Liga Ursusa – wiosna 2010

Czerwiec 30th, 2010 by Maciek

 10.04.2010 09:00 Stołeczny NISSANklub – Perfekt 9:5

08.05.2010 09:00 Stołeczny NISSANklub -FC Skorosze 1:4

15.05.2010 11:30 Stołeczny NISSANklub – FC Siepacze 4:8

22.05.2010 09:00 Stołeczny NISSANklub – Makton 4:3

29.05.2010 09:00 Stołeczny NISSANklub – Jeden4 9:5

19.06.2010 09:00 Stołeczny NISSANklub – Ale Urwał 6:5

19.06.2010 09:50 Stołeczny NISSANklub – Urs-Team 12:2

26.06.2010 09:00 Stołeczny NISSANklub – Skorosze United 2:2

26.06.2010 10:40 Stołeczny NISSANklub – International Level 2:9

Zespół Mecze Punkty Br zdobyte Br stracone
         
FC Siepacze 9 21 61 27
Perfekt 9 21 65 47
Jeden4 9 20 60 43
FC Skorosze 9 16 41 32
Stołeczny NISSANklub 9 16 49 43
International Level 9 15 50 29
Ale Urwał 9 13 43 43
Skorosze United 9 7 29 61
Makton 9 3 27 63
Urs-Team 9 0 31 68

Liga Halowa 2009/2010

Maj 31st, 2010 by Maciek

17.10.2009, 19:50 GS Avantis – Stołeczny NISSANklub 7:2

25.10.2009, 14:50 Stołeczny NISSANklub – SWPS 2:4

08.11.2009, 13:10 Stołeczny NISSANklub – Twoja Klaszcze u Rubika 4:2

15.11.2009, 13:10 Akademia Teatralna – Stołeczny NISSANklub 3:3

22.11.2009, 17:20 Stołeczny NISSANklub – Leśne dziadki 2:11

28.11.2009, 20:40 Stołeczny NISSANklub – Wyborowi 4:8

13.12.2009, 13:10 Kamszoty – Stołeczny NISSANklub 8:1

19.12.2009, 12:20 Stołeczny NISSANklub – Pędzący Jeż 9:1

20.12.2009, 13:10 Bossa Noga – Stołeczny NISSANklub 3:4

09.01.2010, 20:40 Stołeczny NISSANklub – Wildboys 2:7

16.01.2010, 20:40 Stołeczny NISSANklub – Korsarze 0:19

06.02.2010, 09:50 Stołeczny NISSANklub – FC United 2:7

14.02.2010, 09:00 Stołeczny NISSANklub – Twoja Klaszcze u Rubika 3:10

21.02.2010, 13:10 Stołeczny NISSANklub – Bossa Noga 0:5

28.02.2010, 18:10 Stołeczny NISSANklub – Mehisto 6:4

07.03.2010, 11:30 Stołeczny NISSANklub – Pędzący Jeż 1:8

14.03.2010, 11:30 Stołeczny NISSANklub – Eurogoal 1:2

21.03.2010, 18:10 Stołeczny NISSANklub – WAS 2:5

28.03.2010, 13:10 Stołeczny NISSANklub – Wyborowi 4:2

11.04.2010, 09:00 Stołeczny NISSANklub – Dream Team 4:1

18.04.2010, 11:30 Stołeczny NISSANklub – FC Stokrotki 3:7

25.04.2010, 14:50 Stołeczny NISSANklub – Akademia Teatralna 2:11

I runda – po jej zakończeniu tabela została podzielona na dwie połówki – górna zagra w walce o awans do I ligi (II liga Awans gr. B), natomiast dolna zagra o utrzymanie się w II lidze (II liga Spadek gr. B) Statystyki bramkowe zostały wyzerowane, natomiast punkty zostały podzielone przez 2

M Zespół Mecze Punkty Bramki Z R P
1 Korsarze 11 31 88-19 10 1 0
2 GS Avantis 11 27 85-24 8 3 0
3 Wild Boys 11 24 72-33 8 0 3
4 Kamszoty 11 24 56-25 8 0 3
5 SWPS 11 21 40-23 7 0 4
6 Leśne Dziadki 11 19 48-31 6 1 4
7 Akademia Teatralna 11 13 37-44 4 3 4
8 Wyborowi 11 10 39-69 3 1 7
9 Stołeczny NISSANklub 11 10 33-73 3 1 7
10 Bossa Noga 11 8 26-58 2 2 7
11 Twoja klaszcze u Rubika 11 1 26-67 0 1 10
12 Pędzący jeż 11 1 11-95 0 1 10

 

II runda:

M Zespół Mecze Pkt Bramki Z R P
1 FC Stokrotki 11 33 59-28 9 1 1
2 Wyborowi 11 30 43-27 8 1 2
3 Akademia Teatralna 11 29 44-35 7 0 4
4 Twoja Klaszcze u Rubika 11 24 51-23 7 2 2
5 WAS 11 24 40-27 5 1 5
6 Eurogoal 11 24 43-39 5 2 4
7 FC United 11 18 34-34 5 1 5
8 Mehisto 11 16 37-36 4 2 5
9 Stołeczny NISSANklub 11 14 28-62 3 0 8
10 Dream Team 11 13 39-59 3 0 8
11 Bossa Noga 11 11 15-43 2 1 8
12 Pędzący Jeż 11 8 25-45 2 1 8

 

Relacje:

25.04.2010 Stołeczny NISSANklub – Akademia Teatralna 2:11

Niestety w meczu ostatniej szansy nasz zespół nie sprostał rywalom z Akademii Teatralnej ulegając aż 2:11. Mecz rozpoczął się fenomenalnie od gola Oleja w 2 minucie, lecz z upływem czasu Akademia coraz bardziej rozjeżdżała zupełnie zagubionych Stołecznych.

Chyba pierwszy raz w tym sezonie skład SNKP był tak liczny. Wystąpiło aż 9 zawodników, więc na każdą pozycję dysponowaliśmy jedną zmianą. Niestety dobrana taktyka do tego spotkania okazała się zgubna i już w I połowie Akademia pokazała, że trzy punkty pozostaną z nimi.

Zespół Stołecznych od początku zaatakował niczym wygłodniałe zwierzę. Pressing na całym boisku, krycie każdy swego i przez dobre trzy minuty AT nie istnieli na boisku. Na efekty także nie trzeba było długo czekać. Świetnie wykonany rzut rożny przez Grzecha na bramkę zamienił Olej. Była to druga minuta spotkania i zwycięstwo wydawało się, że jest na wyciągnięcie ręki. Nic bardziej mylnego. AT w końcu się pozbierali i ruszyli do przodu. Ich dwie pierwsze akcje skończyły się golami i skrzydła Stołecznych zostały podcięte. W ciągu trzech minut Akademia potrafiła wyjść na prowadzenie strzelając jednak dość przypadkowe bramki. SNKP potrafił jeszcze odpowiedzieć golem Pawla na 2:2, ale potem aktorzy zrobili nam popis gry zespołowej. Od 10 minuty na boisku istniała tylko jedna drużyna. Pressing wymógł na nas stratę zbyt dużo sił i z upływem czasu coraz bardziej ich brak odbijał się na naszych poczynaniach. Do przerwy Akademia dołożyła jeszcze trzy gole i w spokoju zeszli na odpoczynek.

Myśleliśmy, że w drugiej połowie sytuacja się odwróci, lecz zagraliśmy ją jeszcze gorzej niż pierwszą. Akademia zdobyła zaledwie 6 bramek i za to mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie. Stołeczni nie stworzyli sobie w zasadzie żadnej okazji poza dwoma szansami Astera w końcówce, który dwukrotnie świetnie znalazł się w polu karnym jednak zabrakło nieco szczęścia. Spuśćmy więc zasłonę milczenia na ten występ, oddajmy należny szacunek Akademii, podziękujmy za niewygórowany wymiar kary i skupmy się na następnym sezonie. Gorsze spotkanie rozegraliśmy jedynie przeciwko Pędzącemu Jeżowi.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 2 – kilka świetnych interwencji przeplatał bardzo słabymi.

Olej – 2 – poza ładnym golem nic nie wniósł. Odpuszczał krycie, gubił się w pojedynkach jeden na jeden

Robert – 2 – mecz zakończył kontuzją, niewiele przebywał na boisku i niewiele pokazał

Pawlo – 4 – ładna bramka, ambitna gra w obronie i kilka rajdów skrzydłem, jednak to było za mało na rywali

Grzechu – 4- szukał okazji, starał się rozgrywać i zanotował asystę

Aster – 2 – zupełnie zagubiony w defensywie. Lepiej w ataku, szukał swojej szansy lecz często miewał przestoje

Krzychu – 3 – jako zmiennik Oleja poradził sobie z presją. Zupełnie nie radził sobie z przejściem do obrony

Wieshaq – 2 – czasami zbyt nieodpowiedzialnie na bardzo odpowiedzialnej pozycji. Co najmniej trzy gole bezpośrednio obciążają jego konto.

17.04.2010 Stołeczny NISSANklub – FC Stokrotki 3:7

Niestety, w bardzo ważnym meczu dla układu tabeli w jej dolnych rejonach przegrywamy dość wyraźnie 3:7. W meczu tym nastawiliśmy się na obronę, gdyż po stronie rywala były przeważające siły liczebne, lecz kilka błędów zadecydowało o porażce.

Od początku spotkania inicjatywa była po stronie FC Stokrotek. Zespół Stołecznych skupił się na zaryglowaniu dostępu do bramki i wyprowadzaniu sporadycznych kontrataków. Taktyka raczej skazana z góry na porażkę, lecz mając na względzie jednego rezerwowego na naszej ławce przeciwko aż pięciu na ławce przeciwnej – jedyna słuszna. Pierwsze minuty były w miarę udane, gdyby nie bardzo pechowa bramka już po 90 sekundach. Strzał rywala w słupek, poprawka w poprzeczkę i piłka trafia w plecy Scaraba. Gol kuriozum, nasz bramkarz winy nie ponosi. Lecz tu pierwszy zonk – sędzia w swoim majestacie uznaje go zawodnikowi z numerem 11. Chyba tylko on wie dlaczego.

Dalsza część meczu pokazała, że jednak nie jest tak źle. Bardziej zwarliśmy szeregi w obronie i Stokrotkom pozostały strzały z daleka. Po przeciwnej stronie boiska po szarży Oleja piłka trafia w słupek. Po chwili Grzechu ostemplował poprzeczkę. W końcu udaje nam się wyrównać. Rzut wolny z okolic linii pola bramkowego wykonywał Maciek. Precyzyjny strzał ominął bramkarza i wylądował w siatce. Za chwilę jednak nastąpiła lawina pojedynczych błędów, co skończyło się rzutem rożnym. Tutaj niestety nie popisał się Maciek i nie upilnował szukającego miejsca w polu karnym napastnika FCS. Dokładne podanie, przyłożenie nogi i Scarab bez szans. W międzyczasie nasz bramkarz popisał się kilkoma świetnymi paradami ratując nasz zespół od straty gola.

Po tym golu sytuacja nie uległa zmianie, wciąż atakowały Stokrotki a Nissan szukał szczęścia w kontrach. Po jednej z nich w idealnej okazji znalazł się Robert, lecz nie potrafił skierować piłki do pustej bramki z odległości jednego metra. Za chwilę było już jednak 1:3, szybka akcja Stokrotek, kilka składnych podań i w idealnej okazji znalazł się rywal, który wiedział jak to wykończyć. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.

Nie było źle, trzeba było jednak nadrobić dwie bramki straty co okazało się ponad nasze siły. Początek II połowy ukazał największą słabość Stołecznego NISSANklubu. Ile to już meczy przegraliśmy po wznowieniu… Tym razem Stokrotki zaaplikowały nam 4 gole, po których zupełnie odpuścili mecz. Najpierw błąd popełnił Scarab, który wpuścił mocny strzał, oddany jednak z dalekiej odległości. Piłka przełamała jego ręce i wpadła do bramki. Później zupełnie stracił głowę Pawlo, który starając się zablokować strzał tak się zakręcił, że wbił piłkę do własnej bramki. Tutaj zonk numer dwa – sędzia był w swoim świecie, gdyż zaliczył gola zawodnikowi… który nie miał nic do czynienia z akcją. Gol samobójczy ale Pawla winić nie wolno.

Ostatni zryw Stołecznych przynosi korzyść w postaci dość szczęśliwej bramki. Kolejny rzut wolny wykonywał Maciek, zbyt lekko jednak zgrał do stojącego na skrzydle Roberta. Nastąpiło wielkie zamieszanie w polu karnym, po którym dość lekki strzał Maćka kończy się w siatce. Nadzieja powraca, jednak następny gol padł dla rywali po szybkiej akcji i podaniu ze skrzydła. Napastnik Stokrotek dołożył tylko nogę i było 2:6. W zasadzie po meczu, gdyż do końca było około 7 minut. Piszę około, gdyż na hali zegar był wyłączony. Siódmego gola tracimy po ładnej akcji indywidualnej rywala, który zakręcił naszymi dwoma obrońcami i precyzyjnie umieścił piłkę tuż przy słupku.  Później zonk numer trzy – sędzia zupełnie nie widzi zatrzymania piłki ręką przez gracza Stokrotek. Sytuacja o tyle ważna, iż miała miejsce w polu karnym i należał nam się rzut karny. Ostatnie minuty były bardzo chaotyczne w naszym wykonaniu, skończyliśmy grać zespołowo co nie przyniosło żadnych efektów. Na dwie minuty przed końcem za starcie przy linii autowej sędzia wyrzuca kapitanów obu drużyn, po czym następuje rozpaczliwa obrona w naszym polu karnym. Ostatnie sekundy przyniosły nam trzecią bramkę po indywidualnej szarży Oleja. Jego strzał znalazł lukę pomiędzy słupkiem i bramkarzem i sędzia zakończył mecz.

W przekroju całego spotkania SNKP był wyraźnie słabszy. Stokrotki zdominowały grę nie pozwalając nam na przeprowadzenie składnych akcji. Wynik jest najmniejszym wymiarem kary dla nas, lecz i tak należą się pochwały dla zespołu. Bardzo ambitna gra w sześciu, naprawdę mało błędów i walka do końca. No i byli gorsi – zdecydowanie odstawał sędzia, który prowadził zawody bez żadnego zaangażowania. Dwie bramki samobójcze przypisał losowo wybranym strzelcom, nie odgwizdał ewidentnego karnego za zagranie piłki ręką, nie trzymał się zasad poprawnego wybijania autów. Były też niezrozumiałe decyzje wynikające ze zbyt aptekarskiego gwizdania.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 8 – bardzo dobre zawody. Ponosi winę tylko przy jednym golu.

Grzechu – 7 – bardzo solidnie. Aktywnie w obronie, szukał też miejsca w ataku.

Robert – 6 – za sytuację, w której nie strzelił z bliska ma minus trzy. Poza tym bardzo rzetelnie, chociaż nieco gubił krycie

Olej – 6 – bardzo dokładnie przykryty a jednak strzelił gola. Niestety, tym razem mało aktywny

Pawlo – 6 – Bardzo waleczny, był ciężki do przejścia na skrzydle.

11.04.2010 Stołeczny NISSANklub – Dream Team 4:1

Bardzo dobre spotkanie w wykonaniu Stołecznych, którzy nie dali żadnych szans rywalowi w meczu o bardzo dużym ciężarze gatunkowym. Wygrana nie podlegała dyskusji i mogła być dużo bardziej okazała, lecz każdy z zawodników zanotował sporo niewykorzystanych sytuacji.

Rozpoczęcie spotkania poprzedzone było minutą ciszy poświęconą ofiarom tragicznej katastrofy samolotu prezydenckiego.

Sam mecz od pierwszych minut toczył się pod dyktando SNKP, którego zawodnicy kryli przeciwników bardzo wysoko często odbierając piłkę. Dream Team miał problemy z wyprowadzeniem akcji z własnej połowy i rzadko zapuszczał się w okolice bramki Scaraba. Już w 5 minucie taka gra przyniosła efekty. Kombinacyjna akcja Maćka i Oleja kończy się celnym strzałem tego drugiego, który wciąż liczy się w walce o koronę króla strzelców. Po tej bramce wciąż stroną przeważającą byli gracze SNKP, którzy rozgrywali bardzo dobry mecz. W 11 minucie Olej podwyższył na 2:0 po pięknej dwójkowej akcji pary Maciek-Olej. Ten pierwszy wyłożył piłkę jak na tacy Olejowi pozwalając mu na zdobycie drugiej bramki. Od tego momentu zawodnicy DT jakby obudzili się z letargu i zaczęli grać bardziej agresywnie stosując pressing na całym boisku. Kilka ich błędów pozwoliło nam na wyprowadzenie świetnych kontr, lecz nasi gracze pod dowództwem Oleja marnowali je seryjnie. W tym czasie przeciwnicy także stworzyli sobie kilka groźnych akcji, lecz cały zespół SNKP grał szczelnie w defensywie, a mając takie wsparcie jakie udzielił dziś nasz bramkarz – Scarab można było być spokojnym o tyły. Jeszcze tylko kilka zrywów graczy Dream Teamu i można było zejść na przerwę.

II połowa zaczyna się inaczej. To Dream Team przejął inicjatywę starając się dogonić niekorzystny wynik. Wysoko ustawiona linia obronna i bardziej agresywna gra pozwoliły im na stworzenie zagrożenia pod naszą bramką. Jednak świetne interwencje Scaraba pozwalały nam wciąż cieszyć się czystym kontem. Niestety nadeszła feralna 27 minuta, w której straciliśmy gola. Złe wyprowadzenie piłki z autu przez Maćka, piłkę przejęli rywale i po szybkiej kontrze zdobyli honorowe trafienie. Wina bezsporna naszego obrońcy. Po tym golu przeciwnicy uwierzyli w wywalczenie korzystnego rezultatu i wciąż starali się odrobić straty. Jednak zapomnieli o obronie, co skończyło się dla nich fatalnie. Wielokrotnie Olej marnował idealne okazje w II połowie, lecz w końcu dość szczęśliwie udało mu się skierować po raz trzeci piłkę do siatki. Rzut rożny wybijał Pawlo, zagrał do Maćka, którego strzał okazał się idealną asystą. Olej tylko dołożył nogę i piłka zatrzepotała w siatce. Po tym golu było już jasne, iż zwycięzcą może być tylko team Stołecznych. Kilkukrotnie jeszcze Olej nie wykorzystał sytuacji sam na sam, raz nie trafił do niemal pustej bramki. W 37 minucie wraz z Pawlem wyprowadzili świetną kontrę, po której gola strzelił nasz skrzydłowy. Wynik 4:1 to chyba najmniejszy wymiar kary dla Dream Teamu. Zwycięstwo wygrane na boisku po bardzo dobrej grze.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 9 – do ideału zabrakło wyrachowania w dwóch sytuacjach

Robert – 7 – za mało wykorzystuje swój atut – mocny strzał. Świetnie w destrukcji, kilkanaście odbiorów.

Aster – 7 – wystrzelał się w sobotę. Zmarnował dwie dobre okazje, ale bardzo dobrze grał na skrzydle

Olej – 9 – ciężko ocenić naszego strikera. Trzy gole i asysta robią wrażenie, także jego gra w ataku, szukanie pozycji, celne podania. Ale z drugiej strony seryjnie marnuje dogodne okazje.

Pawlo – 7 – znów na tabletkach i znów bardzo dobrze i ambitnie. Strzelił gola, radził sobie w obronie.

Grzechu – 7 – kolejny nasz gracz po ciężkich nocnych przejściach w związku z czym brakowało nieco dynamiki i kondycji. Poza tym super.

28.03.2010 Stołeczny NISSANklub – Wyborowi 4:2

W końcu Stołeczni przełamali wiszące nad nimi fatum i po niezłej grze zgarnęli komplet punktów. W meczu pełnym męskiej walki, niewykorzystanych okazji i świetnych sytuacji podbramkowych zespół SNKP wygrał zasłużenie, przez cały mecz kontrolując swoją przewagę.

Od pierwszego gwizdka sędziego zarysowała się optyczna przewaga Wyborowych, która trwała do samego końca meczu. Jednak to Stołeczni stworzyli sobie więcej wybornych okazji seryjnie je marnując. Po początkowym chaosie w defensywie, w czasie którego rywale nie wykorzystali dwóch okazji, gra w końcu została uporządkowana i już pierwszy wypad Oleja zakończył się bramką. W 4 minucie nasz snajper dostał świetne podanie, zwodem minął obrońcę i strzelił mocno w samo okienko bramki przeciwników. Po tej akcji gra Stołecznych skupiła się na blokowaniu dostępu do własnej świątyni. Wysoki pressing Wyborowych wymuszał granie długich piłek, które nie zawsze znajdowały adresata. W końcu w 11 minucie w zupełnie niegroźnej sytuacji zawodnik gości oddał strzał z narożnika boiska, który jakimś cudem okazał się skuteczny. Piłka odbiła się od długiego słupka i wtoczyła do bramki. Rozpaczliwa interwencja Scaraba była spóźniona i na tablicy było 1:1. Później obie strony szukały kolejnych bramek, lecz dopiero błąd obrony Wyborowych pozwolił nam na wyjście na prowadzenie. Na skrzydle piłkę przejął Maciek i wraz z Robertem pobiegli na spotkanie z bramkarzem Wyborowych. Podanie i formalność Roberta i mamy 2:1. Od tego momentu swój „popis” rozpoczął Olej. Do przerwy dwukrotnie znalazł się w świetnych sytuacjach, lecz jego strzały były albo zbyt słabe albo bronił je bramkarz. Z drugiej strony Wyborowi także mogą narzekać na los, gdyż nawet bardziej imponowali nieskutecznością. Świetną partię rozgrywał też nasz bramkarz grając bardzo pewnie na linii i na przedpolu. W takich okolicznościach wynik zmienić się nie mógł i na przerwę zeszliśmy w dobrych humorach.

Było oczywiście kilka uwag do naszej gry, lecz głównym zadaniem na drugie dwadzieścia minut było utrzymanie stanu posiadania. Wyborowi zaczęli bardzo agresywnie, bardzo wysoko ustawili pressing i nie pozwalali nam składnie rozegrać piłki. Szukali szczęścia w strzałach z dystansu, lecz mieli bardzo rozregulowane celowniki. Stołeczni z kolei zagrali z kontr, po których sam Olej mógł zapewnić sobie tytuł króla strzelców. Lecz wcześniej, po świetnie rozegranym rogu piłkę na skrzydle dostał Robert, który precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę podwyższył nasze prowadzenie. Wyborowi po tym wydarzeniu nieco spuścili z tonu i gra się wyrównała. Jednak błąd taktyczny podczas zmian, po których było sześciu graczy w granatowych koszulkach spowodował, iż musieliśmy zagrać w dwuminutowym osłabieniu. O dziwo w tym czasie to SNKP miało trzy kapitalne okazje do zdobycia gola. Dwukrotnie Olej pobiegł na spotkanie sam na sam z bramkarzem Wyborowych i dwukrotnie uznał jego wyższość. Również Grzechu znalazł się w dogodnej okazji, lecz jego strzał był bardzo niecelny. W tym okresie Wyborowi nie stworzyli sobie żadnej szansy na gola i na 6 minut przed końcem meczu kara się skończyła i siły się wyrównały. Wtedy to na strzał z daleka zdecydował się jeden z niepokrytych rywali i na nasze nieszczęście piłka ugrzęzła w siatce. Do końca meczu pozostawało niewiele czasu, lecz Wyborowi chyba już opadli z sił. Nasza ławka liczyła trzech zmienników i mogliśmy gospodarować siłami wg potrzeb. To okazało się skuteczne, gdyż na 4:2 udanym strzałem z pola karnego podwyższył Grzechu. Po tym golu było już wiadomo, że zwycięstwo pozostanie u nas. Rywale popełniali masowo błędy, starali się rozgrywać piłkę z włączeniem bramkarza. Wielka niedokładność i pośpiech były jednak ich przeciwnikami, więc zagrożenie było nikłe.

Z przebiegu całego meczu zwycięstwo zasłużenie przypadło Stołecznym. Byli bardziej skuteczni, ich kontry były bardzo niebezpieczne. Posiadanie piłki było z kolei po stronie Wyborowych, lecz przynosiło mniej korzyści. Kilkukrotnie wypracowali sobie dogodne okazje by za chwilę je zmarnować. Mecz toczył się bardzo fair, kara była efektem błędu przy dokonywaniu zmian.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 9 – ponosi częściowe winy za obie bramki, lecz poza tymi sytuacjami był bardzo pewny i skuteczny.

Robert – 8 – niesamowicie skuteczny w odbiorze piłki, strzelił dwa gole, był silnym punktem zespołu

Grzechu – 8 – tym razem zagrał bez głupich wpadek. Ładny przegląd sytuacji, aktywnie włączał się na skrzydle.

Olej – 7 – bramkę strzelił, ale mógł ze cztery. Świetnie się zastawiał, ładnie rozprowadzał ataki, szukał pozycji. Lecz gdy przychodziło do wykończenia to zawodził

Krzychu – 7 – dwukrotnie nie zdążył wrócić do obrony, lecz poza tym był w zasadzie nie do przejścia. Ładnie też wychodził w kontratakach

Wieshaq – 7 – bez błędów. Ambitnie w obronie, ambitnie w ataku. Bardzo dobry mecz w jego wykonaniu

Pawlo – 7 – kontuzja wciąż mu uniemożliwia pokazania pełni umiejętności. Lecz dzisiaj zagrał świetnie, był co prawda wolny, lecz chyba nie zaliczył żadnej straty.

21.03.2010 Stołeczny NISSANklub – WAS 2:5

Tym meczem w zasadzie Stołeczny NISSANklub pogrzebał swoje szanse na utrzymanie. Tylko 3 punkty dawały realną nadzieję na nawiązanie walki o miejsca 5-8. Teraz pozostają szanse czysto matematyczne, lecz dopóki piłka w grze należy szukać swojej okazji.

Z przebiegu spotkania z zespołem WAS wynik oddaje układ sił na boisku. Lepiej zgrani rywale często wymieniali sporo podań, szukali pozycji na boisku i przez to stwarzali sobie kolejne okazje. Byli bardzo wybiegani i mocniejsi kondycyjnie. Również posiadali szerszą ławkę rezerwowych, przez co nie było przestojów w ich grze.

Od samego początku starali się narzucić swój styl gry, lecz to Stołeczni zagrali agresywnie, przez co akcje WASów przerywane były daleko od bramki Scaraba. Przeciwnicy często wykorzystywali grę indywidualną, która dopiero z biegiem czasu zaczęła przynosić wymierne efekty. Pierwsze mocne uderzenie należało do nas. W 4 minucie świetne podanie Maćka przez całe boisko doskonale wykorzystał Olej umieszczając piłkę obok bezradnego bramkarza. Bramka nieco szczęśliwa, lecz liczy się to co w sieci. Swój udział miał w niej bramkarz WASów, który przepuścił dość lekki strzał. Po tym golu zawodnicy WAS przycisnęli jeszcze mocniej, ale wciąż byli daleko od naszej bramki. Brakowało ostatniego podania, strzały z daleka były niecelne bądź dobrze blokowane przez naszą defensywę. Dopiero w 11 minucie Maciek dał się ograć jak junior napastnikowi WASów, który w sytuacji sam na sam nie miał żadnych problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Napór gości trwał, czego efektem był szybko strzelony gol nr 2. Tym razem w obronie nie zrozumieli się Maciek z Asterem i klasyczna kombinacja z klepki zakończyła się bramką.

Po golu na 1:2 gra nieco się wyrównała. WAS zaczął szanować piłkę, rozgrywali ją długo w obronie szukając długich podań do dwóch napastników. Jedna z takich akcji zakończyła się faulem Maćka w niebezpiecznej odległości od bramki. Nerwowo ustawiony mur nie zatrzymał mocnego strzału, piłka przeleciała obok słupka i interweniującego bramkarza i było 1:3. Do końca połowy pozostawało 6 minut, które staraliśmy się wykorzystać na zmniejszenie strat. Jednak częste granie środkiem nie przynosiło efektów, skrzydła w tym okresie funkcjonowały słabo i klarownych okazji brakowało. Zawodnicy w różowych koszulkach grali bardzo uważnie i spokojnie, budowali swoje akcje wymieniając mnóstwo podań. Taka gra mogła się zemścić, gdyż Aster odebrał piłkę obrońcy w okolicach pola bramkowego, lecz jego strzał obił słupek i padł łupem bramkarza. Do końca pierwszych dwudziestu minut nie zmieniło się nic i mogliśmy zejść na przerwę.

A w niej nerwowe wyliczanie błędów przez naszych zawodników. Dość burzliwa wymiana zdań i sporo wzajemnych uwag. Jednak to poskutkowało, gdyż druga połowa była nieco lepsza w naszym wykonaniu od pierwszej. Co prawda wciąż optyczna przewaga należała do WASów, wciąż byli oni częściej przy piłce, lecz do spółki z fantastycznie interweniującym Scarabem uniknęliśmy poważnych wpadek. I gdyby nie dwa błędy Wieszaka, które zaowocowały golami dla rywali byłoby zupełnie nieźle. Otóż raz nie upilnował napastnika rywali, który łatwo mu uciekł i wychodząc sam na sam bez problemów podwyższył wynik. W kolejnej akcji Wieshaq zgubił krycie na skrzydle umożliwiając wyprowadzenie kontry w przewadze 2 na 1 co również skończyło się dla nas tragicznie. Jeszcze tylko dwa słupki, dwie fenomenalne interwencje Scaraba i na tym w zasadzie koniec sytuacji WASów. Mieli oni co prawda sporo z gry, jednak chyba nonszalancja nie pozwalała im na wykończenie akcji. Sporo rzutów rożnych czy autów z okolic pola karnego nie przyniosło rezultatów.  Z naszej jednak strony także nie wiele groźnych akcji. Trzykrotnie świetnymi interwencjami po strzałach z daleka ratuje rywali ich bramkarz, z czego jedna parada była niczym z boisk ekstraklasy. W 35 minucie udaje się zdobyć gola nr 2. Maciek wywalczył piłkę na środku boiska i pobiegł na spotkanie z bramkarzem. Ładny strzał obok interweniującego golkipera dał nam drugą bramkę. Jeszcze w ostatnich minutach świetną okazję miał również Maciek, jednak jego strzał z bardzo czystej pozycji minął bramkę o dobre dwa metry. Mieli swoje szanse Olej, Pablo, Grzechu i Aster, jednakże byli dobrze blokowani lub piłka sprawiał im niemałe figle. W drugiej części Stołeczni przeszli na krycie indywidualne, lecz dopiero po dobrych kilku chwilach każdy z zawodników załapał o co chodzi. W międzyczasie WASy wykorzystali nasze gapiostwo w obronie inicjując groźne wypady.

Ogólnie mecz z wyraźną jednak przewagą WASów, którzy grali dokładniej i mniej nerwowo. Szanowali piłkę, spokojnie rozgrywali swój atak i nie notowali głupich strat piłki. Pod koniec przy szczelnym naszym kryciu kilkukrotnie się pogubili oddając piłkę za darmo, lecz wówczas defensywa stawała na wysokości zadania nie dopuszczając graczy Stołecznego NISSANklubu do groźnych sytuacji. Sprawiedliwy wynik, niezłe sędziowanie i ostatnie miejsce w tabeli – to jest wynik tego spotkania.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 9 – gol z wolnego w jakimś stopniu obciąża jego konto. Poza tym bez zarzutów, na plus świetne interwencje w II połowie.

Aster – 6 – w obronie zagubiony, dużo lepiej zagrał w ofensywie.

Pablo – 7 – najpóźniej załapał krycie indywidualne. Ale miał wiele dobrych strzałów i ładnie rozprowadzał piłkę. Gorzej w obronie, gdzie jego skrzydło często było nie kryte.

Olej – 7 – brakowało błysku. Niby absorbował obronę tak jak powinien, lecz niewiele z tego wynikało. Ładny gol, kilka udanych zagrań indywidualnych.

Grzechu – 6 – Tym razem bez rażących błędów. Nieco zbyt wolne rozegranie, mało szukał pozycji na skrzydle

Pawlo – 3 – 10 za ambicję i wolę wsparcia zespołu, to się liczy najbardziej. Bardzo szkoda jego kontuzji, gdyż z przebojowego zawodnika pozostały wspomnienia.

Wieshaq – 3- niestety, lecz dwa gole obciążają w 100% jego konto. Poza tym starał się, był bardzo ambitny, lecz i  w tym przypadku kontuzjowane kolano nie pozwalało na wiele

13.03.2010 Stołeczny NISSANklub – Eurogoal 1:2

Bardzo dobre spotkanie, w którym nie zabrakło pięknych akcji, strzałów, parad bramkarskich i niesamowitej walki przez całe 40 minut. Spotkanie, w którym nasz zespół nie był gorszy i chyba niezasłużenie przegrał 1:2

Już przed meczem było dość optymistycznie, gdyż stawiło się aż 8 zawodników, co zdarza się dość rzadko. Scarab na bramce i dalej Maciek, Pablo, Aster i Olej. Wchodzącymi byli Grzechu, Wieshaq i Pawlo. NISSANklub od samego początku grał bardzo dobrze. Akcje się zazębiały, pressing pozwalał na dużo przechwytów, sporo było okazji bramkowych. Defensywa nie pozwalała na wiele zawodnikom gości, a jeżeli już znalazła się luka to na posterunku był Scarab.

Wymiana ciosów trwała od samego początku meczu. Oba zespoły grały agresywnie w obronie, przez co do 10 minuty widniał wynik bezbramkowy, chociaż okazji nie brakowało. Z naszej strony Olej ustrzelił poprzeczkę, Pawlo nie trafił do zupełnie pustej bramki, Maćkowi we wspaniałym stylu wybronił strzał bramkarz rywali, Pabla strzały były minimalnie niecelne. Pod naszą bramką największe zagrożenie nadchodziło z dystansu, gdy zawodnicy Eurogoala próbowali strzałów z daleka. Tak też było w 11 minucie, gdy dość niegroźny strzał prześlizgnął się po rękach Scaraba i piłka dosłownie wturlała się do naszej bramki odbijając się od słupka. Bardzo pechowa bramka po olbrzymim błędzie naszego golkipera.

Na szczęście nie załamało to naszych zawodników, którzy wciąż parli do przodu. Ponownie najwięcej zmarnowanych okazji miał Olej, którego łatwość dochodzenia do czystych sytuacji jest wprost proporcjonalna do skuteczności. Eurogoal w tym okresie zagrał wybitnie defensywnie skupiając się na wyprowadzaniu bardzo groźnych kontr. Trzykrotnie pachniało golem, lecz obrońcy i Scarab zawsze zdołali zblokować strzały. Do przerwy jednak nie udało się obu zespołom już nic ustrzelić.

W przerwie najwięcej otuchy dodaliśmy Scarabowi, pokazując iż cały zespół nie winił go za utratę gola. Początek był wyśmienity. Niesamowita presja na zawodników Eurogoala skutkowała mnóstwem sytuacji. Brakowało tylko szczęścia, gdyż strzały mijały bramkę rywali w bardzo niewielkiej odległości. Dwoił się i troił bramkarz gości, który w fantastyczny sposób uchronił swój team od straty goli. W końcu jednak skapitulował. Świetnie rozegrany rzut wolny, po którym Maciek odgrywa piłkę do Astera. Strzał tego drugiego był mocny i precyzyjny i doprowadził do wyrównania. Eurogoal jeszcze przez chwilę jakby nie doszedł do siebie, natomiast my nie potrafiliśmy wykorzystać słabości rywala. Po upływie 30 minuty goście zaczęli grać jeszcze bardziej agresywnie, stosowali pressing na całym boisku. Odwrócili tym przebieg meczu, gdyż Stołecznym było bardzo ciężko przedostać się pod bramkę rywali. Z kolei Eurogoal raz po raz szarżował pod nasze pole karne, jednakże wielokrotnie ich akcje zostały świetnie zatrzymane przez naszą defensywę a dwukrotnie ratował nas słupek. Z biegiem czasu Stołeczny NISSANklub opadł nieco z sił i został przez to skarcony. Po szybkim ataku skrzydłem strzał rywala zablokowali do spółki Maciek i Scarab, lecz piłka niefortunnie potoczyła się na środek pola karnego, gdzie było dwóch zupełnie nie krytych rywali. Strzał do pustej bramki był formalnością i okazał się golem na wagę trzech punktów.

Do końca staraliśmy się doprowadzić do wyrównania, lecz w tym czasie mogliśmy ponieść większe straty. Kilka szybkich wypadów Eurogoala mogło zakończyć się bramką, ale zawsze obrońcy Stołecznych byli na posterunku. Także i my mieliśmy doskonałe okazje, ale to nie był dzień Pabla i Oleja, którzy łącznie zmarnowali 6 sytuacji sam na sam. Niestety, zabrakło nam czasu i musieliśmy pogodzić się z porażką. Porażką, na którą nie zasłużyliśmy prezentując się na pewno nie gorzej niż Eurogoal.

Całe spotkanie było bardzo ciekawym widowiskiem z dużą liczbą składnych akcji, walką na całej szerokości i długości boiska oraz obfitujące w emocje. Był to jeden z lepszych meczy w naszym wykonaniu i tym bardziej boli strata wszystkich punktów.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 8 – gdyby nie pechowy gol byłby ideał.

Aster – 8 – mnóstwo serca zostawił na boisku niekiedy walcząc za dwóch. Piękny gol.

Pablo – 8 – swoimi dryblingami pressingiem siał sporo zamieszania. Brakowało tylko dokładności.

Olej – 7 – sporo zmarnowanych okazji. Mógł zostać bohaterem meczu.

Grzechu – 5 – dość apatyczny na boisku, kilka niedokładnych podań.

Wieshaq – 4 – ponosi winę za gola nr 2, często nie nadążał za rywalami

Pawlo – 7 – za wolę walki i ambicję. Piłkarsko ciężko mu się wykazać.

7.03.2010 Stołeczny NISSANklub – Pędzący Jeż 1:8

Kompromitacja. Dramatycznie mizerny NISSANklub przegrał ze słabym Pędzącym Jeżem aż 1:8. Żadnego wytłumaczenia nie ma, polegliśmy z kretesem prezentując grę na poziomie przedszkolnym, oczywiście bez urazy dla maluchów.

Jeżeli nie zmieni się nasza frekwencja i nadal będziemy stawiać się bez rezerw to szkoda poświęcać tych, którzy uganiają się za piłką. Na meczu mieliśmy Pawla, który przyszedł tylko na prośbę kapitana. Pachwiny na tyle mu dokuczają, że nie ma co myśleć o bieganiu i kopaniu piłki. Statystował tylko uzupełniając skład do wymaganych 5 zawodników. Był także Scarab, który niestety po całej nocy w pracy był cieniem samego siebie. Stawił się również Grzechu, który także nocy nie zalicza do udanych. Wieshaq gnał na złamanie karku z odległego Radzymina. Spóźniony ale pomógł w ciężkich momentach. Szacunek dla chłopaków, że pomimo takich sytuacji znaleźli chęć na rozegranie meczu, jednak w takim zestawieniu nawet Jeż pokazał, że zgrany zespół 8 zawodników, którzy prezentują się tylko przyzwoicie może zmieść taki zlepek jak my dzisiaj.

Początek od razu zapowiadał, że mecz będzie przegrany. Pierwsza akcja i 0-1, kolejna i 0-2. No i co teraz? Najlepsze dla nas nadeszło w drugich 10 minutach I połowy. Kontaktowa bramka Maćka po zamieszaniu podbramkowym, kilka sytuacji Oleja. Była szansa nawet na wyjście na prowadzenie, bo w tym czasie Jeż przyczaił się skupiając się na obronie rezultatu. Niestety, nasza nieskuteczność nie pozwoliła nam na odrobienie strat i musieliśmy mobilizować się na II połowę. Pędzący Jeż grał prostą piłkę, szybka wymiana podań lub długi przerzut pozwalały na kreowanie kolejnych sytuacji. Na nas taki futbol wystarczył bez dwóch zdań.

Drugie dwadzieścia minut zaczęło się dokładnie jak pierwsze, z tym, iż uderzenie było mocniejsze. 5 minut, 3 gole i tablica wyników była bezlitosna. Zasapany NISSANklub prędzej myślał o dotrwaniu do końca niż o kolejnych bramkach. A Jeże tak się rozbrykali, że raz po raz szarżowali na bramkę Scaraba. Jednak albo strzały były niecelne albo po prostu gubili piłkę podczas rozegrania. Spora niedokładność, ale także gra na wielkim luzie i świadomość historycznej wygranej zaskutkowały jeszcze trzema golami, które paść nie powinny. Lecz postawa w obronie była żałosna z naszej strony. Świadczy o tym także krzyk rozpaczy Scaraba po kolejnej nieudanej akcji: „co jest kur**…?” Nic się nie udawało, żadna akcja nie była nawet w połowie tak udana jak byśmy chcieli. Zostawialiśmy mnóstwo miejsca Jeżom, stałe fragmenty kończyły się szybkimi kontrami, sztuką była wymiana dwóch podań. Dramat i żenua.

Dobrze, że skończyło się na 1:8, gdyż przynajmniej w dwumeczu to my jesteśmy lepsi. Zastanawiające jest tylko jedna kwestia. Jak można tak zagrać dokładnie tydzień po świetnym występie przeciwko Mehisto?

Subiektywny ranking kapitana, bez komentarzy

Scarab – 2

Pawlo – bez noty

Grzechu – 1

Wieshaq – 2

Olej – 2

W tym tygodniu zawieszony będzie także konkurs na piłkarza meczu.

28.02.2010 Stołeczny NISSANklub – Mehisto 6:4

Po bardzo dobrym spotkaniu w wykonaniu SNKP w końcu nastąpiło przełamanie złej passy. Zasłużone zwycięstwo 6:4 było efektem świetnej gry Stołecznych i sporej przewagi zarówno w obronie jak i w ataku.

Już przedmeczowe zapowiedzi były optymistyczne. Skład, jaki pojawił się na dzisiejsze spotkanie był najmocniejszy od kilku spotkań. W końcu zaczęły funkcjonować skrzydła wg obranych założeń, w końcu Olej miał spore wsparcie w ataku. Bardo dobrze wyglądała defensywa, która od 10 minuty spotkania była bardzo szczelna. No i w końcu Stołeczny NISSANklub zagrał na miarę swoich oczekiwań. Taka gra pozwala optymistycznie patrzeć na kolejne potyczki.

Od początku spotkania narzuciliśmy rywalom swój styl gry. Akcje zazębiały się, stwarzaliśmy niezłe okazje bramkowe. Pechowo jednak ułożyła się cała I połowa. W 5 minucie po bardzo ładnej akcji tracimy bramkę, którą niestety zawalił Pawlo, pełniący dziś rolę bramkarza. Jak mu przeszła piłka po rękach zostanie jego tajemnicą. W 11 minucie tracimy gola nr dwa po olbrzymim błędzie sędziego. Strzał Astera po odbiciu się od obrońcy Mehisto wylądował na słupku, po czym piłka wyszła na rzut rożny. Zupełnie niezrozumiale sędzia przyznał piłkę rywalom, którzy skorzystali z zamieszania wyprowadzając bardzo szybką kontrę zakończoną golem. Nie zraża to jednak naszego zespołu, który wciąż parł do przodu. 3 minuty później Pablo świetnie wypracował sobie pozycję do strzału i bramkarz Mehisto wyciągał piłkę z siatki po raz pierwszy. Napór trwał, lecz na 2 minuty przed końcem I połowy Maciek odpuścił rywala, który z ostrego kąta po wykonaniu autu skierował piłkę do naszej siatki. Graliśmy wówczas w osłabieniu, gdyż Pablo bezsensownie wszedł w rywala wślizgiem w polu karnym przeciwników. Wynik 1:3 nie oddawał przebiegu meczu, lecz straty jednak musieliśmy odrobić.

W przerwie pełna mobilizacja. Drugie dwadzieścia minut było chyba najlepsze w naszym wykonaniu w ogóle. Agresywny pressing na całym boisku i Mehisto nie potrafi wyprowadzić piłki z własnej połowy. Raz po raz mamy szanse golowe, jednak dopiero rajd Maćka kończy się sukcesem. Strzał ze skrzydła w długi róg pozwolił na nawiązanie bezpośredniego kontaktu. Przez następne 10 minut Mehisto nie istnieje. Udawało im się jedynie wybijać piłkę na oślep, która wciąż wracała w okolice ich pola karnego. Olbrzymia przewaga kończy się golem wyrównującym, a strzelcem był Pablo. Na tym nie koniec, po 4 minutach SNKP uzyskuje prowadzenie. Kolejny precyzyjny strzał Maćka pod poprzeczkę i mamy 4:3. W 15 minucie w końcu lider snajperów, Olej utrafił swój łup wciskając piłkę do siatki po sporym zamieszaniu podbramkowym. Wynik 5:3 pozwolił nieco nam złapać oddech, lecz także Mehisto wróciło do równowagi i zaczęli stwarzać jakieś zamieszanie pod naszym polem karnym. Równo na 70 sekund przed końcem po ładnej akcji zespołowej strzelają gola i nadzieja wraca w ich szeregi. Niestety, gol padł to sporym błędzie Astera, który zupełnie odpuścił krycie. Jednak ostatnie zdanie należało do nas. Olej jakimś cudem z niemal zerowego kąta wcisnął piłkę pomiędzy nogami bramkarza Mehisto i mogliśmy świętować trzy punkty.

