pierwsi uznać wyższość tego zespołu.
Subiektywny ranking kapitana, w którym nie będzie not Tomasza i Oleja (jak to się ostatnio modnie mówi – kto był ten wie)
Scarab – 7 – Pewny na bramce, w miarę solidny. Ocena Rubików w stosunku do niego dalece niesprawiedliwa.
Grzechu – 3 – ajć, drugi mecz z rzędu gra piach. Czemu?
Pawlo – 3 – organizmu nie da się oszukać. Pachwiny nie pozwalały mu na skuteczne interwencje i to niestety było widać.
Wieshaq – 5 – przyzwoicie. Czasami się zagubił, czasami ładnie uciekał skrzydłem.
Na koniec chciałem podziękować dwóm osobom za wsparcie!
06.02.2010 Stołeczny NISSANklub – FC United 2:7
W pierwszym meczu II rundy Stołeczny NISSANklub uległ zespołowi FC United aż 2:7 pokazując słabą grę w ataku i obronie. Składne akcje można było policzyć na palcach jednej ręki.
Nasz zespół ponownie przystąpił do spotkania w 5-osobowym zestawieniu, co zaczyna się robić irytujące. Naprawdę każdy w takie spotkania wkłada wiele sił, a nie mając żadnego wsparcia z ławki wynik jest raczej łatwy do przewidzenia. Co poniektórzy muszą się uderzyć w pierś, gdyż taka postawa nie wpływa korzystnie na drużynę.
Słaba frekwencja nie jest jedyną przyczyną porażki, gdyż rywale mieli tylko jednego rezerwowego, ale, szczególnie w drugiej połowie, gdy zawodnicy słaniali się na nogach, to jednak nic pozytywnego z tego wyniknąć nie mogło. Akcje typu podaj i biegnij były jedynym rozwiązaniem, a dla wygody reszty biegał tylko Olej. Jednak każdy ze Stołecznych dał z siebie wszystko i za to na pewno należą się słowa pochwały.
Początek meczu był w miarę udany. Co prawda FCU byli częściej przy piłce i posiadali tzw przewagę optyczną, lecz to nasza drużyna uzyskała prowadzenie. W 4 minucie po ładnym podaniu Grzecha w sytuacji sam na sam Olej nie zastanawiając się wiele, huknął jak z armaty i piłka grzęźnie w siatce. Kolejne minuty to bardzo rozsądna i skuteczna obrona z nielicznym próbami ataku. Wytrzymaliśmy tylko do 9 minuty, w której to po bardzo pechowej próbie wybicia FCU wyrównują. Od tej pory zaznaczała się coraz większa przewaga rywali, którzy bardzo korzystali z naszej niemocy kondycyjnej. W 13 minucie pada bramka numer 2 dla United. W bardzo niegroźnej sytuacji napastnik chciał strzelić, ale piłka zeszła mu z nogi. Jednak na tyle nieszczęśliwie, że przetoczyła się obok Grzecha, Maćka i Krzycha, który świetnie radził sobie na pozycji bramkarza.
Stołeczni w tym czasie próbowali odwrócić losy meczu, najbliżej tego był Maciek, którego strzał wylądował na słupku. Chwilę później spore nieporozumienie – Maciek z rzutu wolnego nastrzela plecy Oleja po czym rywal przejmuje piłkę i nie niepokojony wykorzystuje ten prezent. Do przerwy wynik już nie ulega zmianie i z wielką ulgą schodzimy na kilkuminutowy odpoczynek.
Kolejne dwadzieścia minut było jeszcze gorsze w naszym wykonaniu. Brak sił na tyle odbił się na grze, że stworzenie akcji było możliwe tylko na samym końcu, gdy FCU odpuścili zupełnie grę w obronie. W 23 minucie przegrywamy już 1:4 po bardzo ładnej kombinacji. Potem chwilowy, ostatni już zryw SNKP. Kilka anemicznych prób Oleja i wywalczyliśmy rzut rożny, po którym Maciek wykorzystał błąd obrońcy strzelając z bliska pod poprzeczkę.
W tym momencie mecz mógłby się skończyć, jednak na zegarze była dopiero 25 minuta. W 28 tracimy gola nr 5 po akcji, w której napastnik FCU wyszedł sam na sam z Krzychem i został powalony w polu karnym. Rzut karny skutecznym strzałem obok słupka wykorzystali FCU. Po tym golu wznawialiśmy grę od środka, Maciek katastrofalnie oddał piłkę rywalowi i było już 2:6. Siódmy gol był konsekwencją zupełnego już braku sił. Drużyna nie wróciła się do obrony z czego skrzętnie skorzystali United.
Ostatnie minuty o dziwo należały do nas. United chcieli zdobyć kolejne gole, lecz czynili to nieskutecznie. Z naszej strony wyszło kilka kontr, które niestety nie zakończyły się powodzeniem. Trzykrotnie Olej znalazł się w swojej ulubionej pozycji sam na sam i trzykrotnie skończył je w równie ulubiony sposób. Próbowali także Pawlo, Grzechu i Maciek, ale bez żadnego skutku.
Ogólnie mecz w naszym wykonaniu bardzo słaby. Trudno nam było rozegrać piłkę czy wymienić kilka podań. Mocnym punktem był Krzychu, do którego nie było żadnych zastrzeżeń, żadna bramka także ni obciąża jego konta. Drugi biegun to niestety Grzechu, który miał duże problemy z dokładnością.
Subiektywny ranking kapitana:
Krzychu – 8 – wybronił kilka strzałów, przy golach bez szans
Pawlo – 5 – dopóki miał siły jego gra jeszcze wyglądała przyzwoicie. Później raczej walczył o przetrwanie.
Grzechu – 3 – kilka dokładnych podań w przekroju całego meczu nie wystawia dobrego świadectwa.
Olej – 5 – jedyny plus to gol. Zmarnował kilka sytuacji, często także łapał oddech. Brał grę w ataku na swoje barki przepychając się z dwoma a nawet trzema obrońcami.
16.I.2010 Stołeczny NISSANklub – Korsarze 0:19
W ostatnim meczu I rundy nasz zespół zdecydowanie uległ liderowi rozgrywek aż 0:19. Należy jednak rozgrzeszyć naszych zawodników, gdyż do końca nie wiadomo było czy spotkanie w ogóle dojdzie do skutku z racji dużych braków kadrowych.
W końcu Wieshaq zebrał pięcioosobowy zespół, który jednakże nie był w stanie sprostać bardzo mocnemu zespołowi Korsarzy. W przeciągu całego meczu walka toczyła się w obrębie naszego pola karnego z nielicznymi próbami ataku. Pierwsze trzy minuty wyglądały jeszcze dość obiecująco, podczas których nasz atak dwukrotnie stworzył sobie sytuacje do strzałów, lecz reszta spotkania to walka o zachowanie twarzy i utrzymanie rekordu Playa (zwycięstwo w stosunku 0-20). Pierwsza połowa kończy się w stosunku 0-10, w drugiej – przy sporej dawce szczęścia – udaje sie stracić jednego gola mniej i po ostatniej syrenie na tablicy widnieje mało korzystny rezultat.
Chłopakom należą się jednak brawa za grę bez zmian i za walkę w sytuacji, kiedy 3/4 zespołu wzięło sobie wolne. Najważniejsze, że uniknęliśmy regulaminowej kary finansowej za oddanie meczu walkowerem.
Szczegółowej relacji z meczu oraz subiektywnego rankingu nie będzie, gdyż redakcja w tym czasie bawiła na nartach
9.I.2010 Stołeczny NISSANklub – Wild Boys 2:7
Jeżeli można być zadowolonym z porażki to tak jest w tym przypadku. Po niezłej grze i sporej dozie szczęścia ulegliśmy mocnemu teamowi Wild Boysów 2:7. Mecz toczył się pod dyktando rywali, jednak u nas sprawdzała się prosta taktyka – obrona Częstochowy.
Głównym założeniem przedmeczowym było uniknięcie blamażu. Po przerwie świąteczno-noworocznej ciężko było nam zebrać się do kupy, więc już pierwszy gwizdek został przez co poniektórych przyjęty z grymasem bólu. Ale o dziwo, początek meczu był dość wyrównany. Wild Boys co prawda zdominowali nas grą indywidualną, lecz to Stołeczny NISSANklub stworzył trzy groźne akcje. W tym czasie rywale mieli niemiłosiernie rozregulowane celowniki i Wieshaq w zasadzie nie musiał interweniować ani razu. Natomiast my konstruowaliśmy bardzo szybkie wypady pod bramkę WB po przechwytach piłki, które w początkowej fazie meczu przychodziły nam dość łatwo. Po jednej takiej akcji – w piątej minucie – w sytuacji dwóch na jednego znaleźli się Olej i Pawlo, który po podaniu tego pierwszego skierował piłkę do siatki Boysów. Niespodzianka rosła z każdą minutą, gdyż rywale nie potrafili wcelować w naszą bramkę. Raz po raz obijali bandy za świątynią Wieshaqa, lecz strzałów celnych było jak na lekarstwo. Napór rósł, my potrafiliśmy tylko zagrywać długie piłki do przodu, po których jednak wypracowaliśmy sobie kolejne dwie okazje. Szczególnie można żałować szansy Pawla, który po kolejnym świetnym zagraniu Oleja znalazł się sam na sam przed bramkarzem, jednak trafił go w nogę i akcję można było spisać na straty.