Cały mecz wyszedł w naszym wykonaniu bardzo dobrze. Świetny pressing przynosił wymierne efekty. Mehisto stworzyło sobie w zasadzie 5 okazji, z czego trzy znalazły się w sieci Pawla. Z kolei nasz zespół poza golami zanotował jeszcze dwa strzały w słupek, pięć szans sam na sam i kilkanaście niedokładnych podań pod samym polem karnym Mehisto. Sam Aster mógł ustrzelić hattricka po znakomitych okazjach, lecz dzisiaj ewidentnie nie miał swojego dnia.

Subiektywny ranking kapitana:

Pawlo – 7 – gdyby nie gol nr 1 byłaby bardzo wysoka ocena. Taka szmata nie powinna wpaść do naszej bramki. Reszta meczu wzorowa.

Pablo – 8 – dwa gole mają swoją wymowę. Świetnie kondycyjnie, bardzo ładna gra indywidualna. Na minusy jedynie błędy taktyczne,  czasami także nie zauważał lepiej ustawionych kolegów.

Olej -7 – gdyby nie dwa gole spadły by na niego gromy z jasnego nieba J Bardzo waleczny, aczkolwiek zbyt indywidualny. No i zmarnował trzy sety, co staje się jego specjalnością.

Grzechu – 8 – wolno, ale skutecznie. Poza drobnymi błędami grał świetnie.

Wieshaq – 8 – ten koleś dał dzisiaj swój popis. Błędów nie stwierdzono. Świetnie asekurował ostatnich obrońców.

Krzychu – 7 – początkowo miał zagrać jako bramkarz, jednak zmiana decyzji nie miała wpływu na jego grę. Bardzo ambitnie.

Tomasz – 8 – do momentu kontuzji pewnie w obronie.

Aster – 6 – niestety, ale chyba został ślad po chorobie. Grając świetnie w ofensywie zmarnował jednak kilka kapitalnych okazji i dopuścił do utraty bramek nr 3 i 4.

21.02.2010 Stołeczny NISSANklub – Bossa Noga 0:5

Niestety, w trzecim już meczu z kolei nasz zespół w ogóle nie podjął walki i zanotował kolejną bolesną porażkę. Wynik 0:5 jak najbardziej oddaje przebieg spotkania, w którym stworzyliśmy sobie dosłownie kilka okazji golowych.

Żadnego wytłumaczenia tak słabej postawy nie ma. Gramy bardzo źle, szwankuje podstawowa organizacja gry. Nie wychodzimy na pozycje, nie szukamy okazji. No i niestety kondycyjnie wyglądamy najgorzej w lidze.

Mecz rozpoczął się najgorzej jak mógł. Już pierwsza sytuacja dla Bossej Nogi skończyła się bramką – w zamieszaniu podbramkowym celnie uderzył napastnik rywali. Od tego momentu gra toczyła się wyłącznie pod dyktando rywali. My mieliśmy wielkie kłopoty ze składnym rozegraniem. Z przodu jedynie Pablo starał się indywidualnie stworzyć okazje, lecz bez wsparcia nie był w stanie pokonać szczelnej obrony BN. Rywale za to ciągle starali się uzyskać kolejne bramki, jednak nasza obrona była jedynym jasnym promykiem w meczu. Staraliśmy się rozbijać akcje przeciwników, a gdy to zawodziło to na posterunku był jeszcze Scarab. Niestety, w 11 minucie tracimy drugą bramkę po jedynym błędzie naszego bramkarza. Rywal oddał strzał z daleka w środek bramki i piłka znalazła drogę pod ręką Scaraba. Do przerwy Bossa Noga stworzyła sobie jeszcze kilka okazji, lecz wynik nie uległ zmianie.

Drugie dwadzieścia minut nie przyniosło zmian na boisku. Nadal to Bossa Noga była stroną przeważającą, natomiast SNKP skupił się jedynie na szybkich kontrach. Najlepszą okazję zmarnował Maciek, który po świetnym zagraniu Pabla znalazł się sam na sam i strzelił wprost w bramkarza. Próbowaliśmy strzałów z daleka, długich dograń, lecz to wszystko było za mało. W międzyczasie Bossa zaaplikowała nam jeszcze trzy gole, każdy po składnych akcjach. Nasi obrońcy nie byli w stanie im zapobiec i efektem jest druzgocąca porażka. Nie popisał się także sędzia, który ofiarną interwencję Wieshaqa uznał za wślizg i podyktował rzut karny. Na całe szczęście Scarab odbił mocny strzał i skończyło się jedynie na strachu. Pod koniec meczu gra zaczęła przypominać podwórkowe kopanie, gdyż każdy zespół starał się zdobyć gola, przez co były ogromne dziury w obronie i wymiana akcja za akcję. Nie zakończyły się one wymiernym efektem i mogliśmy odetchnąć z ulgą równo z końcową syreną.

Ocena meczu w naszym wykonaniu wypada bardzo blado. Prezentowaliśmy się mizernie w ofensywie nie potrafiąc utrzymać piłki przez dłuższy okres. Ciężko nam było wymienić 3-4 podania, rywale stosowali pressing, z którym zupełnie sobie nie radzimy. Forma z poprzedniej rundy kompletnie się ulotniła.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 7 – poza drugim golem bez zarzutu.

Wieshaq – 4 – bojowy, ale zmęczenie przeziębieniem dało znać o sobie.

Pawlo – 3 – wielka szkoda, że kontuzja pozbawia go wielu zalet. Ciężko mu nawet biegać.

Tomasz – 6 – poza kryzysem na początku drugiej połowy był bardzo solidny.

Pablo – 6 – osamotniony w ataku niewiele mógł zdziałać.

Stołeczny NISSANklub – Twoja Klaszcze u Rubika 3:10

Wyklaskani przez Rubika, dosłownie. W meczu, w którym SNKP pokazał jak nie grać w piłkę. Dno piłkarskie plus chaos taktyczny pozwoliło składnie grającym gościom odnieść pierwsze zwycięstwo w bieżącym sezonie.

Przedmeczowe kłopoty kadrowe na szczęście udało się zażegnać, lecz na tym skończyły się miłe chwile związane z tym meczem. Na spotkanie stawiło się siedmiu Stołecznych, którzy mieli pokazać Rubikom im miejsce w szeregu. Sam początek pojedynku wskazywał, iż tak się stanie. Błyskawicznie NISSANklub objął prowadzenie po bardzo składnej akcji, którą wykończył Tomasz WPR. Była to może 20 sekunda, później jeszcze przez chwilę nasi dominowali na parkiecie po czym wkradło się coś złego. Zaczął panować chaos, dublowaliśmy pozycje pozostawiając zupełnie niepilnowanych rywali. Doszło do tego, że kilkukrotnie Rubiki ruszali z kontrą w trzech na jednego. Fatalnie wyglądała organizacja obrony i gdyby nie Scarab w bramce mogło by być jeszcze gorzej. Na wyrównalianie czekaliśmy do 4 minuty, później nie potrafiliśmy stworzyć żadnych groźnych sytuacji ratując się jedynie indywidualnymi zagraniami bądź rozpaczliwymi strzałami z daleka. A Rubiki na naszym tle wyglądali niczym profesorowie. Klepeczka, wyjście na pozycje, strzał. Rach ciach i po sprawie, do przerwy władowali jeszcze trzy gole. Dosłownie, gdyż nie były to czyste pozycje i piłka raczej przypadkowo zaglądała w nasze sieci, lecz sprawiedliwości i tak stało się zadość. 1:4 to minimalny wymiar kary za takie żenua.

W przerwie było miło po czym zmobilizowani zaczynamy drugie dwadzieścia minut. Już pierwsza nasza akcja kończy się golem po świetnym strzale Oleja z daleka i jednak błędzie bramkarza. Niestety nie był to punkt zwrotny. Bardzo szybko TKuR wrócił do równowagi, zaczęli grać jeszcze lepiej. Z naszej strony gra jakoś się poukładała, lecz nie na tyle aby cokolwiek zaproponować w zamian. Kolejnych 5 goli wpadło do naszej bramki, błędy indywidualne na pewno o tym zadecydowały i po 32 minutach widniał ładny wynik 2:9. Wówczas Rubiki pozwalali sobie już na fajerwerki i tak im to wychodziło. Strzały pod sufit czy w szyby boczne. Stać ich było na to, gdyż i wynik i rywal byli bardzo daleko. Nam szczęśliwie udało się uzyskać gola nr 3 – po dalekim wrzucie Maćka do Grzecha stojącego tuż przy bramkarzu rywali piłka finalnie wpadła do siatki. Grzechu ją ponoć odbił plecami, lecz gol został uznany kapitanowi. Ostatnia bramka to kuriozum, strzał z daleka i piłka zaczęła odbijać się kolejno od dwóch zawodników i wtoczyła się obok Scaraba. I zawyła syrena zbawienia, można wracać do domu.

Twoja Klaszcze u Rubika pokazali się z niezłej strony, chociaż trzeba przyznać, że nie mieli rywala. Żadnej organizacji gry u nas nie było, ambicje też zostały w domach i czekały na później. Wielka szkoda że to właśnie my musieliśmy jako pierwsi uznać wyższość tego zespołu.

Subiektywny ranking kapitana, w którym nie będzie not Tomasza i Oleja (jak to się ostatnio modnie mówi – kto był ten wie)

Scarab – 7 – Pewny na bramce, w miarę solidny. Ocena Rubików w stosunku do niego dalece niesprawiedliwa.

Grzechu – 3 – ajć, drugi mecz z rzędu gra piach. Czemu?

Pawlo – 3 – organizmu nie da się oszukać. Pachwiny nie pozwalały mu na skuteczne interwencje i to niestety było widać.

Wieshaq – 5 – przyzwoicie. Czasami się zagubił, czasami ładnie uciekał skrzydłem.

Na koniec chciałem podziękować dwóm osobom za wsparcie!

06.02.2010 Stołeczny NISSANklub – FC United 2:7

W pierwszym meczu II rundy Stołeczny NISSANklub uległ zespołowi FC United aż 2:7 pokazując słabą grę w ataku i obronie. Składne akcje można było policzyć na palcach jednej ręki.

Nasz zespół ponownie przystąpił do spotkania w 5-osobowym zestawieniu, co zaczyna się robić irytujące. Naprawdę każdy w takie spotkania wkłada wiele sił, a nie mając żadnego wsparcia z ławki wynik jest raczej łatwy do przewidzenia. Co poniektórzy muszą się uderzyć w pierś, gdyż taka postawa nie wpływa korzystnie na drużynę.

Słaba frekwencja nie jest jedyną przyczyną porażki, gdyż rywale mieli tylko jednego rezerwowego, ale, szczególnie w drugiej połowie, gdy zawodnicy słaniali się na nogach, to jednak nic pozytywnego z tego wyniknąć nie mogło. Akcje typu podaj i biegnij były jedynym rozwiązaniem, a dla wygody reszty biegał tylko Olej. Jednak każdy ze Stołecznych dał z siebie wszystko i za to na pewno należą się słowa pochwały.

Początek meczu był w miarę udany. Co prawda FCU byli częściej przy piłce i posiadali tzw przewagę optyczną, lecz to nasza drużyna uzyskała prowadzenie. W 4 minucie po ładnym podaniu Grzecha w sytuacji sam na sam Olej nie zastanawiając się wiele, huknął jak z armaty i piłka grzęźnie w siatce. Kolejne minuty to bardzo rozsądna i skuteczna obrona z nielicznym próbami ataku. Wytrzymaliśmy tylko do 9 minuty, w której to po bardzo pechowej próbie wybicia FCU wyrównują. Od tej pory zaznaczała się coraz większa przewaga rywali, którzy bardzo korzystali z naszej niemocy kondycyjnej. W 13 minucie pada bramka numer 2 dla United. W bardzo niegroźnej sytuacji napastnik chciał strzelić, ale piłka zeszła mu z nogi. Jednak na tyle nieszczęśliwie, że przetoczyła się obok Grzecha, Maćka i Krzycha, który świetnie radził sobie na pozycji bramkarza.

Stołeczni w tym czasie próbowali odwrócić losy meczu, najbliżej tego był Maciek, którego strzał wylądował na słupku.  Chwilę później spore nieporozumienie – Maciek z rzutu wolnego nastrzela plecy Oleja po czym rywal przejmuje piłkę i nie niepokojony wykorzystuje ten prezent. Do przerwy wynik już nie ulega zmianie i z wielką ulgą schodzimy na kilkuminutowy odpoczynek.

Kolejne dwadzieścia minut było jeszcze gorsze w naszym wykonaniu. Brak sił na tyle odbił się na grze, że stworzenie akcji było możliwe tylko na samym końcu, gdy FCU odpuścili zupełnie grę w obronie. W 23 minucie przegrywamy już 1:4 po bardzo ładnej kombinacji. Potem chwilowy, ostatni już zryw SNKP. Kilka anemicznych prób Oleja i wywalczyliśmy rzut rożny, po którym Maciek wykorzystał błąd obrońcy strzelając z bliska pod poprzeczkę.

W tym momencie mecz mógłby się skończyć, jednak na zegarze była dopiero 25 minuta. W 28 tracimy gola nr 5 po akcji, w której napastnik FCU wyszedł sam na sam z Krzychem i został powalony w polu karnym. Rzut karny skutecznym strzałem obok słupka wykorzystali FCU. Po tym golu wznawialiśmy grę od środka, Maciek katastrofalnie oddał piłkę rywalowi i było już 2:6. Siódmy gol był konsekwencją zupełnego już braku sił. Drużyna nie wróciła się do obrony z czego skrzętnie skorzystali United.

Ostatnie minuty o dziwo należały do nas. United chcieli zdobyć kolejne gole, lecz czynili to nieskutecznie. Z naszej strony wyszło kilka kontr, które niestety nie zakończyły się powodzeniem. Trzykrotnie Olej znalazł się w swojej ulubionej pozycji sam na sam i trzykrotnie skończył je w równie ulubiony sposób. Próbowali także Pawlo, Grzechu i Maciek, ale bez żadnego skutku.

Ogólnie mecz w naszym wykonaniu bardzo słaby. Trudno nam było rozegrać piłkę czy wymienić kilka podań. Mocnym punktem był Krzychu, do którego nie było żadnych zastrzeżeń, żadna bramka także ni obciąża jego konta. Drugi biegun to niestety Grzechu, który miał duże problemy z dokładnością.

Subiektywny ranking kapitana:

Krzychu – 8 – wybronił kilka strzałów, przy golach bez szans

Pawlo – 5 – dopóki miał siły jego gra jeszcze wyglądała przyzwoicie. Później raczej walczył o przetrwanie.

Grzechu – 3 – kilka dokładnych podań w przekroju całego meczu nie wystawia dobrego świadectwa.

Olej – 5 – jedyny plus to gol. Zmarnował kilka sytuacji, często także łapał oddech. Brał grę w ataku na swoje barki przepychając się z dwoma a nawet trzema obrońcami.

16.I.2010 Stołeczny NISSANklub – Korsarze 0:19

W ostatnim meczu I rundy nasz zespół zdecydowanie uległ liderowi rozgrywek aż 0:19. Należy jednak rozgrzeszyć naszych zawodników, gdyż do końca nie wiadomo było czy spotkanie w ogóle dojdzie do skutku z racji dużych braków kadrowych.

W końcu Wieshaq zebrał pięcioosobowy zespół, który jednakże nie był w stanie sprostać bardzo mocnemu zespołowi Korsarzy. W przeciągu całego meczu walka toczyła się w obrębie naszego pola karnego z nielicznymi próbami ataku. Pierwsze trzy minuty wyglądały jeszcze dość obiecująco, podczas których nasz atak dwukrotnie stworzył sobie sytuacje do strzałów, lecz reszta spotkania to walka o zachowanie twarzy i utrzymanie rekordu Playa (zwycięstwo w stosunku 0-20). Pierwsza połowa kończy się w stosunku 0-10, w drugiej – przy sporej dawce szczęścia – udaje sie stracić jednego gola mniej i po ostatniej syrenie na tablicy widnieje mało korzystny rezultat.

Chłopakom należą się jednak brawa za grę bez zmian i za walkę w sytuacji, kiedy 3/4 zespołu wzięło sobie wolne. Najważniejsze, że uniknęliśmy regulaminowej kary finansowej za oddanie meczu walkowerem.

Szczegółowej relacji z meczu oraz subiektywnego rankingu nie będzie, gdyż redakcja w tym czasie bawiła na nartach

9.I.2010 Stołeczny NISSANklub – Wild Boys 2:7

Jeżeli można być zadowolonym z porażki to tak jest w tym przypadku. Po niezłej grze i sporej dozie szczęścia ulegliśmy mocnemu teamowi Wild Boysów 2:7. Mecz toczył się pod dyktando rywali, jednak u nas sprawdzała się prosta taktyka – obrona Częstochowy.

Głównym założeniem przedmeczowym było uniknięcie blamażu. Po przerwie świąteczno-noworocznej ciężko było nam zebrać się do kupy, więc już pierwszy gwizdek został przez co poniektórych przyjęty z grymasem bólu. Ale o dziwo, początek meczu był dość wyrównany. Wild Boys co prawda zdominowali nas grą indywidualną, lecz to Stołeczny NISSANklub stworzył trzy groźne akcje. W tym czasie rywale mieli niemiłosiernie rozregulowane celowniki i Wieshaq w zasadzie nie musiał interweniować ani razu. Natomiast my konstruowaliśmy bardzo szybkie wypady pod bramkę WB po przechwytach piłki, które w początkowej fazie meczu przychodziły nam dość łatwo. Po jednej takiej akcji – w piątej minucie – w sytuacji dwóch na jednego znaleźli się Olej i Pawlo, który po podaniu tego pierwszego skierował piłkę do siatki Boysów. Niespodzianka rosła z każdą minutą, gdyż rywale nie potrafili wcelować w naszą bramkę. Raz po raz obijali bandy za świątynią Wieshaqa, lecz strzałów celnych było jak na lekarstwo. Napór rósł, my potrafiliśmy tylko zagrywać długie piłki do przodu, po których jednak wypracowaliśmy sobie kolejne dwie okazje. Szczególnie można żałować szansy Pawla, który po kolejnym świetnym zagraniu Oleja znalazł się sam na sam przed bramkarzem, jednak trafił go w nogę i akcję można było spisać na straty.

Z każdą minutą nasz zespół tracił siły, co było widać na boisku. Wild Boys nacierali coraz mocniej i w końcu dopięli swego. W 12 minucie błąd naszej obrony pozwolił gościom na strzelenie bramki. Trzeba dodać, że nie popisał się także nasz bramkarz, któremu piłka przeleciała pod rękawicą. W dalszym ciągu mieliśmy sporo szczęścia, gdyż wiele akcji WB kończyło się miernymi strzałami bądź zostało zblokowanych w ostatniej chwili. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. Świetna kombinacja rywali zakończyła się podaniem piłki na trzeci metr, gdzie stał zupełnie niepilnowany napastnik. Ofiarna interwencja Maćka nie pomogła i było już 1-2. Chwilę później zagubiony sędzia  popełnił błąd i odgwizdał bardzo wątpliwy faul. Dwuosobowy mur nie zagrodził drogi piłce i po fenomenalnym strzale w okienko Wild Boys prowadzili już 3:1. Czary goryczy dopełnił gol numer cztery, który wynikał z zupełnego braku sił i niedostatecznego krycia. Bardzo ładnie rozklepana akcja i Wieshaq był bez szans.

Ten okres to było bardzo mocne uderzenie Wild Boysów. My z gry mieliśmy niewiele lub nawet nic. Ciężko było wyprowadzić piłkę poza naszą połowę, więc myślenie o gonieniu rezultatu trzeba było odłożyć na drugie dwadzieścia minut. Lecz pomimo niekorzystnego rezultatu bylyśmy w miarę zadowoleni, gdyż okazało się, że nie taki diabeł straszny.

II połowa zaczęła się przedziwnie. Spodziewaliśmy się kolejnej fali ataków WB a w zamian dostaliśmy partyjkę szachów. Rywale chcieli nas wciągnąć na swoją połowę, lecz nasze siły nie pozwalały nam na zbyt dalekie zapędzanie się pod bramkę rywali, więc piłka była rozgrywana w linii bramkarz – obrona zespołu gości. Było to o tyle korzystne dla nas, gdyż zbytnia pewność siebie i nonszalancja pozwoliła Maćkowi dwukrotnie przerwać akcję i pognać na spotkanie z bramkarzem rywali. W pierwszym przypadku piłka zatrzymała się na słupku, lecz druga akcja zakończyła się świetnym strzałem pod poprzeczkę i było już tylko 2:4. Wild Boysi rozkręcali się z każdą minutą, lecz chcieli strzelić zbyt pięknego gola i musieli raz po raz konstruować akcje od nowa. W tej połowie meczu to my mieliśmy bardziej groźne akcje i wielka szkoda, że ich nie wykorzystaliśmy. Trzykrotnie Olej znalazł się przed bramkarzem rywali i trzykrotnie uznał jego wyższość, natomiast kolejna próba spaliła na słupku. Pomocny był styl gry bramkarza WB, który zapędzał się dość daleko od swojej bramki. Raz starał się to wykorzystać Maciek, lecz jego strzał zza połowy był mało precyzyjny. Dwukrotnie także Olej chciał  go wymanewrować daleko za polem karnym, lecz i w tych przypadkach musieliśmy się obejść smakiem.

W tym czasie Wieshaq miał również sporo roboty, ale wywiązywał się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. Niestety do czasu – rajd lewym skrzydłem rywala zaowocował bardzo mocnym strzałem. Maciek zdołał połowicznie odbić piłkę, lecz na tyle niefortunnie, że ta jednak wtoczyła się obok zdziwionego bramkarza i padły marzenia o korzystnym wyniku, gdyż działo się to w 32 minucie. Od tego momentu WB zaczęli ponownie czarować zwodami a my nie umieliśmy złożyć składnej akcji. I w taki nudnawy sposób mecz by się zakończył, gdyby nie ADHD Oleja. Najpierw w 36 minucie dość brutalnie sfaulował mijającego go rywala za co dostał dwuminutową karę. Nie odsiedział kilkunastu sekund i znowu wrócił na boisko nabuzowany emocjami. Umożliwiła mu to strata gola, którego trzech obrońców Stołecznych nie było w stanie zapobiec. Fenomenalny strzał z dalekiej odległości znalazł drogę pomiędzy trzema zawodnikami i piłka zatrzepotała w okienku. Po tej akcji nasz snajpeiro chciał się odegrać i zorganizował akcję indywidualną. Został zatrzymany niezgodnie z przepisami, lecz jego zdaniem faul był celowy co zbyt dosadnie wyłożył sędziemu i dostał drugą dwuminutówkę. Tradycji stało się zadość – posiedział kilkanaście sekund i znów dzięki straconej bramce mogliśmy grać w komplecie. Lecz wynik na tablicy brzmiał 2:7.

Ogólnie mecz chyba mógł się podobać. Czasami nasza obrona wyglądała nazbyt dramatycznie, ale trzeba przyznać, że była skuteczna. Ciężko także wyglądało kreowanie akcji, co można nawet porównać do dobrego dramatu, lecz i na tym polu nie było tragedii. Rzekł bym nawet, iż w stuprocentowych okazjach wygraliśmy w cuglach. Całokształt jednak był po stronie Wild Boys, którym zwycięstwo należało się bezapelacyjnie. Gratulujemy.

Subiektywny ranking kapitana:

Wieshaq – 6 – dwa gole zawalił, lecz ogólnie był bardzo pewnym punktem zespołu.

Tomasz – 6 – z jęzorem na wierzchu, ale zatrzymywał prawie każdą akcję. Walczak.

Pawlo – 7 – dwa apapy i podwójna dawka maści – tak nafaszerowany zagrał nieźle.

Olej – 6 – zaliczył asystę, lecz nie zdołał nic ustrzelić. A miał okazje.

Marcin – 5 – świetne zawody Marcina. Bardzo dużo ambicji i zaangażowania

Krzychu – 2 – jeszcze w świątecznym nastroju

Grzechu – 6 – duży plus za stawienie się na meczu. Jednak czasami zagubiony i bez pomysłu i dynamiki. Ogólnie jednak pozytywnie.

20.12.2009 Stołeczny NISSANklub – Bossa Noga 4:3

W zaciętym, dramatycznym i obfitującym w grę wykraczającą poza fair play Stołeczny NISSANklub zwyciężył Bossą Nogę 4:3 do końca walcząc o utrzymanie prowadzenia.

W końcu udało się Stołecznym zaprezentować w dość licznej obsadzie. Na przedmeczowej odprawie stawiło się 8 zawodników, co pozwoliło w przekroju całego meczu racjonalniej gospodarować siłami. Gdyby nie ten atut zapewne znów skończylibyśmy z kacem moralnym, gdyż z przebiegu całego spotkania byliśmy zespołem lepszym. Co prawda przy piłce częściej byli rywale, byli także dużo bardziej wybiegani i posiadali dużo więcej sił i kondycji, lecz to my stworzyliśmy więcej niebezpiecznych sytuacji i to my zaaplikowaliśmy więcej goli.

Już tradycyjnie pierwsza akcja należała do nas. Olej nie wykorzystał jednak szansy będąc sam na sam przed bramkarzem rywali. Od samego początku Bossa starała sie zepchnąć nas do głębokiej obrony stosując coś na wzór pressingu, lecz w większości przypadków dawaliśmy sobie z tym radę. Czy to długimi piłkami czy szukaniem gry na jeden kontakt. Pierwsze pięć minut to było jednak typowe wyczekiwanie i rozpoznanie rywala. Mało akcji, mało strzałów. W zamian mieliśmy sporo strat i szczelne defensywy. Po siedmiu minutach w końcu urwał się obrońcom Olej i po dokładnym podaniu od Maćka znalazł się oko w oko z bramkarzem nie dając mu żadnych szans na skuteczną obronę. Od tego momentu Bossa zagubiła się zupełnie co staraliśmy się wykorzystać. Kilkukrotnie strzelaliśmy z dystansu lecz mało precyzyjnie. W przeciągu kolejnych pięciu minut Wieshaq w zasadzie wynudził się setnie, natomiast z przodu co raz mieliśmy okazję na podwyższenie wyniku. I jedną z nich ponownie wykorzystał Olej popisując się precyzyjnym strzałem obok bezradnego bramkarza. Od tego momentu rywale zmienili obsadę bramki i wzięli się do roboty. Bardzo rzadko dochodzili do czystych sytuacji ratując się strzałami z daleka, ale z miejsca osiągnęli sporą przewagę optyczną. Wystarczyła chwila nieuwagi Maćka, który nie do końca zaasekurował skrzydło i było już 1:2. Bardzo mocny strzał napastnika gości znalazł lukę pomiędzy słupkiem a Wieshaqiem. To wydarzenie wzmogło tylko napór Bossej, lecz do końca połowy nie stworzyli sobie żadnej okazji golowej.

W przerwie staraliśmy się zmobilizować na początek drugiej połowy i udało nam się to połowicznie. Gola nie straciliśmy, ale tylko dzięki dużej dozie szczęścia. Prym w nieudolnych zagraniach wiódł Maciek, który raz po raz się gubił i nie potrafił dokładnie rozprowadzić piłki. Także reszta obrońców się dołączyła do teatru beznadziei i przez 3-4 minuty nie umieliśmy opuścić swojego pola bramkowego. Na całe nasze szczęście albo Wieshaq zatrzymywał akcje rywali lub strzelali niedokładnie. Od 25 minuty grę uspokoiliśmy i przeszliśmy do bardziej odważnych ataków. Groźne były szczególnie wypady skrzydłami, po których obrona Nogi często się gubiła i pozwalała na oddanie strzału. Po jednej takiej akcji bardzo mocno w długi róg strzelił Maciek, bramkarz Bossej odbił piłkę wprost pod nogi Astera, który skutecznie dokończył dzieła. Od tego momentu gra się bardzo zaostrzyła. Rywale często nie widząc innej możliwości powstrzymywali nasze akcje dość brutalnie. Raz pędzącego wzdłuż linii autowej Oleja staranował obrońca, innym razem na szczęście nieskuteczne okazało się kopnięcie od tyłu bez piłki. Słaby tego dnia sędzia był jednak w swoim świecie i nic nie widział. Ta druga sytuacja zakończyła się scysją pomiędzy Maćkiem a sprawcą, po której obaj zostali odesłani na ławkę kar. Paradoksalnie ten moment był początkiem gola nr 4. Po minucie Bossa pomyliła się w zmianach i na placu gry przebywało ich czterech, co sędzia zdołał wyłapać. Druga kara dwuminutowa i na boisku było trzech naszych i dwóch rywali. Po minucie zakończyły się pierwsze kary i gdy graliśmy trzech na czterech zdobywamy kolejną bramkę. Ponownie strzelcem był Olej, który wykorzystał świetne zagranie Wieshaqa i w sytuacji sam na sam fantastycznie strzelił w okienko.  Do końca meczu pozostawało 10 minut, my mieliśmy trzy gole przewagi lecz Bossa rzuciła wszystko na jedną kartę. Byli bardzo zdeterminowani w dążeniu do gola, lecz wciąż sytuacji mieli jak na lekarstwo. Najgroźniejszą bronią były strzały z daleka, z którymi nasz bramkarz sobie świetnie radził. Nam z kolei ciężko wychodziło wyjście z piłką z własnej połowy, czasami wyglądało to na obronę Częstochowy, ale wymiernych efektów nie było. Dopiero błąd Marcina i Wieshaqa do spółki pozwolił Bossej na zdobycie gola nr 2. Jakimś cudem została dograna piłka ze skrzydła na środek pola bramkowego, gdzie rywal zderzył się z Marcinem a odbita piłka wturlała się koło słupka. Od tego momentu staraliśmy się grać jak najdłużej, szanować piłkę i grać szybkie akcje z kontry. Kilka okazji stworzonych przez Pawla, Astera i Oleja zostało spartaczonych. I gdy mecz dobiegał końca Bossa strzela gola nr 3 z niczego. Dość lekki strzał z prawego skrzydła był w miarę precyzyjny, lecz Wieshaq postanowił sprawdzić pośladami twardość parkietu. Więc klapnął na tyłek a piłka wtoczyła się do bramki i mieliśmy w ostatnich sekundach sporą nerwówkę. Jednak bardzo mądre trzymanie piłki a także zastawienie się Oleja, które skończyło się faulem i karą dla zawodnika Bossej pozwoliło w miarę bezpiecznie dowieźć zwycięstwo.

W przekroju całego meczu na pewno byliśmy zespołem bardziej skutecznym i groźnym. Bossa Noga stworzyła sobie bardzo mało sytuacji bramkowych. Dwa stracone gole obciążają zdecydowanie nasze konto, gdyż takie błędy zdarzać się nie powinny. Kondycyjnie byliśmy słabsi, lecz ambicją nadrabialiśmy wiele.

Weekend więc był nadzwyczajnie udany, gdyż w dwóch meczach zdobyliśmy komplet sześciu punktów strzelając 13 bramek a tracąc tylko 4. Tak więc Święta i Nowy rok spędzimy w dobrych humorach.

Subiektywny ranking kapitana:

Wieshaq – 6 – niestety, ale dwie bramki obciążają jego konto. Czasami niepewny, lecz w większości sytuacji bardzo skuteczny. Mocny punkt.

Tomasz – 8 – wolno ale skutecznie. Bardzo mało strat, wiele przechwytów i dobre wyprowadzanie piłki.

Olej – 9 – hat trick znów na jego koncie. Prawie do bólu skuteczny, często brał odpowiedzialność na swoje barki i szukał pojedynków jeden na jeden

Pawlo – 8 – twardo, ale fair. Dobrze powstrzymywał ataki na skrzydle, dobrze się włączał do akcji, fatalnie je kończył.

Grzechu – 7 – dwie godziny spania było chyba widać na boisku. Mało zdecydowany w obronie. Z przodu bardzo ładnie klepał piłkę z Olejem i fajnie wykonywał rożne i auty.

Aster – 8 – gol, dużo biegania. Wciąż jednak za wolny i wciąż wstrzymuje akcje. Ale widać sporą poprawę.

Marcin – 6 – poza błędem przy golu grał bardzo poprawnie i bardzo ambitnie walczył w obronie

19.12.2009 Stołeczny NISSANklub – Pędzący Jeż 9:1

W rozegranym dzisiaj meczu nasz zespół rozgromił outsidera tabeli aż 9:1. Popisówkę dał Olej strzelając wszystkie bramki, ale każdy z naszych zawodników zasługuje na wyróżnienie. Nasz rywal nie odstawał aż tak bardzo, ale świetny mecz w naszym wykonaniu skutkuje takim a nie innym wynikiem.

Przed meczem były małe obawy, gdyż z jednej strony graliśmy z najsłabszym zespołem i nie wypadało nam zgubić punkty, a z drugiej strony my do mocarzy także nie należymy. Wszystkie wątpliwości zniknęły zaraz po pierwszym gwizdu sędziego. Zdominowaliśmy Jeży zupełnie i raz po raz sunęły ataki Stołecznych. Na dzień dobry świetna kombinacja Maciek – Olej i poprzeczka. Potem Aster, Grzechu czy Maciek znajdowali się w dobrych pozycjach, lecz brakowało precyzji. Przez wzgląd na awarię zegara niemożliwe jest określenie kiedy po raz pierwszy ukłuliśmy, ale było to ok. 5 minuty. Wówczas Olej jakoś wcisnął piłkę pod nieporadnie interweniującym bramkarzem Pędzących i było wyczekiwane 1-0. Z każdą kolejną minutą mecz stawał się bardziej jednostronny ale jednocześnie graliśmy coraz spokojniej i dokładniej. Problemy były tylko przy wyprowadzaniu piłki od naszej bramki, gdyż rywale zakładali pressing i kilkukrotnie przejęli akcję, lecz bez żadnych efektów. Po drugiej stronie boiska dostaliśmy kilka szans na podwyższenie wyniku, lecz dopiero w okolicach 12 minuty Olej wykorzystał ładne podanie Maćka i będąc sam na sam z małym problemem ale strzelił gola. Od tego momentu presji już nie było żadnej, za to staraliśmy się rozprowadzać ładne akcje. Szkoda tylko skuteczności. Pędzący Jeż w I połowie zupełnie nie istniał, wystarczy powiedzieć, że oddali bodajże jeden celny strzał  i dwa niecelne – wszystko ze sporej odległości. Dwukrotnie także zbyt zwlekali i tracili piłkę w okolicach naszego pola karnego.

Początek drugich dwudziestu minut to jak zwykle oddanie gry rywalom. Przez moment nawet zostaliśmy zamknięci na swojej połowie nie umiejąc skonstruować żadnej akcji. Trwało to chwilę, lecz w tym okresie mogliśmy sobie sami napsuć nieco krwi. Chwila minęła (jakby na papierosa) – to jedziem dalej. Lewym czy prawym skrzydłem, ale raz po raz sunęły szybkie akcje. Upraszczając – siedmiokrotnie skorzystał z nich Olej i wysunął się na pozycję lidera strzelców naszej ligi. Jak profesor grał Tomasz, który obsadził newralgiczną pozycję ostatniego obrońcy. Klatą, głową, nogami – nie do przejścia. Wymiatał wszystko w promieniu 5 metrów od niego. W bramce fajnie bronił Wiesiu, który ma jednak problem z wyprowadzeniem piłki. Dość pewne interwencje, niezły refleks po odbitej piłce od Maćka i odważne wyjścia pod linię pola karnego. Ale szmatę zdołał wpuścić po nikczemnie słabym strzale rywala. Piłka w tylko dla Wieshaqa znany sposób przeszła mu pod rękawicami i wtoczyła się do bramki. Trzeba oddać sprawiedliwość, że Maciek odpuścił w obronie i pozwolił oddać strzał, a sytuacja miała miejsce przy stanie 5:0. Trochę gubił się Aster, który uświadomiony (z przykładem live) przed meczem o spowalnianiu akcji nie odrobił lekcji. Trzeba jednak wspomnieć też, że wielokrotnie włączał się do szybkich akcji skrzydłem. Spokój do naszej gry wprowadzał Grzechu będąc mocnym punktem na skrzydle. Ocenę za mecz dramatycznie obniża sytuacja, w której będąc sam na sam z pustą bramką, mając piłkę na nodze niczym św. Mikołaj dał prezent bramkarzowi nastrzelają jego rękę. Olaboga! Także Ciołek, który w końcu zaszczycił swoją osobą naszą reprezentację biegał jak oszalały. Gubił się taktycznie, ale każdy wrzask kapitana sprowadzał go na właściwe tory.

Koniec końców – 9:1 a mogło być wiele więcej. Poprzeczka Astera, babol Grzecha, nonszalancja tego, co i tak napstrykał sporo, pech Maćka – jednym słowem działo się. Musimy też oddać szacunek rywalom. Na pewno nie zasłużyli na taki wymiar kary. Starali się przeprowadzać ładne, kombinacyjne akcje, świetnie utrudniali nam wyprowadzenie piłki. W szatni padły słowa Wieshaqa, że był to najbardziej grający fair rywal z jakim do tej pory się mierzyliśmy. Więc są pozytywy. Stołeczny NISSANklub zagrał jednak świetnie, szczególnie w ofensywie. Obrona bywała zaniedbywana niczym Dworzec Centralny, ale swoją funkcje pełniła. Jednym słowem – gratulacje należą się nam i nie zmieni tego nic.

Subiektywny ranking kapitana:

Wieshaq – 8 – za szmajurę spory minus. Za resztę meczu dużo większy plus. Pewny i skupiony. Do poprawy zagrania ręką do partnerów.

Grzechu – 8 – nieco za wolny, ale bez żadnych strat. Jak podawał to dokładnie, jak krył to szczelnie, jak strzelał to komicznie

Tomasz – 10 – no cóż, są wątpliwości?

Olej – 10 – lepiej grać nie musi. Wystarczy jak każdemu kolejnemu rywalowi strzeli 9

Aster – 7 – zagubił się w akcji, po której straciliśmy gola. Czasami zbyt schematyczny. Ale dużo biegał, starał się. Czasami nie zauważany.

Marcin – 5 – dobry zmiennik. Dużo się nabiegał.

13.12.2009 Stołeczny NISSANklub – Kamszoty 1:8

W meczu VIII kolejki Stołeczny NISSANklub uległ świetnie grającej młodzieży z Kamszotów 1:8. W zasadzie przez cały mecz przewaga rywali nie podlegała dyskusji i możemy sobie pogratulować tak małej straty bramkowej.

Śmiem twierdzić, że Kamszoty ta najlepszy rywal z jakim nam przyszło się do tej pory zmierzyć w bieżącej edycji ligi. Oczywiście przed nami jeszcze mecze z topem tabeli – Korsarzami i Wild Boysami, lecz to właśnie Kamszoty powinni zakończyć pierwszą rundę na pudle. Świetnie zorganizowani, fajnie rozgrywali swoje akcje, szukali niebanalnych rozwiązań no i przede wszystkim doskonałe panowanie nad piłką i w sytuacjach jeden na jeden. Każdy z nas w przekroju całego meczu wielokrotnie został objechany przez rywala. Jak wyeliminują swoją młodzieńczą fantazję i czasami zbyt wygórowane zagrania to będą naprawdę trudni do pokonania.

Jest tylko jedna, lecz za to spora uwaga od kapitana – frekwencja. Drugi mecz z rzędu w zasadzie oddajemy przed jego rozpoczęciem przystępując do niego praktycznie bez zmian. W meczu z Wyborowymi graliśmy w pięciu, dziś w sześciu. I  w jednym i w drugim przypadku miało to duży wpływ na końcowy rezultat. O ile jednak w przypadku poprzedniego meczu możemy sobie pluć w brodę tak tym razem Kamszoty i tak znaleźli by pewnie na nas receptę. Może wynik był by mniej oddający różnicę, lecz nie są to nasze progi. Wydawać się może, że i tak powinniśmy podziękować rywalom za tak niski wymiar kary za dzisiejszy mecz. Chociaż z drugiej strony nasza ambicja i chęć walki zrobiła też swoje i za to pewnie dostaliśmy malutką nagrodę.

Mecz rozpoczął się ostrożnie. Rywale zapewne chcieli wybadać na ile nasza pozycja w tabeli oddaje nasz poziom gry. I – co staje się regułą – to my pierwsi zagroziliśmy bramce rywala. Najpierw kapitan oddał anemiczny strzał, potem Olej miał świetną, lecz niewykorzystaną okazję. Następnie Kamszoty wzięli się do roboty. Piłka świstała na lewo i prawo, górą i dołem a my patrzyliśmy, bo na więcej nam rywale nie pozwalali. Ale się trzymaliśmy raz po raz blokując strzały bądź przerywając ich akcje. Jednakże po 5 minutach tracimy gola. Pyk – pyk – pyk – pyk – pyk i w sytuacji sam na sam rywal ładuje piłkę obok bezradnego Wieshaqa. Drugi gol to pokłosie fatalnego zagrania Maćka, który wyłożył wręcz piłkę jak na tacy Kamszotowi i było 0-2. Graliśmy wówczas w osłabieniu po wykluczeniu Grzecha zatrzymującego ręką kontratak rywali. Staraliśmy się jakoś odwrócić losy meczu, lecz szło nam ciężko. Szarpane akcje niewiele przynosiły korzyści, gdyż brakowała przede wszystkim sił. W pewnym momencie nawet Olej dostał piłkę na środku i nie miał z kim jej rozegrać, gdyż pozostała trójka łapiąc oddech została pod swoim polem karnym.

Efektem naszych prób był ładny gol, po którym na tablicy było 1:2. Olej doskonale wymanewrował dwóch obrońców i wyłożył piłkę Pawlowi, który nie mógł nie strzelić. W międzyczasie Olej strzelił w słupek, kilkukrotnie próbowaliśmy bardzo niebezpiecznych kontr i tak skończył się pierwsza połowa. Połowa, w której mieliśmy jeszcze coś do powiedzenia, lecz przede wszystkim nieskuteczność i błędy w obronie zadecydowały, że przegrywaliśmy dość minimalnie.

Natomiast II połowa to już bardziej walka o przetrwanie. Już od początku brakowało nam sił, rywale raz po raz przeprowadzali składne akcje. Mnożyły się nasze błędy indywidualne, po których aż trzykrotnie musieliśmy wyciągać piłkę z siatki. Kamszoty nawet i bez tych prezentów byliby zwycięzcami, lecz szkoda tak głupio traconych bramek.

Nasze aktywa w drugich dwudziestu minutach to próby zagrań długą piłką, które kosztowały najmniej sił. Kilka razy Pawlo z Olejem starali się rozklepać defensywę rywali no i w ostatnich sekundach kapitalnej okazji nie wykorzystali Maciek z Olejem do spółki. Jeden myślał, że drugi nadąży za akcją i sytuacja dwóch na jednego zakończyła się podaniem na róg.

Reasumując, mecz w zasadzie nie do wygrania. Brawa dla naszych zawodników za zaangażowanie i walkę do ostatnich sił. To jest nawet bardziej ważne niż końcowy rezultat. Każdy z naszych zawodników popełnił błędy, które kosztowały nas stratę goli, lecz może to zrzucić na karb braku sił. Brawa także dla Kamszotów za mecz fair i za pokaz futsalu.

Subiektywny ranking kapitana:

Wieshaq – 8 – nasz bramkarz, który raz tylko popełnił poważny błąd oddając piłkę rywalowi, w konsekwencji czego straciliśmy gola. Reszta bramek na pewno nie obciąża jego konta. Bronił pewnie.

Pawlo – 7 – mało nie padł na zawał, a i tak po meczu spalił dwa papieroski. Dobry mecz.

Grzechu – 6 – co prawda strasznie się gubił w obronie, latał jak jeździec bez głowy, ze dwa gole można przypisać na jego konto, lecz dzielnie walczył i za to duży plus. Szczególnie mając na uwadze jego przedmeczowe problemy

Krzychu – 6 – ajj, gdyby zagrał po swojemu piętką. Miał kapitalną okazję lecz się pogubił. W obronie dość regularnie ogrywany, ale zawzięcie nie dawał za wygraną

Olej – 8 – ostoja ataku tym razem zaliczyła asystę. Ale wielokrotnie odciążał naszą obronę starając się w pojedynkę stworzyć sobie okazję golową.