Z każdą minutą nasz zespół tracił siły, co było widać na boisku. Wild Boys nacierali coraz mocniej i w końcu dopięli swego. W 12 minucie błąd naszej obrony pozwolił gościom na strzelenie bramki. Trzeba dodać, że nie popisał się także nasz bramkarz, któremu piłka przeleciała pod rękawicą. W dalszym ciągu mieliśmy sporo szczęścia, gdyż wiele akcji WB kończyło się miernymi strzałami bądź zostało zblokowanych w ostatniej chwili. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. Świetna kombinacja rywali zakończyła się podaniem piłki na trzeci metr, gdzie stał zupełnie niepilnowany napastnik. Ofiarna interwencja Maćka nie pomogła i było już 1-2. Chwilę później zagubiony sędzia popełnił błąd i odgwizdał bardzo wątpliwy faul. Dwuosobowy mur nie zagrodził drogi piłce i po fenomenalnym strzale w okienko Wild Boys prowadzili już 3:1. Czary goryczy dopełnił gol numer cztery, który wynikał z zupełnego braku sił i niedostatecznego krycia. Bardzo ładnie rozklepana akcja i Wieshaq był bez szans.
Ten okres to było bardzo mocne uderzenie Wild Boysów. My z gry mieliśmy niewiele lub nawet nic. Ciężko było wyprowadzić piłkę poza naszą połowę, więc myślenie o gonieniu rezultatu trzeba było odłożyć na drugie dwadzieścia minut. Lecz pomimo niekorzystnego rezultatu bylyśmy w miarę zadowoleni, gdyż okazało się, że nie taki diabeł straszny.
II połowa zaczęła się przedziwnie. Spodziewaliśmy się kolejnej fali ataków WB a w zamian dostaliśmy partyjkę szachów. Rywale chcieli nas wciągnąć na swoją połowę, lecz nasze siły nie pozwalały nam na zbyt dalekie zapędzanie się pod bramkę rywali, więc piłka była rozgrywana w linii bramkarz – obrona zespołu gości. Było to o tyle korzystne dla nas, gdyż zbytnia pewność siebie i nonszalancja pozwoliła Maćkowi dwukrotnie przerwać akcję i pognać na spotkanie z bramkarzem rywali. W pierwszym przypadku piłka zatrzymała się na słupku, lecz druga akcja zakończyła się świetnym strzałem pod poprzeczkę i było już tylko 2:4. Wild Boysi rozkręcali się z każdą minutą, lecz chcieli strzelić zbyt pięknego gola i musieli raz po raz konstruować akcje od nowa. W tej połowie meczu to my mieliśmy bardziej groźne akcje i wielka szkoda, że ich nie wykorzystaliśmy. Trzykrotnie Olej znalazł się przed bramkarzem rywali i trzykrotnie uznał jego wyższość, natomiast kolejna próba spaliła na słupku. Pomocny był styl gry bramkarza WB, który zapędzał się dość daleko od swojej bramki. Raz starał się to wykorzystać Maciek, lecz jego strzał zza połowy był mało precyzyjny. Dwukrotnie także Olej chciał go wymanewrować daleko za polem karnym, lecz i w tych przypadkach musieliśmy się obejść smakiem.
W tym czasie Wieshaq miał również sporo roboty, ale wywiązywał się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. Niestety do czasu – rajd lewym skrzydłem rywala zaowocował bardzo mocnym strzałem. Maciek zdołał połowicznie odbić piłkę, lecz na tyle niefortunnie, że ta jednak wtoczyła się obok zdziwionego bramkarza i padły marzenia o korzystnym wyniku, gdyż działo się to w 32 minucie. Od tego momentu WB zaczęli ponownie czarować zwodami a my nie umieliśmy złożyć składnej akcji. I w taki nudnawy sposób mecz by się zakończył, gdyby nie ADHD Oleja. Najpierw w 36 minucie dość brutalnie sfaulował mijającego go rywala za co dostał dwuminutową karę. Nie odsiedział kilkunastu sekund i znowu wrócił na boisko nabuzowany emocjami. Umożliwiła mu to strata gola, którego trzech obrońców Stołecznych nie było w stanie zapobiec. Fenomenalny strzał z dalekiej odległości znalazł drogę pomiędzy trzema zawodnikami i piłka zatrzepotała w okienku. Po tej akcji nasz snajpeiro chciał się odegrać i zorganizował akcję indywidualną. Został zatrzymany niezgodnie z przepisami, lecz jego zdaniem faul był celowy co zbyt dosadnie wyłożył sędziemu i dostał drugą dwuminutówkę. Tradycji stało się zadość – posiedział kilkanaście sekund i znów dzięki straconej bramce mogliśmy grać w komplecie. Lecz wynik na tablicy brzmiał 2:7.
Ogólnie mecz chyba mógł się podobać. Czasami nasza obrona wyglądała nazbyt dramatycznie, ale trzeba przyznać, że była skuteczna. Ciężko także wyglądało kreowanie akcji, co można nawet porównać do dobrego dramatu, lecz i na tym polu nie było tragedii. Rzekł bym nawet, iż w stuprocentowych okazjach wygraliśmy w cuglach. Całokształt jednak był po stronie Wild Boys, którym zwycięstwo należało się bezapelacyjnie. Gratulujemy.
Subiektywny ranking kapitana:
Wieshaq – 6 – dwa gole zawalił, lecz ogólnie był bardzo pewnym punktem zespołu.
Tomasz – 6 – z jęzorem na wierzchu, ale zatrzymywał prawie każdą akcję. Walczak.
Pawlo – 7 – dwa apapy i podwójna dawka maści – tak nafaszerowany zagrał nieźle.
Olej – 6 – zaliczył asystę, lecz nie zdołał nic ustrzelić. A miał okazje.
Marcin – 5 – świetne zawody Marcina. Bardzo dużo ambicji i zaangażowania
Krzychu – 2 – jeszcze w świątecznym nastroju
Grzechu – 6 – duży plus za stawienie się na meczu. Jednak czasami zagubiony i bez pomysłu i dynamiki. Ogólnie jednak pozytywnie.
20.12.2009 Stołeczny NISSANklub – Bossa Noga 4:3
W zaciętym, dramatycznym i obfitującym w grę wykraczającą poza fair play Stołeczny NISSANklub zwyciężył Bossą Nogę 4:3 do końca walcząc o utrzymanie prowadzenia.
W końcu udało się Stołecznym zaprezentować w dość licznej obsadzie. Na przedmeczowej odprawie stawiło się 8 zawodników, co pozwoliło w przekroju całego meczu racjonalniej gospodarować siłami. Gdyby nie ten atut zapewne znów skończylibyśmy z kacem moralnym, gdyż z przebiegu całego spotkania byliśmy zespołem lepszym. Co prawda przy piłce częściej byli rywale, byli także dużo bardziej wybiegani i posiadali dużo więcej sił i kondycji, lecz to my stworzyliśmy więcej niebezpiecznych sytuacji i to my zaaplikowaliśmy więcej goli.
Już tradycyjnie pierwsza akcja należała do nas. Olej nie wykorzystał jednak szansy będąc sam na sam przed bramkarzem rywali. Od samego początku Bossa starała sie zepchnąć nas do głębokiej obrony stosując coś na wzór pressingu, lecz w większości przypadków dawaliśmy sobie z tym radę. Czy to długimi piłkami czy szukaniem gry na jeden kontakt. Pierwsze pięć minut to było jednak typowe wyczekiwanie i rozpoznanie rywala. Mało akcji, mało strzałów. W zamian mieliśmy sporo strat i szczelne defensywy. Po siedmiu minutach w końcu urwał się obrońcom Olej i po dokładnym podaniu od Maćka znalazł się oko w oko z bramkarzem nie dając mu żadnych szans na skuteczną obronę. Od tego momentu Bossa zagubiła się zupełnie co staraliśmy się wykorzystać. Kilkukrotnie strzelaliśmy z dystansu lecz mało precyzyjnie. W przeciągu kolejnych pięciu minut Wieshaq w zasadzie wynudził się setnie, natomiast z przodu co raz mieliśmy okazję na podwyższenie wyniku. I jedną z nich ponownie wykorzystał Olej popisując się precyzyjnym strzałem obok bezradnego bramkarza. Od tego momentu rywale zmienili obsadę bramki i wzięli się do roboty. Bardzo rzadko dochodzili do czystych sytuacji ratując się strzałami z daleka, ale z miejsca osiągnęli sporą przewagę optyczną. Wystarczyła chwila nieuwagi Maćka, który nie do końca zaasekurował skrzydło i było już 1:2. Bardzo mocny strzał napastnika gości znalazł lukę pomiędzy słupkiem a Wieshaqiem. To wydarzenie wzmogło tylko napór Bossej, lecz do końca połowy nie stworzyli sobie żadnej okazji golowej.