28.11.2009 Stołeczny NISSANklub – Wyborowi  4:8

Dzisiejszy mecz obnażył prawdę, iż w pięciu wygrać się nie da. Zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie, świetnie rozłożyliśmy siły, ale jednak musieliśmy zejść z boiska pokonani. Bardzo pechowa porażka boli tym bardziej, gdyż w przekroju całego spotkania nie zasłużyliśmy na nią.

Już przed meczem było wiadomo, że zagramy bez żadnych zmian. Plan taktyczny zakładał spokojne rozegranie pierwszej połowy i walka na całego w drugiej. Na bramce stanął Pawlo, w ataku szalał Olej, skrzydła obstawili Grzechu z Krzychem a obroną dowodził Maciek. Mieliśmy rozgrywać piłkę z bramkarzem, unikać głupich strat i oszczędzać siły.

Początek bardzo udany. Kilka fajnych akcji i trzy szanse sam na sam Oleja. Niestety, bez żadnych korzyści. Stara prawda mówi, iż niewykorzystane sytuacje się mszczą i tak było w naszym przypadku. W 6 minucie fatalne podanie Pawla w sam środek obrony Wyborowych, którzy przejęli piłkę i znaleźli się w sytuacji 3 na 1. Bez problemu wypracowali sytuację golową wykładając piłkę napastnikowi, który skierował ją do pustej bramki. Nie podłamało nas to, dalej graliśmy swoje. Pozwalaliśmy rozgrywać piłkę Wyborowym szachując własnymi siłami, ale jedynym zagrożeniem były mało celne strzały z daleka. W 12 minucie jednak Pawlo ponownie fatalnie rozegrał piłkę i mieliśmy kopię akcji z 6 minuty z takimi samymi konsekwencjami. 0-2 na tablicy nieco nas zmobilizowało do mocniejszych ataków. Kilkukrotnie Olej marnował doskonałe sytuacje, dwukrotnie obiliśmy słupek rywala i straciliśmy gola nr 3. Tym razem niezbyt groźny strzał z daleka prześlizgnął się pod rękami Pawla i niestety było już 0-3. Co budujące – nie było wśród nas załamania. Dalej realizowaliśmy założenia taktyczne. Budowaliśmy akcje oparte na zagraniach do Oleja, który szukał skrzydeł. W 15 minucie Maciek dostrzegł będącego na świetnej pozycji Oleja, wyłożył piłkę i w końcu nasz snajper po raz pierwszy pokonał bramkarza Wyborowych. 3 minuty później było już 2-3. Z autu zagrywał Krzychu, podał do Maćka, ten strzelił wprost w bramkarza, który odbił piłkę pod nogi Oleja i w ten sposób zdobyliśmy jakże ważną bramkę kontaktową. W tym czasie Wyborowi nieco nas nastraszyli. Kilka udanych akcji spowodowało, iż bod bramką Pawla było gorąco. Ale nasz bramkarz wykazywał się udanymi paradami zażegnując niebezpieczeństwo. Wynikiem 2-3 zakończyła się pierwsza połowa, która pomimo niekorzystnego wyniku nie była zła.

W przerwie miała nastąpić zmiana bramkarza na Krzycha, ale doszliśmy do wniosku, że skoro szło nieźle to nie należy dokonywać korekt. I w takim samym ustawieniu wyszliśmy na drugą połowę. Zaczęła się ona od mocnych ataków Wyborowych, ale albo Pawlo sobie radził z ich akcjami albo dość szczelna obrona nie pozwalała na wypracowanie klarownych szans. W międzyczasie szoł Oleja trwał. Znów zmarnował trzy okazje sam na sam, wielokrotnie urywając się obrońcom. W 29 minucie zdobywamy wyrównanie. Ponownie nasz snajper wykorzystał doskonałe podanie – tym razem Grzecha i po raz trzeci udało mu się pokonać goalkeepera rywali. W tym czasie zaczęliśmy słabnąć, co było widać po naszej grze. Swoje okazje mieliśmy my, grając między innymi w przewadze jednego zawodnika, mieli także Wyborowi. I 3 minuty później wyszli na prowadzenie po kolejnym błędzie z wyprowadzeniem piłki. Szybkie podanie do napastnika, który będąc sam na sam przed Pawlem pokonał go strzałem między nogami. Na dwie minuty przed końcem dostajemy gola na 3-5 i trudno było oczekiwać punktów w tym meczu. Ale wiara w zespole była i nikt z nas broni nie złożył. Na 75 sekund przed końcem bardzo dobre podanie do Oleja w wykonaniu Maćka, ten zakręcił obrońcą na linii końcowej i zmieścił piłkę obok bramkarza. W tym momencie siły opuściły nas całkowicie. Zamiast wciąż grać to co przez cały mecz – odpuściliśmy zupełnie. W ostatnich 60 sekundach aż trzykrotnie Wyborowi wypracowali sobie sytuacje trzech na bramkarza i w ten sposób dobili nasz zespół.

Wynik zupełnie nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Remis czy zwycięstwo jedną bramką – naszą czy rywali – byłby najsprawiedliwszy. A tak musimy jednak przełknąć gorycz tej porażki będąc moralnymi zwycięzcami. Granie bez zmian zupełnie wypacza wynik rywalizacji i my tego doświadczyliśmy. A szkoda, gdyż jak najbardziej mogliśmy pokusić się o trzy oczka.

Subiektywny ranking kapitana:

Pawlo – 5 – niestety, jednego gola wpuścił po swoim błędzie a aż trzy wypracował rywalom źle zagrywając piłkę. Jednak poza tym był bardzo pewny na polu bramkowym.

Krzychu – 6 – chyba tylko raz dał się ograć indywidualnie. W obronie bardzo pewny, ale brakowało sił. Było to widoczne przy kryciu na radar. W ataku kilkukrotnie się pokazał, raz źle rozegrał doskonały kontratak

Grzechu – 6 – jeden gol obciąża jego konto, ale poza tym bardzo dobre spotkanie. Niestety, nie potrafił celnie uderzyć na bramkę mając kilka niezłych szans. Bardzo waleczny, grał do ostatnich sił

Olej – 6 – w zasadzie powinien dostać dwie noty. Lufę za multum niewykorzystanych okazji i 10 za cztery bramki. W ataku jest niezastąpiony, gdyby tylko skuteczność była na poziomie 50%…

22.11.2009 Stołeczny NISSANklub – Leśne Dziadki 2:11

W dzisiejszym spotkaniu Ligi Halowej zebraliśmy tęgie lanie, które ciężko usprawiedliwić. Rywale prezentowali dobry futbol, byli wyraźnie lepsi pod każdym względem i zasłużenie zgarnęli trzy punkty. Szkoda tylko, że my się w ogóle nie prezentowaliśmy oddając pole bez walki.

Po naszym występie mamy podwójnego kaca. Raz, że zagraliśmy dziś spory piach a dwa, że jednak mieliśmy dużo większe oczekiwania. A teraz pozostało lizać rany, których aż jedenaście zadali nam Leśne Dziadki. Jest to zespół złożony z młodych chłopaków, fajnie wyszkolonych technicznie, dość wybieganych i pewnych swych umiejętności. Pokazali nam nasze miejsce w szyku i chyba już się nie będziemy wychylać.

Początek meczu w naszym wydaniu przypominał bardzo nasze debiutancki mecz z Play Forza przegrany 0-20. Zagubieni we mgle patrzyliśmy jak ładnie Dziadki klepią sobie piłkę wypracowując kolejne szanse bramkowe. Już 30 sekund po wznowieniu straciliśmy gola. Trzeba podkreślić ten wyczyn, gdyż mecz rozpoczynaliśmy my. Potem nadzieja się tliła przez 5 minut, w którym to czasie Leśne Dziadki nie umieli po raz drugi pokonać Pawla, który zastępował naszego etatowego bramkarza. Po tym okresie jednak wbili gola nr dwa, poprawili trzecią bramką i do przerwy było nieźle – patrząc na wynik końcowy. W I połowie wyszła chyba jedna fajna akcja, która niestety nie zakończyła się strzałem. A szansa była, gdyż po jednym ze starć z Olejem ucierpiał bramkarz Leśnych i musiał opuścić plac gry. Uderzać próbował jednak tylko Aster, lecz czynił to nieskutecznie. Największą owację zbudził nasz golkiper, który po jednej z kontr rywala przejął piłkę i wyprowadził bardzo groźny atak zapędzając się pod bramkę przeciwników. Po świetnej wymianie podań z Olejem zakończył swoją szarżę niecelnym strzałem, ale i tak akcja przysporzyła mnóstwa owacji od licznie zgromadzonej gawiedzi.

Druga połowa też się odbyła. Niestety. Bramkarz Dziadków już nie wrócił do podstawowego składu, zastąpił go zawodnik z pola, który w przekroju całego meczu spisał się bardzo dobrze. Pierwsze pięć minut to okres, w którym brutalnie zostaliśmy odarci ze złudzeń. 0-7, do widzenia leszczyki. W naszej drużynie nastąpiło małe załamanie, które na nasze szczęście nie zostało wykorzystane przez szalejący team Leśnych. Równie dobrze mogli nam zaaplikować kolejne gole, ale zgubiła ich przesadna nonszalancja. No i w końcu gra się wyrównała. Może to zbyt wielkie słowo, ale nam zaczęło iść lepiej. Każdy z naszych grajków niemalże strzelił focha i akcje SNKP nieco nabrały kolorytu. Potrafiliśmy już wymienić podania, potrafiliśmy stworzyć sytuację sam na sam (tu nie wspomnę co zrobili Olej i Pawlo bo i tak chłopaki mają sporo do myślenia) no i potrafiliśmy celnie strzelić. A nawet udało nam się zdobyć bramkę, której autorem był Olej. Doskonałe podanie naszego świetnego kapitana wyprowadziło Oleja sam na sam przed bramkarza, w końcu chłop się odblokował i skierował piłkę do siatki. To było co prawda przy stanie 0-8, ale ładna akcja to i brawka się pojawiły. Skromne, ale zawsze. Za kolejnego naszego gola musieliśmy zapłacić trzema straconymi ale naprawdę było warto. Akcja – stadiony świata. Nawet Leśnym się taka nie udała dziś. Genialnie Olej z Pawlem rozklepali całą defensywę Dziadków, po czym ten drugi rewelacyjnie wykłada piłkę naszemu napastnikowi, który bez najmniejszych kłopotów ustala wynik spotkania na 2-11.

Resume powinno odbyć się na plaży, bo taka była dziś nasza forma: wakacyjno – plażowa. Ale jak to na plaży – fajnie jest więc i podsumowano będzie optymistyczne. Tak więc na duży plus zagrali dziś nasi bramkarze, których było aż dwóch. Brzmi to może nieco zbyt eufemistycznie, ale tak naprawdę było. Przy żadnym golu nie zawinili – choć Pawlo ma inne zdanie – i byli pewnym punktem zespołu. Trzeba dodać, że w okolicach 30 minuty nastąpiła zmiana na tym stanowisku i za Pawla wszedł Wieshaq. I to był strzał w siódemkę. Pawlo zaczął szaleć na skrzydle, Wiesiu świetnie czyścił akcje Leśnych Dziadków.

Kolejny wielki plus już został wymieniony. Akcja Pawlo – Olej zakończona golem numer dwa. Mniam mniam, palce lizać, pokazali chłopaki, że jednak coś w nas drzemie. Plus trzeci to rozpierducha w szatni, z której może się urodzić coś dobrego. Jak wiadomo – kapitan ma zawsze rację i kapitana trzeba słuchać, ale powstała mocna opozycja co do działań taktycznych. No i plus czwarty nieco wkraczający we wróżenie z fusów – gorzej chyba już nie będzie.

Subiektywny ranking kapitana oparł się dziś na wyszukiwaniu tych promyków, które były w grze każdego z nas. I tak:

Pawlo – 7 – moim skromnym zdaniem był to Man of the match.

Grzechu – 4 – jak już miał piłkę to rzadko ją tracił. Szkoda że równie rzadko przy niej się znajdował

Aster – 4 – najczęściej strzelał. Niestety brakowało zawsze niewiele do szczęścia. Ale za to strzelił największego foszka

Olej – 3 – trochę nieracjonalna ocena zważywszy na dwa gole. Ale chyba sam wie, że dziś nic więcej się nie udało.

Wieshaq – 6 – średnia ważona z gry na pozycji skrzydłowego i bramkarza. To pierwsze jako tako, ale to drugie już bardziej miodzie. No i rzut na piłkę – palce lizać

Krzychu – 3 – facet, którego nie dostrzegłem na boisku. Tylko nie wiem czy tak świetnie odwalał czarną fuchę czy chował się za plecami rywali.

15.11.2009 Stołeczny NISSANklub – Akademia Teatralna 3:3

W meczu pełnym dramaturgii i szalonej i ambitnej walki remisujemy dość pechowo 3:3. Z przebiegu całego spotkania byliśmy co najmniej równorzędnym rywalem. A biorąc pod uwagę występy Tomasza po kontuzji, Maćka z kontuzją oraz chorego Oleja po kuracji lekarstwami można powiedzieć, że graliśmy w dużym osłabieniu.

Przedmeczowe ustalenia sprawiły, że mecz odbył się wcześniej niż był zaplanowany w związku z zajęciami wieczornymi studentów Akademii. Wynikła z tego sytuacja, w której u nas było tylko 7 zawodników, z czego tylko czterech w pełni sprawnych, natomiast przeciwników stawiło się 11. Obawy o wymiar kondycyjny jednak okazały się płonne, chociaż przed meczem lekko nas przestraszyli dość akrobatycznymi formami rozgrzewki.

Samo spotkanie może nie stało na wysokim poziomie, ale nie brakowało składnych akcji, wymiany podań czy walki. Zespół AT na pewno był lepiej wybiegany od nas, natomiast w sferze piłkarskiej poziom był zbliżony. Już pierwsze minuty meczu mogły nam przynieść prowadzenie. Kilka fajnych akcji, podczas których piłka chodziła w linii Pawlo-Olej-Grzechu zaowocowało paroma bramkowymi sytuacjami. Na przeszkodzie stawał bramkarz bądź słupek, jak to było w przypadku strzału Oleja. Początkowe 6 minut to czas naszej absolutnej dominacji, Akademia nie była w stanie w ogóle zagrozić Scarabowi. Napór zakończył się bramką Oleja, który ładnie oszukał bramkarza i skierował piłkę do siatki. Była to 6 minuta meczu i dopiero wówczas zaordynowaliśmy pierwsze zmiany. Mała dezorientacja pozwoliła rywalom na dłuższe rozgrywanie piłki, ale poza niecelnymi strzałami z dystansu wiele nie pokazywali w akcjach zaczepnych. W 11 minucie podwyższamy rezultat ponownie za sprawą Oleja, który świetnie znalazł się po podaniu Tomasza i ponownie nie miał żadnych problemów ze sfinalizowaniem akcji. Wynik 2-0, rywal w zasadzie mało zagrażający nam – wszystko szło w idealnym kierunku. Jednak w 15 min. duże nieporozumienie w obronie spowodowało, iż przed naszym bramkarzem zostało dwóch rywali i w ten sposób zdobyli gola kontaktowego. Dodało to sporo animuszu Akademii, której akcje stawały się coraz bardziej groźne. I gdy do końca pierwszej połowy pozostawało 8 sekund tracimy drugą bramkę. Niestety, kilka błędów i ponownie Scarab wyciągał piłkę z siatki. Na nasze nieszczęście chyba zbyt wcześnie chyba uwierzyliśmy w końcową syrenę.

W przerwie padły mocne słowa, po których zmobilizowani wychodzimy na drugą połowę. W niej jednak nasze akcje były bardzo chaotyczne. Częste długie piłki, zwykle niedokładne, granie środkiem oraz wybijanka. Akademia starała się w tym czasie wyjść na prowadzenie, sęk w tym, że nasza obrona była dość szczelna. Także siła rażenia studentów nie była dla nas specjalnie groźna. Często Scarab wyłapywał zagrane w pole bramkowe piłki, defensywa była trudna do sforsowania. Na przeciwnym biegunie mieliśmy mało do powiedzenia. Szarpane akcje nie przynosiły żadnych rezultatów. Ale gdy do końca pozostawało 7 minut po fenomenalnym podaniu Tomasza Olej wychodzi w sytuacji sam na sam z bramkarzem i po raz trzeci nie daje mu żadnych szans. Trzeba wspomnieć, że podanie tyłem ustawionego Tomasza było przedniej marki i żal byłby wielki gdyby Olej szansy nie wykorzystał. Od tego momentu naszym głównym celem było dowiezienie skromnego prowadzenia do końca. Żadko konstruowaliśmy składne akcje, częściej skupialiśmy się na obronie. Byliśmy bardzo blisko celu, jednak na 40 sekund przed końcem w sporym zamieszaniu pod naszą bramką na strzał zdecydował się napastnik Akademii Teatralnej. Piłka przecisnęła się pod Scarabem, znalazła lukę pomiędzy nogami stojącego na linii bramkowej Maćka i wtoczyła się do siatki. Niestety znów nam niewiele zabrakło. W ostatnich sekundach jeszcze Pawlo znalazł się w dogodnej sytuacji, jeszcze AT wykonywali dwa rzuty rożne i w końcu zawyła syrena.

Z przebiegu całego spotkania remis jest sprawiedliwym wynikiem. Szkoda, że kontuzje w naszym zespole się nawarstwiły i graliśmy na tyle, na ile zdrowie pozwalało. Doszła do tego również absencja Astera i Krzycha, którzy na tą godzinę po prostu stawić się nie mogli. Bywały okresy, w których konstruowaliśmy składne akcje wymieniając wiele podań. Do dopracowania są momenty, podczas których nasza gra opierała się na przypadku. No i wciąż brakuje perfekcyjnego wykonywania założeń taktycznych. Akademia Teatralna dała się poznać z bardzo sympatycznej strony. Prezentowali się nieźle, chociaż byli zdecydowanie do ogrania. Tak więc w sumie pozostał niedosyt ze straty punktów aniżeli radość ze zdobycznego oczka.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 9 – w zasadzie bez zarzutów jako bramkarz. Bo jako wybijacz… :)

Grzechu – 7 – nie tracił piłek, ładnie rozprowadzał akcje, W obronie ciężko pracował, kondycję zgubił ;)

Pawlo – 7 – Świetny mecz Pawla. Zabrakło tylko zimnej krwi w sytuacjach bramkowych

Olej – 9 – profesor na L4. Widać było osłabienie spowodowane chorobą, ale fajnie współpracował z zespołem, walczył w obronie. Brawo za hattricka.

Tomasz – 7 – dawał bardzo dobre zmiany, zanotował dwie asysty. Raz tylko zapomniał się w obronie ;)

Wieshaq – 6 – charakter z meczu z Siepaczami pozostał, ale było jakby go mniej. Twardy i bezkompromisowy w obronie.

7.11.2009, 13:10 Stołeczny NISSANklub – Twoja Klaszcze u Rubika 4:2

Przed samym spotkaniem chwila nerwówki, gdyż nasz etatowy goalkeeper pomylił godziny rozpoczęcia meczu, jednakże zdążył na czas łamiąc przy okazji kilka przepisów drogowych. Na meczu stawiło nas się ośmiu – Maciek, Olej, Aster, Krzychu, Wieshaq, Grzechu, Pawlo i Scarab. Przedmeczowa odprawa odbyła się na raty, gdyż część z nas przyjechała lekko po czasie :)

Mecz rozpoczynamy od składnych i mocnych ataków, brakowało jedynie skuteczności. Rubiki w tym czasie ograniczali się do przeszkadzania nam w grze z rzadka inicjując skromne akcje. Po 180 sekundach zdobywamy prowadzenie. Piłkę ze skrzydła starał się wrzucić Pawlo, obrońcy Rubika wybili ją przed pole karne a tam czyhał Maciek, który ładnym wolejem zmieścił piłkę w bramce. Dosyć niecodzienna dla nas sytuacja wprowadziła małe zamieszanie w obronie. Zbyt często dopuszczaliśmy rywali w okolice naszego pola bramkowego, jednak dzięki szczęściu i Scarabowi zachowywaliśmy czyste konto. Rywale także mieli problemy ze składnym rozegraniem piłki czym ułatwiali nam zadania obronne. Z przodu z kolei rządzi Olej ładnie rozprowadzając kolejne ataki. W przekroju całej pierwszej połowy to my jednak mieliśmy dużo więcej atutów ofensywnych i tylko poprzez niefrasobliwość i wyjątkową indolencję nie potrafiliśmy podwyższyć prowadzenia. Gdy I połowa zbliżała się do końca wywalczyliśmy kolejny rzut rożny, po którym ponownie piłka została wybita na przedpole i ponownie czekał tam na nią Maciek. Mocny i precyzyjny strzał pozwolił nam zejść na przerwę z wynikiem 2-0. Po tym golu pozostało 30 sekund do dogrania i w tym czasie bezpiecznie dowieźliśmy prowadzenie.

W przerwie staraliśmy się nie ulegać demobilizacji, ale jak zwykle się nie udało. Początek II połowy znów należy do naszych rywali – dość mocno nas przycisnęli, ale – podobnie jak w pierwszych dwudziestu minutach – brakowało im dokładności. W miarę upływu czasu gra stawała się coraz bardziej wyrównana i w końcu i my zaczęliśmy mieć swoje szanse bramkowe. Po przerwie skupialiśmy się raczej na obronie, atakując z kontr, po których kilka okazji mieli Olej, Aster, Grzechu i Wieshaq. Dopiero w 30 minucie udaje nam się zdobyć bramkę nr 3. Po świetnie rozprowadzonym kontrataku w sytuacji sam na sam bramkę strzela Olej, który pewnym i mocnym strzałem przy słupku podwyższa nasze prowadzenie. Od tego czasu Rubikom raczej opadł zapał i chyba pogodzili się z porażką. Przez kolejnych 5 minut ich ataki były dość niemrawe i mało groźne. Większe zagrożenie pod naszą bramką stwarzaliśmy my sami, wprowadzając zamęt dość ryzykownymi podaniami. I gdy powoli mecz dobiegał ku końcowi w 35 minucie tracimy dość przypadkowego gola. Podane z prawego skrzydła szczęśliwym strzałem uskutecznił napastnik TKuR i zrobiło się nieco nerwowo. Do końca 5 minut, rywal nabrał wiatru w żagle, zaczął grać pełnym pressingiem. Ale po kapitalnie wyprowadzonej kontrze zdobywamy w tym trudnym momencie bramkę. Pawlo i Olej świetnie rozklepali obronę i ten drugi stanął oko w oko z goalkeeperem Rubików. Strzał Oleja bramkarz jakimś cudem zdołał odbić piłkę nogą ale przy dobitce Pawla był już bez szans. 4-1 i koniec marzeń rywali o jakichkolwiek punktach. Do końca meczu szanse mieliśmy kilkukrotnie, ale wkradła się nonszalancja. Z drugiej strony Scarab także miał nieco pracy i w ten sposób pierwsze 3 punkty w tym sezonie stały się faktem.

Generalnie nasz zespół miał dwa oblicza. Fajna gra z przodu, sporo sytuacji, ładne podania i szukanie pozycji. Z drugiej jednak strony gra obronna była – delikatnie mówiąc – słaba. Zbyt często zapędzaliśmy się pod bramkę Rubików, przez co rywale mieli kilka(naście) groźnych kontrataków. Cieszyć się jednak należy z końcowego wyniku i będąc w zgodzie z przysłowiem – wygranych się nie sądzi :)

SUB IEKTYWNY RANKING KAPITANA:

Scarab – 9 – Ole! Był pewny i jak zwykle nie zawiódł.

Krzychu – 3 – bez biegania nie będzie grania. W ataku szukał piłki, ale obrona bezskutecznie szukała Krzycha :) Za to ładnie pachniał po meczu :)

Olej – 8 – bramka, często brał ciężar gry na siebie, ładnie dostrzegał partnerów. Tak dalej

Pawlo – 8 – skuteczny w obronie, świetnie wychodził z kontrami. Jak zwykle groźne auty i rogi, no i dobił rywali strzelając gola

Wieshaq – 6 – koleś od czarnej roboty. Z przodu mało widoczny, ale w defensywie tyrał za dwóch.  I to dosłownie

Aster – 7 – też świetne dziś zagrał. Ładnie się zastawiał, nie odpuszczał i sporo się nabiegał. Troszkę zastrzeżeń do gry obronnej. Ale to troszkę :)

Grzechu – 7 – Ze dwa razy tylko się zaplątał. A tak ładnie „chodził” skrzydłem i celnie dogrywał. Trochę jednak za wolny :)

25.10.2009, 14:50 Stołeczny NISSANklub – SWPS 2:4

Bardzo emocjonujące i pełne walki spotkanie pomiędzy nami a zespołem SWPSu kończy się bardzo pechową porażką 2:4. Nie zabrakło kar, scysji, pomyłek sędziowskich i dramatów. Początek meczu należał zdecydowanie do nas. Już w pierwszych sekundach Olej po indywidualnej szarży był o mały włos od zdobycia bramki. W pierwszych minutach rywal nie był w stanie zagrozić Scarabowi skupiając się na obronie dostępu na własne przedpole bramkowe. Dosyć składne nasze akcje kończyły się jednak albo na niecelnych strzałach bądź na ostatnim podaniu.

Po 4 minutach nasz napór jeszcze się wzmógł, gdyż jeden z graczy SWPS został ukarany dwuminutową karą za sfaulowanie wychodzącego na czystą pozycję Astera. Te 120 sekund upłynęło na zamknięciu przeciwnika na ich połowie, chociaż SWPS potrafił wyprowadzić bardzo groźną kontrę, zażegnaną przez Scaraba. Nie udało się jednak wykorzystać liczebnej przewagi. Będąc w zgodzie z przysłowiem, że co się odwlecze to nie uciecze – zaraz po wyrównaniu sił zdobywamy prowadzenie. W okolicy 10m. od bramki rywali faulowany był Aster. Mocna bita piłka z rzutu wolnego trafiła w końcu do Asterixa i ten przytomnym strzałem tuż przy słupku wyprowadza nas na prowadzenie. Niedługą chwilę po tym wydarzeniu tracimy frajerską bramkę #1. Maciek w dość prosty sposób – będąc na pozycji ostatniego obrońcy - oddaje piłkę napastnikowi SWPSu, przejmujący rywal znalazł się w sytuacji sam na sam i nie dał żadnych szans naszemu bramkarzowi. Kolejne minuty upłynęły pod znakiem wyrównanej gry i na zmarnowanych szansach po obu stronach. Niedługo przed zakończeniem połowy tracimy frajerską bramkę #2. Stołeczni źle wykonali zmianę, przez co Pawlo został ukarany dwoma minutami kary. Gdy do końca osłabienia pozostawało 20 sekund tym razem Asterix podaje wprost pod nogi rywala, który bez problemów pokonuje Scaraba. Pierwsza połowa kończy się wynikiem 1:2. Dodajmy, że poprzez wyzerowanie zegara i pomyłkę sędziowską trwała ona ok. 25 minut.

Podczas przerwy pełna mobilizacja. Na drugą połowę wychodzimy w dość bojowych nastrojach i to znów przekłada się na naszą postawę na boisku. Po wielu próbach sforsowania ofensywy przeciwników w końcu zdobywamy bramkę wyrównującą. W 25 minucie mamy kolejny rzut wolny, tym razem bity przez Pawla. Scenariusz ten sam – mocno bita piłka trafia pod nogi Astera, który po raz kolejny strzela bramkę. Od tego momentu jednak dały się we znaki nasze braki kondycyjne. Bardzo ciężko szło nam konstruowanie akcji, nasze zagrania ograniczały się niemal do długich podań bądź indywidualnych próbach Oleja. SWPS jednak nie potrafił stworzyć sobie klarownych sytuacji, chociaż bardzo im na tym zależało. Zaczęli kryć pressingiem na całym boisku czym zapewne utrudniali nam rozgrywanie. Ale czas mijał a na tablicy wyników wciąż było 2:2. I gdy do końca meczu pozostawało dokładnie 28 sekund tracimy cenny punkt. Niestety, bardzo poważny błąd w kryciu całego zespołu i rywale w sile trzech znaleźli się przed Scarabem. Pierwsza interwencja naszego bramkarza niezwykle udana, ale piłka bardzo pechowo wyskoczyła spod jego nóg wprost do kolejnego zawodnika SWPSu i ten nie miał już problemów ze skierowaniem jej do siatki. Wielka szkoda, bo punkt był bardzo blisko. Jeszcze staraliśmy się odgryźć, ale skończyło się to frontalnym kontratakiem i tak tracimy frajerską bramkę #3. Strzał z dość ostrego kąta przechodzi pomiędzy nogami Maćka asekurującego słupek i wtacza się do bramki, a wszystko ma miejsce na jedną sekundę przed końcową syreną.

Bardzo pechowe i bardzo dramatyczne spotkanie. My wyszliśmy ze zmodyfikowaną taktyką, która doskonale się sprawdziła, jednakże potrzebne będą jeszcze korekty. Ogólnie był to jeden z lepszych naszych meczy i szkoda, że będąc tak blisko zasłużonego punktu pozwoliliśmy rywalom na odniesienie zwycięstwa.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 9 – bardzo pewny, chociaż miał stosunkowo mało pracy. Przy golach bez szans, przy strzałach z dystansu bez zarzutu

Pawlo – 6 – zbyt często odpuszczał krycie swojego przeciwnika, przez co SWPS miał kim rozgrywać. Po przerwie dużo lepiej. Poza tym wiele szarż na skrzydle i mnóstwo ambicji

Krzychu – 5 – ze swych zadań przedmeczowych wywiązał się dobrze, często także szukał pozycji w ataku. Raz miał idealną okazję, ale zabrakło opanowania

Olej – 5 – bardzo ruchliwy, waleczny, pokazywał się, szukał pozycji. Ale – jak to w przysłowiu – z dużej chmury… :) Za to bez większych błędów.

Asterix – 6 – ciężki typek do oceny :) Strzelił dwa gole, wywalczył kilka groźnych rzutów wolnych. Ale z drugiej strony grał bardzo powolnie i czasami bez pomysłu

Wieshaq – 5 – podobnie jak Krzychu swoje zadania wykonał tak, jak się oczekiwało. W ataku już mniej skuteczny. Ocenę zaniża gruby błąd z I połowy, kiedy oddał piłkę przeciwnikowi

17.10.2009, 19:50 GS Avantis – Stołeczny NISSANklub 7:2

Inauguracja sezonu nie wypadła zbyt pomyślnie dla naszego zespołu. Nadmierny optymizm związany z wynikami z ubiegłych rozgrywek, w których zdołaliśmy pokonać zespół Avantisu, nie miał przełożenia na mecz.

Rozpoczynamy w składzie: Scarab na bramce, dalej Maciek, Pawlo, Tomasz i Olej. Rywale od początku starali się narzucić własny, agresywny styl gry co przyszło im raczej bez trudu. Statyczna gra Nissana pozwalała Avantisom na przeprowadzanie kolejnych składnych akcji. Jednakże od początku dopisywało nam szczęście pod naszą bramką i pierwsze 7 minut upłynęło bez goli. Później jednak mnożyły się błędy – taktyczne i kondycyjne, przez co straciliśmy pierwszą bramkę. Krzychu nie upilnował rywala, który będąc sam na sam pokonał naszego dzielnego bramkarza. Po stracie bramki nie potrafiliśmy przejść do ofensywy co rusz pozwalając na kolejne składne akcje Avantisów. Rywale poza doskonałym wybieganiem i kondycją niczego wielkiego nie pokazywali, wystarczyło im jednak to do wbicia kolejnych dwóch bramek. Do przerwy więc przegrywamy 0-3 i w minorowych nastrojach łapiemy oddech przed II połową.

A ona zaczęła się zupełnie inaczej. Ruszyliśmy do bardziej zmasowanych ataków, skutkiem czego był kontaktowy gol Oleja, po czym wkradło się małe rozluźnienie. Rywale skwapliwie skorzystali z prezentu ładując dość frajerską bramkę – napastnik pomarańczowych przedryblował naszych trzech bardzo statycznych obrońców i strzelił nie do obrony z dalszej odległości. Po tej akcji mecz właściwie się zakończył. Każdy z zespołów grał już wybitnie na luzie odpuszczając obronę, co mnożyło kolejne sytuacje podbramkowe. W naszej drużynie szalał Pablo, gościnnie występujący w ub. weekend brat Mariouska. Dwa słupki i kilka przechwytów – to dorobek najbardziej walecznego grajka wśród nas. Słupek dołożył także Pawlo, który dołożył również bramkę nr 2.

Mecz kończy się mało chwalebnym rezultatem 2:7 i nie ma żadnego usprawiedliwienia. Daliśmy ciała na całej linii.

Akcja meczu – drybling Tomasza w 80 sekundzie meczu :D

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 7 – nasz gracz meczu. Wybronił sporo piłek, przy golach raczej bez winy

Tomasz – 5 – kondycyjnie dno, ale gdy był przy piłce to wiedział co chce zrobić. No i miałby piękną asystę, gdyby nie… :)

Pawlo – 5 – bez rażących błędów, gol + słupek i kilka składnych akcji.

Olej – 6 – bardzo dużo biegał, strzelił gola. Zabrakło jednak dokłądnych podań

Grzechu – 3 – sam po meczu przyznał, że nie bardzo jeszcze załapał taktykę zespołu. Obyło się bez poważnych błędów, ale w ataku pociechy nie przyniósł

Krzychu – 2 – ojjjjj :)

Pablo – 6 – jeździec bez głowy. Baaardzo dużo biegał, ale z małym pożytkiem a nawet przeciwnie – zostawiał swoje skrzydło bez obrony.

Czytaj więcej »

Trening 23.XII – koniec ankiety

Listopad 9th, 2009 by Maciek

09.04.2011 – godz. 12:20 Stołeczny NISSANzone – FC REAL 0:3 vo

08.05.2011 – godz. 13:10 Stołeczny NISSANzone – HIPOKAMP 3:0 vo

15.05.2011 – godz. 12:20 Stołeczny NISSANzone – Inter Ursus 3:1

21.05.2011 – godz. 12:20 Stołeczny NISSANzone – PST Ursus 5:5

04.06.2011 – godz. 12:20 Stołeczny NISSANzone – FC Skorosze - 4:4

04.06.2011 – godz. 13:10 Stołeczny NISSANzone – Persil 3:0 vo

11.06.2011 – godz. 13:10 Stołeczny NISSANzone – Zarząd Team 6:4

 

LP Zespół Mecze Punkty Bramki Z-R-P
           
1 FC Skorosze 5 13 25-13 4-1-0
2 Stołeczny NISSANzone 5 11 21-14 3-2-0
3 PST Ursus 5 10 25-18 3-1-1
4 Hipokamp 5 6 15-17 2-0-3
5 Inter Ursus 5 3 14-25 1-0-4
6 Zarząd Team 5 0 14-27 0-0-5
           
           

 

W związku z dyskwalifikacją zespołów Persil i FC Real mecze z ich udziałem zostały anulowane.

Stołeczny NISSANzone – Zarząd Team 6:4

Na zakończenie Ligi Ursusa nasi zawodnicy bez większego kłopotu pokonali Zarząd Team 6:4. Oba zespoły zaprezentowały iście wakacyjną formę, stąd brak było dużego zaangażowania w grę. Przez całe spotkanie lepsi byli Stołeczni i to oni zasłużenie zdobyli komplet punktów.

Początek meczu był jednak po myśli rywali. Na skrzydle zaspali Aster z Olejem pozwalając przeciwnikowi na przeprowadzenie akcji, po której piłka trafiła do stojącego przed Wieshaqiem napastnika i było 0:1. Od tego momentu ZT w zasadzie nie zmusił do wysiłku naszego bramkarza nie licząc dwóch, trzech strzałów z dystansu.

Pod bramką Zarząd Teamu też mało się działo, ale gdy już nasi zawodnicy wypracowali sobie jakąś okazję to skrzętnie ją wykorzystywali. Uściślając – czynił to Olej, który nie zmarnował trzech wyśmienitych sytuacji i wyprowadził SNZ na dwubramkowe prowadzenie.

W drugiej odsłonie mieliśmy od początku zmasowane ataki ZT, który ustalił taktykę na wymęczenie naszego skromnego składu. Robili wiele wiatru, jednak Wieshaq wciąż nudził się na swoim posterunku. Dopiero błąd Astera, który starając się wybić piłkę idealnie wyłożył ją stojącemu przed pustą bramką przeciwnikowi pozwoliło ZT uwierzyć, że mecz jest jeszcze do wygrania.

Nic z tego, Olej i spółka miała tego dnia inne plany. Niby dużo częściej przy piłce byli rywale, ale dużo groźniej atakowali Stołeczni. Doszło do tego, że stali się dość wybredni i marnowali stwarzane okazje, lecz w końcu po raz czwarty trafił Olej i było w zasadzie po meczu. Z ZT uszły resztki ambicji a SNZ, niczym rasowy bokser, punktował słabego rywala. Na 5:2 podwyższył Maciek po doskonałej asyście z rzutu wolnego bitego przez Oleja a na 6:2 wpakował piłkę do pustej bramki Aster rehabilitując się za gola nr 2.

Ostatnie dwie minuty były czasem wyczekiwania na końcowy gwizdek. Czas ten jednak skrzętnie wykorzystali gracze Zarząd Teamu dwukrotnie umieszczając babole w naszej bramce.

Podsumowując mecz przypominał raczej umówione granie chłopaków z bloku. Wpływ pewnie miała i pogoda i brak stawki, gdyż rozstrzygnięcia w naszej lidze zapadły dużo wcześniej.

Stołeczny NISSANzone – Persil 3:0 vo

Chwilę po meczu z FC Skoroszami miał odbyć się pojedynek z Persilem. Niestety, zapowiadane problemy kadrowe piłkarzy Persilu stały się ciałem i mecz nie odbył się. Najprawdopodobniej naszym zawodnikom zostanie przyznany walkower.

Gracze Persila przez tydzień starali się przełożyć ten mecz, jednak organizatorzy nie znaleźli właściwego rozwiązania.

Stołeczny NISSANzone – FC Skorosze 4:4

Sprawiedliwym remisem zakończyło się spotkanie z zespołem FC Skoroszy. Punkt ten jednak ostatecznie przekreślił nadzieje Stołecznych na awans o klasę wyżej.

Mecz był dość wyrównanym widowiskiem, w którym żadna ze stron nie osiągnęła większej przewagi. W I połowie nasz zespół dwukrotnie wychodził na prowadzenie, lecz za każdym razem rywale odpowiadali równie skutecznie. Wynik otworzył samobójczym golem gracz Skoroszy, jednak prowadzenie SNZ utrzymało się krótko. Na 2:1 nasza drużyna podwyższyła grając w przewadze. Karę za złą zmianę dostali Skoroszanie i to pozwoliło na ponownie objęcie prowadzenia. Na przerwę jednak oba zespoły schodziły remisując 2:2.

W drugiej odsłonie role się zamieniły i to Stołeczni dwukrotnie doprowadzali do remisu – najpierw strzelając na 3:3 później na zasłużone 4:4.

Stołeczny NISSANzone – PST Ursus 5:5

 

Bardzo pechowo zakończył się mecz z liderem Ligi Ursusa, zespołem PST Ursus. Nasi piłkarze komplet punktów mieli na wyciągnięcie ręki, lecz proste błędy pozwoliły rywalom doprowadzić do remisu.

Od początku spotkanie układało się po myśli Stołecznych, którzy doprowadzili do wyniku 5:1. Jednak końcowe fragmenty pojedynku zupełnie odwróciły losy meczu i pozwoliły zespołowi PST Ursus na wyrwanie jednego punktu.

Stołeczny NISSANzone – Inter Ursus 3:1

Skromna kadra oraz padający deszcz nie przeszkodziły Stołecznym w wygraniu meczu. Na spotkanie stawili się Wieshaq na bramce, Pawlo, Marco, Haszysz, Grzechu oraz kolega Pawła, Przemek.  Przeciwnik posiadał równie ubogą ławkę rezerwowych składającą się z 1 zawodnika a pojedynek obserwował i nagrywał szkoleniowiec Interu.


Śliska murawa skutecznie przeszkadzała obu drużynom i wymuszała błędy, co zaowocowało już w 3 minucie prezentem dla Stołecznych. Krótki pressing na obrońców Interu podczas wyprowadzania piłki oraz niedokładność rozegrania spowodowała, że piłka zatrzymała się 5m od pustej bramki rywali, Grzechu dołożył nogę i było 1:0.

W kolejnych minutach widać było dużo niedokładnych podań, bramkarze obu drużyn nie mieli dużo pracy.  Jednak przed końcem pierwszej połowy Stołeczni zasnęli na chwilę odprowadzając wzrokiem napastnika Interu, który przeszedł bez problemu między trzema zawodnikami i oddał celny strzał na bramkę. 1:1

Druga połowa nie przyniosła dużych zmian, nadal większość podań była niedokładna  lub nie udało się przyjąć piłki. Obie drużyny oddały parę strzałów, niestety nie w kierunku bramek.  Po jednym ze strzałów Stołecznych obrońca Interu zatrzymał piłkę ręką stojąc w polu karnym, karnego wykorzystał Pawlo nie dając szans bramkarzowi 2:1. Później ładnym strzałem przypomniał się Przemek, jednak trafił w bramkarza.

W ostatniej minucie Stołeczni zagrali tak jak powinni od początku, dokładne podania wymieniła cała drużyna, ostatni nogę przyłożył Grzechuustalając wynik spotkania na 3:1.

Całe spotkanie było przeciętne, bez większych emocji.

Stołeczny NISSANzone – Hipokamp 3:0 vo

Nie mają szczęścia nasi zawodnicy do Ligi Ursusa. Najpierw nie potrafili skompletować składu oddając mecz walkowerem, później z powodów nałożenia się terminarzy przełożone zostało spotkanie z FC Skoroszami by w końcu przeciwnicy nie byli w stanie zebrać się w regulaminowej liczbie. Tak więc Stołeczni gratisowo dostali 3 punkty.

Mecz się nie odbył, Hipokamp stawił się jedynie w trzy osobowym zestawieniu, więc sędzia po odczekaniu regulaminowych 5 minut odgwizdał walkowera.

Stołeczny NISSANzone – FC Real 0:3 vo

Wstydliwie rozpoczęli rozgrywki wiosenne w Lidze Ursusa gracze Stołecznego NISSANzone. Pierwsze spotkanie zostało oddane bowiem walkowerem z powodu zbyt skromnej obsady kadrowej. Na boisku stawili się jedynie Grzechu, Aster i Maciek.

Nie udał się więc ligowy start. Zawodnicy FC Real dostali gratis trzy punkty a nasz zespół czeka o wiele trudniejsza droga do awansu.

Liga Ursusa – jesień 2009

Październik 24th, 2009 by Maciek

 

Wyniki meczów ligowych:

Mecze na boisku przy ul. Orląt Piastowskich 47

19.09.2009, 09:00 Stołeczny NISSANklub – Warsaw Mix Team 7:13

26.09.2009, 09:00 Stołeczny NISSANklub – Black&White 4:13

03.10.2009, 10:00 Stołeczny NISSANklub -BOLS Team 7:6

17.10.2009, 12:20 Stołeczny NISSANklub – Perfekt 5:10

24.10.2009, 10:40 Stołeczny NISSANklub – PSŻW 9:5

07.11.2009, 09:50 Stołeczny NISSANklub – Weterani 3:0 vo

14.11.2009,11:30 Stołeczny NISSANklub – FC Siepacze 7:3

14.11.2009, 13:10 Stołeczny NISSANklub – CITI 3:0 vo

21.11.2009, 11:30 Stołeczny NISSANklub – FC Skorosze 3:6

Końcowa tabela Ligi Ursusa – jesień 2009:

       il. Meczy Pkt Br.strz Br.str
1 Black&White 9 27 139 29
2 CITI 9 21 80 33
3 Warsaw Mix Team 9 18 78 41
4 FC Skorosze 9 18 26 46
5 Stołeczny NISSANklub 9 15 48 56
6 Perfect 9 13 55 42
7 Weterani 9 12 33 37
8 FC Siepacze 9 4 25 61
9 PSŻW 9 3 31 116
10 Bols Team 9 3 32 81

 

Relacje:

03.10.2009 Stołeczny NISSAN KLUB – BOLS TEAM 7 : 6

Początek bardzo nieciekawy wyniekiem 0:2 ale grając w 3 zawodników to nie było się czemu dziwić. Po skompletowaniu składu gra wróciła do normy i zaczęliśmy odrabiać straty. Do przerwy wynik remisowy 3:3. Po przerwie grożne sytuacje i strzelamy bramki,chociaż za dużo słupków i poprzeczek. Końcówka z braku sił odpuszczamy i rywal doprowadza do remisu 6:6 na trzy minuty przed końcem strzelamy bramkę i trzymamy zwycięstwo do końca meczu.