W przerwie staraliśmy się zmobilizować na początek drugiej połowy i udało nam się to połowicznie. Gola nie straciliśmy, ale tylko dzięki dużej dozie szczęścia. Prym w nieudolnych zagraniach wiódł Maciek, który raz po raz się gubił i nie potrafił dokładnie rozprowadzić piłki. Także reszta obrońców się dołączyła do teatru beznadziei i przez 3-4 minuty nie umieliśmy opuścić swojego pola bramkowego. Na całe nasze szczęście albo Wieshaq zatrzymywał akcje rywali lub strzelali niedokładnie. Od 25 minuty grę uspokoiliśmy i przeszliśmy do bardziej odważnych ataków. Groźne były szczególnie wypady skrzydłami, po których obrona Nogi często się gubiła i pozwalała na oddanie strzału. Po jednej takiej akcji bardzo mocno w długi róg strzelił Maciek, bramkarz Bossej odbił piłkę wprost pod nogi Astera, który skutecznie dokończył dzieła. Od tego momentu gra się bardzo zaostrzyła. Rywale często nie widząc innej możliwości powstrzymywali nasze akcje dość brutalnie. Raz pędzącego wzdłuż linii autowej Oleja staranował obrońca, innym razem na szczęście nieskuteczne okazało się kopnięcie od tyłu bez piłki. Słaby tego dnia sędzia był jednak w swoim świecie i nic nie widział. Ta druga sytuacja zakończyła się scysją pomiędzy Maćkiem a sprawcą, po której obaj zostali odesłani na ławkę kar. Paradoksalnie ten moment był początkiem gola nr 4. Po minucie Bossa pomyliła się w zmianach i na placu gry przebywało ich czterech, co sędzia zdołał wyłapać. Druga kara dwuminutowa i na boisku było trzech naszych i dwóch rywali. Po minucie zakończyły się pierwsze kary i gdy graliśmy trzech na czterech zdobywamy kolejną bramkę. Ponownie strzelcem był Olej, który wykorzystał świetne zagranie Wieshaqa i w sytuacji sam na sam fantastycznie strzelił w okienko. Do końca meczu pozostawało 10 minut, my mieliśmy trzy gole przewagi lecz Bossa rzuciła wszystko na jedną kartę. Byli bardzo zdeterminowani w dążeniu do gola, lecz wciąż sytuacji mieli jak na lekarstwo. Najgroźniejszą bronią były strzały z daleka, z którymi nasz bramkarz sobie świetnie radził. Nam z kolei ciężko wychodziło wyjście z piłką z własnej połowy, czasami wyglądało to na obronę Częstochowy, ale wymiernych efektów nie było. Dopiero błąd Marcina i Wieshaqa do spółki pozwolił Bossej na zdobycie gola nr 2. Jakimś cudem została dograna piłka ze skrzydła na środek pola bramkowego, gdzie rywal zderzył się z Marcinem a odbita piłka wturlała się koło słupka. Od tego momentu staraliśmy się grać jak najdłużej, szanować piłkę i grać szybkie akcje z kontry. Kilka okazji stworzonych przez Pawla, Astera i Oleja zostało spartaczonych. I gdy mecz dobiegał końca Bossa strzela gola nr 3 z niczego. Dość lekki strzał z prawego skrzydła był w miarę precyzyjny, lecz Wieshaq postanowił sprawdzić pośladami twardość parkietu. Więc klapnął na tyłek a piłka wtoczyła się do bramki i mieliśmy w ostatnich sekundach sporą nerwówkę. Jednak bardzo mądre trzymanie piłki a także zastawienie się Oleja, które skończyło się faulem i karą dla zawodnika Bossej pozwoliło w miarę bezpiecznie dowieźć zwycięstwo.
W przekroju całego meczu na pewno byliśmy zespołem bardziej skutecznym i groźnym. Bossa Noga stworzyła sobie bardzo mało sytuacji bramkowych. Dwa stracone gole obciążają zdecydowanie nasze konto, gdyż takie błędy zdarzać się nie powinny. Kondycyjnie byliśmy słabsi, lecz ambicją nadrabialiśmy wiele.
Weekend więc był nadzwyczajnie udany, gdyż w dwóch meczach zdobyliśmy komplet sześciu punktów strzelając 13 bramek a tracąc tylko 4. Tak więc Święta i Nowy rok spędzimy w dobrych humorach.
Subiektywny ranking kapitana:
Wieshaq – 6 – niestety, ale dwie bramki obciążają jego konto. Czasami niepewny, lecz w większości sytuacji bardzo skuteczny. Mocny punkt.
Tomasz – 8 – wolno ale skutecznie. Bardzo mało strat, wiele przechwytów i dobre wyprowadzanie piłki.
Olej – 9 – hat trick znów na jego koncie. Prawie do bólu skuteczny, często brał odpowiedzialność na swoje barki i szukał pojedynków jeden na jeden
Pawlo – 8 – twardo, ale fair. Dobrze powstrzymywał ataki na skrzydle, dobrze się włączał do akcji, fatalnie je kończył.
Grzechu – 7 – dwie godziny spania było chyba widać na boisku. Mało zdecydowany w obronie. Z przodu bardzo ładnie klepał piłkę z Olejem i fajnie wykonywał rożne i auty.
Aster – 8 – gol, dużo biegania. Wciąż jednak za wolny i wciąż wstrzymuje akcje. Ale widać sporą poprawę.
Marcin – 6 – poza błędem przy golu grał bardzo poprawnie i bardzo ambitnie walczył w obronie
19.12.2009 Stołeczny NISSANklub – Pędzący Jeż 9:1
W rozegranym dzisiaj meczu nasz zespół rozgromił outsidera tabeli aż 9:1. Popisówkę dał Olej strzelając wszystkie bramki, ale każdy z naszych zawodników zasługuje na wyróżnienie. Nasz rywal nie odstawał aż tak bardzo, ale świetny mecz w naszym wykonaniu skutkuje takim a nie innym wynikiem.
Przed meczem były małe obawy, gdyż z jednej strony graliśmy z najsłabszym zespołem i nie wypadało nam zgubić punkty, a z drugiej strony my do mocarzy także nie należymy. Wszystkie wątpliwości zniknęły zaraz po pierwszym gwizdu sędziego. Zdominowaliśmy Jeży zupełnie i raz po raz sunęły ataki Stołecznych. Na dzień dobry świetna kombinacja Maciek – Olej i poprzeczka. Potem Aster, Grzechu czy Maciek znajdowali się w dobrych pozycjach, lecz brakowało precyzji. Przez wzgląd na awarię zegara niemożliwe jest określenie kiedy po raz pierwszy ukłuliśmy, ale było to ok. 5 minuty. Wówczas Olej jakoś wcisnął piłkę pod nieporadnie interweniującym bramkarzem Pędzących i było wyczekiwane 1-0. Z każdą kolejną minutą mecz stawał się bardziej jednostronny ale jednocześnie graliśmy coraz spokojniej i dokładniej. Problemy były tylko przy wyprowadzaniu piłki od naszej bramki, gdyż rywale zakładali pressing i kilkukrotnie przejęli akcję, lecz bez żadnych efektów. Po drugiej stronie boiska dostaliśmy kilka szans na podwyższenie wyniku, lecz dopiero w okolicach 12 minuty Olej wykorzystał ładne podanie Maćka i będąc sam na sam z małym problemem ale strzelił gola. Od tego momentu presji już nie było żadnej, za to staraliśmy się rozprowadzać ładne akcje. Szkoda tylko skuteczności. Pędzący Jeż w I połowie zupełnie nie istniał, wystarczy powiedzieć, że oddali bodajże jeden celny strzał i dwa niecelne – wszystko ze sporej odległości. Dwukrotnie także zbyt zwlekali i tracili piłkę w okolicach naszego pola karnego.