17.10.2009, 12:20 Stołeczny NISSANklub – Perfekt 5:10

O godz. 12:20 rozegraliśmy spotkanie z zespołem Perfekt w ramach Ligi Ursusa. Przy dość niezłej – jak na ostatnie dni – pogodzie, ale tylko w pięciu stanęliśmy w szranki. Na bramce Scarab, który w końcu znalazł wolną chwilę. W polu grali: Maciek, Olej, Paweł i Wieshaq. Początek meczu to nieskuteczne i chaotyczne ataki rywala przy naszej rozważnej taktyce. Kontry mieliśmy zabójczo skuteczne. Dość łatwo wychodzimy na prowadzenie 3-0 po golach Pawła, Oleja i Maćka. Rywal był na łopatkach, nie pomógł nawet dość szczęśliwy gol po wielu błędach każdej formacji. Na przerwę schodzimy z wynikiem 3-1. Dodać należy, że Pawlo popisał się fatalną akcją, w której z 2 metrów nie potrafił skierować piłki do pustej bramki II połowa zaczyna się dla nas kapitalnie. Oil podwyższa na 4-1 i kontrolujemy mecz. Ale do czasu – pierwszy puchnie Pawlo, potem cały zespół opada z sił i rywal nas niemiłosiernie punktuje. Kilka strzałów z daleka i tracimy prowadzenie. Wynik 4-5 szybko poprawiamy za sprawą Oleja, który jednak później marnuje trzy sytuacje sam na sam, po których Perfekt zdobywał kolejne bramki. O końcówce spotkania nie ma co wspominać – po prostu się odbyła. Przy akompaniamencie kibiców i naszej bierności rywale ładowali kolejne bramki. Koniec końców wynik 5:10 mówi sam za siebie

24.10.2009, 10:40 Stołeczny NISSANklub – PSŻW 9:5

Na spotkanie stawili się Olej, Pawlo, Tomasz, Wieshaq i Maciek. Przedmeczowe założenia miały jeden cel – wytrzymać kondycyjnie całe 40 minut grając bez żadnych zmian. Rywal, z którym przyszło nam się zmierzyć prezentował dość słaby poziom, więc większym zmartwieniem był stan boiska po nocnych opadach deszczu. Śliski dywan nie sprzyjał kombinacyjnej grze a także nie pomagał w rozprowadzaniu akcji. Jednakże od początku spotkania pełną kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi przejęliśmy my nie pozwalając na oddanie żadnego celnego strzału na bramkę Wieshaqa. Od pierwszych sekund sunął atak za atakiem Nissanowców, jednakże największe kłopoty sprawiało nam wykańczanie tych sytuacji. Pierwszy gol pada po katastrofalnym błędzie bramkarza rywali, który nie trafił w piłkę i Maciek znalazł się sam na sam z pustą bramką. Gole nr 2 i 3 także śmiało można zapisać na konto słabo dysponowanego bramkarza PSŻW – wbił sobie samobója będąc pod presją i przepuścił piłkę z niemal zerowego konta po świetnie wykonanym rogu. Do przerwy team PSŻW nie istniał na boisku oddając dwa tylko strzały – celny i niecelny. Z drugiej strony nasza siła ofensywna raz za razem raziła szeregi obronne rywali i gdyby procent skuteczności był wyższy zapewne już w pierwszych dwudziestu minutach mielibyśmy dwucyfrowy wynik. A tak skończyło się na 7 strzelonych bramkach – Maćka, Oleja i Pawla.

W przerwie typowe dla nas rozluźnienie, które miało fatalny wpływ na początek II części spotkania. Po wielu nieporozumieniach, odpuszczaniach krycia i błędach własnych słaby zespół PSŻW aplikuje nam aż 5 bramek, niwelując nasze prowadzenie do stanu 7:5. Dało to niesamowitą wiarę młodych rywali w zdobycie pierwszych punktów, Na całe szczęście potrafiliśmy jednak się wziąć w garść i większe ogranie wzięło górę. Końcówka spotkania to znowu spora nasza dominacja. Niestety, znów marnowaliśmy świetne okazje, w czym prym zaczął wieść Olej. Koniec końców poprzestaliśmy na dwóch trafieniach ustalając wynik meczu na 9:5

Gdyby nie fatalne wejście w II połowę to śmiało mecz zakończyłby się naszym najwyższym zwycięstwem. A tak musimy cieszyć się tylko ze zdobytych punktów, bo styl gry był nie do zaakceptowania, pomimo świetnej I części gry.

07.11.2009 Stołeczny NISSAN KLUB – Weterani 3:0 vo

Spotkanie nie doszło do skutku, gdyż drużyna rywala przybyła tylko w dwuosobowym składzie i w związku z tym faktem sędzia odgwizdał koniec meczu przyznając nam walkowera.My zebraliśmy się w 6 osób: Maciek, Pawlo, Olej, Grzechu, Krzychu i Aster. Niestety Weterani mniej poważnie potraktowali dzisiejsze zawody przychodząc tylko we dwóch. Po krótkiej rozmowie zagraliśmy tylko mecz sparringowy.

14.11.2009 Stołeczny NISSANklub – FC SIepacze 7:3

Pewna wygrana, katastrofalny sędzia i niezbyt wymagający rywal. Tak w skrócie można określić ten mecz, którego nie mieliśmy prawa nie wygrać. Warunki atmosferyczne także nie były przeszkodą, gdyż było ciepło i nawet świeciło słońce, więc dość łatwo dopisujemy kolejne 3 oczka.

Od samego początku zepchnęliśmy zespół Siepaczy do obrony, czasami nawet dość rozpaczliwej. W naszej grze ciężko było jednak doszukać się ładu i składu, chociaż technicznie prezentowaliśmy się lepiej. Jednakże pierwsze akcje były dla nas rozgrzewkowe, po których nastąpił pierwszy celny cios. Świetnie skrzydłem pobiegł Pawlo i kapitalnym strzałem w długi róg nie dał szans na skuteczną obronę. Zaraz po tej akcji mieliśmy kolejne szanse ale brakowało przysłowiowej kropki nad i. Po upływie kilku minut mamy 2-0. Maciek dostał dobre podanie z autu i strzałem pod poprzeczkę podwyższył rezultat. Po tych wydarzeniach rywal otrząsnął się z szoku i kilkakrotnie spróbował zagrozić Scarabowi strzałami z daleka – z mizernym skutkiem.

Gdy gra stała się bardziej wyrównana Siepacze zdobyli gola kontaktowego. Po dość przypadkowym faulu z prawej strony wykonywali rzut wolny. Wstrzelona piłka w nasze pole bramkowe odbiła się od Maćka i kompletnie myląc Scaraba wtoczyła się do bramki. Radość gości nie trwała długo, już w kolejnej akcji kapitalne podanie na skrzydło do Maćka, piękny wolej w krótki róg i znów prowadzimy dwoma bramkami. Przed przerwą jeszcze Grzechu znalazł lukę w obronie i po precyzyjnym uderzeniu zmienił wynik na 4-1.

Po zmianie stron nieco zluzowaliśmy w obronie i zbyt często pozwalaliśmy grać rywalowi piłką w okolicach linii środkowej. Czasami udawało się przechwycić piłkę i pobiec z szybkim atakiem, ale albo brakowało ostatniego dogrania (Pawlo, Wieshaq czy Grzechu) albo szwankowała skuteczność (Maciek). Ale jedna z tych akcji skończyła się kolejnym dobrym atakiem Maćka, po której w sytuacji sam na sam zdobywamy gola nr 5. Potem nastąpiło coś, co przerabialiśmy po raz kolejny – rozluźnienie i pewność w końcowy wynik. Ni z tego ni z owego, po żadnych groźnych akcjach Siepacze doprowadzają do stanu 5-3. W tym momencie objawił się nasz czarny kuń – Marcin. Rozkręcał się z minuty na minutę, zbierał zasłużone nagany, brał na klatę każdą uwagę i wyciągał wnioski. Najpierw uregulował grę w obronie, później już uskutecznił atak. Na 6-3 przywalił brzuchem po składnej akcji Grzechu – Pawlo – Marcin, a później w sytuacji nam na sam popisał się celnym strzałem obok bramkarza. Obie te akcje były przedniej marki. Do końca spotkania wynik już nie uległ zmianie i mogliśmy się cieszyć z udanego meczu.

Dziś każdy z nas rozegrał niezłe spotkanie. Na wyróżnienie zasługuje Wieshaq, który rewelacyjnie wypełniał defensywne obowiązki a także wielokrotnie szukał okazji bramkowych. Większego zadziory nie było. Tomasz, który wystąpił ledwie kilka minut (wiadomo, kontuzja) wprowadził spokój w szeregi obronne. Grzechu i Pawlo także pokazali swój wysoki poziom nie popełniając wielu błędów. Tylko z Marcinem mały problem. Dwie bramy zrobiły kapitalną robotę, ale jednak widać było u niego spory rozbrat z ligową piłką.

Siepacze zaprezentowali się dość ambitnie. Brakowało im zgrania, tworzyli wiele przypadkowych akcji. Dali się też poznać jako twardziele czy nawet brutale. Ogólny jednak ich obraz można ocenić na dość przeciętny.

Na osobną uwagę zasługuje sędzia, który skandalicznie wypełniał (chociaż wypełniał to zbyt wielkie słowo na jego popisy) swoje obowiązki. Koleś, który zapewne bierze jakieś pieniążki za dmuchanie w gwizdek zupełnie nie widział co się dzieje na placu gry. Szkoda przytaczać kontrowersyjne momenty, gdyż było ich sporo, jednak nie tak powinno się sędziować.

14.11.2009 Stołeczny NISSANklub – CITI 3:0 vo

Został nam przyznany kolejny walkower. Tym razem zespół CITI nie był w stanie zebrać składu na dzisiejszy, ostateczny termin i po uzgodnieniach pomiędzy Olejem, kapitanem zespołu CITI i organizatorem mecz wygrywamy walkowerem.

21.11.2009 Stołeczny NISSANklub – FC Skorosze 3:6

Pożegnalny mecz w jesiennej rundzie drugiej Ligi Ursusa wypadł dla nas fatalnie. W naszych szeregach rządził Pan Chaos, który zupełnie zdezorganizował nasze akcje. Skorosze nie pokazali niczego wielkiego, ale trzy punkty zdobyli nad wyraz pewnie i zepchnęli nas na piąte miejsce w tabeli.

Przed meczem spore zaskoczenie wzbudziła obecność. Przyszło nas aż 10 0sób + kibic Rokfor. To była ostatnia miła chwila podczas tego spotkania. Potem Pan Chaos wraz ze Skoroszami sprowadzili nas do parteru. W I połowie nie wyszła nam żadna składna akcja. Nie potrafiliśmy wymienić trzech dokładnych podań, nie umieliśmy przecinać akcji rywali no i nie potrafiliśmy ustrzec się przed stratą bramek. W pierwszych dwudziestu minutach Wieshaq do spółki ze Scarabem wpuścili 3 gole. Skorosze grając tylko poprawnie raz po raz zagrażali naszej bramce, sami nie dopuszczając do niebezpiecznych sytuacji pod swoją świątynią.

W przerwie staraliśmy się nieco zmobilizować. Małe przeszeregowanie na wszystkich pozycjach i ruszyliśmy do przodu. Początek II połowy był naszym najlepszym okresem. Kilka groźnych rajdów skrzydłami i w końcu zdobywamy pierwszego gola autorstwa Grzecha. Na tej sytuacji wszystkie nasze aktywa się skończyły. Powrót do chaotycznej gry, trudność rozegrania składnych akcji, czyli powracające koszmary z pierwszej połowy. Skorosze dzielne trzymali nas na dystansie nie pozwalając nawet uwierzyć w korzystny rezultat. Na naszą bramkę odpowiedzieli celnym trafieniem i znów przegrywaliśmy trzema golami. Potem Pawlo zmniejszył stratę, ale tym razem dwukrotnie piłkarze Skorosz nas ukłuli. Na pożegnanie Grzechu zmniejszył straty i ustalił wynik na 3:6

Podsumowania nie będzie, bo ciężko wynaleźć dobre chwile. Zabrakło zgrania, ambicji i woli walki. A szkoda, bo ten mecz był jak najbardziej do wygrania. Jako że trzeba zakończyć miłym akcentem to wspomnę, iż CITI pokonało Weteranów i nam udało się zakończyć sezon na piątej lokacie.

………………………………….

Podsumowanie jesiennej Ligi Ursusa 2009

W zakończonej w ubiegłą sobotę lidze Ursusa zajęliśmy piąte miejsce. W porównaniu do zeszłorocznego osiągnięcia obniżyliśmy nieco loty, więc sezon musimy uznać raczej za mniej udany. Pięć zwycięstw i cztery porażki, bilans bramkowy 48-57 to nasz urobek, który pozwolił tylko na usadowienie się w środku stawki.

Na dorobek 15 punktów złożyły się aż dwa walkowery, dwa pewne zwycięstwa i jedno wywalczone w wyrównanej grze z outsiderem tabeli. Porażek doznaliśmy z absolutnymi dominantami – Warsaw Mix Team i Black & White, a także z Perfektem i FS Skorosze.

Pierwsze nasze dwa spotkania pokazały, że w walce o awans liczyć się nie będziemy. Dość dotkliwe przegrane w stosunku 7:13 i 4:13 z miejsca obsunęły nas aż na przedostatnie miejsce. Musimy dodać, że obie porażki były zasłużone i zaliczone z drużynami, które prezentowały poziom sporo lepszy od naszego. WMT i B&W są absolutnie poza naszym zasięgiem i tylko w przypadku pełnego zaangażowania i mobilizacji i sporej dozy szczęścia moglibyśmy im urwać punkty.

W kolejnym meczu zmierzyliśmy się z – jak się okazało – najgorszym teamem ligi. Mając olbrzymie kłopoty ze skompletowaniem składu (początek meczu graliśmy w osłabieniu) wygrywamy niemal rzutem na taśmę 7:6 strzelając decydującego gola trzy minuty przed zakończeniem. W tym meczu raczej nie popisaliśmy się, ale skoro zwycięzców się nie sądzi to należy przemilczeć naszą postawę.

Po dwutygodniowej przerwie spowodowanej Dniem Niepodległości Narodowej zagraliśmy z zespołem Perfekt. Przez 25 minut grając jak profesorowie zdecydowanie prowadziliśmy i w zasadzie nic nie zapowiadało katastrofy. Jednakże ona nastąpiła, w ciągu kilku chwil z wyniku 4-1 zrobiło się 4-5. Zupełny brak kondycji połączony z fatalnymi w skutkach błędami i zbyt indywidualnymi akcjami spowodował bardzo przykrą porażkę. Ostatecznie zebraliśmy łupnia ulegając 5:9 i do teraz trudno wyjaśnić przyczyny zapaści w II połowie.

Kolejne spotkanie miało dać odpowiedź na pytanie czy jeszcze prezentujemy jakiś poziom czy już spadliśmy na dno. Graliśmy z teamem PSŻW, który wespół z Bolsami okupował ostatnie miejsce. Scenariusz z poprzedniego meczu się jednak powtórzył, ale tym razem doszło do happy endu. Znowu początek meczu należy tylko do nas, nie dopuszczamy do żadnej groźnej akcji rywali a sami aplikujemy im siedem goli i wszystko ponownie zmierza po naszej myśli. Ale zaczęła się druga połowa i zaczęły się te same kłopoty. PSŻW doprowadzają do stanu 7:5 grając bardzo ambitnie. Na całe szczęście tym razem potrafiliśmy opanować emocje i wykorzystując dwie okazje spokojnie dowozimy zwycięstwo.

Następnie z racji walkowerów przypisaliśmy sobie sześć punktów, gdyż mecze z Weteranami i CITI się nie odbyły. Weterani nie byli w stanie zebrać składu, natomiast CITI miał problemy z dostosowaniem się do ostatecznego terminu. Ciężko cokolwiek powiedzieć co by było gdyby… Zespół CITI na pewno był bardzo zgrany, brali nawet udział w turniejach bankowych. Weterani z kolei przez pryzmat wyników wydawali się jak najbardziej w naszym zasięgu.

Mecz przedostatniej kolejki z FC Siepacze przebiegał już w pełni pod nasze dyktando. Od pierwszych minut, gdy objęliśmy prowadzenie do samego końca narzuciliśmy własny styl gry i bardzo pewnie wygraliśmy 7:3. Ostatnim meczem był pojedynek z FC Skorosze, który decydował o czwartym miejscu w tabeli. Na to spotkanie stawiło nas się aż 10 osób, co powszechnie zostało uznane za główną przyczynę porażki. Na boisku nie było w ogóle drużyny tylko pięć „indywidualności”. Brak pomysłu, ambicji i masa błędów sprawiły, że musieliśmy uznać wyższość nieźle zorganizowanych gości w stosunku 3:6.

W przekroju całego sezonu tylko dwa mecze zagraliśmy bardzo fajnie – z FC Siepaczami i z WMT. W pierwszym przypadku udało się pewnie wygrać, w drugim jednak zabrakło umiejętności. Zanotowaliśmy dwie spore wpadki, bo za takie trzeba uznać przegranie wygranego meczu z Perfektem i bezapelacyjną porażkę ze Skoroszami. Dostaliśmy potrójną niespodziankę od losu w postaci dwóch walkowerów i wymęczonego zwycięstwa nad Bolsami. Była też porządna lekcja od B&W. Sezon więc może nie był stracony, ale zagraliśmy poniżej oczekiwań. Często mieliśmy spore kłopoty z zebraniem pełnego składu kilkakrotnie grając bez żadnych rezerwowych.

Liga Ursusa – jesień 2010

Październik 23rd, 2009 by Maciek

25.09.2010 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – Galacticos 3:6

02.10.2010 godz. 09:50 Stołeczny NISSANzone – Jeden4 5:5

09.10.2010 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – Aby Remis 5:4

16.10.2010 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – Las Palmas 6:6

23.10.2010 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – FC Skorosze 3:0

30.10.2010 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – International Level 2:4

06.11.2010 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – PSŻW 8:3

13.11.2010 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – Ale Urwał 11:4

20.11.2010 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzoneŁepki 3:6

—————————————————————————————————————————————–

  Zespół Mecze Pkt Bramki
           
1 Łepki 8 18 49 42
2 Las Palmas 8 16 52 28
3 International Level 8 16 42 24
4 Stołeczny NISSANzone 8 14 43 32
5 FC Skorosze 8 12 33 22
6 Jeden4 8 10 35 49
7 PSŻW 8 7 31 41
8 Ale Urwał 8 6 31 38
9 Aby Remis 8 4 35 54

—————————————————————————————————————————————–



Stołeczny NISSANzone – Galacticos 3:6

Na przedmeczową odprawę stawiło się sześciu zawodników w czarnych strojach – bramkarz Scarab, Maciek, Grzechu, Marek, Pawlo i Krzychu.

Początek spotkania był senny. Galaktyczni szukali swojego szczęścia w strzałach z daleka a Stołeczni próbowali wejść w mecz. Pierwszy gol dla gości padł bo błędzie Krzycha, który nie upilnował napastnika rywali, który po rzucie rożnym wpakował piłkę do bramki. Wyrównanie przyszło dość łatwo, szybko i również po kornerze. Dośrodkowanie Grzecha zakończył samobójczym strzałem zawodnik Galacticos. Wynik 1-1 długo się nie utrzymał, gdyż duży błąd przy wyprowadzeniu akcji popełnił słaby tego dnia Maciek i młodzież ponownie miała powody do zadowolenia.

Maciek winę odkupił kilka minut później, gdy zdecydował się na strzał zza linii środkowej. Piłka skozłowała przed bramkarzem, który tak niezgrabnie zabierał się do interwencji, że przepuścił ten strzał. W tym momencie sporą już przewagę mieli zawodnicy SNZ, lecz seryjnie popełniali błędy w ataku marnując swoje okazje. Do przerwy więc wynik nie uległ zmianie.

Drugie dwadzieścia minut zaczęło się od dużej przewagi Stołecznego NISSANzone. Raz po raz sunęły ataki na bramkę Galacticos, lecz celnie udało się strzelić raz. Długie podanie Maćka wykorzystał Grzechu, który głową skierował piłkę do bramki. Po tym golu wciąż SNZ posiadali przewagę, rywale jedynie mogli próbować strzałów z dość dużej odległości. Niestety jeden taki strzał okazał się życiowym i ponownie mieliśmy remis.

Losy meczu rozstrzygnęły się w ostatnich 7 minutach. Brak sił Stołecznych został dotkliwie wykorzystany. Końcówki spotkania także nie będzie mile wspominał Maciek, który dwukrotnie popełnił wielbłądy pozwalając na zdobycie goli nr 5 i 6.

Z przebiegu całego spotkania lepszym zespołem był na pewno team Nissana, lecz z takimi celownikami nic ugrać się nie da. Nie pomogło także szczęście, gdyż piłka po strzałach naszych piłkarzy trafiała w poprzeczkę i dwukrotnie w słupek. Galacticos wykorzystali swoje okazje i dwukrotnie jeszcze byli w sytuacjach sam na sam. Konsekwentnie szukali szczęścia w strzałach z daleka, gdyż dość szczelna obrona SNZ nie pozwalała na wiele.

Stołeczny NISSANzone – Jeden4 5:5

W spotkaniu tym wystąpili Pawlo jako bramkarz, oraz Maciek i Olej. Gościnnie wspomógł nas też Michał. Cały mecz żywcem przypominał niedawny pojedynek Legia – Lech. W rolę Legionistów wcielili się zawodnicy SNZ. I połowa toczyła się pod dużym dyktandem Jeden4. Rywale zdecydowanie wykorzystywali przewagę w polu grając bardzo zespołowo i często przenosząc grę na skrzydła. Przynosiło im to wymierne korzyści w postaci bramek. Przez kwadrans zespół Stołecznych w zasadzie nie stworzył sobie okazji golowej i miał spore problemy z opuszczeniem własnej połowy. Wyjątkiem był kontratak Oleja, który jednak w sytuacji sam na sam spudłował. Działo się to już przy stanie 0-2, gdyż dobrze grający Jeden4 wykorzystali tylko dwie z kilku swoich okazji. Później dołożyli kolejne dwa trafienia i od wyniku 0-4 spoczęli na laurach. Kilka sekund przed przerwą na rajd zdecydował się nasz bramkarz, który po wymianie podań z Olejem strzelił dość lekko w stronę bramki. Na nasze szczęście bramkarz rywali był myślami zupełnie gdzie indziej i puścił swoistego klopsa. Zaraz po tej akcji sędzia zakończył I połowę.

Na drugie dwadzieścia minut wyszły zupełnie inne zespoły. Stołeczni zwarli szyki obronne i raz po raz wyprowadzali bardzo groźne kontry. Jeden4 z kolei zupełnie stanęli. Nie mieli żadnego pomysłu na rozmontowanie defensywy SNZ. Pierwsze kilka minut dawało jeszcze J4 nadzieję, że nic im się w tym meczu nie stanie. Dwa słupki, kilka niewykorzystanych doskonałych kontr w wykonaniu naszego zespołu i na tablicy wciąż było tylko 1:4. Jednak zaraz po tym w końcu odblokował się Olej i strzelił bramkę nr 2. Chwilę później na 3:4 strzelił ponownie nasz najlepszy snajper i w szeregach rywali można było wyczuć niedowierzanie. Było ono potęgowane wciąż dużą niemocą, gdyż obrona Stołecznych nadal była monolitem a rzadkie strzały z daleka były zupełnie niegroźne. Na 5 minut przed końcem piłkę pod własnym polem karnym przejął Maciek, który bardzo ładnym strzałem przez niemal całe boisko doprowadził do remisu. Następnie obudzili się rywale, którzy wypracowali sobie dwie doskonałe okazje, lecz szczęście trwało przy Stołecznych. Niestety kolejna okazja okazała się bramkową. Rajd skrzydłem zakończył się minięciem naszego obrońcy i bramkarza, po czym napastnik J4 bez problemu skierował piłkę do pustej bramki. Do końca pozostawało 2,5 minuty. Chwilę potem fantastycznym podaniem Maciek uruchomił Michała, który znalazł się oko w oko z bramkarzem. Jego strzał byłby skuteczny gdyby nie zatrzymanie piłki ręką. Rzecz się działa poza polem karnym, więc sędzia słusznie odgwizdał rzut wolny i pokazał czerwoną kartkę bramkarzowi rywali. Na ostatnią minutę siły więc się wyrównały. Rzut wolny co prawda został wykonany fatalnie przez Maćka, lecz następna szarża okazała się decydująca. Olej otrzymał dokładne podanie i bez problemu umieścił piłkę w siatce. Po tym golu sędzia zakończył ten dramatyczny pojedynek.

Stołeczny NISSANzone – Aby Remis 5:4

Rozgrzewka naszych piłkarzy rozpoczęła się dziś już 45 minut przed spotkaniem co zapewne miało przełożenie na formę Scaraba, Maćka i Pawla, którzy szlifowali swoje zagrania. Później dołączyli jeszcze Olej, Grzechu i Marcos i w sześcioosobowym zestawieniu przystąpiliśmy do meczu.

Od początku optyczną przewagę posiadali zawodnicy Aby Remis. Założyli pressing na całym boisku uniemożliwiając naszym piłkarzom spokojne rozegranie piłki. Paliwem na taką grę była bardzo szeroka kadra na ten mecz, gdyż rywali stawiło się dzisiaj 10.

Pierwsze minuty wskazywały, że będzie to zacięty bój. AR nie potrafili co prawda stworzyć sobie dogodnych okazji, ale swoich szans szukali w strzałach z daleka. Gra SNZ z kolei skupiła się na wyczekiwaniu na błędy i budowaniu kontr. Po jednej z nich na prowadzenie wyprowadził Stołecznych Grzechu skutecznie finalizując swój rajd po skrzydle. Chwilę później sytuację sam na sam wykorzystał Olej, który później strzelił celnie po dokładnym rozegraniu rzutu wolnego. Dość szybko nasi piłkarze wypracowali więc bezpieczną przewagę 3:0 i mogli kontrolować dalsze minuty. Piłkarze AR wciąż mieli kłopoty ze sforsowaniem dobrej defensywy Stołecznych. Dość powiedzieć, że w przekroju całego spotkania tylko raz stanęli oko w oko ze Scarabem i na nasze szczęście tej sytuacji nie wykorzystali. Jednak w końcu doprecyzowali swoje celowniki i zaczęli odrabiać straty. Najpierw silnym uderzeniem z narożnika pola karnego popisał się jeden z rywali i zdobył bramkę kontaktową. Kilka chwil później było już 3:2. Po szybkiej akcji rywal ponownie oddał strzał z tego samego miejsca i ponownie był on skuteczny. Trzeba jednak dodać, że przyjmując piłkę pomógł sobie ręką. Do przerwy było więc 3:2.

Druga połowa nie różniła się od pierwszej – wciąż więcej przy piłce byli gracze Aby Remis a Stołeczni szukali swoich okazji w szybkich wypadach. Początek w wykonaniu SNZ równie dobry jak pierwszych 20 minut. Grzechu dostał dokładne podanie, okiwał obrońcę i strzelił technicznie obok bramkarza. Jednak i z takich opresji piłkarze Aby Remis potrafili wyjść obronną ręką. Chwila nieuwagi Maćka w obronie i było już 4:3. Przepuścił on długą piłkę kierowaną do wysuniętego napastnika, który ładnie ją przyjął, wymanewrował Scaraba i skierował ją do siatki. Następnie ten sam napastnik świetnym zwodem zwiódł Maćka przy linii bocznej i bez problemu pokonał naszego bramkarza. Mieliśmy więc kolejny remis a do końca pozostawało niewiele czasu. Po tym golu nasi zawodnicy zaatakowali z nieco większym ryzykiem. Kilku akcjom brakowało przysłowiowej kropki nad i, brakowało nieco dokładności. Gra była wyrównana, lecz piłkarze obu drużyn stwarzali sobie mało okazji strzeleckich. Na szczęście kilka minut przed końcem Stołeczni wyprowadzili świetną kontrę – Olej zagrał na skrzydło do Pawla, który bez problemu ustalił wynik meczu. Tym razem rywale wyrównać już nie zdołali, choć mieli dwie okazje z rzutów wolnych. Drugi z nich wykonali jednak w tak niefrasobliwy sposób, że szansa przepadła. Po tym wydarzeniu sędzia zakończył spotkanie.

Cały mecz mógł się podobać. Było bardzo dużo walki i ambitnej gry. Nie zawsze wychodziły składne akcje, nie zawsze podania było dokładne, ale przez czterdzieści minut piłkarze dali z siebie wszystko. Aby Remis zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko i równie dobrze to oni mogli zgarnąć trzy punkty. Brawa dla całej szóstki, która wywalczyła dziś pierwsze zwycięstwo w lidze przedłużając walkę o czołówkę tabeli.

Naszym zawodnikom należą się słowa uznania za postawę na boisku. Pod koniec meczu oddychali rękawami, jednak dążyli do uzyskania korzystnego wyniku. Z przebiegu całego spotkania rywalom należy wytknąć niefrasobliwość i zwykłe cwaniactwo i pewność siebie, które kosztowały ich utratę pewnego zwycięstwa. Z kolei nasi piłkarze zaimponowali wolą walki i ambicją, które to pozwoliły zdobyć jeden punkt. Punkt, który przed meczem wzięlibyśmy w ciemno, natomiast po spotkaniu pozostał jednak spory niedosyt.

Stołeczny NISSANzone – Las Palmas 6:6

Kadra Stołecznych na ten mecz była szeroka jak nigdy w tym sezonie. Na bramce zagrał Krzychu, a dalej Maciek, Grzechu, Marcos, Olej i Aster.

Początek spotkania przebiegał pod zdecydowane dyktando Stołecznych. Kilka niewykorzystanych świetnych okazji pozwalało uwierzyć w łatwe trzy punkty. Kropką nad i był gol Oleja, który w końcu celnie trafił a była to jego czwarta sytuacja. Od tego momentu jednak Las Palmas zaczął grać. Mecz stał się wyrównany a wszystkie gole, które później padły były wynikiem sporych błędów w obronie obu zespołów.

Tak więc najpierw były dwa klopsy w kryciu SNZ, które bez żadnych problemów wykorzystali rywale obejmując prowadzenie 2:1. Stołecznym udało się wyrównać po kolejnym golu Oleja, który skorzystał z niezdecydowania obrońców. Na przerwę jednak nasi piłkarze schodzili przegrywając. Fatalne wyjście do piłki Krzycha we własnym polu karnym skończyło się trzecim golem dla rywala.

Początek drugiej połowy niech zostanie jak najszybciej zapomniany. Przez pierwszą minutę LP strzelają naszym dwa gole po dwóch identycznych akcjach. Rajd lewym skrzydłem kończył się zgraniem piłki na środek pola karnego, gdzie czekał zupełnie nieobstawiony napastnik Las Palmas. Problemów ze skierowaniem piłki do pustej bramki nie miał bo mieć nie powinien i w ten sposób Stołeczny NISSANzone przegrywał już 2:5.

Następnie trzy kurioza były już dla nas. Najpierw mocno wstrzelone zagranie z autu obrońca LP odbił w stronę swojej bramki. Bramkarz popisał się instynktowną interwencją, lecz przy dobitce Marcosa był bez szans. Później po sporym zamieszaniu podbramkowym najprzytomniej zachował się Olej zmniejszając rozmiary porażki. A na koniec piłkę kopniętą z autu przez Maćka do własnej bramki skierował samobójczym strzałem bramkarz Las Palmas. Gdy wydawało się, że ofensywa SNZ będzie trwała nadal Olejowi przytrafił się błąd na środku boiska. Piłka mu odskoczyła, przejął ją napastnik LP który w sytuacji sam na sam nie dał szans naszemu bramkarzowi. Stołeczni jednak i z tych opresji wyszli obronną ręką. Składna akcja zakończyła się strzałem Astera ze skrzydła po którym Stołeczni doprowadzili do remisu 6:6. W ostatnich sekundach po dziwnej decyzji sędziego Las Palmas jeszcze mieli rzut wolny z pola karnego lecz piłka po strzale trafiła w mur.

Stołeczni zremisowali spotkanie, które jednak powinni wygrać. W całym spotkaniu stworzyli sporo więcej okazji strzeleckich, trzykrotnie trafili w słupek bramki Las Palmas. Rywale zaskoczyli dziś wielką ambicją i grą na całym boisku. Jest to już dobry zespół i każdy w lidze powinien się z nim liczyć.

Stołeczny NISSANzone – FC Skorosze 3:0

W świetnym stylu Stołeczni przerwali czarną serię porażek z zespołem FC Skorosze. W tym bardzo dobrym spotkaniu oba zespoły pokazały sporo fajnego futbolu a świetnie zorganizowane defensywy nie pozwalały na wiele.

Kadra Stołecznych na ten mecz wyglądała następująco: Scarab na bramce, oraz Maciek, Grzechu, Pawlo, Olej i Aster.

Początek spotkania przebiegał pod sporą dominacją Stołecznego NISSANzone. Przez pierwsze kilka minut Skoroszanie nie potrafili rozegrać składnej akcji a wynikało to z bardzo ścisłego krycia rywali przez naszych zawodników. Okres ten kończy się golem Oleja, który przejął piłkę przy linii pola karnego i zdecydował się na strzał. Futbolówka po rykoszecie od obrońcy wpadła tuż przy słupku pomimo interwencji bramkarza. Od tego momentu gra się wyrównała. FCS mieli więcej swobody i starali się to wykorzystać. Niemniej gra obronna Stołecznych nadal na wiele nie pozwalała. Zawodnicy FC Skoroszy szukali szczęścia w strzałach z dystansu, lecz celowniki tego dnia mieli ustawione fatalnie.

W okresie lekkiej dominacji gości bramkę zdobyli Stołeczni. Maciek świetnie przeciął podanie do napastnika rywali i w indywidualnej akcji znalazł się sam na sam z bramkarzem pokonując go płaskim strzałem w długi róg. Gol ten wprowadził sporo zamieszania w szeregi Skoroszy, którzy do końca I połowy nie stworzyli sobie groźniejszych okazji.

Za to drugie dwadzieścia minut rozpoczęło się od mocnego uderzenia FCS. Nissanowcy zupełnie pogubili się w obronie i minęło sporo minut, aby gra powróciła na właściwe tory. W tym czasie kilkukrotnie zagotowało się pod bramką Scaraba, lecz jego umiejętnościom i szczęściu możemy dziękować za zero z tyłu. Niemal cała II połowa to ataki Skoroszan szukających gola kontaktowego i groźne kontrakcje SNZ. Po jednej z nich Olej trafił piłką w poprzeczkę. Dwukrotnie też nasi piłkarze zmarnowali sytuacje sam na sam. Dobrze, że w końcu zaskoczyła gra w obronie i znów zawodnicy FC Skoroszy musieli się sporo napracować aby stworzyć sobie okazję do oddania strzału.

W 35 minucie Stołeczni strzelają gola numer trzy. Olej mocno zagrał piłkę z autu w pole karne a tam obrońca Skoroszy musnął piłkę, która wpadła do siatki. Ten gol był przysłowiowym gwoździem do trumny dla FCS. Ostatnie pięć minut to spokojne wyczekiwanie na końcowy gwizdek sędziego. Ułatwili to także rywale, którzy wprowadzili na boisko drugi garnitur.

Szlagierowe spotkanie II ligi Ursusa nie zawiodło. Było to naprawdę dobre spotkanie i cieszyć musi, że obrona Stołecznych tworząc niemal monolit zagrała bez strat. Szukając jakichkolwiek uwag można się pokusić o stwierdzenie słabej skuteczności, gdyż kilka akcji powinno zakończyć się golami.

Skorosze potwierdziły, że są mocną ekipą i na pewno do ostatniej kolejki będzie trwała walka o pozycję lidera.

Na koniec należy wspomnieć o przykrej sytuacji, po której Aster pojechał do szpitala w Pruszkowie. Do zagranej górnej piłki wyskoczył razem z bramkarzem rywali. Jako że akcja działa się poza polem karnym obaj chcieli ją zagrać głową. Uczynili to tak niefortunnie, że zderzyli się głowami właśnie. Bramkarz Skoroszy ma sporego guza, natomiast nasz piłkarz ma pokaźne pęknięcie na czole. W szpitalu czekało go założenie szwów. Wracaj do dobrej formy Aster!

Stołeczny NISSANzone – International Level 2:4

Otwartą, ubiegłotygodniową wygraną, furtkę do I ligowego awansu zamknęli dziś gracze IL. Zasłużenie pokonali oni bowiem Stołeczny NISSANzone, gdyż nasi piłkarze zaprezentowali jedynie 50% tego, co w wygranym meczu ze Skoroszami.

Kadra SNZ jak zwykle była dziś dość skromna. Scarab, Maciek, Grzechu, Olej i Pawlo walczyli przez cały mecz bez żadnych zmian.

Początek meczu był wręcz wyśmienity. Piłkarze IL jedynie zdołali wybić piłkę na rzut rożny a już przegrywali. Zagraną przez Pawla piłkę z kornera strzałem samobójczym skierował do siatki obrońca rywali. Radość nie trwała długo, gdyż IL zdominowali kilka kolejnych minut zmuszając niekiedy Stołecznych do wybijania piłki na oślep. Okres ten zakończył się wyrównaniem. Ze skrzydła mocnym strzałem popisał się zawodnik gości, Scarab z trudem sparował piłkę do boku a tam niepilnowany zawodnik gości skierował ja do pustej bramki. Chwilę później Stołecznym umknął nawet remis. Na strzał z daleka zdecydował się rywal, nie popisał się niestety Scarab przepuszczając piłkę pod brzuchem i mieliśmy 1:2.

Po tym wydarzeniu gra się wyrównała. Piłkarze obu zespołów nie stwarzali sobie dogodnych okazji, gdyż w defensywie obie drużyny grały bez zarzutów a nieliczne strzały z dystansu były niecelne bądź padały łupem bramkarzy. Na kilka minut przed końcem połowy na rajd zdecydował się Maciek. Wymanewrował dwóch obrońców IL i strzelił przy słupku. Fantastycznie spisał się bramkarz, który cudem zbił piłkę na róg. Po nim jednak piłka trafiła do Grzecha, który lobem pokonał bramkarza doprowadzając do remisu. Jeszcze w ostatniej akcji doskonałą okazję miał Maciek, lecz jego strzał był fatalny i sędzia zakończył I połowę.

Druga odsłona była również wyrównana. Sporo błędów Stołecznych uchodziło im jednak bezkarnie, gdyż zawodnicy International Level także mieli problemy ze składnym rozegraniem. Do 35 minuty groźniej atakowali piłkarze SNZ, lecz brakowało im skuteczności bądź szczęścia jak przy strzale Oleja w poprzeczkę. Seriami wykonywali także rzuty rożne i z autu, lecz bez pożytku. Po jednym z rogów zbyt lekko wycofał piłkę Pawlo, przejęli ją zawodnicy IL i pomknęli we dwóch na samotnego Scaraba. Skończyło się to oczywiście golem i w zasadzie zakończyło mecz. Szarpanie się w ostatnich minutach naszych zawodników, którzy także nie mieli już sił zakończyło się jeszcze jedną stratą gola – także po szybkiej kontrze IL. Napastnik dostał piłkę ze skrzydła i trafił do bramki.

Wynik taki niemal redukuje szanse awansu do zera. Teraz Stołeczni muszą wygrać trzy pozostałe mecze i liczyć na fartowne rozstrzygnięcia w innych spotkaniach. A szkoda straconej szansy, gdyż IL byli na pewno łatwiejszym rywalem niż FC Skorosze i pokonanie ich powinno być niemal obowiązkiem. Zawodnicy International Level grali jednak bardziej zespołowo, dużo bardziej ambitnie i z większym zębem. Naszym piłkarzom zabrakło kropki nad i w każdym piłkarskim elemencie.

Stołeczny NISSANzone – PSŻW 8:3

Mecz odbył się w anormalnych warunkach przy padającym deszczu i całkowicie przemokniętym boisku, więc grania w piłkę było bardzo mało. Zdecydowanie lepiej przystosowali się Stołeczni i odnieśli w pełni zasłużone zwycięstwo.

Kadra SNZ tradycyjnie już zawierała tylko pięć osób: Pawlo w bramce, Maciek, Grzechu, Marcos i Olej.

Po całonocnych opadach boisko zupełnie nie nadawało się do gry. Wszędobylskie kałuże i namoknięta nawierzchnia skutecznie zapobiegły graniu w piłkę. Widzieliśmy więc przypadkowe akcje, sporo kopaniny i dużo biegania. Piłkarze Stołecznych mieli dużo mniejsze problemy z adaptacją do takich warunków, więc przez cały mecz narzucili swój styl gry. Gracze PSŻW szukali szczęścia jedynie w indywidualnych akcjach bądź strzałach z bardzo daleka.

W I połowie była tylko chwila, podczas której zwycięstwo SNZ mogło być zagrożone. Po planowym prowadzeniu nasi piłkarze dali wbić sobie dwa gole. Jednak już do przerwy prowadzili oni 3:2. Druga połowa zaczęła się od mocnych ataków Stołecznych, którzy dorzucili dwie kolejne bramki. Po tym okresie swoją chwilę mieli zawodnicy PSŻW. Najpierw doprowadzili do wyniku 3:5 a następnie sędzia słusznie nie uznał bramki strzelonej z rzutu wolnego. Po tych wydarzeniach niepodzielnie już na boisku panowali Nissanowcy. Im także sędzia gola nie uznał, lecz tym razem zupełnie niesłusznie.

Skończyło się więc na wyniku 8:3. Piłkarze SNZ zachowali więc twarz do końca ligi walcząc o jak najwyższą pozycję. Drużyna PSŻW po sensacyjnym remisie w ubiegłym tygodniu tym razem miała za mało argumentów aby skutecznie walczyć o punkty.

Stołeczny NISSANzone – Ale Urwał 11:4

Bardzo słaby mecz rozegrali Stołeczni przeciwko grającym w czterech piłkarzom Ale Urwał. Tak naprawdę rywale wykazali się zdecydowanie większą ambicją i przy większej dozie szczęścia mogli nawet ugrać punkt.

Dość niespodziewanie na spotkanie stawiła się liczna kadra SNZ. W bramce zagrał Wieshaq, w polu Maciek, Pawlo, Olej, Grzechu, Michał i Tomasz.

Ale Urwał stawili się dziś w czteroosobowym zestawieniu i Stołeczni chyba przed meczem dopisali sobie trzy punkty. Zgubiła ich zbytnia pewność siebie i przez całe spotkanie można było policzyć na palcach jednej ręki składne akcje naszego zespołu. A sam mecz zaczął się  dość niespodziewanie od prowadzenia Ale Urwał. Zawodnik gości zdecydował się na strzał z daleka i przy nieporadnej interwencji naszego bramkarza piłka wpadła do siatki. Później AU próbowali niepokoić Wieshaqa jeszcze kilkoma takimi zagraniami i trzeba przyznać, że gdyby nie kilka słupków i poprzeczka mielibyśmy dużo większe kłopoty.

Później mieliśmy już akcje Stołecznych. Co prawda słowo akcje jest na wyrost, ale kończyły się one strzałami bądź bramkami więc można je zaliczyć jako udane. Przypadkowe zagrania, odpuszczanie krycia, przegrywane pojedynki jeden na jeden i dużo błędów w przyjęciu powodowały, iż gra była bardzo chaotyczna i szarpana. Do końca spotkania nie udało się poprawnie poukładać tych klocków i w zasadzie do 35 minuty wynik był sprawą otwartą. Najpierw jednak ze stanu 0:1 udało się wyciągnąć do wyniku 6:1. Golami podzielili się Olej, Michał, Grzechu i Pawlo. Gdy wydawało się, że mecz potoczy się zdecydowanie po myśli Stołecznych zawodnicy Ale Urwał przystąpili do swojej ofensywy. Trzykrotnie celnie trafili w bramkę i było już 6:4. Ostatnie chwile spotkania to już zdecydowana dominacja Nissanowców, którzy zaaplikowali jeszcze pięć goli i sędzia mógł zakończyć to dziwne spotkanie.

Nasi zawodnicy zupełnie nie wykorzystali szansy na pokaźne podreperowanie swojego bilansu bramkowego. Nie umieli skorzystać z dobrodziejstwa dwóch rezerwowych grając na pół gwizdka. Nie potrafili zupełnie zdominować trzech rywali w polu pozwalając im na strzały czy akcje indywidualne. Z taką grą nasz zespół miał szczęście, że trafił na słabszych jednak rywali.

Liga Ursusa – wiosna 2009

Październik 21st, 2009 by Maciek

 

Liga Ursusa wiosna 2009

Na wiosnę 2009 wystartowaliśmy w Lidze Ursusa. Mecze odbywały się – w przeciwieństwie do Ligi Halowej – na boiskach otwartych pokrytych tzw sztuczną trawą. Z racji większego, niż przypuszczali organizatorzy, zainteresowania przed samą Ligą odbyły się miniturnieje kwalifikujące do I ligi. Nam zabrakło bardzo niewiele do awansu i musieliśmy się pogodzić z występami klasę niżej. Tam szło nam rewelacyjnie, mając na uwadze występy halowe. Dopiero odpuszczona końcówka rundy z racji nadmiernych nieobecności przekreśliła nasze szanse na zajęcie miejsca premiującego awansem. Jednakże i tak coś ugraliśmy – po trzy pary skarpetek nie byle jakich :)

Tak więc zagraliśmy dzisiaj kwalifikacje do Ligi Ursusa. Przydzielono nas do pięciozespołowej grupy, z której awans do pierwszej ligi uzyskiwały dwie najlepsze drużyny.
Na dzień dobry zaskoczyło nas zimno. Niby słońce ładnie świeciło zza chmur, ale temperatura oscylowała w okolicach 0. Pierwszy mecz zaczął się o 9:25 i z mierzyliśmy się w nim z dobrze wyszkolonym zespołem FC Słabi. Porażka 0-6, a jej przyczyną była chyba piłka :D gdyż ta do grania na otwartym terenie ma zupełnie inne właściwości niż halówka. My raczej staraliśmy się ją opanować a rywale, którzy trenują wspólnie od dłuższego czasu skupili się na strzelaniu do bramki strzeżonej wyjątkowo przez Pawła Sz.
Mając niewiele do powiedzenia w tym meczu atmosfera u nas trochę siadła, ale z poczynionych obserwacji widać było, że zaczęliśmy od najmocniejszego konia (co później odzwieciedliła także tabela).
Jeżeli poważnie myśleliśmy o awansie to takich wpadek powtórzyć nie mogliśmy. Tak więc spotkanie z Las Palmas mieliśmy zacząć skupieni. Jednak na dzień dobry tracimy frajerskiego gola, który jednak nas wyjątkowo pobudził. Po fali ataków wychodzimy na prowadzenie 2-1, potem rywale wyrównują ale do końca meczu nie mieli za wiele do powiedzenia. Wynik 5-2 i nadal jesteśmy w grze.
Kolejny mecz był meczem o awans i stoczyliśmy go z zespołem Oldboys Ursus. Starsze chłopy, ale widać było, że w naszym wieku kopali piłkę w dużo poważniejszych ligach niż my. Zaczynamy jednak od bardzo mocnego uderzenia i prowadzimy 2-0. Rywal grał wciąż swoje i doprowadził do remisu. Później jednak znowu kłujemy i zaczyna się obrona Częstochowy ;) Kończy się straconym golem i bardzo nam utrudnia dalsze boje.
Przed naszym ostatnim meczem oglądamy spotkanie Oldboysów ze Słabymi i kibicujemy tym drugim, jednak Oldboye nie dali szans młodszym pokonując ich bardzo pewnie pomimo startu 0-2.
Przed naszym ostatnim meczem nasze szanse na awans są, ale bardzo mgliste. My musimy pokonać naszego ostatniego rywala – Lans Team – i czekać na zwycięstwo Las Palmas ze Słabymi. Początek dla nas świetny – my beż żadnych problemów rozbijamy rywala 6-1, w kolejnym meczu faworyzowani Słabi przegrywają 0-1. Później jednak wszystko wraca do normy i Stołeczny NISSANklub zagra w końcu w II lidze.
Kwalifikacje możemy uznać za bardzo udane, z perspektywy całych zawodów zrobiliśmy maxa. Zespoły Oldbojów i Słabych byli raczej poza naszym zasięgiem.
Brawa należą się wszystkim, każdy dał z siebie dużo i nie zawiódł.

Wyniki naszego turnieju:
Oldboys – Las Palmas 5-5
Stołeczny NISSANklub – Słabi 0-6
Oldboys – Lans Team 6-3
Stołeczny NISSANklub – Las Palmas 5-2
Słabi – Lans Team 6-1
Oldboys – Stołeczny NISSANklub 3-3
Las Palmas – Lans Team 6-4
Słabi – Oldboys 3-6
Stołeczny NISSANklub – Lans Team 6-1
Słabi – Las Palmas 3-1

Końcowa tabela:
1 Słabi……………………….9…18-8
2 Oldboys …………………..8…20-14
3 Stołeczny NISSANklub …7…14-12
4 Las Palmas ……………….4…14-17
5 Lans Team ………………..0…9-24

Mecze ligowe:
Stołeczny NISSANklub – FC Siepacze 5-3
Nową ligę zaczynamy równie dobrze jak kwalifikacje do niej. Od samego początku meczu mamy przewagę w polu i prowadzimy grę. Rywal w zasadzie nie potrafił zagrozić bramce strzeżonej ponownie przez Pawła Sz. Już w pierwszych sekundach Kreyzol wykorzystuje nieporozumienie w szeregach rywala i wyprowadza nasz team na prowadzenie. Po kilkuminutowych naszych atakach to jednak rywal wyrównuje wykorzystując tym razem nasze zawahanie w obronie. Później punktujemy bardzo skutecznie obejmując prowadzenie 3-1. Do przerwy jednak tracimy bramkę nr 2. Po zmianie stron wciąż my dyktujemy warunki gry i stwarzamy kolejne dogodne sytuacje. Wykorzystujemy tylko jedną z nich i podwyższamy wynik. Potem seria pomyłek sędziego wyprowadza mnie z równowagi i za pyskówkę zostaję odesłany na trybuny na jedną minutę. W tym czasie tracimy gola nr 3. Po moim powrocie gra znowu wraca do stanu dla nas korzystnego – nie dopuszczamy rywali do naszej bramki a sami skutecznie konstruujemy kolejne zagrożenia pod ich bramką. Po jednym z takich ataków ponownie obejmujemy dwubramkowe prowadzenie, którego już nie oddaliśmy do końca. Za wynik 5-3 rywal nie powinien mieć większych pretensji, gdyż w przekroju całych 40 minut gry tylko ostatnie dwie należały do Siepaczy. Należy dodać, że graliśmy 6-cio osobowym składem z Pawłem Sz. na bramce oraz mną, Tomaszem, Kreyzolem, Asterem i Olejem.
Gole dla nas strzelili: Olej dwa, Kreyzol, ja i chyba znowu Kreyzol :)

Stołeczny NISSANklub – FC Skorosze 4-1
Zwycięski marsz Stołecznego Nissan klubu w lidze Ursusa trwa. Tym razem pokonaliśmy zespół Skoroszy 4-1 pokazując dużo lepszą organizację gry od rywala. W przeciągu całego spotkania 3 punkty nie były zagrożone, chociaż rywal był nieco trudniejszy od poprzedniego – FC Siepacze. JUż od początku rzuciliśmy się do ataków i po pięknym strzale Tomasz z ostrego kąta obejmujemy prowadzenie. Później do przerwy rywale nie potrafili sforsować naszej szczelnej obrony, natomiast w ataku szalał Olej i wynik po pierwszych dwudziestu minutach brzmiał 3-0. Po przerwie wkradła się w nasze szeregi nonszalancja, jednak poza strzałem w słupek Skorosze nie potrafili wypracować sobie klarownych sytuacji. W międzyczasie Olej strzela na 4-0 po czym przechodzimy do spokojnej obrony wyniku. Niestety kończy się to coraz śmielszymi atakami dobitego rywala i pozwalamy po serii błędów strzelić im honorową bramkę.
Wynik 4-1 w pełni oddaje przebieg meczu :D Należałoby dodać, że na Ursusie notujemy ostatnio serię pięciu nie przegranych meczy, co w porównaniu z naszymi osiągnięciami w lidze halowej musi budzić uznanie ;) No i mamy lidera :o ne:

Stołeczny NISSANklub – Las Palmas 11-2
Kolejny mecz na Ursusie i kolejne zwycięstwo. Tym razem notujemy historyczny, bo dwucyfrowy wynik. A brawa należą się tym bardziej, gdyż graliśmy w bardzo skromnym, aczkolwiek dość mocnym, zestawieniu. I tak w podstawowym składzie wybiegli Paweł, Kreyzol, Olej, Cinek i ja. Na rezerwie siedział debiutujący w naszym zespole Falbinho, który zagrał jako Elmer :)
Już w pierwszych sekundach jednak odnowił się uraz kostki Kreyzola i do końca meczu zagraliśmy bez zmian. A sam mecz nie rozpoczął się pozytywnie – po ładnej akcji rywali i strzale w okienko przegrywaliśmy 0-1. Później inicjatywa należała do nas, rozprowadziliśmy kilka niezłych akcji i po jednej z nich Olej, który jak się później okazało ustrzelił 2,66 hattricka, wyrównał.
Dalsze minuty nie były łatwe. Niby my wciąż dochodziliśmy do świetnych sytuacji, jednakże Las Palmas bardzo groźnie kontratakował. Po jednych z takich akcji piłka wylądowała na spojeniu naszej bramki, po czym w szybkiej kontrze znalazł się Olej i tak oto objęliśmy prowadzenie. Z każdą kolejną minutą grało nam się łatwiej, rywale nie byli w stanie wiele nam zagrozić. Do przerwy prowadzimy 5-2.
Drugie dwadzieścia minut to bardzo szarpana gra Las Palmas, którzy długimi podaniami i akcjami indywidualnymi starali się pokonać grającego dobry mecz w bramce Pawła. Jednak przy współudziale odrobiny szczęścia zachowujemy czyste konto a sami sześciokrotnie trafiamy do siatki. Łupem bramkowym Olej dzielić się nie chciał, ale jednak Falbinho strzelił dwa gole i raz dołożyłem ja ze szpica. Dodać trzeba, że nasz nowy nabytek potrafił zdobyć gola bezpośrednio z rzutu rożnego, czym rozzłościł swój los i ten zgotował mu akcję, po której doszczętnie rozwalił swojego buta.
W przeciągu całego meczu nasze zwycięstwo było zasłużone i bezdyskusyjne.
Ocenić należy także naszego nowego kolegę, który zagrał dobry mecz, chociaż wiele razy nie był tam gdzie powinien. To jednak wina zupełnego braku zgrania i z każdym kolejnym spotkaniem zapewne będzie lepiej. Przeczytaj sobie Piotrze także w pierwszym poście tego tematu założenia, które co prawda już nie są tak realizowane jak życzył sobie autor, ale może pozwoli Ci to szybciej załapać schemat gry.

Zapomniałem dodać, że pod koniec meczu walczącego ze swoim obuwiem Falbinho na chwilę zmienił kontuzjowany Kreyzol, który fenomenalną główką przerwał wcale nie groźną akcję rywali i wybił piłkę na aut :diabel:
A także nie wspomnieliśmy o kibicach, z których jeden szalał z piłką za linią boczną a drugi bardzo kulturalnie sączył piwko :D

Stołeczny NISSANklub – FC Lans Team 9:2 chociaż wg mojego liczenia było 11:2 ;)
Mecz rozegrany w fatalnych warunkach, przy wiejącym wietrze, padającym deszczu i świecącym słońcu :D Było zimno, mokro i bardzo ślisko. Mecz dla nas był z tych łatwych, więc spokojnie graliśmy swoje i strzelaliśmy kolejne gole. Przy większym skupieniu spokojnie mogliśmy dobić do 20, gdyby nie nasze popisy pod bramką rywali – szkoda gadać :D
Gole tracimy w głupi sposób – przez moje odpuszczenie krycia przy rzucie rożnym i w ostatnich sekundach poprzez odpuszczenie.

STOŁECZNY NISSANKLUB – KSA MAZOWSZE 7:5

Mecz ciężki ze względu na braki kadrowe w naszej drużynie i upał który nie pomagał w grze. Początek meczu bardzo udany po moim rajdzie strzelamy gola. Jednak nie mija kilka minut i po strzale z pola bramkowego piłka przelatuje między nogami obrońców i bramkarza i jest gol. Dalej toczy się wyrównana walka z jednej i drugiej strony. Końcówka pierwszej połowy i po rzucie wolnym strzelamy bramkę.
Druga połowa zaczyna się bardzo udanie dla nas. Po błedach przecinika strzelamy bramki. Jednak po pewnym czasie zmęczenie daje się we znaki i tracimy gole. Walka do końca opłaca się i udaje się strzelić bramki.
Skład meczu to Paweł, Cinek, Ja, Wieshaq, Marcin jak widać można wygrać tylko trzeba wierzyć i dać z siebie wszystko.

Gole:
Paweł – 1
Cinek – 1
Olej – 5

W związku z wycofaniem się zespołu Jeden Cztery mecz wygrywamy walkowerem

Ostatni mecz ligowy został oddany przez nas walkowerem. Powodem był Ogólnopolski Zlot Nissana w Karpicku. W tabeli zajęliśmy miejsce 2, które premiowało nas do baraży o I ligę, jednak i ten mecz z powodów, o których lepiej nie pisać nie dochodzi do skutku.

Liga Halowa 2008/2009

Październik 21st, 2009 by Maciek

 

Halowa Liga 2008/2009

W listopadzie 2008 roku zespół Stołecznego NISSANklubu zadebiutował w rozgrywkach ligi halowej. Drużyna została przydzielona do II ligi grupy D (odpowiednik III ligi) wraz z innymi, nowo zgłoszonymi zespołami. Debiutancki sezon nie był dla nas udany w sensie sportowym, gdyż SNKP zajęła ostatecznie miejsce ostatnie notując jedno zwycięstwo i siedemnaście porażek, ale pod każdym innym względem było warto uczestniczyć w tego typu rozgrywkach.
Link do strony ligowej: http://halowaliga.pl/

TABELA KOŃCOWA sezonu 2008/2009
Dołączona grafika

23.11.2008 09:00 Stołeczny NISSANKLUB – Play Forza 0-20
Niestety, przygoda ligowa drużyny Stołeczny NISSANklub zaczyna się od sromotnej klęski 0-20. Trafiliśmy na doskonale wybiegany zespół rywala, który wraz z naszym zmęczeniem ładował wieshaqowi coraz więcej goli.
Ale od początku – startujemy w zestawieniu: wieshaq na bramce oraz ja, Asterix, Scarab i Paweł Szymański. W rezerwie zostają Kreyzol i James.
Pierwsze minuty nie są tragiczne – około 5 minut potrzebowali rywale na wbicie pierwszej bramki. W zasadzie mamy niewiele okazji strzeleckich, ale rywal też nie zachwyca. W ostatniej sekundzie strzelają na 5-0 i to chyba był gwóźdź do naszej trumny.
W przerwie zmieniamy ustalenia na krycie indywidualne, ale przede wszystkim Asterix chyba nie zrozumiał nowej taktyki :D i od początku mamy olbrzymie problemy.
Mijają 2 minuty drugiej połowy i na tablicy widać 0-8. Potem niewiele jest do opisania, szarpana gra, odpuszczanie krycia, brak kondycji i kończymy tylko 0-20.
W szatni jednak było w miarę wesoło, szczególnie jak organizator podnosząc nas na duchu stwierdził, że były w historii wyższe wyniki. Dodał (choć nie musiał) co prawda, że ostatni taki blamaż miał miejsce kilka lat temu, ale … :diabel:
A potem same dobre newsy. Po meczu oglądamy mecz Lencevia-Geolodzy i zgodnie stwierdzamy, że oba teamy są słabe. A teraz patrzę na inne wyniki i Uniwersytecka Atletyka zbiera baty 1-16. :D
Noty wg mojego widzimisię w skali 1-10
- Wieshaq 1 – dwie piłki wyjął ładnie, kilka spieprzył – bez błysku
- Asterix 1 – krycia zero, obrony zero. W ataku starał się, szarpał ale nic z tego nie wyszło
- Scarab 3 – najjaśniejszy promyczek – wprowadzał w miarę spokój w obronie i czasami szarpał z przodu. Zagubił się raz kiedy mieliśmy szansę na gola – zmarnował sam na sam.
- Szymański 3 – w obronie był trudny do przejścia, zostawał jednak wykazując braki kondycyjne. No i strzelił gola… :D
- Kreyzol 1 – zagubiony. Kilka razy chciał podać piętką i się kurcze nie udało ;)
- James 2 – za spokojnie choć pewnie może dużo lepiej

29.11.2008 19:00 Stołeczny NISSANKLUB – AZS EWS Warszawa 2-7
Kolejny mecz mamy za sobą. Tym razem pokazaliśmy naprawdę niezłą grę (a na pewno w porównaniu z poprzednią porażką). Do ideału droga daleka, ale w tym tempie szybko nadrobimy ;)
Przed rozpoczęciem spotkania tematem nr 1 były oczywiście stroje. Piękne komplety miały nam przynieść szczęście i chyba przyniosły ;) Potem taktyka – tzn 9 różnych opinii wygłaszanych przed meczem i wątpliwości Elmera czy będzie wiedział na której pozycji zagrać. Ustalono w końcu wyjściową czwórkę + rezerwową + głębsze rezerwy. Wszystkie te ustalenia były aktualne przez 5 minut gry, ale po kolei.
Wychodzimy w składzie: Wieshaq (bramka) + ja, Asterix, Scarab i Jacek. Dużo biegania i mało efektów – takie były początki. Rywal też nam nie zagrażał, chociaż Wieshaq się starał, żeby były nerwowe chwile :)
Pełnych zmian dokonaliśmy po czterech minutach – i tu ustalenia przedmeczowe się kończą. Tracimy pierwszą bramkę w 5 minucie. Ale i my mamy okazje – łącznie z sytuacją sam na sam gdzie jednak Cinek przekombinował z podaniem.
O golach numer 2 i 3 powinien napisać nasz bramkarz – tylko on wie dlaczego wpadły :) i pierwsza połowa kończy się wynikiem 0-3.
Na drugą zmiana taktyki – zmiany w systemie kolejkowym. Chyba przynoszą lepsze efekty, bo wynik połowy 2-4 mówi sam za siebie. Najpierw jednak tracimy gola nr 4 i potem zaczynamy :) Sam na sam marnuję ja, Cinek razy dwa i Asterix, który lutnął w bramkarza :) I w końcu mamy gola! Jacek dostaje podanie od kapitana, po czym udanym dryblingiem myli obrońcę i strzela na 1-4. Od tej chwili panowanie pokazuje sędzia – najpierw wydumana nakładka, gdzie poszkodowanym byłem ja ale jednak rywale wykonywali wolnego no i karny dla AZSu niczym prezent na Mikołajki. Wynik już 1-5 ale walka trwa. Potem jednak znowu oglądamy popisy Wieshaqa, drobne nasze błędy i na tablicy 1-7. I nagle stadiony świata w wykonaniu naszego Jacka – niczym Maradona wręcz pomaszerował (dosłownie, chyba zmęczony już był :D ) w stronę bramki rywala kładąc na ziemi całą czwórkę i podcięcie piłki nad bramkarzem zmienia wynik na 2-7.
Błędy były, ale największym plusem była liczba 12 – tyle graczy było w sobotę w naszej drużynie co pozwoliło na dość dużą liczbę zmian i każdy zmęczony mógł odpocząć. Do opanowania przede wszystkim także mamy rozgrywanie autów – ponad 15 zagrań kończyło się gwizdkiem i naszą stratą. No i wyprowadzenie piłki po przechwycie też szwankuje.

Subiektywny ranking kapitana:
Wieshaq – 1 – na pocieszenie rywale wystawili Ci notę 2 – zobacz w relacji ;)

Asterix – 2 – to jest takie pieron, że w obronie walczy jak dzik, ale jak ma piłkę to albo odda rywalowi albo odda słaby strzał :D
Scarab – 2 – dziwnie brzmi, ale słabiej niż tydzień temu :) Za dużo kiwania a za mało podania.
Jacek – 8 – oba gole to poezja. Spokój, mądre rozgrywanie ale jednak kondycji nie da się oszukać i za mało w obronie. Ogólnie tak 3mać :)

Cinek – 1 – wybacz, ale żenua :D w sytuacjach sam na sam.
Paweł Sz. – 5 – krótkie zmiany dawał, ale błędów nie stwierdzono
Radek – 1 – pierwszy jego mecz i pierwsza kontuzja – dobrze, że potem nie mógł wejśc na boisko ;) Będzie lepiej.
Rokfor – 6 – żetelnie. Bardzo.

Kreyzol – 6 – podań piętą nie było i już lepsza nota :) Sporo walki
Krzychu – 4 – kilka błędów w obronie, dwa kosztowne ale też mnóstwo odbiorów. No i skubany zasuwał po skrzydle że ho ho :)
Elmer – 5 – mój faworyt, ale opinie innych niezgodne z moją :) Wchodził na boisko, ganiał jak dzik i schodził – i o to kaman. Piłkarsko dupa, ale ambicji nikt mu nie odmówi. Dużo piłek odzyskaliśmy po jego szarżach.

06.12.2008 20:40 Stołeczny NISSANKLUB – OKS Służew 1-10
Kolejny mecz za nami i już tradycyjnie nie mamy dobrych wiadomości. Wszystko co złe rozpoczęło się w piątek, kiedy Stołeczna NKP zaliczała kolejny %spot. Na następny dzień z kilkoma graczami nie było różowo, co było aż nadto widoczne na boisku i w efekcie na tablicy wyników.
Przed meczem organizuje się nasz młyn. Jest flaga, trąba i aparat foto. Nas stawia się 10 co przy rywalu jest liczbą o czterech większą. Więc przed meczem mamy podstawy sądzić, że będziemy w stanie zabiegać rywali. A że byli to licealiści z trzynastoletnim rezerwowym w zespole zapanowało niemal przekonanie o wygranej. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcia przedmeczowe i ruszamy.
Zaczynamy mecz w składzie: Wieshaq, Scarab, Paweł, Jacek i ja. Do pierwszej zmiany wytrzymaliśmy przez 4 minuty trzymając wynik 0-0. Licealiści umieli grać w piłkę, ale oszczędzali siły aby je rozłożyć na cały mecz.
Pierwsze zmiany zaczęły przynosić pierwsze kłopoty i Służew rozpoczął festiwal strzelecki: niecelne strzały – strzały w Wieshaqa – strzały obok niego. Statystyki tych prób wynosiły mniej więcej 5-5-7 stąd do przerwy przegrywamy 0-7.
W międzyczasie bramkarz nasz dostaje historyczną, bo pierwszą, karę dwuminutową i gramy w osłabieniu. Wieshaq baaardzo dosadnie kurwnął myśląc o sędziowaniu, co w połączeniu z ostentacyjnie rzuconymi rękawicami przekłada się na wykluczenie. Rywal potrafił to wykorzystać i strzelił ostatniego gola w I połowie. Tu dodam, że po powrocie naszego ukochanego bramkarza miała miejsce sytuacja, która może wlać nieco miodu w serca – otóż jeszcze wkurwiony Wieshaq stając z powrotem na bramce miał kłopoty z ponownym założeniem rękawic. A że rywal nie czekał na korzystny dla nas obrót sprawy zagrał z rożnego górną piłkę. I nagle Wieshaq, odrzucając w międzyczasie rękawice za linię – łapie pewnie piłkę niczym Kanapa vel. Boruc :o ne: Prawie Matrix :diabel:
Po przerwie zaczynamy w końcu grać piłką. Podania, utrzymywanie się przy grze – tak to ma wyglądać. Trwa to jednak do czasu katastrofalnego błędu kapitana, który zostawia wręcz rywalowi piłkę pod samą bramką. 0-8 i pękły marzenia o korzystnym wyniku.
Następnie mamy kilka sytuacji, podobnie jak OKS, z tą różnicą że oni jednak strzelali celniej niż my. Jedynego gola zdobywam ja strzałem z linii pola karnego. Jest to jedyna chwila gdy nasi kibice mają okazję do fety – a była ona długa :D
Ostatecznie spotkanie kończy się mało chlubnym dla nas wynikiem 1-10 oraz kontuzją Jacka, która wyklucza go raczej z gry do końca sezonu.

Subiektywny ranking kapitana po tym meczu nie będzie zamieszczony, gdyż moderatorzy mogliby posądzić mnie o spam. Przy każdym nazwisku byłoby: 1 – dno :D Ja nie byłem lepszy, więc twierdzę, że jednak % przed meczem nie są wskazane ;)

14.12.2008 09:50 Stołeczny NISSANKLUB – Nazwa Jest Nieistotna 1-7
Ostatni tegoroczny, czyli czwarty mecz ligowy już za nami. Podczas przerwy świątecznej będzie o czym rozmyślać, gdyż nasza gra na pewno wygląda zdecydowanie lepiej niż osiągane wyniki.
Jeszcze wczoraj odbyła się narada taktyczna. Ja, Cinek i Elmer przez 3 godziny omawialiśmy możliwości taktyczne. Skutkowało to opracowaniem dwóch wariantów – defensywnego i ofensywnego, które jednak dzisiaj nie do końca zostały zrealizowane.
Przed meczem jak zwykle już formują się nasi kibice pod przewodnictwem Mariuska. W sektorze stwierdzono jeszcze Paulinę i Oleja juniora a także baner i trąbę :D Na przedmeczowej odprawie melduje się 13 zawodników, którzy mają tylko 10 minut na przyswojenie sobie sposobu gry.
Najważniejszą jednak zmianą było chyba wycofanie z bramki Wieshaqa, za którego pardami popisywał się Scarab. Dodatkowo w zespole powitaliśmy Oleja i Krzyśka, którzy w miarę poprawnie zadebiutowali i chyba możemy na nich liczyć.
A więc zaczynamy ze Scarabem, mną, Pawłem Sz., Orłem i Asterixem. Co prawda główny nacisk mieliśmy położyć na defensywę, ale już w pierwszych sekundach po szarży Astera Paweł główkuje z pół metra od bramki w poprzeczkę!
Po takim początku inicjatywę przejmują rywale, ale w obronie graliśmy w miarę pewnie, a wszystko co leciało w światło naszej bramki stawało się łupem Scaraba.
Do przerwy osiągamy wcześniej nieosiągalne – wynik 0-0 jest naszym sukcesem, ale kapitan ma sporo uwag i zwołuje zespół w szatni. Krótka wymiana opinii i ruszamy pełni wiary na drugie 20 minut. Niestety, nieco rozluźniliśmy szyki obronne i rywal zdobywa pierwszego gola. Gra stała się wyrównana, jesteśmy sporo przy piłce, ale nie przekłada się to na sytuacje bramkowe. Rywale jednak grają niczym rasowy bokser – schowani za podwójną gardą punktują nas niemiłosiernie skutecznie. Po kolejnych dwóch golach zapał nasz nieco spada, ale wtedy szał na trybunach – Krzychu ładuje gola piętką z 3 metrów! Wynik 1-3, do końca 6 minut i znowu wstępują w nas nowe siły. Jednak 36 minuta kończy nasze marzenia gdy tracimy w krótkim odstępie czasu dwie bramki. Potem wkrada się zrezygnowanie, mnożą się kolejne błędy i sędzia gwiżdże po raz ostatni. Wynik 1-7 jest jednak zdecydowanie za wysoki, rzekłbym nawet, że z gry prezentowaliśmy równy poziom. A gdyby wyłączyć z przebiegu meczu ostatnie 5 minut… :D
Odnotować także należy kilka incydentów, w których prym wodził Kreyzol. Szczerze mówiąc nie wiem o co poszło, ale dwie dwuminutowe kary, rzut karny dla rywali i reprymenda organizatorów na dobre na pewno nie wyjdzie :<

Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – wybronił sporo ponad plan, przy golach nie zawinił. MVP meczu.

Asterix – 8 – powierzenie mu zadań niemal wyłącznie ofensywnych przyniosło nadspodziewany efekt. Wspaniale szarpał w ataku
Paweł – 6 – chciał aż za bardzo zapominając o ustawieniu w obronie. Ale jego strona była zawsze w miarę bezpieczna.
Orzeu – 5 – Po 90 sekundach podbiega do mnie zdyszany i pyta kiedy będzie się mógł zmienić :D Wolny, ale skuteczny

Krzychu – 6 – majstersztyk przy golu. Starał się bardzo w obronie. Bardzo poprawny mecz.
Kreyzol – 3 – dwie kary dwuminutowe, sprokurowany karny. Przynajmniej wyprowadził rywali z równowagi ;)
Wieshaq – 2 – przesunięcie na obronę nieco zbiło go z tropu. Był jednak i walczył.
Marcin – 1 – hmmm. Trochę słabo Panie Marcinie
Elmer – 5 – był jednym z tych, którzy najlepiej opanowali taktyczne niuanse. I było to widać na boisku. Naprawdę nieźle
Cinek – 6 – dokładnie taki sam komentarz jak wyżej – bez rażących błędów
Krzysiek – 5 – w piłkę grać potrafi, ale biega po boisku czasami bez ładu i składu
Olej – 4 – za dużo indywidualnej gry a za mało kreatywnej. Ale jak na początek nieźle.

10.01.2009 20:40 Stołeczny NISSANKLUB – Świniopasy 2-6
Kolejny przegrany mecz w naszym wykonaniu. Mecz, który w naszych założeniach przed spotkaniem miał być przełomowy i mieliśmy odnieść pierwsze zwycięstwo. Niestety, znów zawiedliśmy.
W sobotę za to doczekaliśmy się bardzo szczelnie wypełnionego sektora naszych kibiców, którzy wyposażeni w baner i trąbę zrobili świetny doping. Jednakże piłkarze nie wynagrodzili ich swoją grą, szczególnie w drugiej połowie.
Przed meczem w szatni jak zwykle chwila mobilizacji, dopracowanie schematów gry i ustawienia zawodników. Rozpoczynamy w ustawieniu: Scarab – ja, Krzychu, Paweł i Olej. Olej niczym lokalny maczo ganiał w innym, czarnym, stroju niż reszta zespołu, w koszulce bez rękawów. Niedoróbki powinny w przyszłym tygodniu być zlikwidowane. I tenże Olej właśnie miał dwie stuprocentowe okazje wychodząc sam na sam z bramkarzem rywala, jednakże oba pojedynki przegrał. W tym czasie Świniopasy przebywali dużo przy piłce, rozgrywali ją na naszej połowie, ale niewiele z tego wynikało. My skupiliśmy się na obronie i wyprowadzaniu szybkich kontr, po których mieliśmy więcej czystych okazji niż rywal.
Niestety, w 15 minucie, gdy rywal atakował naszą lewą stroną, Krzychu postanowił sobie zejść na zmianę zostawiając lukę w obronie, z której skwapliwie wykorzystał Świniak strzelając na 0-1. Na trybunach stek przekleństw pod adresem strzelca :diabel: Także Jaca ruszył wytłumaczyć gościowi, że nie powinien już się tak zachowywać. Czy to pomogło, czy może drzemią w nas możlwości większe niż pozycja w tabeli – po 3 minutach Asterix doprowadza do wyrównania po świetnym wyjściu na pozycję jeden na jeden. Szał pał na trybunach, które ledwo wytrzymują tupot naszych kiboli. Na przerwę schodzimy z korzystnym 1-1 wciąż nieświadomi wiszącej katastrofy.
Pierwszą połowę możemy uznać za udaną, kilka sytuacji bramkowych, kilka zmarnowanych szans z kategorii sam na sam i tylko kilka błędów w obronie. Ładne wyjścia z kontrą, niezła staranność akcji pozycyjnych. Jednak mało ruchu w ataku to szczególna bolączka.
Początek drugiej połowy jak zwykle w naszym wykonaniu najgorszy z możliwych – szybko tracimy trzy gole i zapał do zasad taktycznych, które utrzymywały nas przy życiu. Potem kolejna bramka i w 32 minucie wynik 1-5 chyba gasi resztki zapału Nissanowej drużynie. Potem jeszcze szarża kapitana, po którego strzale piłka oklepuje oba słupki i wpada do siatki, kolejny przegrany najazd Oleja na bramkarza Świnipasów i w końcu rywal stawia kropkę nad i strzelając gola numer 6.

Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 8 – nic nie zawalił, świetnie wybronił sporo innych sytuacji. Strzelał nawet na bramkę rywala :diabel:

Krzychu – 1 – niestety, osiadł na dnie grając tam w szachy z Wieshaqiem :diabel:
Paweł – 5 – niby bez rażących błędów ale często się zapędzał w nie swoje rejony zostawiając niezabezpieczone tyły i bywało gorąco.
Olej – 5 – a mówił, żeby go nie chwalić. No i szukał swojej upadłej korony zamiast grać :D Czasami zamiast kiwać powinien podać, czasami zabrakło zimnej krwi.

Tomasz – 7 – przed meczem miał obawy czy podoła na pozycji ostatniego obrońcy. Niepotrzebnie. Tylko kondychy brak ;)
Asterix – 6 – gol, siał dużo zamieszania w szeregach rywala. Wada jedna, ale spora – zamiast patrzęeć na piłkę podnieś czasem głowę ;) No i klnie jak szewc.
Wieshaq – 1 – :D sztuczki techniczne przy przyjmowaniu piłki okazały się kiksami :D Ale wyglądały profesjonalnie
Kreyzol – 4 – się pewnie nie zgodzi z tą oceną, ale na prawdę słabo. Ambicji było dużo, walki też, odstawił leki i z kontuzją kręgosłupa nam pomagał, ale czegoś zabrakło.
Cinek – 3 – niby kilka razy wyszły mu niezłe akcje, ale na każdą dobrą przypadały 3 poważne błędy
Elmer – 4 – zadania wykonywał należycie, jednak brakuje odwagi przy rozegraniu akcji. Gubi się.

Mariusek – 10 – :diabel: – za zebranie solidnej ekipy kibiców
Jaca – 10 – za cierpliwe chłodzenie tequili :)
Kibice – 10 – za śwetne wsparcie.

17.01.2009 20:40 Stołeczny NISSANKLUB – WSZiP 2-3
Kolejny mecz za nami i tradycyjnie już kolejny przegrany, choć tym razem rywal musiał wykazać się nie tylko umiejętnościami piłkarskimi, ale też dużą dozą szczęścia.
Przed meczem ustalamy taktykę na bardziej ofensywną z przesuniętymi skrzydłami do przodu, co przynosi bardziej niż spodziewane korzyści. Bramka Scaraba już nie była oblegana przez rywali, nie było także swobodnego rozgrywania piłki na naszej połowie. Niemal każdy z nas potrafił już realizować założenia.
Jeszcze słówko o zawodnikach WSZiP – z nazwy by wynikało, że będą jakieś wysporotwane chłopy a jednak ku naszemu zaskoczeniu była to bardziej drużyna rugby korzystająca z przerwy zimowej. Albo niskie i kościste ciałka albo szerokie i wywrotne grubaski. I jeden nerwus rodem z kapeli wiejskiej ze spojrzeniem Lindy z „Psów”.
Wychodzimy na sam mecz w ustawieniu ze Scarabem na bramce, mną na środku obrony, Cinkiem na lewym skrzydle, Pawłem na prawym i Asterixem w ataku. Początek jest niezły, mamy jedną sytuację, rywal w swojej niemocy koncentruje się na ostrzeliwaniu Scaraba z dalszych odległości. Pierwsze zmiany i pierwsze zagrożenie naszej bramki. Jednak Scarab już zapracował na szacunek swoimi interwencjami i nie inaczej było tym razem. Kolejny pewny punkt naszej drużyny.
W okolicach 15 minuty tracimy gola, kiedy najtęższy i najbardziej wysunięty punkt studentów wziął na spokój bramkarza i pokonał go inteligentnym zwodem. Niestety 0-1 i do końca połowy jakoś nie potrafimy zewrzeć szyków notując jedynie anemiczne rajdy solowe.
Na drugą połowę jesteśmy zmobilizowani jak nigdy, gdyż dotychczasowe mecze ukazywały największą naszą słabość właśnie w tym okresie gry i traciliśmy kilka bramek przesądzających o naszych porażkach. A w sobotę nie :D Skupienie w obronie i konsekwentny atak i po szarży Oleja oraz asyście Cinka wyrównujemy na 1-1. Trybuny, a właściwie nasz sektor w pełni szczęścia, a my nie tarcimy rezonu i walczymy o kolejną bramkę. Później mamy jednak okres słabszej gry, po której Scarab pracuje na swoją notę i po upływie 30 minut gry możemy mówić o sprzyjającym losie. Niestety los bywa okrutny i tak było tym razem. W 31 minucie rywal wykonując rzut rożny podaje do tego samego najtęższego, który niemal z linii końcowej jakimś cudem strzela piętą i kolejnym cudem piłka wtacza się do naszej bramki. Jak to się stało nie wie nikt. Niestety 1:2 i coraz mniej czasu. Rywal skupia się na obronie wyniku i popełnia błędy. Jeden z nich ponownie wykorzystuje Olej, który w sytuacji dwóch na bramkarza wtacza piłkę do ich bramki. 2:2 i do końca 5 minut. Rywal w szoku a my niestety ich nie dobijamy. Zagrożenia już nie ma żadnego z ich strony, ale za to mają kupę szczęścia. W 37 minucie miałem wybić rzut wolny z odległości 8-10 metrów od naszej bramki. Zanim zdecydowałem się na wybicie sędzia odgwizdał rzut wolny przeciw nam z powodu ponad 4 sekundowego nie wprowdzenia piłki. A kapitan grzecznie się odunął od futbolówki, rywal nie czekał na nic tylko przyrżnął ze szpica i wyszedł mu strzał życia. Zasłonięty bramkarz nawet nie drgnął a piłka cudem wpada pomiędzy poprzeczkę a głowę Scaraba. W pole o wysokości max 50 cm. Załamka była widoczna, nie potrafimy już nic odegrać. Na dokładkę Olej doznaje kontuzji i schodząc w miejscu do tego nie wyznaczonym dostej karę dwóch minut. Ostatnie 60 sekund grając w osłabieniu nie przynosi zmiany wyniku.
Tym razem było dużo lepiej w obronie i nieco gorzej w ataku w porównaniu z ostatnim naszym spotkaniem. Najgorsi w naszej drużynie byli Krzychu, który potrzebuje dobrego wsparcia gdyż grać potrafi oraz, mimo dwóch goli, Olej, który w ataku często nie umiał zrealizować naszej gry.
I kibice, nasi najbardziej niezawodni, dali znać, że są z nami na dobre i na złe :D Oraz eszi, o którego bytności dowiedziałem się jednak na udanym afterze u Fiszera.

Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – błędów na bramce nie robi, błędy robi w polu podając piłkę jak anemik

Cinek – 6 – wreszcie na miarę oczekiwań. Solidnie ale bez fajerwerków. I asystuje.
Paweł – 6 – w defensywie bardzo przyzwoicie, ale folguje w ataku zapędzając się tam gdzie nie trzeba bądź gubiąc piłkę przy jej wyprowadzaniu
Asterix – 6 – dziwny jego mecz. Bez sytuacji ale niemal zawsze był tam, gdzie powinien.

Elmer – 5 – nota jest średnią dwóch ocen: 7 w obronie za ambicję. Był trudny do przejścia, braki nadrabiał wolą walki i zaangażowaniem. Druga ocena – 3 w ataku. Niestety, tutaj panika przy posiadaniu piłki i częste straty.
Krzychu205 – 3 – Brakuje mu chyba wsparcia. W ataku nie radzi sobie, za szybko oddaje piłkę i ma kłopoty z powracaniem. W obronie jednak trudno go przejść.
Tomasz – 6 – obrona OK, ale inklinacje do ataku i braki kondycyjne czasami nie pozwalały na pwroty do obrony
Wieshaq – 5 – zdecydowanie jego najlepszy występ ligowy.
Olej – 4 – miało być lepiej :027: Co prawda dwa gole, ale poza tym cieńko. Lipa panie Olej :D

25.01.2009 20:40 Stołeczny NISSANKLUB – GS Avantis 5-4
W końcu nasza drużyna po dobrej, choć momentami zagubionej, grze odnosi pierwsze ligowe zwycięstwo! Muszę jednak dodać, iż jest ono jak najbardziej zasłużone. Rywal na pewno nie był lepszy, prezentował grę szarpaną i bez pomysłu, co w przeciwieństwie do naszej, w miarę poukładanej, piłce nie robiło nam dużej krzywdy.
Przed meczem nasi kibice w dość dużej liczbie zasiadają na sektorze i pod batutą (trąbą?) Mariuska dobrze dopingują. Pokazał się także Jacek, który w trzecim ligowym meczu doznał kontuzji wykluczającej go z gry do końca sezonu – serdecznie pozdrawiamy.
W szatni przed meczem jakoś nerwowo ustalamy taktykę, spóźniają się Cinek z Elmerem i wychodzimy na rozgrzewkę. Pierwszą połowę rozpoczynamy w składzie: Scarab, ja, Cinek, Paweł i Olej. Trochę nerwowy początek w naszym wykonaniu, ale po szybkiej kontrze w 3 minucie Paweł wychodzi na pozycję sam na sam i spokojnie strzela obok bramkarza (można Panie Astrze :D ). 1-0 dla nas, tego jeszcze nie przerabialiśmy. Na szczęście także nie zagotowało się nam w głowach i spokojnie realizowaliśmy swoją grę. Rywal jednak mocniej przycisnął, trochę pomogło nam szczęście w dwóch sytuacjach na linii bramkowej i w końcu tracimy bramkę. Strzał zza pola karnego i 1-1. Jak to się mówi – co nas nie zabije to nas wzmocni – potem wyrównany mecz, niby rywal rozgrywa częściej piłkę ale my groźniej kontrujemy i po jednej takiej szarży w 10 minucie Olej mija zwodem do skrzydła bramkarza i wpycha piłkę do bramki. Znowu szał na trybunach i znowu spokój w naszych szeregach. Jednak do przerwy na tablicy był wynik 2-2 co było efektem niefrasobliwości w obronie. W pierwszej części Scarab ładnie wybronił kilka piłek, my także pod bramką rywala często się gubiliśmy. Wynik sprawiedliwy.
W przerwie szybka narada w szatni i ruszamy w składzie Scarab, ja, Elmer, Wieshaq i Olej. Niestety to nasze ustawienie nie pozwalało nam rozwinąć skrzydeł w ataku i początek wygląda trochę jak obrona Częstochowy. I także tracimy gole – po rzucie rożnym i po skłądnej akcji. Tak więc w 27 minucie przegrywamy 2-4 i pokazują się demony przeszłości – znów schrzaniliśmy początek drugiej połowy. Ale potem niczym feniks powstaje Stołeczna i rusza do boju! Niekiedy wręcz nie schodzimy z pola karnego rywala (w szczególności podczas gry w przewadze), Cinek marnuje niebywałe okazje, Olej miesza niczym mikser ciasto, Mały jest nie do zatrzymania, Paweł bombarduje rywali strzałami z dystansu, Tomasz niecelnie strzela nad bramką a Kreyzol nie trafia w piłkę na drugim metrze. Jednak udaje nam się zmniejszyć straty po kolejnym golu Oleja w 33 minucie, który po moim przechwycie wyszedł sam na sam i nie dał szans bramkarzowi.
Potem szczęście sprawia, że wygramy. Otóż mamy rzut wolny siedem metrów od bramki w 35 minucie. Pierwszy mój strzał niecelny, ale sędzia nakazuje powtórzyć bo niby za blisko ustawiłem piłkę i pyta czy gramy na gwizdek. Krótkie tak z moje strony i czekamy – ale wówczas Olej mi szepcze czule do ucha czy może strzelać i bez odpowiedzi ładuje piłkę w mur. Dostaje za to 2 minuty kary i sędzia ponownie nakazuje powtórkę. Mój strzał okazuje się skuteczny, piłka trafia w lukę pomiędzy murem i goalkeeperem i jest 4-4. Niestety, gramy w osłabieniu, ale od czego jest Kreyzol. Takiego dzika nam było potrzeba, chociaż zapędzał się w nie swoje rewiry to jednak utrzymujemy rezultat a pod sam koniec kary wyprowadzam szybką kontrę, mijam ostatniego obrońcę i strzelam obok bramkarza! 5-4, do końca 1.42 minuty. Bronimy się już dzielnie, rywal nic nam nie zagraża a my nawet mamy dwie okazje niewykorzystane do podwyższenia.
Ostatni gwizdek i duża radość nas i kibiców po zwycięstwie.

Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 7 – jego najgorszy mecz, ale paradoksalnie nasz wygrany. Sporo wyjął ale sam stwierdził, że nie grał pewnie. Przynajmniej pozbył się anemii.