Początek drugich dwudziestu minut to jak zwykle oddanie gry rywalom. Przez moment nawet zostaliśmy zamknięci na swojej połowie nie umiejąc skonstruować żadnej akcji. Trwało to chwilę, lecz w tym okresie mogliśmy sobie sami napsuć nieco krwi. Chwila minęła (jakby na papierosa) – to jedziem dalej. Lewym czy prawym skrzydłem, ale raz po raz sunęły szybkie akcje. Upraszczając – siedmiokrotnie skorzystał z nich Olej i wysunął się na pozycję lidera strzelców naszej ligi. Jak profesor grał Tomasz, który obsadził newralgiczną pozycję ostatniego obrońcy. Klatą, głową, nogami – nie do przejścia. Wymiatał wszystko w promieniu 5 metrów od niego. W bramce fajnie bronił Wiesiu, który ma jednak problem z wyprowadzeniem piłki. Dość pewne interwencje, niezły refleks po odbitej piłce od Maćka i odważne wyjścia pod linię pola karnego. Ale szmatę zdołał wpuścić po nikczemnie słabym strzale rywala. Piłka w tylko dla Wieshaqa znany sposób przeszła mu pod rękawicami i wtoczyła się do bramki. Trzeba oddać sprawiedliwość, że Maciek odpuścił w obronie i pozwolił oddać strzał, a sytuacja miała miejsce przy stanie 5:0. Trochę gubił się Aster, który uświadomiony (z przykładem live) przed meczem o spowalnianiu akcji nie odrobił lekcji. Trzeba jednak wspomnieć też, że wielokrotnie włączał się do szybkich akcji skrzydłem. Spokój do naszej gry wprowadzał Grzechu będąc mocnym punktem na skrzydle. Ocenę za mecz dramatycznie obniża sytuacja, w której będąc sam na sam z pustą bramką, mając piłkę na nodze niczym św. Mikołaj dał prezent bramkarzowi nastrzelają jego rękę. Olaboga! Także Ciołek, który w końcu zaszczycił swoją osobą naszą reprezentację biegał jak oszalały. Gubił się taktycznie, ale każdy wrzask kapitana sprowadzał go na właściwe tory.
Koniec końców – 9:1 a mogło być wiele więcej. Poprzeczka Astera, babol Grzecha, nonszalancja tego, co i tak napstrykał sporo, pech Maćka – jednym słowem działo się. Musimy też oddać szacunek rywalom. Na pewno nie zasłużyli na taki wymiar kary. Starali się przeprowadzać ładne, kombinacyjne akcje, świetnie utrudniali nam wyprowadzenie piłki. W szatni padły słowa Wieshaqa, że był to najbardziej grający fair rywal z jakim do tej pory się mierzyliśmy. Więc są pozytywy. Stołeczny NISSANklub zagrał jednak świetnie, szczególnie w ofensywie. Obrona bywała zaniedbywana niczym Dworzec Centralny, ale swoją funkcje pełniła. Jednym słowem – gratulacje należą się nam i nie zmieni tego nic.
Subiektywny ranking kapitana:
Wieshaq – 8 – za szmajurę spory minus. Za resztę meczu dużo większy plus. Pewny i skupiony. Do poprawy zagrania ręką do partnerów.
Grzechu – 8 – nieco za wolny, ale bez żadnych strat. Jak podawał to dokładnie, jak krył to szczelnie, jak strzelał to komicznie
Tomasz – 10 – no cóż, są wątpliwości?
Olej – 10 – lepiej grać nie musi. Wystarczy jak każdemu kolejnemu rywalowi strzeli 9
Aster – 7 – zagubił się w akcji, po której straciliśmy gola. Czasami zbyt schematyczny. Ale dużo biegał, starał się. Czasami nie zauważany.
Marcin – 5 – dobry zmiennik. Dużo się nabiegał.
13.12.2009 Stołeczny NISSANklub – Kamszoty 1:8
W meczu VIII kolejki Stołeczny NISSANklub uległ świetnie grającej młodzieży z Kamszotów 1:8. W zasadzie przez cały mecz przewaga rywali nie podlegała dyskusji i możemy sobie pogratulować tak małej straty bramkowej.
Śmiem twierdzić, że Kamszoty ta najlepszy rywal z jakim nam przyszło się do tej pory zmierzyć w bieżącej edycji ligi. Oczywiście przed nami jeszcze mecze z topem tabeli – Korsarzami i Wild Boysami, lecz to właśnie Kamszoty powinni zakończyć pierwszą rundę na pudle. Świetnie zorganizowani, fajnie rozgrywali swoje akcje, szukali niebanalnych rozwiązań no i przede wszystkim doskonałe panowanie nad piłką i w sytuacjach jeden na jeden. Każdy z nas w przekroju całego meczu wielokrotnie został objechany przez rywala. Jak wyeliminują swoją młodzieńczą fantazję i czasami zbyt wygórowane zagrania to będą naprawdę trudni do pokonania.
Jest tylko jedna, lecz za to spora uwaga od kapitana – frekwencja. Drugi mecz z rzędu w zasadzie oddajemy przed jego rozpoczęciem przystępując do niego praktycznie bez zmian. W meczu z Wyborowymi graliśmy w pięciu, dziś w sześciu. I w jednym i w drugim przypadku miało to duży wpływ na końcowy rezultat. O ile jednak w przypadku poprzedniego meczu możemy sobie pluć w brodę tak tym razem Kamszoty i tak znaleźli by pewnie na nas receptę. Może wynik był by mniej oddający różnicę, lecz nie są to nasze progi. Wydawać się może, że i tak powinniśmy podziękować rywalom za tak niski wymiar kary za dzisiejszy mecz. Chociaż z drugiej strony nasza ambicja i chęć walki zrobiła też swoje i za to pewnie dostaliśmy malutką nagrodę.
Mecz rozpoczął się ostrożnie. Rywale zapewne chcieli wybadać na ile nasza pozycja w tabeli oddaje nasz poziom gry. I – co staje się regułą – to my pierwsi zagroziliśmy bramce rywala. Najpierw kapitan oddał anemiczny strzał, potem Olej miał świetną, lecz niewykorzystaną okazję. Następnie Kamszoty wzięli się do roboty. Piłka świstała na lewo i prawo, górą i dołem a my patrzyliśmy, bo na więcej nam rywale nie pozwalali. Ale się trzymaliśmy raz po raz blokując strzały bądź przerywając ich akcje. Jednakże po 5 minutach tracimy gola. Pyk – pyk – pyk – pyk – pyk i w sytuacji sam na sam rywal ładuje piłkę obok bezradnego Wieshaqa. Drugi gol to pokłosie fatalnego zagrania Maćka, który wyłożył wręcz piłkę jak na tacy Kamszotowi i było 0-2. Graliśmy wówczas w osłabieniu po wykluczeniu Grzecha zatrzymującego ręką kontratak rywali. Staraliśmy się jakoś odwrócić losy meczu, lecz szło nam ciężko. Szarpane akcje niewiele przynosiły korzyści, gdyż brakowała przede wszystkim sił. W pewnym momencie nawet Olej dostał piłkę na środku i nie miał z kim jej rozegrać, gdyż pozostała trójka łapiąc oddech została pod swoim polem karnym.
Efektem naszych prób był ładny gol, po którym na tablicy było 1:2. Olej doskonale wymanewrował dwóch obrońców i wyłożył piłkę Pawlowi, który nie mógł nie strzelić. W międzyczasie Olej strzelił w słupek, kilkukrotnie próbowaliśmy bardzo niebezpiecznych kontr i tak skończył się pierwsza połowa. Połowa, w której mieliśmy jeszcze coś do powiedzenia, lecz przede wszystkim nieskuteczność i błędy w obronie zadecydowały, że przegrywaliśmy dość minimalnie.
Natomiast II połowa to już bardziej walka o przetrwanie. Już od początku brakowało nam sił, rywale raz po raz przeprowadzali składne akcje. Mnożyły się nasze błędy indywidualne, po których aż trzykrotnie musieliśmy wyciągać piłkę z siatki. Kamszoty nawet i bez tych prezentów byliby zwycięzcami, lecz szkoda tak głupio traconych bramek.
Nasze aktywa w drugich dwudziestu minutach to próby zagrań długą piłką, które kosztowały najmniej sił. Kilka razy Pawlo z Olejem starali się rozklepać defensywę rywali no i w ostatnich sekundach kapitalnej okazji nie wykorzystali Maciek z Olejem do spółki. Jeden myślał, że drugi nadąży za akcją i sytuacja dwóch na jednego zakończyła się podaniem na róg.
Reasumując, mecz w zasadzie nie do wygrania. Brawa dla naszych zawodników za zaangażowanie i walkę do ostatnich sił. To jest nawet bardziej ważne niż końcowy rezultat. Każdy z naszych zawodników popełnił błędy, które kosztowały nas stratę goli, lecz może to zrzucić na karb braku sił. Brawa także dla Kamszotów za mecz fair i za pokaz futsalu.
Subiektywny ranking kapitana:
Wieshaq – 8 – nasz bramkarz, który raz tylko popełnił poważny błąd oddając piłkę rywalowi, w konsekwencji czego straciliśmy gola. Reszta bramek na pewno nie obciąża jego konta. Bronił pewnie.