Cinek – 3 – niestety, zmarnowane okazje i braki kondycyjne – nie wychodził na pozycje. Jednak bez poważnych błędów
Paweł – 7 – gdyby nie straty w pojedynkach jeden na jeden byłoby super
Olej – 7 – dwie bramy, jeden foch, dwie minuty kary – nadal jednak brakuje wychodzenia do piłki. Ale było bardzo dobrze

Tomasz – 6 – Trochę nie rozumie naszych zasad grania jako ostatni obrońca, ale jest bardzo pewny w defensywie.
Elmer – 5 – szalony. Jak zwykle dużo biega i ma dużo przechwytów, gorzej z wyprowadzaniem piłki, gdyż się gubi
Wieshaq – 5 – coraz poprawniej. Błędy przy stałych fragmentach, ale nadrabia w ataku.
Kreyzol – 7 – ambitnie do przodu. Bez zbędnych fajerwerków i bez zbędnych błędów.
Mały – 8 – dobrze gra jeden na jeden, ładnie się pokazuje. Podaje kiedy trzeba, kiwa skutecznie kiedy nie ma innej gry. Zabrakło gola

Kibice – 10 – znów nie zawiedli :D

08.02.2009 09:50 Stołeczny NISSANKLUB – FC Geolodzy 2-9
Kolejny mecz rozegraliśmy w niedzielę o 9:50 rano. Wczesna pora nie podziałała na zespół korzystnie, spora część się spóźniła za co będą kary finansowe :diabel: Przez to taktyka była wciąż zmieniana i ustalana do coraz to przybywających zawodników. Taki stan rzeczy nie mógł mieć korzystnego wpływu na naszą grę. Oczywiście, rywale musieli grać o tej samej godzinie, ale jakoś im to nie przeszkadzało :P
Tak więc po końcowym ustawieniu zespołu rozpoczynamy nietypowo: Scarab, ja, Paweł, Cinek i Krzychu w ataku. Z naszych nominalnych napastników stawił się jedynie Aster, więc awaryjnie Krzychu robił za zmiennika ku akceptacji reszty zespołu. Jednak moim zdaniem forsowany przez sporą część pomysł postawienia Krzycha w ataku wzorem grubaska z zespołu prawników nie wypalił. Krzychu jest dużo bardziej pożyteczny grając na skrzydle. Temat do omówienia.
Początek nieco szczęśliwy i nieco anemiczny w naszym wykonaniu. Rywale zastosowali niespotykaną wcześniej taktykę grania górnymi piłkami co dla nas było Matrixem. Piłkarsko również nas przewyższali więc inicjatywa należała do studentów. My wyprowadziliśmy kilka szybkich i ładnych kontr, widać, że środowe treningi sporo wnoszą do naszej gry.
Niestety, do przerwy przegrywamy 0-4 i raczej nie możemy mieć pretensji o niesprawiedliwy rezultat. Wystarczy przytoczyć Scaraba zagarniającego piłkę, która o dobry metr przekroczyła naszą linię bramkową. Jednak w duchu fair play cały nasz zespół krzyczał, że wszystko jest OK :diabel: i sędzia gola nie uznał.
W przerwie jak nigdy załąmka w zespole. Rozbita stołeczna w ciszy czekała na drugą połowę. Połowę, w której nie zagraliśmy lepiej, rywal także nie odpuścił i drugie 20 minut skończyło się porażką 2-5. Dwa błyski Asterixa, który o dziwo ze stuprocentową skutecznością wykorzystał sytuacje sam na sam (skuteczność liczona w II połowie, gdyż w I schrzanił jedną kontrę ;) ). Szczególnie drugi gol zdobyty lobem z kilkunastu metrów był przedniej urody. Jednakże na każdy nasz gol Geolodzy odpowiadali natychmiast nie dając nam żadnych złudzeń co do tego, kto dziś wygra.
Podsumowując, trudno zauważyć jakieś spore błędy. Obiektywnie należy za to przyznać, że rywal nie należy do naszej ligi tylko prezentuje się znacznie lepiej i to było podstawą porażki. Drobne niedociągnięcia skłądam na karb wczesnej pory meczu oraz zmęczenia co niektórych (Hondziarz :D ) Ogólnie na plus zapiszemy oba nasze gole po ślicznych asystach Scaraba i Cinka, kilka momentów w defensywie kiedy Scarab się nudził oraz ambicję, której na szczęście jeszcze nam nie zabrakło.

Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 7 – kurwił na prawo i lewo przy puszczonych golach mając pretensje do siebie, ale w mojej ocenie winy nie ponosi żadnej. Plus dwa słupki, które uratowały nam skórę :)
Paweł – 7 – znów rzetelnie. I znó w obronie super ale z wyprowadzaniem ataków ma spore problemy.
Cinek – 6 – gdyby tylko więcej biegał… Ze trzy sytuacje, w których mógł pięknie wyjść w uliczkę przespał.
Krzychu – 2 – postawiony na szpicy zupełnie sobie nie radził. Brał rywala na plecy, ale ciężko szło odgrywanie piłki na skrzydła.

Tomasz – 6 – jak zwykle w obronie pewny punkt, czasami znowu się zapędza (Elmer kroi film to zobaczysz o co kaman ;) ) ale ogólnie bardzo poprawnie. No i jakby kondycji więcej :diabel:
Asterix – 8 – dwa gole, kupa ambitnego biegania i przerywania akcji. Najlepszy mecz w lidze Pana „sam na sam” :diabel:
Elmer – 3 – Pogubił się. Szczególnie przy bramce na 0-4 w I połowie. Nieco mniej ruchliwy niż zwykle.
Kreyzol – 6 – przebojowy skrzydłowy. Kilka razy fajnie pociągnął, fajnie się ustawił no i zmarnował jedną niezłą sytuację. Coraz lepiej
Wieshaq – 4 – również się rozkręca. Problemy w obronie, gubi pozycję ale już gra coraz pewniej.
Marcin – 3 – Kilka razy przecinał zagrania rywali, ale do ataku już nie ruszał stojąc z tyłu. Brak biegania, co jest podstawą na bokach.

15.02.2009 09:00 Stołeczny NISSANKLUB – Lencevia 3-6
Pomimo naszych wyników, gdy odnotowaliśmy jedynie zwycięstwo z Avantisem, dotychczas nie mogliśmy sobie zarzucić wiele. Staraliśmy się, czasami brakowało szczęścia, czasami rywal i sędziowie wybitnie mieli je przy sobie. Jednak w ostatnim spotkaniu śmiem stwierdzić, że w końcu wybitnie daliśmy ciała. Zabrakło naszej ambicji, która miała wpływ na naszą postawę. Zabrakło woli walki, zabrakło dyscypliny taktycznej. Od początku, kiedy trzech z nas spóźniło się na mecz nie układało nam się. Trzy razy zmienialiśmy ustawienia korygując je o dochodzących spóźnialskich, odpuściliśmy omówienie założeń przed meczem, co zwykle nam sporo dawało korzyści. I zaczęliśmy nie najlepiej. Co prawda z początku jedyną bronią Lencevii były strzały z dystansu, zwykle niecelne bądź nie sprawiające kłopotu Scarabowi to im dalej w las tym gorzej. Dwie głupie bramki, ale na prawdę typowo podwórkowe i wynik 0-2. Nie podłamuje nas to, ale gra jakoś się nie klei. W środę były piękne akcje z klepki a w niedzielę były, nawet nie piękne, straty.
W 15 minucie mieliśmy rzut rożny, który Paweł zamienił na gola. Jedna z niewielu akcji zagrana zgodnie z planem – miało być silne wstrzelenie piłki na przedpole bramkowe i było. Wynik 1-2 i znowu marazm. Niestety, końcówka pierwszej połowy była dla nas załamująca. Najpierw ja popełniam katastrofalny w skutkach błąd przy wyprowadzaniu piłki (45 sekund do końca połowy) a następnie Aster, który zbyt dosłownie wziął sobie do serca moje słowa o szybkiej akcji traci piłkę i na 15 sekund przed końcem tracimy czwartą szmatę. 1-4 i brak mobilizacji. Po prostu szkoda gadać.
Druga połowa nieco bardziej udana, chociaż na dzień dobry to rywal spycha nas do obrony. Później zaczynamy konstruować płynniejsze akcje, ładnie się pokazują Cinek, Aster i Kreyzol. Niestety, zamist odrabiać – tracimy. Na naszą bramkę Krzycha, który skorzystał z pięknego dogrania od Tomasza i z bliska pokonał bramkarza, Lencevia odpowiada niemal natychmiast. Pierwszą i jedyną bramką, którą można uznać za ładnie skonstruowaną akcję – szybkie wyjście ze swojej połowy, kombinacja podań z klepki, kiwka i strzał. I znowu gonimy, na 3-5 strzela Aster wykorzystując rajd prawym skrzydłem. Do końca pozostaje 5 minut i wtedy nawet obronę zamieniamy na pressing na całym boisku. Krótkie zmiany, dużo biegania. Rywal w ogóle nie wie co się dzieje, ale my nie potrafimy wykorzystać stworzonych akcji – ja marnuję pojedynek z bramkarzem, w kilku przypadkach brakowało przysłowiowej kropki nad i. W ostatniej minucie, gdy już nie mamy szansy na korzystny wynik rywal wykorzystuje nasze odpuszczenie i ustala wynik na 3-6 strzelając Scarabowi w sytuacji sam na sam.
Uwag jest kilka, przekażę je później. Mam nadzieję, że nie wywołają burzy :D a jedynie konstruktywną rozmowę ;)

Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – jak zwykle pewny. Tym razem stanął na głowie, żeby przyjść.

Paweł – 6 – w obronie nieźle mu szło, był ciężki do przejścia. W ataku nieco przypominał jeźdźca bez głowy.
Cinek – 6 – ciężko go ocenić :D RAz schrzani całkowicie, zagra jak leszcz a za chwilę popiszę się asystą lub celnym podaniem. Duży plus za śliczne wyjście w uliczkę a minus za zmarnowanie tej akcji i bezpośredniego pojedynku z bramkarzem
Krzychu – 2 – grał w ataku. Niestety, poza ładnym golem nic nie wniósł. Za szybko chciał się pozbywac piłki, ni eumiał jej przyjąć bądź zgrać z klepki

Elmer – 2 – śpiący rycerz. Wybitnie.
Wieshaq – 2 – myślał, że jest profesorem i z tą myślą grał. Jednak nawet magistra nie miał ;) Za dużo popisów i nonszalancji.
Marcin – 2 – mało biegał, mało się pokazywał. Szczytem była akcja Asterixa, kiedy został na prawym skrzydle a miał wolny korytarz i tam też była piłka. Fe
Asterix – 5 – niby gola pryknął, ale poza tym dziwnie ospały. Niecelny, chaotyczny i brak lewej nogi :diabel:
Tomasz – 7 – może się nie zgodzić, ale było bardzo OK. Środek mieliśmy zabezpieczony, asekuracja skrzydeł w miarę możliwości była też OK.
Kreyzol – 6 – fajne rajdy, ale na razie mało przynoszą efektów. Nieco w obronie gania bez głowy pozostawiając swoją stronę pustą.

Na zakończenie pierwszej rundy ligi pozwoliłem sobie moje subiektywne oceny zestawić w jedną tabelkę i dla zabawy wyliczyć średnią. Dla całego zespołu średnia jest równa 4,0 i do tego wyniku są wszystkie porównania.
I tak wyszło, że najwyższe noty i zarazem najlepszym naszym zawodnikiem był szalejący w bramce, bezkonkurencyjny Scarab z potężną średnią 8,2 (skala jest od 1 do 10). Chociaż najwyższa nota może się wydawać złudna, gdyż wpuścił 35 goli (średnio 5 na mecz), ale przy chyba żadnym nie zawinił. W przeciwieństwie do Wieshaqa, który w trzech meczach wpuścił 37 goli (średnio 12 na mecz) i zebrał 3 punkty co mu daje wynik 1,0. Należy odnotować, że lepsze zdanie o Wieshaqu bramkarzu (niż moje) mają nasi rywale, którzy go ocenili na… 1, 2 i 2 :diabel: (dodam, że tam skala to 1-6)
Z zawodników z pola najlepszy był Tomasz WPR (6,2). Co prawda Mały (6,5) ma większą średnią ale wystąpił jedynie w dwóch meczach. Tomasz miał to szczęście, że nie zagrał w najgorzej ocenionym, przegranym przez nas 1-10, meczu z OKS Służew. Pamiętna gra po % spocie, kiedy każdy się ruszał jak mucha w smole – wówczas ranking zastąpiła zbiorcza ocena 1.
Wszystkie 9 meczy rozegrałem jedynie ja i Paweł (5,2). I to Paweł właśnie jest naszym kolejnym mocnym ogniwem, który zwykle nie schodzi poniżej swojego dobrego poziomu. W każdym meczu jest solidny w defensywie, czasami gorzej u niego z wyjściem do ataku.
Wysokie noty mają Jacek (5,0 – strzelec dwóch goli, historycznych bo pierwszych w lidze w meczu z AZSem) oraz Olej (5,0 – czołowy snajper Nissanklubu). Jednak nie są uwzględniani w ostatecznym rozrachunku gdyż rozegrali odpowiednio 2 i 4 mecze – czyli poniżej 50%.
Kolejnym graczem wnoszącym dużo do zespołu jest Asterix (4,6), którego gra jest najbardziej chimeryczna. Potrafi zagrać na 1 by później strzelić 2 gole i zasłużyć na 8. Charakteryzuje się największym rozstrzałem ocen w całym zespole.
Piłkarzami, którzy także decydują o obliczu Stołecznych są Kreyzol (4,3) i Cinek (4,1). Obaj Panowie odpuścili po jednym meczu i obaj rozkręcają się wraz z kolejnymi grami.
Jest także Robert, który osiągnął średnią całego zespołu – 4,0. Ale i on bardziej się wczasował niż grał i jest następnym, który został pominięty w zestawieniu.
Zawodnikiem, który z grupy pościgowej stara się dołączyć do czołówki i który za ambicje zbiera więcej plusów niż za prezentowany poziom jest Elmer (3,8). Gdyby nie schrzanił ostatniego spotkania śmiało mógłby mówić o dosyć udanej rundzie.
Na końcu zestawienia są Wieshaq (3,2), Krzychu (2,7), Scarab – piłkarz (2,0), Marcin (1,8) i Radek (1,0), który pokazał się tylko w jednym, słabiutkim meczu. Szczególnie pozycja Krzycha może dziwić, gdyż dwa strzelone gole sugerują co innego, ale chyba sam przyzna, że gra mu się nie klei.
Podsumowując – nasza piątka rundy wygląda następująco:
Scarab – Tomasz – Paweł, Kreyzol – Asterix
Na koniec zestawienie strzelców. I tak po cztery bramki zasadzili Olej, Aster i ja. Natomiast po dwie ustrzelili Krzychu, Paweł i kontuzjowany Jacek.

W drugiej części opracowania postaram się krótko opisać plusy i minusy – chyba że nie będzie takiej potrzeby.

Link do zbiorczej tabelki not:
http://www.fotosik.p…8c39e2f3bf.html

Runda rewanżowa:
21.02.2009 20:40 Stołeczny NISSANKLUB – Play Forza 1-14
Wynik ostatniego meczu oddaje w zupełności różnicę klas obydwu zespołów. Potyczka z Playem była dla nas pokazówką piłki halowej z najwyższej półki. Rywal był zupełnie nieosiągalny prezentując poziom naprawdę ekstraklasowy. Wspaniałe panowanie nad piłką, świetne pokazywanie się na wolnych pozycjach, rewelacyjnie ekonomiczna gra bez żadnych zmian i fantastyczna skuteczność. I co my, bidulki, mieliśmy im przeciwstawić? :) Wystarczyło 60 sekund, by na tablicy zaświeciła się jedynka po stronie rywali. Po kolejnych było już 2. Staraliśmy się, opieprzaliśmy sie na boisku, walczyliśmy naprawdę twardo. Zabrakło nieco pozytywnego podejścia, załamania może nie było, ale entuzjazmu też nie. No i nas powoli i nad wyraz regularnie rozjeżdżali. 0-7 do przerwy, 1-7 po przerwie. Dopiero w momencie ukarania jednego z Playów karą 5-minutową mecz był wyrównany z lekkim wskazaniem na nas. Wówczas to osiągnęliśmy przewagę dyskontując ją golem Pawła. Ta podniosła chwila w meczu pozwoliła nam jeszcze kilkakrotnie skonstruować fajne akcje, jednak bez wiekszego pożytku. Potem znów powrót do pierwotnego stanu rzeczy.
Dodam, że 3 ostatnie gole straciliśmy w ostatniej minucie, gdy gra i nasz zespół kompletnie odpuściliśmy. Scarab zamiatał przedpole bramkowe ale piłka i tak zwykle wpadała do siaty. Były bramki – szmaty, były bramki wtaczające się, były bramki po świetnych akcjach i były bramki – stadiony świata. Cały przekrój gry Playa :) (Ostatnie ich mecze to zwycięstwa 14-3 i 11-1)
Tak po prawdzie zawiedli u nas napastnicy. Nie zrobili żadnego zagrożenia a w defensywie raz po raz dopuszczali do grania środkiem co jest ich podstawowym zadaniem obronnym. Zwykle zawieruszali się na skrzydle, środkowy ich podchodził i zgrywał prostopadłą piłkę w pole karne. Potem był strzał… I tak w kółko.
Nieco zawalił też Krzychu. Pierwsze dwie bramy obciążają jego konto, zagubił się na swoim prawym skrzydle i niestety z jego winy wpadły gole. Później już było lepiej, chociaż wyprowadzanie piłki do ataku wygląda tragicznie. Zamiast Krzychu gnać do przodu to Ty rozglądasz się komu oddać piłkę.
Na koniec pozytywy:
- zagraliśmy dużo (DUŻO) lepiej niż w pierszym meczu z Playem przegranym 0-20. Wynik też osiągnęliśmy lepszy.
- w kolejnym meczu strzelamy gola.
- nie będziemy już musieli grać z Playem
- KIBICE. Jak zwykle nie zawiedli i jak zwykle :diabel: mogli się cieszyć z naszych goli ;)

Poniższy ranking może się wydać zawyżony przy takim wyniku, ale na prawdę my nie mieliśmy żadnego wpływu napopisy Playa :diabel:

Scarab – 7 – wpuścił 14, wybronił 15 = wyszedł na plus. Letki plus :diabel: Trzeba też się złożyć na proszek do prania bo strój ma zapewne bardzo brudny :diabel:

Paweł – 3 – najsłabszy mecz jego w lidze. Za dużo biegał i zostawiał wolne swoje skrzydło. Później łądnie mnie poprosił, żeby krzyczeć mu kiedy ktoś go obiega ;) Ale nie reagował :diabel:
Krzychu – 2 – początek – żenua. Dwa gole na jego konto. Potem lepiej, czasami wygarnął jakąś piłę, ale wyprowadzanie szybkiego ataku to nie jego broszka ;) Zamiast biec do przodu Krzychu szuka partnera do podania
Mały – 2 – szarpał, ale był zagubiony. Zmarnował dwie setki, nie widział świetnie ustawionego Elmera. Biegał.

Olej – 2 – szarpał, ale był zagubiony. Zmarnował dwie setki, nie widział świetnie ustawionego Elmera. Foszył :D Obronę odpuszczał.
Tomasz – 5 – trzymał jak mógł tyły. Zapędzał się do przodu odpuszczając środek na naszym przedpolu. Dzielnie walczył na antybiotykach
Cinek – 2 – za notoryczne oddawanie piłki rywalom masz -4, za nie pokazywanie się na skrzydle masz -4, za sytuację sam na sam masz – 2, za rozgrywanie i grę w obronie masz + 2. Sumując od 10 wychodzi 2, do poprawy szczególnie ta ofiarność dla rywala :D
Elmer – 2 – wkurzał się bo widział błędy naszej drużyny, ale sam nie spełniał pokładanych w nim nadziei :) No i + za ofiarność, zagrać piłkę głową gdy do ziemi brakuje 2 centymetrów… fiu fiu :D
Marcin – 1 – co jest takiego, że trzeba na niego nawrzeszczeć żeby grał lepiej? Szkoda że dopiero w drugiej połowie, ale jest wskazówka na przyszłość :D

28.02.2009 20:40 Stołeczny NISSANKLUB – AZS EWS Warszawa 2-5
W sobotę rozegraliśmy jeden z naszych najlepszych meczy, jednak to było nieco za mało na vicelidera naszej ligi. Zabrakło nam szczęścia, przy którego pomocy mielibyśmy dużo bardziej korzystny wynik.
Rywal zagrał w 5-cio osobowym składzie bez żadnych zmian – podobnie jak lider Play tydzień temu. Różnica była jednak aż za bardzo widoczna na korzyść ubiegłotygodniowych rywali. W tym meczu – a na pewno na jego początku – to my prowadziliśmy grę, co chyba się wcześniej nie zdarzyło. My konstruowaliśmy akcje, po których bramkarz wykazywał się swym kunsztem. No i nie zabrakło dużej dawki ambicji z naszej strony.
Mecz zaczął się dla nas wyśmienicie. Po serii ataków fantastycznie Elmer odebrał piłkę skrzydłowemu rywala i wypuścił w uliczkę Oleja notując najlepszą asystę w naszym zespole. Olej nie zmarnował okazji i po pięciu minutach prowadziliśmy 1-0. Rywal zaczął bardziej się starać, ale efektów żadnych nie było – Scarab się nudził setnie. Potem jednak szybkie wyjście AZSu z kontrą kończy się wyrónaniem – skrzydłowy szybko podciągnął z piłką i bardzo mocno ją wkopał na nasze przedpole a tam rozpędzony napadzior dokończył dzieła. Nie podłamuje nas to i gra jest nadal wyrównana aż do momentu, gdy EWS miał rzut wolny z odległości 10 metrów od bramki – w murze stałem ja i bodajże Cinek. Strzał był na tyle szczęśliwy i celny że na wysokości naszych ramion piłka znalazła lukę w murze i wpadła do siatki. Niestety, 1 – 2, ale my dalej gramy swoje. EWSiacy zaczęli więcej grać piłką, ale wciąż okazji mieli jak na lekarstwo. A nasze kontry i akcje były dosyć groźne. Po jednej z nich Paweł wyrównuje pewnie pokonując bramkarza gości. Do końca połowy pozostało 5 minut, które akurat zaważyły na wyniku końcowym. Dwa strzały z dystansu (odległości były spore) dosyć przypadkowo znajdują drogę do siatki i niestety do przerwy wynik 2-4.
Po przerwie EWS gra bardzo ekonomicznie, nie angażuje się w ofensywę i czeka na nas na swojej połowie. My siłą rzeczy ustawiliśmy swoją obronę bardzo wysoko ryzykując nadzianie się na szybkie kontry, ale nic takiego się nie stało. Zwiększyliśmy za to nasz ostrzał bramki AZS. Olej na szpicy biegał niczym wahadło, wspomagany przez skrzydła często odbierał piłkę i inicjował ataki. Jednakże w okresie naszej przewagi tracimy gola nr 5 – wybijając piłkę z autu zagrywam ją mało dokładnie, jednak rywal zagarnia piłkę ręką czego sędzia nie widział. Szybkie wyjście kończy się pechowo puszczonym między nogami Scaraba golem.
Po tym golu rywal niemal odpuścił atak koncentrując się na obronie. My zaliczamy za to słupek, poprzeczkę, wybijankę z linii końcowej i kilka niewykorzystanych pojedynków z bramkarzem. Cóż, nie było nam chyba dane zarobić jakiekolwiek punkty.
Za tydzień mecz ze Służewiem. Twierdzę, iż w takiej dyspozycji spokojnie mecz zakończy się naszym zwycięstwem. Na niekorzyść przemawia jednak godzina rozpoczęcia spotkania – niedziela, 9:00 co jak pokazały poprzednie porażki jest dla nas trudne do zaakceptowania :D

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 8 – jak zwykle prosto z pracy stanął na bramce i jak zwykle nie zawiódł. Chociaż te strzały z daleka… :D

Paweł – 5 – w obronie niemal nie do przejścia. W ataku bardzo często gubił piłkę i wdawał się w niepotrzebne kiwki. Ale gola strzelił.
Mały – 3 – grał w potężnym osłabieniu, co było widać w pierwszej połowie. Na drugą już nie dał rady wyjść
Kreyzol – 7 – szalał na skrzydle, przebojowy i skuteczny. Zmarnował świetną akcję pod koniec, ale generalna ocena bardzo korzystna.

Elmer – 6 – asysta, odbiory piłki – grał chyba bez żadnej straty :> Walczył czasami za dwóch i w końcu wiedział co ma robić na boisku.
Olej – 7 – szacun za bieganie. Gdy tylko zaczynał człapać – szybka uwaga z mojej strony i znowu ganiał za dwóch. Strzelił bramę, przechwycił sporo piłek. Czasami się bardzo gubił gdy piłka plątała mu się między nogami.
Cinek – 3 – zbyt czytelne podania, które żadko dochodziły do partnerów. Zmarnował ładne wyjście skrzydłem, grał za bardzo anemicznie.
Tomasz – 7 – byłoby wyżej gdyby nie odstawił nogi przy strzale na 2-4. Chyba nie myślał, że to będzie groźne dla nas. A poza tym bardzo pewny.

Taka ciekawostka na koniec – już na pewno nie będziemy na mało zaszczytnym miejscu jeżeli chodzi o najgorszy rezultat. Wczoraj Avantis przerżnął 0-30 :diabel:

08.03.2009 09:00 Stołeczny NISSANKLUB – OKS Służew 0-1
Tym razem zaliczyliśmy iście piłkarski wynik znany z dużych boisk. Spotkanie rozegrane w niedzielę o 9:00 rano dostarczyło sporo emocji, w tym także tych niezdrowych. Naszym rywalem był zespół złożony z graczy klubu piłkarskiego w wieku licealnym, którzy bardzo licznie stawili się wczoraj na mecz. Mieli w sztabie także trenera, który non stop korygował ustawienia i krzyczał na swoich graczy. Tak więc po raz pierwszy od pamiętnego, inauguracyjnego, meczu z Playem wytrącono nam przewagę liczebno kondycyjną a także taktyczną.
Mecz rozpoczął się od falowych ataków… naszego zespołu. Co chwila marnujemy dogodne akcje. Rywale nie umieli wyjść z piłką ze swojej połowy. Na tyłach był taki spokój, że pozwalaliśmy sobie na krótkie rozmowy ze Scarabem odnośnie wyniku meczu. W ciągu pierwszych dwudziestu minut nasz bramkarz miał może ze trzy interwencje. Piękna i niezwykle skuteczna gra obronna nie pozwalała na wiele licealistom, choć widać było ich zgranie, wybieganie i piłkarską mądrość. Z przodu z biegiem czasu było jednak nieco gorzej i powoli nasza gra siadała.
Do przerwy OKS dotrzymał wynik 0-0. Co dziwne, to rywal może mówić o korzystnym zakończeniu połowy. Następnie trener zabrał ich na szybki opiernicz i po przerwie zagrali dużo lepiej. Niestety, w 20 sekundzie od rozpoczęcia II połowy tracimy frajerską bramkę strzałem z ostrego kąta. Piłka zmieściła się między nogą Scaraba a słupkiem i wpadła do bramki. Po tym golu gra stałą się bardziej wyrównana z przewagą OKS, którzy szaleli na skrzydłach. Jednak, pomimo dużo większego posiadania piłki, klarownych sytuacji stwarzali sobie niewiele, natomiast resztę wyłapywał nasz niezawodny bramkarz. Z przodu z kolei my mamy świetne okazje, ale nie umiemy ich skończyć. Dość wspomnieć, że Paweł będąc przed samym bramkarzem strzela na trzy raty i każdą spłatę przejmował golkiper. Marnował każdy z nas, nie było wśród naszych zawodników nikogo, kto nie miałby szansy na strzelenie gola.
Doszło także do spięcia Pawła z ichniejszym zawodnikiem, który wg nas brutalnie wszedł w naszego skrzydłowego, jednak sędzia nakazał grać dalej.
Jeszcze w ostatniej sekundzie wybitą piłkę przez rywali głową do mnie zgrywa Paweł. Ale mój strzał rozpaczy dosłownie o centymetry mija okienko bramki Służewia.
Niestety, kolejna nasza porażka. W przekroju całego meczu należy stwierdzić, że przewaga piłkarska była po stronie OKSu, ale nie potrafili jej przełożyć na stwarzane sytuacje. U nas w zasadzie nie brakowało niczego poza przysłowiową kropką nad i. Jedno przełamaliśmy – od dwóch meczy gramy jak równy z równym nie mając żadnych kompleksów wynikających z miejsca w tabeli. Jeżeli zdążymy jeszcze poprawić skuteczność to kilka punktów na pewno zaliczymy.

Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 6 – za gola, zgodnie z obietnicą, nota musi być obniżona. Co najmniej o 2 punkty. Reszta świetna poza jednym – rozgrywania piłki nogą :diabel: Kopał jak Janikowski tylko że salę mamy mniejszą :diabel:

Paweł – 7 – dobry jego mecz. Czasami zagalopował się na przecine bieguny, ale albo ja albo Scarab szybko korygowaliśmy jego ustawienie. Zmarnował kilka okazji, ale na plus zaliczamy ich wypracowanie.
Asterix – 5 – ciężko mu się grało. Walczył bardzo dużo, szarpał się z rywalami, ale zabrakło jego ukłucia. Potem zaliczył kontuzję eliminującą go z dalszej gry w meczu.
Cinek – 4 – Cinek Ole :D Podanie do rywala 10 m. od naszej bramki było jak zły sen. Ewidentnie jeszcze spał, brakowało sporo jego przymiotów w tym meczu.

Kreyzol – 7 – rozkręca się z każdym meczem. Wczoraj niby nie był taki przebojowy i często schodził na zmianę, ale gdy był na boisku dawał z siebie (chyba) wszystko :diabel: Nasz najbardziej dynamiczny zawodnik
Tomasz – 7 – grał jako ostatni obrońca, grał jako napastnik. W obronie bardzo pewnie, jako napastnikowi zabrakło szybkości ;)
Olej – 6 – ciężko zliczyć ile piłek przejął, ale łatwo policzyć, ile z nich przełożył na zagrożenie bramki rywala – trzy :D Świetna (super świetna) praca w odbiorze, ale kiwki nie było wczoraj.
Wieshaq – 4 – Ojjjj :D Trzeba było pokrzyczeć trochę :D Ogólnie nie zawiódł, kilka świetnych przejęć.

15.03.2009 09:50 Stołeczny NISSANKLUB – Nazwa Jest Nieistotna 0-8
Brak komentarzy po meczu oddaje atmosferę niedzielnego spotkania. Zagraliśmy taki piach, że szkoda gadać. Najgorsze w tym wszystkim było to, że rywal nic a nic nie pokazał. I szczerze mówiąc ze stworzonych siedmiu sytuacji wykorzystali 8 przy okazji marnując rzut karny podyktowany za moje wybicie piłki lecącej do pustej bramki ręką.
My natomiast zagraliśmy jak zapalona zapałka na wietrze – na dzień dobry 3 stuprocentowe okazje, potem niezłe granie, które jednak stopniowo gasło i zamieniało się w kwas. Do wyniku 0-3 było jeszcze OK, później zdecydowanie odpuściliśmy. Niestety, wciąż najlepiej nam wychodzi palenie papierosów po meczu :D
Na mecz stawiło się nas 8. W bramce zagrał Wieshaq, który był po piorunującej rozgrzewce – rozgrywający mecz przed nami WSZiP wypożyczył na jeden mecz naszego goalkipera. Wiesio spisał się nieźle notując pierwsze swoje punkty w lidze dzięki remisowi 6-6 (w jedynym naszym zwycięstwie Wieshaq palców nie maczał :D ) Nie wypadł tak dobrze jak Scarab, ale w porównaniu z pierwszymu jego występami była duża poprawa.
Już w 20 sekundzie Olej marnuje moje podanie (btw – kolejne moje dobre zagranie miało miejsce dopiero w 35 minucie :zly: ) i w sytuacji sam na sam strzela w bramkarza. Początek jest dla nas bardzo udany, na bramkę NJN sunęły kolejne akcje i kończyły się na bramkarzu. Rywale grali jedno – zagranie na skrzydło, odegranie do środka i próba strzału. Przy tak czytelnym schemacie potrafiliśmy sobie radzić z ich akcjami. Do czasu – głupi mój błąd i Wieshaq puszcza niegroźny strzał z daleka w sam środek bramki. Drugi gol był bardzo ładny – strzał w samo okno – również z daleka.
My się jeszcze trzymamy ale zapał gaśnie. Kolejne gole wynikały zwykle z jakiegoś głupiego błędu lub odpuszczenia. Pod koniec połowy Wieshaq broni karnego, strzelanego przez bramkarza. Nastęonie nasza szybka kontra kończy się na słupku i do przerwy 0-4.
Drugie dwadzieścia minut po prostu się odbyło i nie ma co opisywać. NJN kontrolowała przebieg meczu, rozegrali kilka groźnych akcji, strzelili 4 gole. My i w drugiej połowie mieliśmy gigantyczne okazje, ale Kreyzol i Olej marnowali bezpośrednie pojedynki z bramkarzem. Lipa i tyle. Zabrakło zaangażowania zespołowego. Co z tego że każdy z nas ambitnie ganiał jak zabrakło wzajemnej współpracy.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że już drugi mecz z rzędu kończymi zerem po stronie zysków. Świetne okazje nie przekładają się na zdobyte gole.
I łyk statystyki na koniec – bramka na 0-8 była setną straconą przez nasz zespół :o ne:
Subiektywny ranking kapitana:
Wieshaq – 4 – gdyby nie głupie wyrzuty ręką do przodu byłoby zacniej. Poza pierwszym golem nie zawalił, ale też nie wybronił. Dosyć przyzwoicie.

Paweł – 5 – Bez żadnego błysku i beż zbędnych strat.
Olej – 6 – Nota za ambicję. Biegał pomiędzy rywalami jakby miał dodatkowe siły. Na minus niewykorzystane sytuacje i ponownie słabe kiwki.
Marcin – 2 – często zagubiony, wyprowadzanie szybkich ataków nie leży w jego naturze

Tomasz – 4 – pozycja na skrzydle mu nie leżała.
Kreyzol – 4 – też dużo się nabiegał, ponosiły go nerwy ale nieweile było pożytku z jego akcji
Elmer – 3 – co prawda rywale żadko go przechodzili, ale gdy już miał piłkę to zwykle ją zaraz tracił.

22.03.2009 09:00 Stołeczny NISSANKLUB – Świniopasy 3-5
Po tym meczu ciężko napisać o przyczynach naszej porażki. W przekroju całego spotkania byliśmy lepsi, mieliśmy większe posiadanie piłki, ambicja i wola walki również była po naszej stronie a jednak ulegliśmy. Rywal specjalnie się nie wysilił i strzelił 5 goli stwarzając tak naprawdę ze cztery okazje. Dwa gole zostały podarowane naszymi stratami na środku boiska, po której piłka szczęśliwie odbijając się od słupka czy lecąc lobem z 10 m. wpadała do naszej siatki. W całym meczu Scarab miał dosłownie kilka momentów, kiedy musiał łapać piłkę.
Z kolei my nie potrafiliśmy zdyskontować naszej gry na wynik czy na stwarzane sytuacje. Miotaliśmy się starając wymyśleś jakąś fajną akcję. Po jednej z nich Olej dostał świetne podanie i wykorzystał je zmniejszając stratę na 1-2. Jednakże nie upłynęło 30 sekund i rywal znów nam odskoczył strzelając gola po jednej z naprawdę niewielu składnych akcji, gdy ładnie rozklepali naszą obronę.
Pierwszy gol dla Świniopasów padł ze strzału z małego kąta, po którym piłka odbijając się od obu słupków wpada do naszej bramki. Gol na 0-2 został zdobyty po dość przypadkowo odbijanej piłce, która w końcu dotarła do stojącego przed Scarabem Świniopasa.
Po przerwie po ładnym podaniu Krzychu zdobywa kontaktową bramkę pięknym strzałem pod poprzeczkę. Jednak znowu mamy kłopot z koncentracją i dosłownie minutę później jest 2-4, tym razem po składnie wykonanym rzucie rożnym po którym piłka ładnie chodziła pomiędzy dwoma rywalami.
Na 2-5 tracimy gola w sytuacji, kiedy stosujemy pressing na całym boisku i rywale koncentrują się jedynie ma wybijaniu piłki byle do przodu. Głupia strata na środku, rywal bez zastanowienia strzela lobem przeczesując grzywk

Liga Halowa 2010/2011

Październik 20th, 2009 by Maciek

17.10.2010 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – SB 2:0

24.10.2010 godz. 11:30 – Stołeczny NISSANzone – LKS Dzika Grażyna 0:4

07.11.2010 godz. 15:40 – Stołeczny NISSANzone – Akademia Teatralna 1:4

14.11.2010 godz. 09:50 – Stołeczny NISSANzone – FC Stokrotki 3:3

28.11.2010 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – KOMA 5:5

05.12.2010 godz. 19:00 – Stołeczny NISSANzone – Husaria 0:6

12.12.2010 godz. 15:40 – Stołeczny NISSANzone – FCP 2:4

19.12.2010 godz. 20:40 – Stołeczny NISSANzone – Kartofelki 1:1

09.01.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Twoja Klaszcze u Rubika 3:2

16.01.2011 godz. 12:20 – Stołeczny NISSANzone – Bękarty R 3:5

16.01.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 3:6

06.02.2011 godz. 09:50 – Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 1:4

13.02.2011 godz. 13:10 – Stołeczny NISSANzone – Chłopcy z Ferajny 4:8

20.02.2011 godz. 11:30 – Stołeczny NISSANzone – Bękarty R 4:5

27.02.2011 godz. 09:50 – Stołeczny NISSANzone - Structus.pl 7:5

06.03.2011 godz. 11:30 – Stołeczny NISSANzone - FCP 2:2

13.03.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone - Waleczni i Niebezpieczni 5:4

20.03.2011 godz. 15:40 – Stołeczny NISSANzone - Kró(L)ewscy 6:7

27.03.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Żbiki 4:2

03.04.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Twoja Klaszcze u Rubika 9:4

10.04.2011 godz. 11:30 – Stołeczny NISSANzone – KOMA 3:2

17.04.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Parówka SV 4:5

 

  Zespół Mecze Punkty Z-R-P Bramki
1 Chłopcy z Ferajny 11 38 10-0-1 64-27
2 Waleczni i Niebezpieczni 11 30 7-0-4 43-26
3 KOMA 11 28 8-0-3 43-31
4 Bękarty R 11 28 7-0-4 43-39
5 Niebieska Wiodąca Moc 11 27 6-1-4 35-31
6 Parówka SV 11 24 7-0-4 49-34
7 Structus.pl 11 22 4-2-5 46-38
8 Stołeczny NISSANzone 11 21 5-1-5 49-48
9 Twoja Klaszcze u Rubika 11 13 2-2-7 29-61
10 Kró(L)ewscy 11 11 3-0-8 30-60
11 FCP 11 9 2-1-8 31-57
12 Zbiki 11 7 1-1-9 22-48
           
I RUNDA        
           
LP Zespół Mecze Punkty Z-R-P Bramki
           
1 Chłopcy z Ferajny 0 8 0-0-0 0-0
2 Niebieska Wiodąca Moc 0 8 0-0-0 0-0
3 Chłopcy z Ferajny 0 8 0-0-0 0-0
4 Structus.pl 0 8 0-0-0 0-0
5 Bękarty 0 7 0-0-0 0-0
6 Twoja Klaszcze u Rubika 0 5 0-0-0 0-0
7 Stołeczny NISSANzone 0 5 0-0-0 0-0
8 KOMA 0 4 0-0-0 0-0
9 Żbiki 0 3 0-0-0 0-0
10 Parówka SV 0 3 0-0-0 0-0
11 Kró(L)ewscy 0 2 0-0-0 0-0
12 FCP 0 2 0-0-0 0-0
           
I RUNDA:        
           
  Zespół Mecze Pkt Bramki Z-R-P
           
1 Husaria 11 29 54-17 9-2-0
2 Kartofelki 11 23 48-28 7-2-2
3 FC Stokrotki 11 21 53-38 6-3-2
4 LKS Dzika Grażyna 11 20 42-35 6-2-3
5 SB 11 19 43-42 6-1-4
6 Akademia Teatralna 11 18 33-31 5-3-3
7 Niebieska Wiodąca Moc 11 16 39-36 5-1-5
8 Bękarty R 11 13 34-44 4-1-6
9 Twoja Klaszcze u Rubika 11 9 29-37 3-0-8
10 Stołeczny NISSANzone 11 9 23-40 2-3-6
11 KOMA 11 7 37-55 2-1-8
12 FCP 11 4 27-59 1-1-9

 

Relacje:

Stołeczny NISSANzone – Parówka SV 4:5

Zdumiewającym pozostanie fakt porażki w tym spotkaniu. Przez 32 minuty Stołeczni w pełni kontrolowali jego przebieg, marnowali kolejno stwarzane okazje i zupełnie nie pozwalali na stworzenie okazji strzeleckich graczom PSV prowadząc 4:1.

W 32 minucie Szymon za faul wyleciał na dwie minuty. Faul był zupełnie niepotrzebny, popełniony w środkowej części boiska i nawet nie był faulem. Półwślizg sędzia zakwalifikował jako wślizg odsyłając naszego gracza na ławkę. W tym momencie mało kto się tym faktem przejął. Jednak dla graczy Parówki był to jakby tajny sygnał, od którego ich gra wyglądała zupełnie inaczej. Najpierw wykorzystali moment gry w przewadze strzelając swojego drugiego gola. W sporym zamieszaniu przeciwnicy wzorowo rozklepali obronę SNZ, jednak strzał w ich wykonaniu był bardzo tyle anemiczny co szczęśliwy. Lekko lecącej piłki nie zdołał bowiem zablokować stojący na linii bramkowej Maciek. Następnie w 5 minut rywale zaaplikowali kolejne trzy bramki zapewniając sobie końcowe zwycięstwo. Każdy z tych goli był pokłosiem serii błędów w obronie SNZ. Nasi gracze stanęli patrząc jak PSV rozgrywa swoje akcje.

Bramka na 3:4 to fatalny błąd Pawla, który grając jako bramkarz wyprowadzał piłkę. Przy próbie podania trafił jednak w przeciwnika, który chwilę później cieszył się z gola. Na 4:4 Parówka wbiła gola po bardzo składnej akcji na skrzydle. Piłka szybko zmieniała właściciela aż dostał ją czyhający na naszym polu karnym napastnik, który nie miał problemów z pokonaniem Pawla. Ostatni gol w tym meczu padł po zamieszaniu w polu karnym SNZ. Niepotrzebnie pod linię pola karnego wyszedł Pawlo próbując wybić piłkę. Zawodnik PSV przepchnął ją jednak w kierunku środka pola a tam czekał już gracz rywali.

Do tej pechowej 32 minuty mecz był zupełnie pod kontrolą Stołecznych. W 7 minucie otworzyli oni wynik tego spotkania po świetnie wykonanym rzucie z autu. Grzechu zagrał idealnie na nogę Szymona a ten bez problemów wpakował ją do siatki.

Cała połowa upływała pod dyktando SNZ. Nieliczne błędy indywidualne skutkowały stratami, których jednak gracze Parówki nie potrafili przełożyć na sytuacje bramkowe. Jednak jeden z błędów skończył się stratą gola. Grzechu zagubił się na skrzydle i pozwolił przejąć piłkę rywalom. Wyszli oni z szybką kontrą i po ładnej akcji dwójkowej doprowadzili do remisu.

W tej odsłonie kilka dogodnych okazji zostało przez naszych graczy zmarnowanych. Sam Olej mógł już skompletować hattricka, lecz dzisiaj miał zupełnie rozregulowany celownik. Wiele razy skutecznie interweniował bramkarz PSV, który na pewno był najmocniejszym punktem swojej defensywy.

Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsze 20 minut. Stołeczni grali swoje, starali się bez zbędnych kombinacji iść do przodu. Wiele zagrań było niedokładnych, lecz w przeciągu 10 minut stworzyli sobie tyle okazji, że mogli wygrać bardzo wysoko. Z tych szans wykorzystali zaledwie trzy. Najpierw Maciek zagrał w pole karne a do odbitej piłki doskoczył Grzechu i pokonał bramkarza, następnie ładną kombinacyjną akcję zakończył celnym trafieniem Robert, by w końcu z rzutu rożnego Szymon zagrał do Maćka, ten odegrał do Grzecha i było 4:1.