Pawlo – 7 – mało nie padł na zawał, a i tak po meczu spalił dwa papieroski. Dobry mecz.
Grzechu – 6 – co prawda strasznie się gubił w obronie, latał jak jeździec bez głowy, ze dwa gole można przypisać na jego konto, lecz dzielnie walczył i za to duży plus. Szczególnie mając na uwadze jego przedmeczowe problemy
Krzychu – 6 – ajj, gdyby zagrał po swojemu piętką. Miał kapitalną okazję lecz się pogubił. W obronie dość regularnie ogrywany, ale zawzięcie nie dawał za wygraną
Olej – 8 – ostoja ataku tym razem zaliczyła asystę. Ale wielokrotnie odciążał naszą obronę starając się w pojedynkę stworzyć sobie okazję golową.
28.11.2009 Stołeczny NISSANklub – Wyborowi 4:8
Dzisiejszy mecz obnażył prawdę, iż w pięciu wygrać się nie da. Zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie, świetnie rozłożyliśmy siły, ale jednak musieliśmy zejść z boiska pokonani. Bardzo pechowa porażka boli tym bardziej, gdyż w przekroju całego spotkania nie zasłużyliśmy na nią.
Już przed meczem było wiadomo, że zagramy bez żadnych zmian. Plan taktyczny zakładał spokojne rozegranie pierwszej połowy i walka na całego w drugiej. Na bramce stanął Pawlo, w ataku szalał Olej, skrzydła obstawili Grzechu z Krzychem a obroną dowodził Maciek. Mieliśmy rozgrywać piłkę z bramkarzem, unikać głupich strat i oszczędzać siły.
Początek bardzo udany. Kilka fajnych akcji i trzy szanse sam na sam Oleja. Niestety, bez żadnych korzyści. Stara prawda mówi, iż niewykorzystane sytuacje się mszczą i tak było w naszym przypadku. W 6 minucie fatalne podanie Pawla w sam środek obrony Wyborowych, którzy przejęli piłkę i znaleźli się w sytuacji 3 na 1. Bez problemu wypracowali sytuację golową wykładając piłkę napastnikowi, który skierował ją do pustej bramki. Nie podłamało nas to, dalej graliśmy swoje. Pozwalaliśmy rozgrywać piłkę Wyborowym szachując własnymi siłami, ale jedynym zagrożeniem były mało celne strzały z daleka. W 12 minucie jednak Pawlo ponownie fatalnie rozegrał piłkę i mieliśmy kopię akcji z 6 minuty z takimi samymi konsekwencjami. 0-2 na tablicy nieco nas zmobilizowało do mocniejszych ataków. Kilkukrotnie Olej marnował doskonałe sytuacje, dwukrotnie obiliśmy słupek rywala i straciliśmy gola nr 3. Tym razem niezbyt groźny strzał z daleka prześlizgnął się pod rękami Pawla i niestety było już 0-3. Co budujące – nie było wśród nas załamania. Dalej realizowaliśmy założenia taktyczne. Budowaliśmy akcje oparte na zagraniach do Oleja, który szukał skrzydeł. W 15 minucie Maciek dostrzegł będącego na świetnej pozycji Oleja, wyłożył piłkę i w końcu nasz snajper po raz pierwszy pokonał bramkarza Wyborowych. 3 minuty później było już 2-3. Z autu zagrywał Krzychu, podał do Maćka, ten strzelił wprost w bramkarza, który odbił piłkę pod nogi Oleja i w ten sposób zdobyliśmy jakże ważną bramkę kontaktową. W tym czasie Wyborowi nieco nas nastraszyli. Kilka udanych akcji spowodowało, iż bod bramką Pawla było gorąco. Ale nasz bramkarz wykazywał się udanymi paradami zażegnując niebezpieczeństwo. Wynikiem 2-3 zakończyła się pierwsza połowa, która pomimo niekorzystnego wyniku nie była zła.
W przerwie miała nastąpić zmiana bramkarza na Krzycha, ale doszliśmy do wniosku, że skoro szło nieźle to nie należy dokonywać korekt. I w takim samym ustawieniu wyszliśmy na drugą połowę. Zaczęła się ona od mocnych ataków Wyborowych, ale albo Pawlo sobie radził z ich akcjami albo dość szczelna obrona nie pozwalała na wypracowanie klarownych szans. W międzyczasie szoł Oleja trwał. Znów zmarnował trzy okazje sam na sam, wielokrotnie urywając się obrońcom. W 29 minucie zdobywamy wyrównanie. Ponownie nasz snajper wykorzystał doskonałe podanie – tym razem Grzecha i po raz trzeci udało mu się pokonać goalkeepera rywali. W tym czasie zaczęliśmy słabnąć, co było widać po naszej grze. Swoje okazje mieliśmy my, grając między innymi w przewadze jednego zawodnika, mieli także Wyborowi. I 3 minuty później wyszli na prowadzenie po kolejnym błędzie z wyprowadzeniem piłki. Szybkie podanie do napastnika, który będąc sam na sam przed Pawlem pokonał go strzałem między nogami. Na dwie minuty przed końcem dostajemy gola na 3-5 i trudno było oczekiwać punktów w tym meczu. Ale wiara w zespole była i nikt z nas broni nie złożył. Na 75 sekund przed końcem bardzo dobre podanie do Oleja w wykonaniu Maćka, ten zakręcił obrońcą na linii końcowej i zmieścił piłkę obok bramkarza. W tym momencie siły opuściły nas całkowicie. Zamiast wciąż grać to co przez cały mecz – odpuściliśmy zupełnie. W ostatnich 60 sekundach aż trzykrotnie Wyborowi wypracowali sobie sytuacje trzech na bramkarza i w ten sposób dobili nasz zespół.
Wynik zupełnie nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Remis czy zwycięstwo jedną bramką – naszą czy rywali – byłby najsprawiedliwszy. A tak musimy jednak przełknąć gorycz tej porażki będąc moralnymi zwycięzcami. Granie bez zmian zupełnie wypacza wynik rywalizacji i my tego doświadczyliśmy. A szkoda, gdyż jak najbardziej mogliśmy pokusić się o trzy oczka.
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 5 – niestety, jednego gola wpuścił po swoim błędzie a aż trzy wypracował rywalom źle zagrywając piłkę. Jednak poza tym był bardzo pewny na polu bramkowym.
Krzychu – 6 – chyba tylko raz dał się ograć indywidualnie. W obronie bardzo pewny, ale brakowało sił. Było to widoczne przy kryciu na radar. W ataku kilkukrotnie się pokazał, raz źle rozegrał doskonały kontratak
Grzechu – 6 – jeden gol obciąża jego konto, ale poza tym bardzo dobre spotkanie. Niestety, nie potrafił celnie uderzyć na bramkę mając kilka niezłych szans. Bardzo waleczny, grał do ostatnich sił
Olej – 6 – w zasadzie powinien dostać dwie noty. Lufę za multum niewykorzystanych okazji i 10 za cztery bramki. W ataku jest niezastąpiony, gdyby tylko skuteczność była na poziomie 50%…
22.11.2009 Stołeczny NISSANklub – Leśne Dziadki 2:11
W dzisiejszym spotkaniu Ligi Halowej zebraliśmy tęgie lanie, które ciężko usprawiedliwić. Rywale prezentowali dobry futbol, byli wyraźnie lepsi pod każdym względem i zasłużenie zgarnęli trzy punkty. Szkoda tylko, że my się w ogóle nie prezentowaliśmy oddając pole bez walki.
Po naszym występie mamy podwójnego kaca. Raz, że zagraliśmy dziś spory piach a dwa, że jednak mieliśmy dużo większe oczekiwania. A teraz pozostało lizać rany, których aż jedenaście zadali nam Leśne Dziadki. Jest to zespół złożony z młodych chłopaków, fajnie wyszkolonych technicznie, dość wybieganych i pewnych swych umiejętności. Pokazali nam nasze miejsce w szyku i chyba już się nie będziemy wychylać.
Początek meczu w naszym wydaniu przypominał bardzo nasze debiutancki mecz z Play Forza przegrany 0-20. Zagubieni we mgle patrzyliśmy jak ładnie Dziadki klepią sobie piłkę wypracowując kolejne szanse bramkowe. Już 30 sekund po wznowieniu straciliśmy gola. Trzeba podkreślić ten wyczyn, gdyż mecz rozpoczynaliśmy my. Potem nadzieja się tliła przez 5 minut, w którym to czasie Leśne Dziadki nie umieli po raz drugi pokonać Pawla, który zastępował naszego etatowego bramkarza. Po tym okresie jednak wbili gola nr dwa, poprawili trzecią bramką i do przerwy było nieźle – patrząc na wynik końcowy. W I połowie wyszła chyba jedna fajna akcja, która niestety nie zakończyła się strzałem. A szansa była, gdyż po jednym ze starć z Olejem ucierpiał bramkarz Leśnych i musiał opuścić plac gry. Uderzać próbował jednak tylko Aster, lecz czynił to nieskutecznie. Największą owację zbudził nasz golkiper, który po jednej z kontr rywala przejął piłkę i wyprowadził bardzo groźny atak zapędzając się pod bramkę przeciwników. Po świetnej wymianie podań z Olejem zakończył swoją szarżę niecelnym strzałem, ale i tak akcja przysporzyła mnóstwa owacji od licznie zgromadzonej gawiedzi.
Druga połowa też się odbyła. Niestety. Bramkarz Dziadków już nie wrócił do podstawowego składu, zastąpił go zawodnik z pola, który w przekroju całego meczu spisał się bardzo dobrze. Pierwsze pięć minut to okres, w którym brutalnie zostaliśmy odarci ze złudzeń. 0-7, do widzenia leszczyki. W naszej drużynie nastąpiło małe załamanie, które na nasze szczęście nie zostało wykorzystane przez szalejący team Leśnych. Równie dobrze mogli nam zaaplikować kolejne gole, ale zgubiła ich przesadna nonszalancja. No i w końcu gra się wyrównała. Może to zbyt wielkie słowo, ale nam zaczęło iść lepiej. Każdy z naszych grajków niemalże strzelił focha i akcje SNKP nieco nabrały kolorytu. Potrafiliśmy już wymienić podania, potrafiliśmy stworzyć sytuację sam na sam (tu nie wspomnę co zrobili Olej i Pawlo bo i tak chłopaki mają sporo do myślenia) no i potrafiliśmy celnie strzelić. A nawet udało nam się zdobyć bramkę, której autorem był Olej. Doskonałe podanie naszego świetnego kapitana wyprowadziło Oleja sam na sam przed bramkarza, w końcu chłop się odblokował i skierował piłkę do siatki. To było co prawda przy stanie 0-8, ale ładna akcja to i brawka się pojawiły. Skromne, ale zawsze. Za kolejnego naszego gola musieliśmy zapłacić trzema straconymi ale naprawdę było warto. Akcja – stadiony świata. Nawet Leśnym się taka nie udała dziś. Genialnie Olej z Pawlem rozklepali całą defensywę Dziadków, po czym ten drugi rewelacyjnie wykłada piłkę naszemu napastnikowi, który bez najmniejszych kłopotów ustala wynik spotkania na 2-11.
Resume powinno odbyć się na plaży, bo taka była dziś nasza forma: wakacyjno – plażowa. Ale jak to na plaży – fajnie jest więc i podsumowano będzie optymistyczne. Tak więc na duży plus zagrali dziś nasi bramkarze, których było aż dwóch. Brzmi to może nieco zbyt eufemistycznie, ale tak naprawdę było. Przy żadnym golu nie zawinili – choć Pawlo ma inne zdanie – i byli pewnym punktem zespołu. Trzeba dodać, że w okolicach 30 minuty nastąpiła zmiana na tym stanowisku i za Pawla wszedł Wieshaq. I to był strzał w siódemkę. Pawlo zaczął szaleć na skrzydle, Wiesiu świetnie czyścił akcje Leśnych Dziadków.
Kolejny wielki plus już został wymieniony. Akcja Pawlo – Olej zakończona golem numer dwa. Mniam mniam, palce lizać, pokazali chłopaki, że jednak coś w nas drzemie. Plus trzeci to rozpierducha w szatni, z której może się urodzić coś dobrego. Jak wiadomo – kapitan ma zawsze rację i kapitana trzeba słuchać, ale powstała mocna opozycja co do działań taktycznych. No i plus czwarty nieco wkraczający we wróżenie z fusów – gorzej chyba już nie będzie.
Subiektywny ranking kapitana oparł się dziś na wyszukiwaniu tych promyków, które były w grze każdego z nas. I tak:
Pawlo – 7 – moim skromnym zdaniem był to Man of the match.
Grzechu – 4 – jak już miał piłkę to rzadko ją tracił. Szkoda że równie rzadko przy niej się znajdował
Aster – 4 – najczęściej strzelał. Niestety brakowało zawsze niewiele do szczęścia. Ale za to strzelił największego foszka
Olej – 3 – trochę nieracjonalna ocena zważywszy na dwa gole. Ale chyba sam wie, że dziś nic więcej się nie udało.
Wieshaq – 6 – średnia ważona z gry na pozycji skrzydłowego i bramkarza. To pierwsze jako tako, ale to drugie już bardziej miodzie. No i rzut na piłkę – palce lizać
Krzychu – 3 – facet, którego nie dostrzegłem na boisku. Tylko nie wiem czy tak świetnie odwalał czarną fuchę czy chował się za plecami rywali.
15.11.2009 Stołeczny NISSANklub – Akademia Teatralna 3:3
W meczu pełnym dramaturgii i szalonej i ambitnej walki remisujemy dość pechowo 3:3. Z przebiegu całego spotkania byliśmy co najmniej równorzędnym rywalem. A biorąc pod uwagę występy Tomasza po kontuzji, Maćka z kontuzją oraz chorego Oleja po kuracji lekarstwami można powiedzieć, że graliśmy w dużym osłabieniu.
Przedmeczowe ustalenia sprawiły, że mecz odbył się wcześniej niż był zaplanowany w związku z zajęciami wieczornymi studentów Akademii. Wynikła z tego sytuacja, w której u nas było tylko 7 zawodników, z czego tylko czterech w pełni sprawnych, natomiast przeciwników stawiło się 11. Obawy o wymiar kondycyjny jednak okazały się płonne, chociaż przed meczem lekko nas przestraszyli dość akrobatycznymi formami rozgrzewki.
Samo spotkanie może nie stało na wysokim poziomie, ale nie brakowało składnych akcji, wymiany podań czy walki. Zespół AT na pewno był lepiej wybiegany od nas, natomiast w sferze piłkarskiej poziom był zbliżony. Już pierwsze minuty meczu mogły nam przynieść prowadzenie. Kilka fajnych akcji, podczas których piłka chodziła w linii Pawlo-Olej-Grzechu zaowocowało paroma bramkowymi sytuacjami. Na przeszkodzie stawał bramkarz bądź słupek, jak to było w przypadku strzału Oleja. Początkowe 6 minut to czas naszej absolutnej dominacji, Akademia nie była w stanie w ogóle zagrozić Scarabowi. Napór zakończył się bramką Oleja, który ładnie oszukał bramkarza i skierował piłkę do siatki. Była to 6 minuta meczu i dopiero wówczas zaordynowaliśmy pierwsze zmiany. Mała dezorientacja pozwoliła rywalom na dłuższe rozgrywanie piłki, ale poza niecelnymi strzałami z dystansu wiele nie pokazywali w akcjach zaczepnych. W 11 minucie podwyższamy rezultat ponownie za sprawą Oleja, który świetnie znalazł się po podaniu Tomasza i ponownie nie miał żadnych problemów ze sfinalizowaniem akcji. Wynik 2-0, rywal w zasadzie mało zagrażający nam – wszystko szło w idealnym kierunku. Jednak w 15 min. duże nieporozumienie w obronie spowodowało, iż przed naszym bramkarzem zostało dwóch rywali i w ten sposób zdobyli gola kontaktowego. Dodało to sporo animuszu Akademii, której akcje stawały się coraz bardziej groźne. I gdy do końca pierwszej połowy pozostawało 8 sekund tracimy drugą bramkę. Niestety, kilka błędów i ponownie Scarab wyciągał piłkę z siatki. Na nasze nieszczęście chyba zbyt wcześnie chyba uwierzyliśmy w końcową syrenę.
W przerwie padły mocne słowa, po których zmobilizowani wychodzimy na drugą połowę. W niej jednak nasze akcje były bardzo chaotyczne. Częste długie piłki, zwykle niedokładne, granie środkiem oraz wybijanka. Akademia starała się w tym czasie wyjść na prowadzenie, sęk w tym, że nasza obrona była dość szczelna. Także siła rażenia studentów nie była dla nas specjalnie groźna. Często Scarab wyłapywał zagrane w pole bramkowe piłki, defensywa była trudna do sforsowania. Na przeciwnym biegunie mieliśmy mało do powiedzenia. Szarpane akcje nie przynosiły żadnych rezultatów. Ale gdy do końca pozostawało 7 minut po fenomenalnym podaniu Tomasza Olej wychodzi w sytuacji sam na sam z bramkarzem i po raz trzeci nie daje mu żadnych szans. Trzeba wspomnieć, że podanie tyłem ustawionego Tomasza było przedniej marki i żal byłby wielki gdyby Olej szansy nie wykorzystał. Od tego momentu naszym głównym celem było dowiezienie skromnego prowadzenia do końca. Żadko konstruowaliśmy składne akcje, częściej skupialiśmy się na obronie. Byliśmy bardzo blisko celu, jednak na 40 sekund przed końcem w sporym zamieszaniu pod naszą bramką na strzał zdecydował się napastnik Akademii Teatralnej. Piłka przecisnęła się pod Scarabem, znalazła lukę pomiędzy nogami stojącego na linii bramkowej Maćka i wtoczyła się do siatki. Niestety znów nam niewiele zabrakło. W ostatnich sekundach jeszcze Pawlo znalazł się w dogodnej sytuacji, jeszcze AT wykonywali dwa rzuty rożne i w końcu zawyła syrena.