Jeszcze swoje musiał zmarnować Olej i w końcu nadeszła 32 minuta…

Subiektywny ranking kapitana:

Pawlo – 4 – niestety dziś zagrał najgorzej ze swoich występów na bramce. Dwa gole obciążają jego konto, ponadto niemal każde wprowadzenie przez niego piłki było niedokładne.

Grzechu – 7 – mało widoczny, ale był tam, gdzie powinien.

Szymon – 6 – trochę za dużo grał indywidualnie, przez co tracił piłkę. Jednak ładnie szukał pozycji w ataku, w obronie bardzo walecznie

Robert – 6 – starał się, dużo biegał, ale nie by dostrzegany przez partnerów. W obronie swoje zrobił.

Olej – 6 – dużo za bardzo chciał strzelić gola. Szarpał, kiwał, strzelał – ale wszystko bez efektów. Nadrabiał grą defensywną.

 

Stołeczny NISSANzone – KOMA 3:2

Po serii słabszych występów tym razem nasi zawodnicy zagrali bardzo dobre spotkanie i jak najbardziej zasłużenie zdobyli komplet punktów pokonując wicelidera tabeli. Przeciwnicy przez cały mecz stworzyli sobie jedną dogodną okazję a swoje dwie bramki zdobyli strzałami z daleka.

Początek spotkania wskazywał, że mecz będzie się toczył w nieco sennej atmosferze, gdyż oba zespoły przystąpiły do gry bez zawodników rezerwowych. Zarówno Stołeczni jak i KOMA bardzo uważnie grali w obronie a swoje akcje budowali dokładnie by nie narażać się na niepotrzebne straty. Jednak to SNZ raz po raz strzelał na bramkę KOMY, czyniąc to niestety mało skutecznie. W końcu do siatki trafił Olej. W 5 minucie wykorzystał on dokładne podanie Marcosa i wyprowadził nasz zespół na prowadzenie.

KOMA nie była w stanie skutecznie odpowiedzieć. Gra w obronie Stołecznych funkcjonowała jak należy i Pawlo, który pełnił rolę bramkarza, wyłapywał jedynie zbyt długie podania przeciwników. Bardzo dobrze gracze KOMY byli odcinani od podań a gra jeden na jeden zupełnie nie przynosiła im korzyści. Stołeczni grali bardzo uważnie i kasowali wszystkie akcje przeciwników.

W 13 minucie padła druga bramka. Po szybkim wyprowadzeniu kontry Maciek zagrał do Grzecha, który odegrał do Oleja. Ten będąc sam przed bramkarzem oddał piłkę Grzechowi, który będąc przed pustą bramką i mając nerwy na wodzy trafił do pustej bramki.

Do końca I połowy wynik się nie zmienił, ale nasi zawodnicy mieli kilka okazji do podwyższenia prowadzenia. Jednak Olej zmarnował dwie okazje sam na sam a w innych momentach brakowało dokładności i przysłowiowej kropki nad i. KOMA stworzyła sobie tylko jedną szansę, gdy Grzechu nie nadążył za skrzydłowym, lecz strzał tego drugiego był mocno niecelny.

Obraz gry w II części uległ na tyle zmianie, iż to nasi zawodnicy mieli jeszcze więcej swobody w rozegraniu i starali się to wykorzystać. Znów jednak brakowało skuteczności, dokładności czy zimnej krwi. Przeciwnicy kompletnie nie radzili sobie z defensywą Stołecznych szukając swych szans tylko w strzałach z dystansu. No i po jednym takim uderzeniu zdobyli gola kontaktowego. W sporym tłoku przed naszym polem karnym napastnik Komy strzelił między nogami wszystkich obrońców na tyle mocno, że zasłonięty Pawlo nie miał czasu na interwencję.

Gol ten nie wpłynął negatywnie na poczynania Stołecznych, którzy odpowiedzieli na niego w najlepszy z możliwych sposobów. Szybka akcja Olej – Marcos zakończyła się celnym strzałem tego drugiego i w 30 minucie na tablicy znów widniało dwubramkowe prowadzenie SNZ.

KOMA szarpała, starała się odwrócić losy meczu, ale obrona SNZ była tego dnia monolitem. Kilka niecelnych strzałów z daleka, zmarnowany rzut wolny i dwie skuteczne interwencje Pawla – to było niemal wszystko, co zdołali ugrać rywale. Niemal, gdyż jeden ze strzałów znalazł drogę do siatki. Z dystansu strzelił go napastnik KOMY, piłka jeszcze została lekko podbita przez próbującego zablokować ten strzał Maćka, zmyliła bramkarza i wpadła w okienko bramki.

Na wyrównanie rywalom nie starczyło sił i umiejętności. To nasi zawodnicy zmarnowali mnóstwo szans na powiększenie prowadzenia, lecz tego dnia chyba nie było Stołecznym dane w pełni wykorzystać słabości wicelidera. Dwoił się i troił bramkarz KOMY, który wyciągnął piłkę w kilku niesamowitych interwencjach, kilka razy strzały naszych zawodników zamiast w kierunku bramki leciały w sporej od niej odległości. A gdy wszystko się ułożyło tak jak powinno – strzał Grzecha wylądował na słupku.

W zasadzie bez większych problemów udało się dowieźć zwycięstwo do końca. Ostatnie sekundy przebiegały pod pełne dyktando SNZ, którzy sami starali się strzelić kolejną bramkę. Jak wiadomo – najlepszą obroną jest atak.

Dzisiejszy mecz był jednym z lepszych w wykonaniu naszego zespołu, a postawa w obronie zasługuje na najwyższe słowa uznania. Przy takim zaangażowaniu większość innych zespołów z naszej grupy miała by problemy ze zdobyciem choćby jednego gola.

Subiektywny ranking kapitana:

Pawlo – 10 – przy strzałach był bez szans. Raz wybronił w trudnej sytuacji, w pozostałych przypadkach bardzo pewnie kierował obroną.

Grzechu – 9 – brakowało jedynie kondycji. Gol numer jeden obciąża jego konto, gdyż pozwolił na oddanie strzału. W każdym innym przypadku pokazał się bardzo dobrze.

Marcos – 9 – z takim obserwatorem, jaki dzisiaj był na trybunach nie mógł zawieść. I nie zawiódł. Wszędzie go było pełno, występ okrasił ładnym golem.

Olej – 9 – fantastycznie ogrywał obrońców KOMY, lecz wciąż nie może wykorzystać większości z wypracowanych akcji. Brawa za postawę defensywną, był pierwszym obrońcą.

Stołeczny NISSANzone – Twoja Klaszcze u Rubika 9:4

Im dłużej trwał ten mecz, tym łatwiej naszym zawodnikom przychodziło stwarzanie sytuacji. Finalnie aż 9 razy piłka zatrzepotała w siatce Rubików a i tak pozostanie niedosyt. Przede wszystkim żałować można straconych goli, choć i zmarnowanych okazji było mnóstwo.

Oba zespoły zagrały w bardzo skromnych zestawieniach. SNZ miał na ławce jednego gracza, podczas gdy przeciwnicy zagrali bez zmienników. Dużo lepiej do takiej sytuacji przystosowali się nasi zawodnicy, którzy niczym rasowi długodystansowcy wyczekali rywala by w końcówce solidnie przycisnąć.

Od pierwszego gwizdka arbitra przewagę w polu mieli zawodnicy SNZ. Gracze Rubików tylko nieatakowani pod własnym polem karnym byli w stanie wymienić między sobą 3-4 podania. Im dalej w las tym było trudniej. Defensywa Stołecznych grała bardzo dobrze, choć każdy z graczy linii obrony dołożył cegiełkę do straconych goli.

Najpierw jednak Maciek wyprowadził nasz team na prowadzenie skutecznie strzelając z dystansu. Piłka tuż przy słupku wpadła do bramki. W 5 minucie na indywidualną szarżę zdecydował się osamotniony gracz przeciwników, który po wymanewrowaniu Szymka i Maćka nie dał szans Pawlowi na skuteczną obronę.

W 8 minucie niespodziewanie rywale wyszli na prowadzenie. Mocny strzał ze skrzydła zaskoczył Pawla, który niezbyt szczelnie asekurował krótki słupek. Cały czas przewagę posiadali nasi gracze i kolejne gole wydawały się kwestią czasu. I owszem, tak też było. Najpierw po raz drugi tego popołudnia Maciek celnie uderzył z linii pola karnego i doprowadził do wyrównania. W 14 minucie Szymon świetnie obsłużył Oleja, który piętą trafił do siatki stojąc tyłem do interweniującego bramkarza.

Do przerwy wynik brzmiał więc 3:2 dla naszej drużyny, choć okazji do zmiany było bardzo dużo. W drugiej odsłonie styl gry się nie zmienił i ponownie nasi gracze non stop wywierali presję na obronę Rubików. Jednak chwila nieuwagi naszych zawodników kosztowała stratę gola nr 3. Na szczęście przeciwnicy z remisu cieszyli się zaledwie kilka sekund. Ze środka do Maćka zagrał Szymon, Maciek oddał piłkę Marcosowi, który dokładnie obsłużył Szymona. Znalazł się on sam na sam z bramkarzem Rubików nie dając mu żadnych szans. Ponownie więc Stołeczni objęli prowadzenie i do końca już tylko powiększali swoją przewagę. Dwukrotnie Olej i także dwukrotnie Szymon skutecznie wykańczali składne akcje naszego zespołu doprowadzając do stanu 8:4. Asystami przy tych akcjach popisali się Grzechu (także dwa razy) i Marcos. Gra była płynna, akcje się zazębiały i widać było, że forma naszych graczy wraca na właściwe tory.

Presja na kolejne gole wśród naszych zawodników była spora, przede wszystkim do gry palił się Olej walczący o koronę strzelców. Jednak taka gra się zemściła i gracze TKuR wyprowadzili udany kontratak. Szybkie wyjście z własnej połowy dwóch zawodników, którzy rozklepali obronę SNZ pozwoliło na gola nr 4. W ostatniej minucie Szymon zwieńczył swój bardzo udany dzień kompletując hat tricka i można było w doskonałych nastrojach udać się do szatni.

Rubiki były najsłabszym zespołem z jakim mierzyli się nasi gracze i widać po wyniku, że szansa została wykorzystana. Do 24 minuty przeciwnicy mogli mieć nadzieję na punkty, lecz w końcówce totalnie opadli z sił i nie byli w stanie bronić się przed kolejnymi atakami Stołecznych. Szkoda trochę straconych przynajmniej dwóch bramek, bo wynikały ode ze zbytniej nonszalancji i braku asekuracji.

Subiektywny ranking kapitana:

Pawlo – 9 – poza golem numer dwa był bezbłędny. Docenili go także gracze Rubików wystawiając mu maksymalną notę.

Grzechu – 8 – w kolejnym z rzędu meczu ma kłopoty z kryciem indywidualnym, lecz dziś dołożył sporo walki w ataku, szukanie pozycji i szybką grę na jeden, dwa kontakty

Szymon – 9 – świetny dzień Szymona, który w pełni wykorzystał swoje atuty – mocny strzał i grę jeden na jeden.

Olej – 9 – cztery gole mają swoją wymowę. Walczył, zabierał piłkę rywalom, kiwał, strzelał i podawał.

Marcos – 8 – bardzo dobrze radził sobie na skrzydle, widać, że krótka przygoda z atakiem mu nie służyła. Dziś zanotował sporo przechwytów, ale czasami brakowało dokładności.

 

Stołeczny NISSANzone – Żbiki 4:2

Trzy punkty cieszą, lecz styl zaprezentowany przez nasz zespół już nie. Żbiki, będąc w przekroju całego spotkania drużyną lepszą, fatalnie spisywali się pod bramką Scaraba i na własne życzenie ponieśli kolejną porażkę.

Będąc jednak wiernym starym porzekadłom nie będziemy sądzić wygranych. Nasi zawodnicy włożyli w to spotkanie sporo serca i walki i – wtórując kolejnej maksymie – sprzyjało im szczęście.

Przedmeczowa rozgrzewka już wskazywała, że będzie dobrze. Kadra SNZ była kompletna, natomiast przeciwników było zaledwie 6. Obrana na szybko taktyka pressingu na całym boisku omal nie okazała się zabójcza dla Nissanowców. Żbiki bardzo dobrze radzili sobie w pojedynkach jeden na jeden często stwarzając dzięki nim przewagę na naszej połowie. Nieco zamieszania wprowadziły też roszady w obronie i na pewno będzie potrzeba więcej czasu i zgrania aby to wszystko zaskoczyło jak należy.

Początek meczu to istna dzicz, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Stołeczni rzucili się na swoich przeciwników i w ciągu trzech minut było już 2:0. Najpierw Olej zdecydował się na strzał z dystansu i idealnie trafił przy słupku by po chwili Maciek skutecznie wykończył dobre podanie Grzecha z rogu.

Wydarzenia te zmieniły obraz gry na tyle, że od tej pory najlepszym graczem naszego zespołu był występujący na bramce Scarab. Wciąż Żbiki nie mieli swobody w rozgrywaniu, wciąż na całym boisku nasi piłkarze starali się skutecznie utrudniać wyprowadzanie piłki, lecz coraz częściej przeciwnikom udawało się unikać opresji i tworzyli całkiem groźne sytuacje. Już w 4 minucie mieli pierwszą szansę na gola, lecz zmarnowali rzut karny. Jednak chwilę później po szybkiej akcji skrzydłem gracz Żbików nie dał szans Scarabowi na skuteczną obronę.

Stołeczni wciąż walili głową w mur chcąc chyba wejść z piłką do bramki. Mieli przed sobą jednak dość szczelną linię obrony, co przełożyło się na małą liczbę stworzonych okazji. Żbiki z kolei raz po raz wyprowadzali szybkie ataki, lecz marnowali na potęgę stworzone przez siebie okazje, bądź na przeszkodzie stawał świetnie dysponowany Scarab.

Do końca I połowy więcej goli już nie padło i SNZ prowadził 2:1. Druga odsłona żywcem przypominała pierwsze dwadzieścia minut. Niby Stołeczni mieli przewagę, więcej czasu utrzymywali się przy piłce ale to Żbiki budowali dużo bardziej groźne akcje. Skuteczność na szczęście to nie jest dobry znajomy naszych rywali. Nawet gdy udało im się ograć Scaraba to nonszalancja przeszkadzała w zdobyciu gola, jak chociażby sytuacja, w której Grzechu wybił z linii piłkę po anemicznym strzale.

W 26 minucie Olej podwyższył prowadzenie SNZ wykorzystując swoje indywidualne umiejętności. W sporym zamieszaniu tak długo holował piłkę, aż wypatrzył wolną lukę i oddał celny strzał. Z piłkarzy Żbików jakby nieco uszło powietrze, gdyż coraz trudniej przychodziło im budowanie swoich akcji. Zapewne największy wpływ na to miały coraz większe braki kondycyjne naszych rywali. Ale stać ich było na ostatni, szaleńczy zryw, po którym w 38 minucie strzelili gola kontaktowego. Po serii olbrzymich błędów naszych obrońców piłkarz Żbików będąc sam przed Scarabem strzelił drugą bramkę.

Do końca pozostawało 120 sekund, Żbiki złapali wiatr w żagle, lecz największe zagrożenie jakie byli w stanie stworzyć to seria rzutów rożnych, która finalnie doprowadziła do postawienia kropki nad i przez Grzecha. Wykonując trzeci z rzędu rzut rożny gracz Żbików podał do bramkarza, który wyszedł aż pod nasze pole karne. Jego strzał był jednak bardzo słaby i Scarab bez problemów złapał piłkę. Oddał ją natychmiast do Grzecha, który z własnej połowy idealnie przymierzył w okienko opuszczonej bramki ustalając wynik na 4:2.

Największym chyba błędem taktycznym dzisiaj było postawienie na pressing. Skrzętnie korzystali z tego przeciwnicy, gdyż rozciągnięta obrona nie była tak skuteczna jak zazwyczaj. Wystarczył jeden błąd naszego zawodnika i już pod bramką Scaraba robiło się groźnie. Na całe szczęście nasz bramkarz był dziś w doskonałej formie i nie popełnił żadnego błędu.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 10 – nota idealna, podobnie jak gra naszego bramkarza. Bronił pewnie, z wyczuciem i małą dozą szczęścia.

Pawlo -7 – zagrał jako obrońca i starał się jak tylko mógł łatając dziury po defensywnych błędach kolegów

Szymon – 7 – zabrakło więcej zdecydowania. Często zapuszczał się pod pole karne rywali.

Grzechu – 5 – krycie pressingiem zupełnie mu nie wyszło. Dużo lepiej w ataku – popisał się golem, dwoma asystami i kilkoma udanymi zagraniami.

Robert – 6 – dużo biegał i walczył, ale nie było widać efektów.

Wieshaq – 2 – dzisiaj zagrał bardzo słabo, gubił krycie, miał problemy z kondycją. Wszystko tłumaczą kłopoty zdrowotne.

Olej – 7 – przekleństwem chyba staje się jego walka o tytuł króla strzelców. Zbyt egoistyczna gra, często nie widział kolegów z drużyny.

Marcos – 6 – wielki plus za walkę i ambicję, ale nie sprawdził się na pozycji snajpera. Szukał gry w głębi pola, w ataku nie miał pomysłu.

Stołeczny NISSANzone – Kró(L)ewscy 6:7

Prysły nadzieję na dobrą pozycję na koniec sezonu. Po serii trzech meczy bez porażki Stołeczni zagrali na żenującym poziomie i zasłużenie ulegli Kró(L)ewskim. W przeciągu całego spotkania próżno było szukać zespołu i gdyby nie skuteczne indywidualne akcje Oleja i błędy przeciwników wynik byłby zapewne dużo wyższy.

Obie drużyny do meczu przystąpiły w 7 osobowych zestawieniach. Nasza drużyna była podbudowana dobrą passą w ostatnich trzech meczach, w których zdobyła 7 punktów. Rywale z kolei trzy ostatnie spotkania przegrali prezentując się bez wyrazu. Faworytem więc był SNZ i tego ciężaru nasi gracze nie unieśli.

Początek jeszcze był w miarę przyzwoity – do pierwszej zdobytej bramki. A że fakt ten miał miejsce w 2 minucie to ogólne wrażenie z gry naszych piłkarzy w przeciągu całego spotkania było fatalne. Olej świetnie wykonał rzut wolny po faulu na nim, kierując piłkę przy długim słupku. Na tym skończyły się pomysły naszych graczy na ten pojedynek.

Od tego momentu na boisku była zwykła kopanina. Kró(L)ewscy starali się wyrównać, lecz i oni dzisiaj prezentowali niski poziom. Do obu zespołów dorównał sędzia, gwiżdżący wg własnego widzimisię. Nie miał on na szczęście wpływu na wynik, ale na pewno wprowadził sporo zamieszania swoimi decyzjami. Tak naprawdę bohaterem są Ci, którym udało się bezstresowo obejrzeć cały mecz.

Ani jeden ani drugi zespół nie potrafił złożyć składnej akcji. K jedynie w pojedynkach indywidualnych starali się otworzyć sobie drogę do naszej bramki, lecz i te akcje były bezskuteczne. Dopiero w 10 minucie skrzydłowy urwał się obrońcom i w sytuacji sam na sam doprowadził do wyrównania.

Chwilę później przeciwnicy wyszli na prowadzenie wykorzystując fakt, iż cały nasz zespół został pod bramką przeciwnika. Trzech na jednego i 1:2 w plecy.

W 20 minucie udało się strzelić drugą bramkę. Faulowany był Olej a rzut wolny wykonał Maciek. Dobry strzał zmierzał w samo okienko, lecz bramkarz zdołał odbić piłkę. Uczynił to jednak na tyle niefortunnie, że ta znalazła się pod nogami Oleja, który dziś jako jedyny prezentował się korzystnie.

Druga odsłona była już totalnym dramatem. Stołeczni nie potrafili wymienić skromnych dwóch podań, wielokrotnie oddawali piłkę Kró(L)ewskim grając zupełnie bez sensu środkiem boiska. Rywale szybko skorzystali z prezentów i zdobyli dwie bramki wychodząc na prowadzenie 4:2 po 30 minutach gry.

Odpowiedzieć naszym graczom udało się błyskawicznie. Minutę później Maciek zagrał do Oleja, którego strzał głową zdołał jeszcze sparować bramkarz. Dobitka była już skuteczna. W 34 minucie ponownie na tablicy widniał remis i ponownie za sprawą duetu Maciek – Olej. Dokładne podanie tego pierwszego wykorzystał nasz najlepszy snajper strzelając w długi róg.

Wynik 4:4 wpłynął na naszych graczy niczym zielone światło na skrzyżowaniu. Zamiast skupić się na swojej grze ruszyli do przodu zupełnie zapominając o obronie. Na dokładkę grający jako bramkarz Pawlo zupełnie nie radził sobie z wyprowadzaniem akcji i sprezentował dwie bramki Kró(L)ewskim. Siódmy gol był pokłosiem zupełnej rezygnacji naszych zawodników. Tak więc na dwie minuty przed końcem było 4:7 i losy spotkania wydawały się rozstrzygnięte.

Jednak nastąpił szaleńczy zryw naszych piłkarzy, który finalnie mógł przynieść punkt. Najpierw na 52 sekundy przed końcem Młody zagrał do Oleja, który już po raz piąty celnie trafił do siatki. Na 22 sekundy przed ostatnią syreną Maciek przeprowadził indywidualny rajd zakończony strzałem wprost w bramkarza, na szczęście stojący obok Olej skutecznie dobił strzał. Na 8 sekund przez zakończeniem Stołeczni wykonywali rzut z autu. Dośrodkowanie starał się w dość ekwilibristyczny sposób zamienić na gola Młody, lecz jego strzał piętką minimalnie przeszedł obok słupka.

Obie drużyny nie zaprezentowały nic, co byłoby godne uwagi. Z obu stron dominował chaos, brakowało składnych akcji i strzałów na bramkę. O tą jedną bramkę lepsi byli Kró(L)ewscy i to oni zgarnęli komplet punktów.

Subiektywny ranking kapitana:

Pawlo – 3 – najsłabszy występ bramkarza w tym sezonie. Kompletnie nie radził sobie z wyprowadzaniem piłki .

Szymon – 3 – wiele razy gubił się w pojedynkach jeden na jeden. Niewidoczny w ataku

Grzechu – 2 – w obronie się nie udzielał, z przodu pożytku było niewiele

Olej – 7 – sześć goli, jako jedyny nawiązywał wyrównaną walkę z przeciwnikiem.

Młody – 2 – jedyny pozytyw to asysta przy bramce Oleja. Kompletnie nie wywiązywał się z zadań obronnych

Wieshaq – 5 – zagrał bardzo ambitnie, walczył w obronie.

Stołeczny NISSANzone – Waleczni i Niebezpieczni 5:4

Obie drużyny rozegrały ładne i czyste spotkanie. Stołeczni stanęli na wysokości zadania i postawili rywalowi bardzo wysokie wymagania rozgrywając dobre zawody. Było widać, że WiN  liczyli na łatwe 3 punkty.

Skład  NissanZone był osłabiony brakiem kapitana, bramkarza Scaraba, Roberta oraz Wieshaqa. Stawili się: Pawlo (tym razem musiał grać na bramce), Olej, Szymek, Marcos, Grzechu i Młody czyli do gry stanęliśmy z  jednym rezerwowym, ławkę rywala zasilało 2 graczy.

WiN zaczęli spotkanie mocnym strzałem chcąc zaskoczyć Pawla, ale ten był świetnie dysponowany. Dziś nasza drużyna grała bardzo skupiona i to ona cały mecz zmuszała rywali do odrabiania strat.

Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Pierwsza bramka padła dla drużyny NissanZone. Mocny strzał Oleja i dobitka dobrze ustawionego Młodego, po której bramkarz nie miał dużych szans. Po tej bramce Waleczni i Niebezpieczni ruszyli do ataku, parę nieskutecznych akcji, podań za plecy oraz dobrze grająca obrona skutecznie wybijała rywala z rytmu. Jednak WiN udaje się wyrównać,  jeden z napastników podaje wysoką piłkę ze skrzydła lekko do tyłu na wbiegającego kolegę, który ładnym strzałem wpakował piłkę do bramki Stołecznych.

Na odpowiedź długo nie trzeba było czekać i Stołeczni odskakują na 2:1 po bramce Oleja. Sytuacja jednak się powtarza, po bramce NissanZone Waleczni ruszają całą drużyną do ataku. Wykorzystując błędy obrony, po kilku celnych podaniach doprowadzili do wyniku 2:2. Taki wynik utrzymał się do przerwy.

Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy Stołeczni odskakują na 3:2 zmuszając rywala do jeszcze większego wysiłku.  WiN narzucili swój rytm jednak odbijali się raz po raz od obrony SNZ, której udawało się przeczytać podanie i wyjść z kontrą.

Niestety chwila dezorientacji, błąd w kryciu i akcja rywala kończy się bramką. (3:3) Długo nie trzeba było czekać na kontrę Stołecznych, parę ładnych podań i ponownie na prowadzeniu nasz zespół. Waleczni i Niebezpieczni rzucili się do kolejnych ataków.  Zmęczenie dawało się we znaki graczom Nissana, którzy czwarty raz pozwolili Walecznym wyrównać.

Jednak chwila mobilizacji, dokładne rozegranie i mamy bramkę numer 5 na 3 minuty przed końcem. Waleczni rzucili się ambitnie do ataku jednak obrona NissanZone była już dla nich nie do przejścia, co więcej SNZ w ostatniej minucie był bliższy strzelenia bramki.  WiN nie mieli pomysłu na skuteczną grę, strzały z dystansu były prawidłowo blokowane, a próby wchodzenia w pole karne NissanZone kończyły się odebraniem piłki i kontrą. W 2 połowie bramki dla SNKP strzelali Olej, Marcos i ponownie Olej.

Subiektywny ranking Grzecha:

Olej – 9 – wracał pomagając obronie, strzelił 3 bramki  co pozwala przymknąć oko na zmarnowane akcje sam na sam

Marcos – 9 – aktywny w ataku, nie zapominał o obronie, strzelił bramkę, narzekał na buty

Pawlo – 9 – łapał wszystko co się dało złapać, ładne wyjścia, nie marnował piłek, nawet sam próbował ataktować

Szymek – 9 – ładnie czytał rywala, dużo przeciętych podań, kilka razy próbował wpisać się na listę strzelców

Młody – 9 -  to jeszcze nie jest ten Mlody którego znamy z treningów, ale jest coraz lepiej,  strzelił bramkę, aktywy w ataku i obronie

Stołeczny NISSANzone – FCP 2:2

W ważnym dla układu dolnej części tabeli spotkaniu Stołeczni podzielili się punktami z zamykającym tabelę zespołem FCP. Punkty zostały oddane w zasadzie na własne życzenie, gdyż przez większą część meczu rywale nie byli w stanie poważniej zagrozić Scarabowi a indolencja strzelecka naszych graczy przeszkodziła w skutecznej finalizacji stworzonych okazji.

Obie drużyny przystąpiły do meczu z bardzo szerokimi kadrami. Po raz pierwszy nasz zespół zagrał w komplecie, natomiast piłkarzy FCP było jeszcze więcej, bo aż 10.

Od pierwszych minut zarówno Stołeczni jak i FCP grali bardzo uważnie i na boisku niewiele się działo. Pierwsi z marazmu wyszli nasi przeciwnicy, którzy w 6 minucie objęli prowadzenie. Seria błędów rozpoczęła się od Marcosa, który dał się ograć na środku boiska. FCP przeprowadziło akcję prawą stroną po czym ich zawodnik wstrzelił piłkę w nasze pole karne. Tam, w olbrzymim zamieszaniu nie potrafili jej skutecznie wybić Pawlo, Scarab oraz Marcos i musieliśmy odrabiać straty.

Powyżej opisana akcja była pierwszą groźną w wykonaniu FCP i co już się staje bardzo niechlubną tradycją – okazała się dotkliwa w skutkach.

Nasi zawodnicy po tej stracie ruszyli bardziej zdecydowanie do ataków. Stworzyli sobie kilka dogodnych okazji, lecz w ich marnotrawieniu przodował Olej. Grał zbyt egoistycznie nie dostrzegając swoich kolegów a w sytuacjach sam na sam, których miał trzy, brakowało mu zimnej krwi. Graczy FCP przed stratą gola uchroniła także poprzeczka po strzale Grzecha.

W końcu padło wyrównanie. Maciek wyprowadzając piłkę został od tyłu bezpardonowo faulowany. Sędzia zarządził rzut wolny i ukarał gracza FCK dwoma minutami. Maciek nie czekając na gwizdek sędziego podał do zupełnie nieobstawionego Szymka, który bez problemów skierował piłkę do siatki.

Do końca I połowy wynik nie uległ zmianie, choć nasi piłkarze mieli ku temu kilka wybornych okazji. FCP Scarabowi w zasadzie nie zagrażało, gdyż przeprowadzali swe akcje bazując jedynie na indywidualnych popisach, które w odpowiednich momentach były skutecznie kasowane przez naszą obronę.

Druga odsłona była niestety gorsza w wykonaniu naszego zespołu. Rozpoczęła się co prawda od kolejnych ataków, lecz obrona popełniała coraz więcej błędów pozwalając przeciwnikom na zbyt wiele swobody.

Najpoważniejszym grzechem SNZ była nieskuteczność. W drugich dwudziestu minutach swoich okazji nie wykorzystali chyba wszyscy z graczy Stołecznych. Olej tradycyjnie marnował okazje sam na sam a raz ustrzelił słupek, Grzechu nie potrafił wykorzystać nieporozumienia obrońcy i bramkarza i strzelił wprost w tego drugiego, Wieshaq zbyt długo składał się do strzału i został zablokowany, Pawlo przekombinował z rzutem wolnym a Marcos co i rusz tracił piłkę.

Jedna skuteczna akcja miała miejsce w 32 minucie, kiedy to Grzechu fantastycznie wypatrzył Pawla i zagrał mu piłkę z rzutu rożnego. Atomowe uderzenie zakończyło się w siatce.

Żeby jednak obraz nie wyglądał tak różowo – FCP również nie wykorzystali kilku niezłych okazji. Dwa razy wspaniale obronił Scarab, w innych dopisało naszym graczom szczęście. W 35 minucie doprowadzili jednak do wyrównania skutecznie egzekwując wydumany rzut wolny za rzekome zagranie ręką przez Pawla. Nasz obrońca podbił piłkę trafiając we własną dłoń, lecz takie zagrania raczej nie kwalifikują się do karania zespołu rzutem wolnym. Zawodnik FCP strzelił dokładnie pomiędzy nogami Scaraba i Maćka i piła ugrzęzła w siatce. Przeciwnicy zwietrzyli swoją szansę i do końca to już oni dyktowali warunki na parkiecie będąc bardzo zdeterminowanym do odniesienia zwycięstwa. Nasi gracze już chyba opadli z sił i zaczęli – czasami rozpaczliwie – bronić jednego punktu.

Z ostatniej syreny niezadowolone były oba zespoły. FCP w końcówce złapało wiatr w żagle i gdyby mecz trwał dłużej mogliby w końcu trafić po raz trzeci. Stołecznym z kolei jakby zaczęło brakować sił. Druga odsłona w ich wykonaniu była słaba, zbyt często pomijali środkową część boiska starając się grać długimi piłkami. Efektów to nie przynosiło żadnych, natomiast była to woda na młyn dla graczy FCP.

Reasumując remis ze wskazaniem na SNZ.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 9 – bardzo pewny punkt zespołu. Bezbłędne interwencje.

Grzechu – 6 – kilka razy zupełnie odpuścił krycie w obronie pozwalając graczom FCP na stworzenie przewagi.

Szymek – 7 – brakowało ikry w ofensywie, natomiast tyły zabezpieczał bardzo dobrze chociaż dał się kilka razy ograć na skrzydle.

Olej – 4 – słaby mecz naszego supersnajpera. Grał zbyt egoistycznie, marnował swoje szanse na gola, w obronie rzadko się udzielał.

Pawlo – 5 – zagrał jako obrońca. Miał spore problemy z wyprowadzanie akcji, często decydował się na wrzutki w pole karne.

Wieshaq – 6 – zagrał bardzo walecznie. Z wielką determinacją rozbijał ataki FCP na skrzydle. Zmarnował także wyśmienite podanie od Marcosa.

Marcos – 3 – zupełnie chybiony był pomysł wystawienia go na pozycji zmiennika Oleja. Nie radził sobie z obrońcami na plecach, zupełnie nie potrafił przytrzymać piłki notując mnóstwo strat.

Robert – 7 – mało widoczny, ale to akurat pozytywna ocena. W ofensywie szukał partnerów, w obronie nie popełniał gaf.

Stołeczny NISSANzone – Structus.pl 7:5

W końcu nasi piłkarze wykorzystali swoją przewagę na boisku i wywalczyli komplet punktów. W dzisiejszym spotkaniu od samego początku do końca przewaga naszych graczy była oczywista i tylko dzięki własnej niefrasobliwości mogli znowu przegrać wygrany mecz.

Structus.pl miał swoją szansę na zwycięstwo, gdyż jeszcze na 8 minut przed zakończeniem meczu prowadził 5:3. Jednak ciągła presja naszych zawodników przyniosła wymierne efekty.

Od pierwszej syreny Stołeczny NISSANzone osiągnął przewagę optyczną i starał się zamienić ją na bramki. Grali jednak ze zbyt sporą niedokładnością i nonszalancją by realnie zagrozić bramce przeciwnika. W 7 minucie powtórzył się scenariusz z ubiegłej niedzieli – dosłownie pierwszy wypad rywali w okolice pola karnego Scaraba kończy się stratą gola. Maciek kompletnie odpuścił krycie i dwóch Structusów nie miało problemu ze skutecznym finiszem.

W 11 minucie znów miał miejsce jeden z nielicznych groźnych ataków zespołu Structus.pl . Tym razem zupełnie zaspał Pawlo i napastnik rywali, otrzymawszy dokładne podanie od partnera, bez problemów podwyższył rezultat na 0:2. Na szczęście odpowiedź Stołecznych była błyskawiczna – Maciek wypuścił na wolne pole Pawla, który bez problemów trafił do siatki. Wciąż sporą przewagę miał SNZ, lecz gracze Structusa lubowali się w bardzo groźnych kontratakach. Dwukrotnie Scarab musiał naprawiać błędy swojej obrony broniąc w sytuacjach sam na sam. Z drugiej strony boiska Stołeczni bili głową w mur – liczne akcje kończyły się zwykle na linii pola karnego a strzały z dystansu, choć sprawiały sporo problemów bramkarzowi – nie przynosiły efektu. Ciągła presja pozwoliła wyrównać dopiero na 12 sekund przed końcem I połowy – Pawlo zagrał piłkę z rogu wprost na nogę Oleja i mieliśmy 2:2.

Druga odsłona jako żywo przypominała pierwszą. Zaczęło się od ataków SNZ, na które skutecznie odpowiedział rywal. W 23 minucie po fatalnym błędzie Maćka piłkę przejął napastnik rywali, wymienił podania z kolegą, który w sytuacji sam na sam trafił w słupek. Ze skuteczną dobitką pospieszył jednak drugi z zawodników Structusa i było 2:3.

Taki przebieg wydarzeń nie zrażał naszych zawodników, którzy konsekwentnie grali swoje jakby przeczuwając, że finalnie to oni zejdą z parkietu w glorii chwały. No i 4 minuty po stracie gola ponownie był remis. Maciek wykonywał rzut wolny, zagrał do zupełnie nieobstawionego Roberta, który przy pomocy obrońcy strzelił gola nr 3, który finalnie został zaliczony Pawlowi.

SNZ wyczuł, że przeciwnicy słabną z każdą minutą i przycisnął jeszcze mocniej. Jednak jak to często bywa w takich przypadkach – kompletnie zapomnieli o obronie. W przeciągu dwóch minut Structus doprowadził do stanu 3:5. Najpierw wyprowadzając szybki atak rywale ładnie rozegrali piłkę, dopadł do niej napastnik i w sytuacji sam na sam strzelił gola. W 32 minucie padł piąty gol po równie wielkich błędach linii defensywnej SNZ. Ponownie dwóch przeciwników stanęło oko w oko ze Scarabem. Jeden z nich po krótkiej kiwce strzelił pod brzuchem naszego bramkarza, lecz Pawlo zdołał jeszcze ją odbić. Na nieszczęście z dobitką pospieszył drugi z graczy Structusa, który pozostawał bez żadnej opieki w naszym polu karnym.

Ostatnie osiem minut to całkowita dominacja naszych graczy. W 34 minucie Olej zmniejszył prowadzenie Structusa strzelając ładną bramkę po zespołowej akcji. Dwie minuty później Robert przechwycił wyprowadzaną przez przeciwnika piłkę, chciał zagrać ją do Oleja, lecz uczynił to na tyle fortunnie, że wpadła ona w samo okienko bramki. Gracze Structusa po takim przebiegu gry zupełnie się nie podnieśli, co skwapliwie wykorzystali gracze Stołecznych punktując jeszcze dwa razy. Najpierw w 38 minucie Olej fantastycznym strzałem z dystansu wyprowadził nasz team na prowadzenie by na minutę przed końcem postawić kropkę nad i.

Ogólnie mecz w wykonaniu Stołecznego NISSANzone miał dwa oblicza. Postawa ofensywna była bardzo dobra. Nasi zawodnicy stworzyli sobie mnóstwo okazji, lecz wiele z nich nie zostało wykorzystanych. Zupełnie posypała się za to gra obronna. Często wkradał się niepotrzebny chaos, brakowało determinacji i konsekwencji. Zupełnie nie było krycia rywali.

Z przebiegu tego spotkania można być jednak zadowolonym, gdyż wygrana była jak najbardziej zasłużona a zwycięzców się nie sądzi.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 7 – puścił pięć goli, ale przy żadnym nie zawinił. Trzykrotnie uratował skórę naszym obrońcom broniąc sytuacje sam na sam. Poza tym raczej bez pracy.

Pawlo – 8 – ładny i ważny gol na 1:2. Mnóstwo wysiłku włożył w grę obronną, wiele razy ładnie pokazał się w ataku.

Szymon – 5 – brakuje mu pewności. Niby wszystko wygląda OK, ale w wielu momentach niepotrzebnie oddaje piłkę partnerom. No i niestety dwie bramki obciążają jego konto.

Olej – 8 – pięć goli ma swoją wymowę, jednak znów marnował na potęgę. W decydujących momentach to jednak Olej był motorem napędowym ofensywy Stołecznych.

Wieshaq – 4 – powrócił po kontuzji co było widać w jego poczynaniach. Zbyt często gubił się w obronie, zbyt często niedokładnie zagrywał do kolegów

Robert – 7 – także grał po kontuzji i wypadł bardzo przyzwoicie.

Stołeczny NISSANzone – Bękarty R 4:5

Nasz zespół doświadczył najbardziej bolesnej porażki z możliwych. Będąc w przekroju całego spotkania zespołem minimalnie lepszym, stwarzającym więcej szans bramkowych, przegrali ten mecz tracąc decydującą bramkę na 3 sekundy przed końcem.

Tradycyjnie już kadra na to spotkanie była dość wąska, jednakże rywale także stawili się w sześciu, więc szanse były wyrównane.

Od pierwszej syreny lekką przewagę mieli Stołeczni, lecz to rywale zdobyli bramkę. Ich pierwsza akcja zakończyła się golem. W 3 minucie Szymonowi uciekł napastnik Bękartów i z bardzo trudnej pozycji, będąc popychanym jakimś cudem umieścił piłkę w bramce pomimo rozpaczliwej interwencji grającego na pozycji bramkarza Pawla. Ten gol był raczej z pożytkiem dla obu zespołów, gdyż w innym razie sędzia musiałby zarządzić rzut wolny karząc Szymona czerwoną kartką.

Wydarzenie to na szczęście wpłynęło pozytywnie na poczynania naszych piłkarzy, którzy z większą determinacją zaczęli organizować swoje akcje. 5 minut później efekty były nadspodziewanie dobre, gdyż SNZ wyszedł na prowadzenie 2:1.

Najpierw szarżującego Oleja sfaulowali obrońcy. Rzut wolny wykonywał Maciek, jego strzał odbił bramkarz ale przy dobitce Młodego był bezradny. Kilka chwil później po rzucie rożnym wykonywanym przez Maćka obrońcy Bękartów wybili piłkę, lecz wprost pod nogi Marcosa. Ten dość długo składał się do strzału, lecz miało to sens. Potężne uderzenie z woleja wylądowało w samym okienku bramki Bękartów. Piękny gol.

Od 10 minuty spotkania Bękarty zaczęli atakować z coraz większym animuszem, czego efektem było kilka groźnych okazji. Niestety, wyrównanie padło po olbrzymim błędzie Maćka, który wyprowadzając atak oddał piłkę rywalowi, następnie nie przeciął podania do stojącego na środku napastnika, który celnym strzałem pokonał Pawla.

Jednak ostatnie słowo w tej połowie należało do naszych piłkarzy. Olej w jednej ze swych indywidualnych akcji w końcu znalazł się w dogodnej okazji i nie dał szans bramkarzowi na skuteczną interwencję.

Wynik 3:2 utrzymał się do syreny oznajmiającej przerwę, lecz poza bramkami na parkiecie działo się bardzo dużo. Oba zespoły grały dość ostro. Nie brutalnie, ale bardzo rzadko odstawiali nogi w spornych sytuacjach, więc trup słał się gęsto. Olej dostał przypadkowo w twarz, Młody dość brutalnie nakładką sfaulował obrońcę rywali, bramkarz Bękartów z wybitym palcem w drugiej połowie zagrał w polu. Wiele razy gracze oby drużyn zwijali się z bólu, lecz tak naprawdę trudno było doszukać się celowości tych zagrań. Przed II połową sędzia ostrzegł oba teamy, iż tak ostre granie będzie już surowo karane. Skutecznie, gdyż kolejne minuty gry były znacznie bardziej czyste i obyło się bez kar.

A zaczęła się ona od sporej pomyłki sędziego, który podyktował rzut karny zamieniony na bramkę przez Bękartów. Interwencja Maćka w polu karnym została oceniona jako zagranie ręką i Pawlo był bez szans po celnym uderzeniu z siedmiu metrów.

Mijały kolejne minuty i gra była wyrównana. Więcej czystych sytuacji stworzyli sobie nasi piłkarze i mogą żałować, że nie padły z nich gole. Dwukrotnie celowali w słupek, Marcos zmarnował sytuację sam na sam, Szymonowi zabrakło centymetrów do toczącej się wzdłuż pustej bramki piłki a Młody więcej kombinował niż strzelał. Bękarty w tej odsłonie wiele razy wyprowadzili szybkie kontry, lecz poza strzałami z dystansu nie mieli więcej aktywów.

W 31 minucie przewaga Stołecznych została w końcu udokumentowana golem. Piłkę w pole karne wstrzelił Maciek a ze skuteczną dobitką pospieszył Szymon. Bękartom zaczęło się spieszyć, atakowali z większym impetem, ale wciąż bramka Pawla była dla nich zbyt trudna do zdobycia.

W tym okresie Stołeczni mieli swoje szanse na podwyższenie prowadzenia, ale wielka niefrasobliwość w ataku nie była ich sprzymierzeńcem. I gdy mecz dobiegał końca nadeszły ostatnie 120 sekund, które wstrząsnęły naszym zespołem.

W 38 minucie po olbrzymich błędach w obronie Bękarty doprowadzają do wyrównania. Popisali się ładną akcją, lecz uczestniczyło w niej tylko dwóch graczy i mieli całą czwórkę piłkarzy SNZ przeciw sobie. Udało im się jednak wymanewrować ich i Pawlo ponownie zmuszony był do wyciągania piłki z siatki.

W 39 minucie spotkania wynik mógł rozstrzygnąć Marcos, lecz będąc oko w oko z bramkarzem zupełnie się pogubił oddając bardzo anemiczny i niecelny strzał.

Ostatnie sekundy upłynęły pod znakiem szturmu na bramkę Bękartów. Rywale wyglądali jakby remis ich satysfakcjonował, lecz finalnie udało im się zdobyć trzy punkty. Jeden z przeciwników zdecydował się indywidualny rajd, ograł Oleja i Maćka i będąc kilkanaście metrów od bramki zdecydował się na strzał. Dobiegający Marcos zblokował go, lecz na tyle niefortunnie, iż piłka pofrunęła nad Pawlem i wpadła do bramki.  Bardzo pechowe zakończenie spotkania zupełnie załamało naszych piłkarzy.

Mecz był do wygrania, jego przebieg także wskazywał na zwycięstwo Stołecznego NISSANzone. Jednak, podobnie jak w pierwszym meczu obu zespołów, Bękarty wykorzystując do bólu poważne uchybienia gry obronnej Stołecznych wywalczyli komplet punktów. Szkoda, gdyż za kilka tygodni o przebiegu tego meczu wszyscy zapomną a punkty w tabeli pozostaną.