Z przebiegu całego spotkania remis jest sprawiedliwym wynikiem. Szkoda, że kontuzje w naszym zespole się nawarstwiły i graliśmy na tyle, na ile zdrowie pozwalało. Doszła do tego również absencja Astera i Krzycha, którzy na tą godzinę po prostu stawić się nie mogli. Bywały okresy, w których konstruowaliśmy składne akcje wymieniając wiele podań. Do dopracowania są momenty, podczas których nasza gra opierała się na przypadku. No i wciąż brakuje perfekcyjnego wykonywania założeń taktycznych. Akademia Teatralna dała się poznać z bardzo sympatycznej strony. Prezentowali się nieźle, chociaż byli zdecydowanie do ogrania. Tak więc w sumie pozostał niedosyt ze straty punktów aniżeli radość ze zdobycznego oczka.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – w zasadzie bez zarzutów jako bramkarz. Bo jako wybijacz…
Grzechu – 7 – nie tracił piłek, ładnie rozprowadzał akcje, W obronie ciężko pracował, kondycję zgubił
Pawlo – 7 – Świetny mecz Pawla. Zabrakło tylko zimnej krwi w sytuacjach bramkowych
Olej – 9 – profesor na L4. Widać było osłabienie spowodowane chorobą, ale fajnie współpracował z zespołem, walczył w obronie. Brawo za hattricka.
Tomasz – 7 – dawał bardzo dobre zmiany, zanotował dwie asysty. Raz tylko zapomniał się w obronie
Wieshaq – 6 – charakter z meczu z Siepaczami pozostał, ale było jakby go mniej. Twardy i bezkompromisowy w obronie.
7.11.2009, 13:10 Stołeczny NISSANklub – Twoja Klaszcze u Rubika 4:2
Przed samym spotkaniem chwila nerwówki, gdyż nasz etatowy goalkeeper pomylił godziny rozpoczęcia meczu, jednakże zdążył na czas łamiąc przy okazji kilka przepisów drogowych. Na meczu stawiło nas się ośmiu – Maciek, Olej, Aster, Krzychu, Wieshaq, Grzechu, Pawlo i Scarab. Przedmeczowa odprawa odbyła się na raty, gdyż część z nas przyjechała lekko po czasie
Mecz rozpoczynamy od składnych i mocnych ataków, brakowało jedynie skuteczności. Rubiki w tym czasie ograniczali się do przeszkadzania nam w grze z rzadka inicjując skromne akcje. Po 180 sekundach zdobywamy prowadzenie. Piłkę ze skrzydła starał się wrzucić Pawlo, obrońcy Rubika wybili ją przed pole karne a tam czyhał Maciek, który ładnym wolejem zmieścił piłkę w bramce. Dosyć niecodzienna dla nas sytuacja wprowadziła małe zamieszanie w obronie. Zbyt często dopuszczaliśmy rywali w okolice naszego pola bramkowego, jednak dzięki szczęściu i Scarabowi zachowywaliśmy czyste konto. Rywale także mieli problemy ze składnym rozegraniem piłki czym ułatwiali nam zadania obronne. Z przodu z kolei rządzi Olej ładnie rozprowadzając kolejne ataki. W przekroju całej pierwszej połowy to my jednak mieliśmy dużo więcej atutów ofensywnych i tylko poprzez niefrasobliwość i wyjątkową indolencję nie potrafiliśmy podwyższyć prowadzenia. Gdy I połowa zbliżała się do końca wywalczyliśmy kolejny rzut rożny, po którym ponownie piłka została wybita na przedpole i ponownie czekał tam na nią Maciek. Mocny i precyzyjny strzał pozwolił nam zejść na przerwę z wynikiem 2-0. Po tym golu pozostało 30 sekund do dogrania i w tym czasie bezpiecznie dowieźliśmy prowadzenie.
W przerwie staraliśmy się nie ulegać demobilizacji, ale jak zwykle się nie udało. Początek II połowy znów należy do naszych rywali – dość mocno nas przycisnęli, ale – podobnie jak w pierwszych dwudziestu minutach – brakowało im dokładności. W miarę upływu czasu gra stawała się coraz bardziej wyrównana i w końcu i my zaczęliśmy mieć swoje szanse bramkowe. Po przerwie skupialiśmy się raczej na obronie, atakując z kontr, po których kilka okazji mieli Olej, Aster, Grzechu i Wieshaq. Dopiero w 30 minucie udaje nam się zdobyć bramkę nr 3. Po świetnie rozprowadzonym kontrataku w sytuacji sam na sam bramkę strzela Olej, który pewnym i mocnym strzałem przy słupku podwyższa nasze prowadzenie. Od tego czasu Rubikom raczej opadł zapał i chyba pogodzili się z porażką. Przez kolejnych 5 minut ich ataki były dość niemrawe i mało groźne. Większe zagrożenie pod naszą bramką stwarzaliśmy my sami, wprowadzając zamęt dość ryzykownymi podaniami. I gdy powoli mecz dobiegał ku końcowi w 35 minucie tracimy dość przypadkowego gola. Podane z prawego skrzydła szczęśliwym strzałem uskutecznił napastnik TKuR i zrobiło się nieco nerwowo. Do końca 5 minut, rywal nabrał wiatru w żagle, zaczął grać pełnym pressingiem. Ale po kapitalnie wyprowadzonej kontrze zdobywamy w tym trudnym momencie bramkę. Pawlo i Olej świetnie rozklepali obronę i ten drugi stanął oko w oko z goalkeeperem Rubików. Strzał Oleja bramkarz jakimś cudem zdołał odbić piłkę nogą ale przy dobitce Pawla był już bez szans. 4-1 i koniec marzeń rywali o jakichkolwiek punktach. Do końca meczu szanse mieliśmy kilkukrotnie, ale wkradła się nonszalancja. Z drugiej strony Scarab także miał nieco pracy i w ten sposób pierwsze 3 punkty w tym sezonie stały się faktem.
Generalnie nasz zespół miał dwa oblicza. Fajna gra z przodu, sporo sytuacji, ładne podania i szukanie pozycji. Z drugiej jednak strony gra obronna była – delikatnie mówiąc – słaba. Zbyt często zapędzaliśmy się pod bramkę Rubików, przez co rywale mieli kilka(naście) groźnych kontrataków. Cieszyć się jednak należy z końcowego wyniku i będąc w zgodzie z przysłowiem – wygranych się nie sądzi
SUB IEKTYWNY RANKING KAPITANA:
Scarab – 9 – Ole! Był pewny i jak zwykle nie zawiódł.
Krzychu – 3 – bez biegania nie będzie grania. W ataku szukał piłki, ale obrona bezskutecznie szukała Krzycha
Za to ładnie pachniał po meczu
Olej – 8 – bramka, często brał ciężar gry na siebie, ładnie dostrzegał partnerów. Tak dalej
Pawlo – 8 – skuteczny w obronie, świetnie wychodził z kontrami. Jak zwykle groźne auty i rogi, no i dobił rywali strzelając gola
Wieshaq – 6 – koleś od czarnej roboty. Z przodu mało widoczny, ale w defensywie tyrał za dwóch. I to dosłownie
Aster – 7 – też świetne dziś zagrał. Ładnie się zastawiał, nie odpuszczał i sporo się nabiegał. Troszkę zastrzeżeń do gry obronnej. Ale to troszkę
Grzechu – 7 – Ze dwa razy tylko się zaplątał. A tak ładnie „chodził” skrzydłem i celnie dogrywał. Trochę jednak za wolny
25.10.2009, 14:50 Stołeczny NISSANklub – SWPS 2:4
Bardzo emocjonujące i pełne walki spotkanie pomiędzy nami a zespołem SWPSu kończy się bardzo pechową porażką 2:4. Nie zabrakło kar, scysji, pomyłek sędziowskich i dramatów. Początek meczu należał zdecydowanie do nas. Już w pierwszych sekundach Olej po indywidualnej szarży był o mały włos od zdobycia bramki. W pierwszych minutach rywal nie był w stanie zagrozić Scarabowi skupiając się na obronie dostępu na własne przedpole bramkowe. Dosyć składne nasze akcje kończyły się jednak albo na niecelnych strzałach bądź na ostatnim podaniu.
Po 4 minutach nasz napór jeszcze się wzmógł, gdyż jeden z graczy SWPS został ukarany dwuminutową karą za sfaulowanie wychodzącego na czystą pozycję Astera. Te 120 sekund upłynęło na zamknięciu przeciwnika na ich połowie, chociaż SWPS potrafił wyprowadzić bardzo groźną kontrę, zażegnaną przez Scaraba. Nie udało się jednak wykorzystać liczebnej przewagi. Będąc w zgodzie z przysłowiem, że co się odwlecze to nie uciecze – zaraz po wyrównaniu sił zdobywamy prowadzenie. W okolicy 10m. od bramki rywali faulowany był Aster. Mocna bita piłka z rzutu wolnego trafiła w końcu do Asterixa i ten przytomnym strzałem tuż przy słupku wyprowadza nas na prowadzenie. Niedługą chwilę po tym wydarzeniu tracimy frajerską bramkę #1. Maciek w dość prosty sposób – będąc na pozycji ostatniego obrońcy - oddaje piłkę napastnikowi SWPSu, przejmujący rywal znalazł się w sytuacji sam na sam i nie dał żadnych szans naszemu bramkarzowi. Kolejne minuty upłynęły pod znakiem wyrównanej gry i na zmarnowanych szansach po obu stronach. Niedługo przed zakończeniem połowy tracimy frajerską bramkę #2. Stołeczni źle wykonali zmianę, przez co Pawlo został ukarany dwoma minutami kary. Gdy do końca osłabienia pozostawało 20 sekund tym razem Asterix podaje wprost pod nogi rywala, który bez problemów pokonuje Scaraba. Pierwsza połowa kończy się wynikiem 1:2. Dodajmy, że poprzez wyzerowanie zegara i pomyłkę sędziowską trwała ona ok. 25 minut.
Podczas przerwy pełna mobilizacja. Na drugą połowę wychodzimy w dość bojowych nastrojach i to znów przekłada się na naszą postawę na boisku. Po wielu próbach sforsowania ofensywy przeciwników w końcu zdobywamy bramkę wyrównującą. W 25 minucie mamy kolejny rzut wolny, tym razem bity przez Pawla. Scenariusz ten sam – mocno bita piłka trafia pod nogi Astera, który po raz kolejny strzela bramkę. Od tego momentu jednak dały się we znaki nasze braki kondycyjne. Bardzo ciężko szło nam konstruowanie akcji, nasze zagrania ograniczały się niemal do długich podań bądź indywidualnych próbach Oleja. SWPS jednak nie potrafił stworzyć sobie klarownych sytuacji, chociaż bardzo im na tym zależało. Zaczęli kryć pressingiem na całym boisku czym zapewne utrudniali nam rozgrywanie. Ale czas mijał a na tablicy wyników wciąż było 2:2. I gdy do końca meczu pozostawało dokładnie 28 sekund tracimy cenny punkt. Niestety, bardzo poważny błąd w kryciu całego zespołu i rywale w sile trzech znaleźli się przed Scarabem. Pierwsza interwencja naszego bramkarza niezwykle udana, ale piłka bardzo pechowo wyskoczyła spod jego nóg wprost do kolejnego zawodnika SWPSu i ten nie miał już problemów ze skierowaniem jej do siatki. Wielka szkoda, bo punkt był bardzo blisko. Jeszcze staraliśmy się odgryźć, ale skończyło się to frontalnym kontratakiem i tak tracimy frajerską bramkę #3. Strzał z dość ostrego kąta przechodzi pomiędzy nogami Maćka asekurującego słupek i wtacza się do bramki, a wszystko ma miejsce na jedną sekundę przed końcową syreną.
Bardzo pechowe i bardzo dramatyczne spotkanie. My wyszliśmy ze zmodyfikowaną taktyką, która doskonale się sprawdziła, jednakże potrzebne będą jeszcze korekty. Ogólnie był to jeden z lepszych naszych meczy i szkoda, że będąc tak blisko zasłużonego punktu pozwoliliśmy rywalom na odniesienie zwycięstwa.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – bardzo pewny, chociaż miał stosunkowo mało pracy. Przy golach bez szans, przy strzałach z dystansu bez zarzutu
Pawlo – 6 – zbyt często odpuszczał krycie swojego przeciwnika, przez co SWPS miał kim rozgrywać. Po przerwie dużo lepiej. Poza tym wiele szarż na skrzydle i mnóstwo ambicji
Krzychu – 5 – ze swych zadań przedmeczowych wywiązał się dobrze, często także szukał pozycji w ataku. Raz miał idealną okazję, ale zabrakło opanowania
Olej – 5 – bardzo ruchliwy, waleczny, pokazywał się, szukał pozycji. Ale – jak to w przysłowiu – z dużej chmury…
Za to bez większych błędów.
Asterix – 6 – ciężki typek do oceny
Strzelił dwa gole, wywalczył kilka groźnych rzutów wolnych. Ale z drugiej strony grał bardzo powolnie i czasami bez pomysłu
Wieshaq – 5 – podobnie jak Krzychu swoje zadania wykonał tak, jak się oczekiwało. W ataku już mniej skuteczny. Ocenę zaniża gruby błąd z I połowy, kiedy oddał piłkę przeciwnikowi
17.10.2009, 19:50 GS Avantis – Stołeczny NISSANklub 7:2
Inauguracja sezonu nie wypadła zbyt pomyślnie dla naszego zespołu. Nadmierny optymizm związany z wynikami z ubiegłych rozgrywek, w których zdołaliśmy pokonać zespół Avantisu, nie miał przełożenia na mecz.
Rozpoczynamy w składzie: Scarab na bramce, dalej Maciek, Pawlo, Tomasz i Olej. Rywale od początku starali się narzucić własny, agresywny styl gry co przyszło im raczej bez trudu. Statyczna gra Nissana pozwalała Avantisom na przeprowadzanie kolejnych składnych akcji. Jednakże od początku dopisywało nam szczęście pod naszą bramką i pierwsze 7 minut upłynęło bez goli. Później jednak mnożyły się błędy – taktyczne i kondycyjne, przez co straciliśmy pierwszą bramkę. Krzychu nie upilnował rywala, który będąc sam na sam pokonał naszego dzielnego bramkarza. Po stracie bramki nie potrafiliśmy przejść do ofensywy co rusz pozwalając na kolejne składne akcje Avantisów. Rywale poza doskonałym wybieganiem i kondycją niczego wielkiego nie pokazywali, wystarczyło im jednak to do wbicia kolejnych dwóch bramek. Do przerwy więc przegrywamy 0-3 i w minorowych nastrojach łapiemy oddech przed II połową.
A ona zaczęła się zupełnie inaczej. Ruszyliśmy do bardziej zmasowanych ataków, skutkiem czego był kontaktowy gol Oleja, po czym wkradło się małe rozluźnienie. Rywale skwapliwie skorzystali z prezentu ładując dość frajerską bramkę – napastnik pomarańczowych przedryblował naszych trzech bardzo statycznych obrońców i strzelił nie do obrony z dalszej odległości. Po tej akcji mecz właściwie się zakończył. Każdy z zespołów grał już wybitnie na luzie odpuszczając obronę, co mnożyło kolejne sytuacje podbramkowe. W naszej drużynie szalał Pablo, gościnnie występujący w ub. weekend brat Mariouska. Dwa słupki i kilka przechwytów – to dorobek najbardziej walecznego grajka wśród nas. Słupek dołożył także Pawlo, który dołożył również bramkę nr 2.
Mecz kończy się mało chwalebnym rezultatem 2:7 i nie ma żadnego usprawiedliwienia. Daliśmy ciała na całej linii.
Akcja meczu – drybling Tomasza w 80 sekundzie meczu
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 7 – nasz gracz meczu. Wybronił sporo piłek, przy golach raczej bez winy
Tomasz – 5 – kondycyjnie dno, ale gdy był przy piłce to wiedział co chce zrobić. No i miałby piękną asystę, gdyby nie…
Pawlo – 5 – bez rażących błędów, gol + słupek i kilka składnych akcji.
Olej – 6 – bardzo dużo biegał, strzelił gola. Zabrakło jednak dokłądnych podań
Grzechu – 3 – sam po meczu przyznał, że nie bardzo jeszcze załapał taktykę zespołu. Obyło się bez poważnych błędów, ale w ataku pociechy nie przyniósł
Krzychu – 2 – ojjjjj
Pablo – 6 – jeździec bez głowy. Baaardzo dużo biegał, ale z małym pożytkiem a nawet przeciwnie – zostawiał swoje skrzydło bez obrony.
Czytaj więcej »