Subiektywny ranking kapitana:

Pawlo – 8 – bez błędów na bramce

Szymon – 7 – mało widoczny, ale skuteczny zarówno w obronie jak i w ataku.

Marcos – 7 – z wielką ambicją grał w obronie. Kilka razy się zagubił, lecz w pozostałych momentach można było na niego liczyć

Młody – 6 – dopiero w ostatnich 10 minutach pokazał jak wielki ma potencjał. Przez pół godziny się męczył i dopiero w końcówce odpalił na poziomie, z jakiego znamy go z treningów.

Stołeczny NISSANzone – Chłopcy z ferajny 4:8

Wszystkie argumenty w tym spotkaniu posiadali gracze rywali i to oni zasłużenie zdobyli trzy punkty. Byli szybsi, bardziej wybiegani, grali składniej piłką, ładnie rozgrywali swoje akcje i dysponowali szerszą ławką rezerwowych. W tych okolicznościach należy być zadowolonym z czterech strzelonych bramek.

Od początku meczu Chłopcy zepchnęli naszych do głębokiej defensywy grając wysokim pressingiem. Stołeczni zupełnie nie weszli w mecz, wyglądając na zagubionych, niczym we mgle. Już po 3 minutach przegrywali 0:2. Najpierw rywale otworzyli wynik pięknym strzałem z wolnego, po którym piłka ominęła Szymka i Maćka i wpadła do siatki obok zaskoczonego Scaraba. Chwilę później po strzale z ostrego kąta nasz bramkarz dość niefrasobliwie ustawił się przy słupku zostawiając lukę, do której wpadła piłka.

Dopiero od tego momentu nasi zawodnicy się obudzili, lecz nie miało to przełożenia na stwarzane sytuacje. Bardzo nieliczne ataki nie stanowiły żadnego zagrożenia dla bramki przeciwników. Chłopcy wciąż grali bardzo wysoko i tylko kilka razy udało się naszym graczom wymienić kilka podań i znaleźć się w pobliżu bramki rywali.

W 7 minucie ChzF strzelają bramkę numer 3 po bardzo składnej akcji. Piłkę chodziła jak po sznurku, pozwoliło to wypracować sytuację sam na sam po której Scarab po raz trzeci wyciągał piłkę z siatki. Minutę później w końcu skutecznie trafili Stołeczni. Ładne podanie od debiutującego w zespole Młodego dotarło do Oleja, który będąc oko w oko z bramkarzem nie dał mu żadnych szans.

Chłopcy jednak ponownie zaakcentowali swoją dominację ponownie skutecznie wykonując rzut wolny. Tym razem w murze stali Maciek i Grzechu, lecz napastnik znalazł lukę i piłka – po odbiciu się do słupka – ponownie zatrzepotała w naszej sieci.

Grający czasami dość nonszalancko rywale pozwolili Stołecznym na zdobycie drugiego gola. Piękną asystą z rzutu rożnego popisał się Olej a Maciek z dystansu celnym strzałem pokonał bramkarza.

W I połowie, poza dwoma golami, nasi zawodnicy niewiele mieli do powiedzenia. Kilka indywidualnych zagrań to były jedyne aktywa z przodu. Obrona z kolei raz po raz była dziurawiona przez grających szybko Chłopców i tylko sporej determinacji i szczęściu możemy zawdzięczać cztery z tyłu.

Druga odsłona nie przyniosła żadnej zmiany. Ledwo się ona zaczęła a znów nasi gracze przegrywali trzema bramkami. Tym razem Grzechu nie nadążył za swoim rywalem i było już 2:5. Połowa ta toczyła się więc pod pełną kontrolą Chłopców, którzy pozwalali sobie na zbyt wiele. Grali bez żadnej presji i na luzie wymieniali się podaniami. Stwarzali sobie przy tym kolejne okazje, lecz Scarab był w wysokiej dyspozycji i kilka razy zatrzymał rozpędzonych przeciwników.

Punktem zwrotnym mogła być sytuacja Oleja, który będąc sam na sam z bramkarzem trzy razy próbował umieścić piłkę w siatce, lecz za każdym razem bramkarz, a potem wracający obrońcy, blokowali jego strzały. Po tej akcji wyszła kontra, która skończyła się szóstym golem i zakończyła jakiekolwiek nadzieje na korzystny wynik. Do końca meczu pozostawało jeszcze co prawda 10 minut, lecz przy takiej dominacji rywali nawet szczęście niewiele mogło dopomóc.

Ostatnie chwile spotkania upłynęły pod znakiem chaotycznej gry z obu stron. Wiele akcji było niedokładnych bądź przerywanych przez obrońców. Padły też cztery gole – po dwa dla każdej z drużyn.

Najpierw fantastycznym strzałem popisał się Młody, który dopadł do piłki na 10 metrze i strzałem z pierwszej piłki trafił w samo okienko.  Na tego gola Chłopcy mieli swoją odpowiedź – w 35 minucie wyprowadzili kolejną zabójczą kontrę, po której przeciwnik dostał idealne podanie i skierował piłkę do pustej już bramki. Chwilę później skuteczną akcję przeprowadzili Stołeczni – Maciek przechwycił piłkę, wymienił się podaniami z Młodym i strzelił nie do obrony będąc sam na sam z bramkarzem.

Jednak i ten gol doczekał się ciętej riposty. 20 sekund przed końcem przeciwnik ze skrzydła wymanewrował Scaraba i mając pustą bramkę strzelił takiego farfocla, że do bramki najpierw wpadł wracający Maciek a za nim dopiero wtoczyła się piłka.

Reasumując zwycięstwo Chłopców z ferajny nie podlegało dyskusji. Dziwić się można, że nie potrafili się oni załapać do czołowej szóstki, gdyż ich gra była na wysokim poziomie. Stołeczni nie mieli wiele do powiedzenia a cztery zdobyte gole są jedynym jasnym promykiem tego meczu.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 7 – pomimo aż ośmiu puszczonych goli był pewnym punktem. Zawalił w zasadzie tylko raz – przy drugiej bramce a wiele razy powstrzymał rozpędzonych przeciwników przypłacając to guzem na głowie

Szymon – 4 – zupełnie bezbarwny w akcjach ofensywnych i mało skuteczny w obronie. Wiele razy był zagubiony.

Młody – 5 – zjadła go debiutancka trema i brak ogrania w lidze. Po stronie plusów ładny gol i udział w dwóch innych bramkach. Minusów w obronie było jednak zbyt wiele.

Olej – 6 – znów brał na siebie zbyt dużo. Za często sam starał się rozwiązać akcje nie dostrzegając kolegów z zespołu. Gol i ładna asysta.

Grzechu – 6 – poza błędem na początku drugiej połowy zagrał dość dobrze, zważywszy na fakt powrotu po kontuzji.

Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 1:4

Nie udał się początek rundy w wykonaniu Stołecznych, chociaż z samej gry nasi piłkarze mogą być zadowoleni. Przez cały mecz to oni byli stroną dyktującą warunki, lecz brak konsekwencji w obronie, proste błędy i nieskuteczność nie pozwoliły na wywalczenie punktów.

Od początku meczu Stołeczni narzucili swój styl gry spychając NWM do obrony. Rywale jedynie groźnie wyprowadzanymi kontratakami byli w stanie zagrozić bramce strzeżonej przez Scaraba. Czynili to jednak na tyle skutecznie, że do przerwy mieli na swoim koncie dwa zdobyte gole. W 6 minucie błąd w kryciu Maćka i napastnik Niebieskich wyszedł sam na sam. Piłka co prawda przy strzale zeszła mu z nogi, lecz na tyle szczęśliwie, iż wtoczyła się do bramki obok interweniującego Scaraba.

Sytuacja ta nie zraziła naszych piłkarzy i wciąż dążyli oni do zdobycia bramki. Po kilku niewykorzystanych okazjach w 10 minucie mieliśmy już remis. Maciek nastrzelił z autu piłką obrońcę, która wpadła do bramki.

Niebiescy wciąż nie mieli pomysłu na dobrze zorganizowaną obronę SNZ, więc Scarab w pierwszych dwudziestu minutach sporo się wynudził. Kilka interwencji przy groźnych strzałach z dystansu były w zasadzie wszystkim, czego musiał dokonać. Niestety w 15 minucie po raz drugi musiał skapitulować. Dość nieporadnie i nieszczęśliwie piłkę przy linii bocznej starał się wybić Marcos, lecz ubiegł go napastnik NWM, który wymanewrował także naszego bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Ta sytuacja zupełnie zaskoczyła naszych piłkarzy, którzy na chwilę stracili swoją koncepcję gry i kilka razy tylko szczęściu zawdzięczają, że wynik nie uległ już zmianie.

Druga odsłona zaczęła się podobnie do pierwszej. Wciąż to Stołeczni byli stroną przeważającą, lecz w decydujących momentach zupełnie nie mieli pomysłu na rozegranie i często akcje kończyły się jedynie autami bądź rogami. NWM postawili prawdziwy mur na przedpolu swojej bramki. W tej połowie też mieli więcej sytuacji, które wynikały już bardziej z braków kondycyjnych naszych piłkarzy. Na ławce był jedynie jeden zmiennik.

Niemniej liczba sytuacji stworzonych przez naszych graczy była na tyle duża, że powinni przynajmniej doprowadzić do remisu. Niebiescy z kolei wyprowadzili kilka groźnych akcji, lecz jedynie raz wyszli na pozycję sam na sam. Pojedynek ten zdecydowanie wygrał Scarab naprawiając błąd Pawla w defensywie.

Czas jednak mijał a na tablicy był wciąż mało korzystny rezultat. W 37 minucie nasi piłkarze zastosowali pressing na całym boisku. NWM skupił się na obronie korzystnego rezultatu, ale dwa olbrzymie błędy naszych piłkarzy dwukrotnie zakończyły się surowymi karami. Najpierw na 80 sekund przed końcem Maciek wyprowadzając szybki atak po przejęciu piłki przez Pawla oddał ją wprost pod nogi zawodnika Niebieskich, który skorzystał z dobrodziejstwa kapitana podwyższając rezultat.

Nasi gracze wciąż starali się zdobyć drugiego gola, ale zupełnie pogrążył ich świetnie tego dnia dysponowany Scarab. Na 10 sekund przed końcem, gdy wszyscy gracze byli w polu karnym Niebieskich, dostał piłkę daleko za swoim polem bramkowym. Tak długo zwlekał z jej oddaniem iż doskoczył do niego napastnik przeciwników, zablokował zagranie i skierował piłkę do pustej bramki.

Chwilę później sędzia zagwizdał po raz ostatni. Wynik ten zupełnie nie oddaje przebiegu meczu, lecz pretensje możemy mieć tylko do siebie. Niebiescy nie przypominali dziś zespołu, który zaskoczył naszych graczy w poprzednim pojedynku ale i tak powtórzyli trzybramkowe zwycięstwo. Brakowało przede wszystkim pomysłu na rozegranie akcji pod bramką przeciwnika. Następny mecz zagrany w takim stylu zapewne przyniesie już więcej korzyści.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 8 – bezbłędny niemal do końca meczu.

Pawlo – 8 – walczył na całym boisku. Wiele skutecznych zagrań w obronie, kilka razy ładnie znalazł się w polu karnym.

Szymon – 7 – czasami piłka płatała mu figle, lecz ogólne wrażenie było bardzo dobre. Trudny do przejścia w obronie,

Olej – 7 – mniej aktywny w ataku, ale dużo bardziej produktywny w odbiorze.

Marcos – 7 – bardzo ambitne spotkanie. Dużo walki i biegania

Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 3:6

Po 50 minutowym odpoczynku od spotkania z Bękartami nasi zawodnicy przystąpili do pojedynku z młodym i wybieganym zespołem Niebieskiej Wiodącej Mocy. Dopóki sił starczało można było myśleć o punktach, lecz w końcówce walka toczyła się tylko o zachowanie twarzy.

Od samego początku stroną dominującą byli gracze NWM. Stołeczni licząc nadwątlone już siły starali się bardzo prostymi środkami przedostawać w obręb pola karnego rywali. Skupili się przede wszystkim na obronie i to wychodziło im bardzo dobrze. Niebiescy nie mieli wielu dogodnych okazji, chociaż robili wiele zamieszania na naszej połowie. W takim stanie udało się wytrwać 17 minut. Po błędzie przy wyprowadzaniu ataku rywale przejęli piłkę. Napastnik NWM nie mając wielu pomysłów na rozegranie tej akcji zdecydował się na strzał z daleka. Piłka szczęśliwie odbiła się od czubka buta interweniującego Maćka i zupełnie zmyliła Scaraba wpadając do siatki. Pechowy gol, lecz trzeba oddać, iż zasłużony.

Na szczęście nadeszła kolejna minuta, która zapisze się złotymi zgłoskami nie tylko w naszej historii. Maciek zagrał fenomenalną piłkę przez całą przekątną boiska do będącego w ciągłym biegu Roberta. Podanie było na tyle dokładne, że nasz skrzydłowy mógł się idealnie złożyć do tego strzału i z pierwszej piłki idealnie wcelował między bramkarza i słupek. Bramka – stadiony świata, która dała niespodziewany remis do przerwy.

W drugiej połowie coraz trudniej przychodziło naszym bronienie dostępu do własnej bramki. Niebieska Wiodąca Moc z coraz większą łatwością rozbijała naszą linie obronną stwarzając sobie kolejne okazje. Na szczęście wciąż wysoką dyspozycję utrzymywał Scarab oraz trzymało się przy SNZ szczęście.

Jeszcze do 30 minuty utrzymywał się remisowy rezultat 3:3. Na każdego gola Niebieskich Stołeczni potrafili skutecznie odpowiedzieć – dwukrotnie za sprawą Oleja, który w końcu odnalazł swoją skuteczność. Lecz w ostatnich 10 minutach kompletny brak sił odbił się na jakości gry Stołecznych. Pozwolili oni trzy razy celnie uderzyć rywalom sami w zamian nic nie pokazując.

Niebieska Wiodąca Moc pokazała się z bardzo dobrej strony. Szybkie i składne akcje, wiele gry zespołowej oraz sporo pomysłowości w rozegraniu pozwala im na wiele sposobów rozegrania, które na pewno zaskakują. Pomaga także spora ruchliwość i niemałe umiejętności indywidualne kilku graczy. Zasłużenie zespół ten sięgnął po trzy punkty, lecz pewnym usprawiedliwieniem dla Stołecznych jest fakt, iż było to drugie tego dnia spotkanie co zapewne odbiło się na jakości gry.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab, Robert, Marcos, Olej, Szymon i Wieshaq – 6 – bardzo dużo serca włożone przez chłopaków w grę nie wystarczyło. Błędy były, lecz bardziej wynikały one ze zbyt wielkich chęci. Brawa za postawę.

Stołeczny NISSANzone – Bękarty R 3:5

Zaległe spotkanie z V kolejki było marnym widowiskiem. Mnóstwo strat i niedokładnych zagrań powodowało, iż gra była rwana i bez żadnej płynności. Zwycięsko z tej potyczki wyszli nasi rywale, którzy trzy punkty zapewnili sobie skutecznym finiszem.

Od pierwszej syreny mecz był nieciekawy i z trudem przychodziło obu drużynom składne rozegranie akcji. Jedynymi jasnymi postaciami w obu drużynach byli bramkarze, którzy pewnie wykonywali swoją robotę.

Na początku na swoją uwagę zasługuje także sędzia, który nie chcąc się wyróżniać dostosował poziom swojego gwizdania do poziomu meczu. Sędziowanie wyszło mu równie marnie, chociaż z przebiegu całych czterdziestu minut nie przechylił szali zwycięstwa na żadną ze stron. Zawinił jednak przy co najmniej 4! golach, nie wspominając o faulach, autach czy rogach.

Już w 10 minucie pierwszy raz popełnił sporą gafę. Bękarty rozegrali swoją akcję, po której piłka została wstrzelona na przedpole bramki Scaraba. Biegnący do niej Szymon został od tyłu sfaulowany odbijając jednocześnie piłkę do swojej bramki. Sędzia nie dość, że gola uznał to przypisał go napastnikowi rywali.

4 minuty później udało się wyrównać dzięki przytomności Marcosa. Na bramkę szarżował Olej oddając strzał, który został zblokowany przez obrońców. Piłka jednak spadła wprost pod nogę Marka, który skwapliwie skorzystał z uśmiechu losu.

W tym okresie lekką przewagę mieli Bękarty, którzy starali się udowodnić swoją wyższość, lecz świetnie prezentował się w naszej bramce Scarab, który co najmniej trzy razy wybronił sytuacje sam na sam. Z podobnych okazji nie skorzystali Olej i Szymon, więc wkroczył do gry Pan Sędzia. Najpierw Bękarty stworzyli sobie bardzo dogodną okazję, lecz ich strzał wylądował na poprzeczce. Szybka odpowiedź Stołecznych zaowocowała odgwizdaniem faulu na 6 sekund przed końcem I połowy. Niewiele się zastanawiając Maciek strzelił tuż przy słupku uzyskując prowadzenie. W tym czasie rywale protestowali tą decyzję tłumacząc się faulem na swoim zawodniku. A smaku całości dodaje fakt, iż gol padł po zagraniu ewidentnie toczącej się piłki i to tuż pod okiem arbitra.

Gol uznany, końca dyskusji nie było. Kapitan Bękartów tak się uniósł, że żale swe zaniósł aż do organizatorów pomstując o sprawiedliwe traktowanie jego drużyny. Ponoć przez cały sezon arbitrzy nie są im przychylni i oni mieli tego dość. No cóż, życie toczy się jednak dalej.

Niemal całą przerwę Bękarty głośno rozprawiali o sprawiedliwości gry w piłkę i na II połowę wyszli zupełnie odmienieni. Zaczęło się granie bardzo ostre, często przekraczane były przepisy.  Śmieszności tej połowie dodaje fakt, iż do tak ostrej gry rywale dołożyli płacz przy każdym starciu, symulacje przy autach, rogach i rzekomych faulach, debilne komentarzyki rodem z piaskownicy i coraz głośniejsze ałaaaa! przy byle okazji. Brak konsekwencji czy rozdwojenie jaźni, nie nam rozstrzygać.

Ważne, że pomogło to naszym przeciwnikom wyrównać. Sędzia się nabrał na jedno z ałaaaa! i odgwizdał faul przy linii bocznej, który po fatalnym ustawieniu naszych zawodników w obronie zamienił się na gola. Szkoda tym większa, że przebieg tej połowy należał do naszego zespołu. Stworzone okazje powinny zostać wykorzystane co zapewne odebrało by niemal umierającym przeciwnikom ochotę do figli.

A tak gol ten był wodą na młyn dla Bękartów. Chwilę później Sędzia zinterpretował interwencję Scaraba poza polem karnym jako gra wślizgiem i ukarał nasz zespół karą dwóch minut. Przepisy jednak jasno wskazują, że wślizgiem nie jest interwencja, gdy w promieniu dwóch metrów nie znajduje się zawodnik drużyny przeciwnej a zawodnik przecina tylko tor lotu piłki. Scarab po prostu się położył na strzale napastnika z dość daleka. No nic, płaczu nie ma, za to gol z karnego był. Ładny.

Wywołał także sportową złość i za chwilę było 3:3. Marcos znów zaufał swojemu instynktowi i ponownie znalazł się w odpowiednim momencie. Wciąż Stołeczni byli w grze, lecz to Bękarty mieli coraz więcej argumentów do zwycięstwa. No i finalnie dopięli swego w ostatnich minutach. Najpierw po źle zagranym rogu wyszli z kontrą i w sytuacji sam na sam Scarab pozostał bezradny by chwilę później z równym zrezygnowaniem patrzeć na ładny strzał z pola karnego.

Ostatnie momenty meczu nie przyniosły zmian, chociaż nasi piłkarze chcieli. Chcieć a móc to jednak różnica, która wyszła na jaw. Jeszcze w ostatnich sekundach Bękarty mieli swoje okazje na podwyższenie wyniku, lecz grali równie źle co ich poziom aktorstwa. Szczytem symulki było już zagranie z ostatnich minut, gdy wywracający się o własne nogi przeciwnik wydał z siebie ten jakże szczytny odgłos wielkiego bólu – ałaaaa!

Na koniec duch amatorskiej gry wrócił i oby tak było do ostatniego meczu. Obie drużyny pogratulowały sobie walki podając ręce a sędzia w spokojnej rozmowie starał się obronić swoje argumenty.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 9 – pewny punkt zespołu. Wciąż jednak braki w wyprowadzaniu piłki nogą

Marcos – 7 – dwa gole, wiele biegania i straty. Cała masa strat.

Robert – 6 – brakowało pewności w kluczowych momentach.

Olej – 5 – grał dużo bardziej zespołowo i przynosiło to spore korzyści.

Wieshaq – 6 – bardzo zadziorny w obronie

Szymon – 6 – bez poważniejszych błędów, lecz także bez większych błysków.

Stołeczny NISSANzone – Twoja Klaszcze u Rubika 3:2

W bardzo emocjonującym i wyrównanym spotkaniu trzy punkty zgarnął zespół, któremu dopisało nieco więcej szczęścia. Oba zespoły postawiły na obronę i przez cały mecz twarda gra w defensywie była dominująca, chociaż sytuacji bramkowych nie brakowało.

Początek spotkania to obopólne badanie sił. Sporadyczne ataki były kasowane przez formacje  obronne obu zespołów, które przez całe spotkanie dopuściły rywali do niewielu klarownych okazji strzeleckich.

Impulsem do większego zaangażowania sił w ofensywę była bramka strzelona przez Grzecha. Wykonywał on rzut rożny, zagrana piłka odbiła się od obrońcy Rubików, następnie od bramkarza i wpadła do siatki. Od tego momentu gra stała się szybsza a zawodnicy obu zespołów częściej decydowali się na strzały. Gracze Rubików nie mieli jednak żadnego pomysłu na sforsowanie obrony SNZ i nie licząc nieudanych strzałów z bardzo daleka nie zagrażali bramce strzeżonej przez Pawla.

Zapewne udało by się dowieźć prowadzenie do przerwy gdyby nie Maciek, który chciał wprowadzić nieco więcej emocji. Popełnił on katastrofalny błąd oddając piłkę rywalowi przy swoim polu karnym. Finalizacja tego prezentu była bardzo łatwa i na tablicy widniał już remis. Działo się to w 12 minucie spotkania.

Ostatnie osiem minut pierwszej części upłynęło pod lekkim dyktandem przeciwników. Mieli oni więcej z gry, kilka razy w polu karnym Stołecznych powstawało spore zamieszanie, lecz to nasi zawodnicy stworzyli sobie dwie bardzo dogodne okazje. Obu jednak nie wykorzystał Olej, który najpierw strzelił wprost w bramkarza a następnie zaplątał się w dryblingu mając wolnego Szymona na skrzydle.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie, jednak coraz większe zmęczenie obu drużyn pozwalało na większy polot w konstruowaniu akcji.  Oba zespoły miały swoje okazje, lecz albo indolencja strzelecka albo świetnie usposobieni bramkarze stawali na przeszkodzie w zdobyciu gola.

Na nieszczęście pierwsi z tego impasu wyszli goście, którzy w 29 minucie zdobyli bramkę na 2:1. Rzut rożny wykonywał Maciek, zblokowaną piłkę przechwycił napastnik Rubików, który pognał sam na bramkę Pawla. Morderczy pościg przez całe boisko dwóch obrońców okazał się nieskuteczny, w przeciwieństwie do strzału, który między nogami znalazł drogę do siatki.

Końcowe fragmenty spotkania obfitowały w wiele zwrotów akcji i niewykorzystanych szans. Zwycięsko z tej walki wyszli nasi zawodnicy, gdyż udało im się dwukrotnie pokonać bramkarza rywali. Najpierw w 32 minucie Grzechu celnie uderzył po raz drugi tego dnia. Nie miał szczególnie trudnej okazji, gdyż po podaniu Oleja znalazł się metr przed pustą bramką. Olej wygrał walkę w powietrzu o piłkę z bramkarzem i obrońcą a Grzechowi nie pozostało nic innego jak doprowadzić do remisu.

Grzechu stał się bohaterem spotkania w 36 minucie, gdy fenomenalnym strzałem w okienko wyprowadził Stołecznych na prowadzenie. Maciek odebrał piłkę w obronie i podał do Grzecha, który wymanewrował obrońcę i nie dał najmniejszych szans bramkarzowi na skuteczną interwencję.

Wynik 3:2 utrzymał się już do końca meczu, chociaż oba zespoły miały jeszcze swoje okazje. Szczęście jednak trwało przy Nissanowcach jak chociażby w akcji, w której Rubik z metra nie trafił do pustej bramki czy w sytuacji, gdy zblokowany strzał wylądował na poprzeczce. Jednak i nasi piłkarze mieli swoje okazje. Maciek z wolnego trafił w słupek, Szymon dwukrotnie zagubił się w polu karnym a Olej wciąż grał zbyt indywidualnie nie dostrzegając lepiej ustawionych partnerów. Ostatnia syrena została owacyjnie przyjęta a zwycięstwo na inaugurację Nowego Roku odniesione po tak wyrównanym meczu smakuje jeszcze lepiej.

Subiektywny ranking kapitana:

Pawlo – 7 – pewny punkt zespołu, choć dzisiaj nieco gorzej wprowadzał piłkę do gry

Grzechu – 8 – na boisku był mało widoczny i bezbarwny, ale trzy gole mają swoją wymowę

Szymon – 6 – jeszcze brakuje mu pewności siebie.

Olej – 5 – zdecydowanie grał zbyt egoistycznie i nie dostrzegał partnerów

Wieshaq – 6 – kilka świetnych wypadów z kontratakiem, walczenie w obronie. Sił jednak brakuje

Stołeczny NISSANzone – Kartofelki 1:1

Remisem zakończyło się ostatnie spotkanie w tym roku naszych piłkarzy. Wywalczony punkt powinien radować, chociaż w zespole zapanował niedosyt z powodu zaprzepaszczonej okazji na odniesienie zwycięstwa.

Już pierwsza akcja Stołecznego NISSANzone zakończyła się pomyślnie. W 90 sekundzie długą piłkę spod swojej bramki zagrał Maciek wprost na głowę Grzecha stojącego przed bramkarzem rywali. Chytry strzał koło słupka dał prowadzenie Stołecznym. Podrażniło to wiceliderujące Kartofelki, które przypuściły zmasowane ataki na bramkę strzeżoną wyjątkowo przez Pawla. Trafili jednak na dobry dzień naszych piłkarzy, którzy skutecznie kasowali każdą akcję, chociaż zdarzały się momenty niemal desperackie, podczas których piłkarze Kartofelków rozgrywali piłkę wzdłuż linii pola karnego. Czystych okazji sobie jednak nie stwarzali a nieliczne strzały z daleka albo były wyjątkowo niecelne albo wyłapywane przez Pawla.

Gracze Stołecznego NISSANzone skupili się na kontratakach i trzeba przyznać, że zmarnowali co najmniej trzy bardzo dogodne sytuacje. Dwukrotnie Olej stanął oko w oko z bramkarzem Kartofelków i dwukrotnie zaplątał się w dryblingu. Szczęścia nie miał też Grzechu, którego bliźniacza akcja z 90 sekundy tym razem zakończyła się na poprzeczce.

W II połowie obraz gry nie uległ zmianie. Wciąż to Kartofelki byli częściej przy piłce a Stołeczni wyprowadzali bardzo groźne kontry. Tym razem akcje rywali były bardziej niebezpieczne a wpływ miała zapewne kwestia kondycji. Lubujący się w indywidualnych zagraniach piłkarze Kartofelków stosowali pressing na całym boisku, lecz wciąż nie potrafili wyrównać.

Kotłowało się także pod bramką, na którą strzelali Stołeczni. Kilka świetnie wyprowadzonych ataków zaowocowało dogodnymi okazjami, lecz brakowało skuteczności. Swoich okazji nie wykorzystał Grzechu, który ociągał się z oddaniem strzału. Dwa razy bardzo anemiczne strzały oddał Marcos, pogubił się Szymon pod samą bramką. Tradycyjnie już swoje szanse marnował Olej a miał ich co najmniej cztery.

W 30 minucie padł gol wyrównujący. Zaczęło się od idealnej okazji dla Stołecznych, którzy mieli rzut wolny z linii pola karnego. Kartofelki w murze postawili bramkarza z czego skorzystał Grzechu ustawiając się zupełnie niepilnowanym tuż przed bramką. Niestety podanie Maćka cudem zatrzymał w akrobatyczny sposób bramkarz i szybkim podaniem uruchomił napastnika. Uwolnił się on spod presji kapitana, uprzedził wychodzącego Pawla i skierował piłkę do siatki. Szkoda podwójna, gdyż z szansy na 2:0 zrobił się remis.

Ostatnie dziesięć minut to bezdyskusyjna supremacja Kartofelków. Obrona Stołecznych rozgrzana była do czerwoności, lecz dzielnie stawiała opór. Tylko dwa razy Pawlo musiał ratować zespół w sytuacji sam na sam. W pozostałych przypadkach rywale mieli okazje tylko w strzałach z dystansu, które wiele złego nie robiły.

Końcowy gwizdek przeciwnicy przyjęli w poczuciu straconych dwóch punktów, lecz remis jest wynikiem co najmniej sprawiedliwym. Wydaje się, że to jednak Kartofelki powinni być bardziej zadowoleni, gdyż czystych okazji więcej stworzyli sobie Stołeczni. Gracze Kartofelków z kolei dużo dłużej byli przy piłce bez większych efektów.

Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 9 – pewny punkt zespołu, dodatkowo świetnie włączał się w rozgrywanie piłki. Przy bramce bez szans.

Marcos – 6 – gubił się w ataku, lecz nieustępliwością w obronie nadrabiał swoje nieudane zagrania.

Szymon – 4 – kontuzjowana kostka przeszkodziła w grze przez co często odpuszczał bieganie.

Grzechu – 7 – ładny gol zdobyty głową i dobre akcje oskrzydlające. Wciąż jednak nie ma pożytku z jego autów/rogów.

Olej – 9 – mocny punkt w ataku. Wielokrotnie brał na swoje barki ciężar gry ofensywnej.  Szkoda zmarnowanych okazji.

Stołeczny NISSANzone – FCP 2:4

Mecz dwóch wyrównanych zespołów rozstrzygnął się już w początkowej fazie, gdy gracze FCP trzykrotnie pokonali Scaraba. Od tego momentu starali się kontrolować to spotkanie podczas gdy Stołeczni bili przysłowiową głową w mur.

Pierwsze minuty tego zaciętego pojedynku należały zdecydowanie do NISSANzone. Raz po raz piłkarze SNZ inicjowali ataki, które powinny się skończyć golami. Niestety dziwna nieudolność w polu karnym rywali przeszkadzała w skutecznych egzekucjach. Były problemy z przyjęciem, odegraniem czy strzałem a piłka naszym piłkarzom raczej przeszkadzała.

W 6 minucie losy meczu się odwróciły. Z kontrą wyruszyli piłkarze FCP, piłka została mocno zagrana w pole karne. Wracający Pawlo tak niefortunnie interweniował, że strzelił bramkę samobójczą wprost w samo okienko świątyni Scaraba. Była to pierwsza akcja ofensywna ostatniego zespołu w tabeli. Kilkadziesiąt sekund później było już 0:2. Bliźniacza akcja FCP skończyła się strzałem, który Scarab odbił przed siebie. Niestety Maciek nie upilnował napastnika rywali i ten bez problemu dobił piłkę do bramki. Stołeczni jeszcze nie przetrawili tego niefortunnego okresu gdy FCP po raz trzeci pokonali Scaraba. Na strzał z dystansu zdecydował się jeden z zawodników i dokonał tego niemal perfekcyjnie, gdyż piłka ugrzęzła w bramce tuż przy słupku.

Były to trzy minuty, które wstrząsnęły zespołem Stołecznych. Do końca I połowy nie potrafili się już pozbierać i poza nielicznymi przypadkami nie mieli okazji na zmniejszenie rozmiarów porażki. FCP będąc na sporej fali nie poprzestawali na tym, lecz na przeszkodzie stał świetnie tego dnia dysponowany Scarab. Co najmniej trzy razy wybronił w trudnych sytuacjach ratując resztki nadziei zespołu.

II połowa to zupełnie inny obraz gry. Jak się można było spodziewać do ataków rzucili się piłkarze Stołecznych. Jednak zanim przyszły efekty FCP po raz kolejny wykorzystało błąd w obronie podwyższając wynik na 0:4. Tym razem Olej stracił piłkę na własnej połowie kiwając rywala. Szybka akcja trzech na jednego skończyła się bardzo precyzyjnym strzałem z dystansu i piłka wpadła do siatki.

Od tego momentu dominacja zawodników Stołecznego NISSANzone nie podlegała dyskusji. Pressing na całym boisku był skuteczny, gdyż gracze FCP często po prostu wybijali piłkę z własnej połowy. Udawało im się parę razy wyprowadzić kontry, lecz były one kasowane przez obrońców SNZ.

Niestety pod bramką FCP piłkarzom SNZ brakowało skuteczności i dokładności. Zbyt często akcje były indywidualne, za mało podań na skrzydła i zdecydowanie brakowało strzałów z dystansu.

W 30 minucie w końcu Stołeczni zaczęli odrabiać straty. Grzechu zagrał mocną piłkę w pole karne a tam Pawlo dołożył nogę i było 1:4. 4 minuty później Marco zdobył drugą bramkę. W zamieszaniu podbramkowym zachował najwięcej zimnej krwi i z bliska skierował piłkę do siatki.

Czasu było coraz mniej, lecz akcje stawały się coraz bardziej groźne. Seryjne auty i rogi nie przynosiły jednak efektów. Gdy już udało się rozegrać wszystko jak należy to na przeszkodzie stawał własny zawodnik – Pawlo stojąc na linii bramkowej zblokował strzał Oleja i piłka odbiła się od słupka. Wiele okazji zostało niewykorzystanych, kilka z nich wybronił bramkarz FCP i goście mogli świętować swoje pierwsze punkty w tym sezonie.

Zawodnicy FCP pokazali się z dobrej strony. W I połowie potrafili zdominować mecz, rozgrywali piłkę szybkimi podaniami. Lubowali się także w kiwaniu, co przynosiło im wymierne efekty. Mecz na nieszczęście SNZ został ustawiony już na samym jego początku. Trzy gole w ciągu trzech minut podłamało naszych zawodników, którzy nie potrafili wyjść z takich opresji.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 8 – świetnymi interwencjami zapobiegł większej porażce

Marcos – 5 – wielką ambicję przeplatał stratami spowodowanymi zbyt wolną grą

Pawlo – 7 – znów dobry mecz Pawla. Niestety nie wykorzystał dwóch dobrych okazji, wbił samobója i odrobił go bramką na 1:4

Olej – 6 – zawiodła skuteczność i lubowanie się w zbyt indywidualnej grze. Przez to pierwsze nie powiększył swojego dorobku a przez to drugie zespół stracił resztki nadziei na korzystny wynik.

Szymon – 5 – szybko wdraża się w specyfikę gry zespołu. Dziś kilka razy ładnie pociągnął na skrzydle. Jednak do poziomu z treningów jeszcze brakuje.

Grzechu – 6 – poprawny występ. Nie ustrzegł się drobnych błędów w obronie, ale w ataku robił sporo dobrego.

Stołeczny NISSANzone – Husaria 0:6

Mecz ten pokazał ile jeszcze brakuje Stołecznym do bycia mocnym II-go ligowcem. Husarzy grali bardzo ekonomicznie i efektywnie co przełożyło się na zasłużone zwycięstwo.

Kadra meczowa naszego zespołu ponownie była szeroka. Zostało to w pełni wykorzystane, gdyż zmiany w czasie meczu były przeprowadzane zgodnie z założeniami i żaden z zawodników nie miał problemów kondycyjnych.

Od pierwszego gwizdka sędziego Husarze zdominowali grę. Wymieniali mnóstwo podań, bardzo ładnie grali bez piłki i nie mieli większych problemów z rozprowadzaniem akcji. Obrona SNZ trzymała się dzielnie przez 10 minut, lecz wtedy przepiękny strzał w samo okienko bramki Scaraba otworzył wynik spotkania. Dosłownie minutę później przegrywaliśmy już 0:2. Po indywidualnej akcji zawodnik Husarii znalazł się na linii końcowej boiska. Nie mając żadnych innych rozwiązań zdecydował się na strzał, który znalazł jednak drogę do siatki. Dwubramkowe prowadzenie rywali utrzymało się do końca I połowy, w której zawodnicy Stołecznego Nissanzone nie mieli wielu swoich okazji. Z dużym trudem przychodziło budowanie akcji, brakowało ruchu i wychodzenia na pozycje. Jedynie Olej szarpał, lecz jego indywidualne zagrania nie przynosiły korzyści.

W drugiej odsłonie było już nieco lepiej, lecz wpływ na to miała zapewne postawa rywali, którzy zagrali na większym luzie. Pozwoliło im to na zdobycie kolejnych czterech bramek, lecz najlepsza linia obrony w naszej grupie pozostała dla naszych graczy niezdobyta. Najlepszą szansę zmarnowali Olej i Pawlo, którzy pogubili się w sytuacjach sam na sam. Świetną okazję miał Wieshaq po pięknej akcji zespołowej, lecz dograna do niego piłka była zbyt wysoka i jego strzał trafił w bramkarza.

W tej połowie obrona Stołecznych była dziurawa niczym ser szwajcarski. W wielu przypadkach Husarze rozgrywali piłkę w przewadze w okolicach pola karnego. Zawiodła asekuracja i umiejętności. Cztery zdobyte przez rywali gole obciążają konto całego zespołu. Każda z tych akcji zaczynała się od straty, po której w szybkim wypadzie przeciwnicy zdobywali bramki. Znamienne były gole nr 3 i 5 po akcjach trzech na jednego. Bramkę na 0:4 na swoim koncie ma Maciek, którego podanie do Wieshaqa zostało zastopowane i w kontrze dwóch na jednego rywale klasycznie rozklepali Maćka i Scaraba. Ostatni gol padł pod koniec meczu po strzale z linii pola karnego.

Dzięki potyczce z Husarią ujawniły się ukryte braki, które zwykle niwelowane były ambicją. Tej w niedzielnym spotkaniu zabrakło, więc wynik spotkania w zupełnie oddaje jego przebieg. Pośród graczy Stołecznego Nissanzone zabrakło przede wszystkim skutecznej gry bez piłki.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab -5 – dziś miał swój słabszy dzień, chociaż żaden gol nie obciąża jego konta. Kilkukrotnie skutecznie wybronił w groźnych sytuacjach.

Pawlo – 6- mocny punkt zespołu. Wiele razy powstrzymał akcje rywali, stwarzał sytuacje bramkowe.

Grzechu – 4 – jego forma się chyba ulotniła. Brakowało konsekwencji w obronie, słabo wykonywał rzuty rożne i z autu. W ataku niewidoczny

Olej – 7 – starał się, walczył ale ciężkie przeprawy w ataku nie przynosiły efektów. Znów odpuszcza obronę przez co kilka razy Husarze zdobywali przewagę.

Marcos – 3 – nieźle w defensywie, ale w ataku pożytku z niego nie było. Za często tracił piłkę bądź niecelnie ją odgrywał.

Szymon – 2 – jak na pierwszy raz można wybaczyć. Przyswojenie elementów gry zespołu przyjdzie z czasem. Dzisiaj mało przydatny w obronie, za często krył na radar. W ataku mało widoczny, gubił się również przy stałych fragmentach

Wieshaq – 6 – dużo zdrowia kosztował go ten mecz. Biegał, walczył, miał dwie niezłe okazje na gole. Pożyteczny występ.

Stołeczny NISSANzone – KOMA 5:5

Bardzo dziwnym spotkaniem uraczyli dziś piłkarze obu zespołów. Piłkarsko KOMA górowała nad Stołecznymi, lecz gracze gości mieli problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy i finalnie to raczej Stołeczni stracili dwa punkty niż rywale zdobyli jeden.

Dzisiaj w szeregach naszego zespołu w końcu można było dopatrzyć się rezerwowych – od razu było ich trzech. Miało to spore przełożenie na poziom gry prezentowanej przez nasz team, nie było już problemów kondycyjnych. Po drugiej stronie stanął zespół, który nie zdobył jeszcze ani jednego punktu. Lecz niezbyt regulaminowe wzmocnienia w postaci trzech świetnych zawodników uczyniły z KOMY naprawdę niesamowicie trudnego rywala, który górował operowaniem piłką, rozegraniem akcji, indywidualnymi zagraniami czy spokojem w swojej grze.

Początek meczu zdawał się potwierdzać te tezy, gdyż Stołeczni mieli problemy z przejęciem piłki. Rywale bardzo swobodnie sobie rozgrywali, lecz gdy dochodzili do pola karnego napotykali na ambitną i trudną przeszkodę w postaci zorganizowanej i szczelnej obrony. Tradycyjnych kiwek w wykonaniu przeciwników było sporo, lecz mało wnosiły do gry rywala, gdyż asekuracja funkcjonowała niemal bez zarzutu.

Do przerwy nasi piłkarze stracili dwa gole i oba po stałych fragmentach gry. Najpierw pięknym uderzeniem z rzutu wolnego wykonywanego z okolic linii bocznej popisał się gracz KOMY. Nie zdołał zablokować piłki Marco stojący w murze, nie odbił jej także Scarab i było 0:1. Chwilę później sędzia odgwizdał słusznego karnego dla gości, po którym było już 0:2. Faul był bezdyskusyjny, lecz mało celowy. Olej podciął rywala przy linii pola karnego w chwili, w której piłkę wybijał mu Pawlo.

Dwubramkowe prowadzenie wprowadziło w szeregi przeciwników lekkie rozluźnienie. Zwiększyła się liczba indywidualnych zagrań i popisów, lecz w końcu to Stołeczni zaczęli stwarzać sobie okazje bramkowe. Po kilku niewykorzystanych okazjach w końcu pada pierwsza bramka dla Nissanowców. Marco przechwycił piłkę w środku boiska i zgrał ją do Oleja, który świetnie uwolnił się spod opieki obrońcy i w sytuacji sam na sam idealnie strzelił między bramkarzem i słupkiem.

Wynikiem 1:2 skończyła się pierwsza połowa, w której więcej z gry mieli zawodnicy KOMY, lecz ambitni Stołeczni wciąż utrzymywali kontakt bramkowy. Nie wykorzystali oni m. in. gry w przewadze. Po faulu na Oleju sędzia ukarał jednego z piłkarzy KOMY przymusową odsiadką na ławce. Jednak wydarzenia z II połowy zupełnie odwróciły role w tym twardym spotkaniu.

Zaczęło się od falowych ataków SNZ, którzy marnowali na potęgę stworzone sytuacje. Ilość niewykorzystanych okazji sam na sam na pewno będzie się śniła Olejowi, który zmarnował co najmniej trzy idealne szanse. Olej jednak zdobył swoje dwa kolejne gole. Najpierw Maciek odebrał rywalom piłkę i wraz z Olejem pobiegli na bramkę KOMY. Asysta kapitana i gol naszego napastnika były formalnością. Chwilę później Stołeczni objęli prowadzenie. Wieshaq dośrodkował piłkę z rzutu rożnego, ta trafiła do Oleja i było 3:2. Chwilę później niestety ten sam Olej zmarnował sytuację, w której był dwa metry przed niemal pustą bramką. Na swoje nieszczęście trafił w stojącego na linii obrońcę.

Później KOMA pokazała pazury i mieliśmy kolejny remis. Fenomenalna akcja, w której napastnik rywali wymanewrował całą obronę SNZ zakończyła się wyłożeniem piłki swojemu partnerowi, który skierował ją do zupełnie pustej bramki. Już w tym okresie gry zawody były dość ostre, lecz dopiero ostatnie 10 minut rozgrzało atmosferę.

Po kolejnym już faulu dobrze prowadzący zawody sędzia odgwizdał rzut wolny dla naszego zespołu. Zupełnie nie zgadzali się z tą decyzją rywale, którzy zbyt dosadnie wyrazili swoją opinię. Arbiter nie miał innego wyjścia i wlepił graczowi KOMY czerwoną kartkę. Okres gry w przewadze to istny roller coaster. Stołeczni raz po raz stwarzali sobie okazje, lecz razili nieskutecznością. KOMA jednak także nie pozostawała dłużna stwarzając sobie kilka sytuacji. Dwukrotnie także trafili w słupek. Po czterech minutach mieliśmy kolejną czerwoną kartkę dla KOMY i sytuacja na boisku była dość nietypowa. Tylko dwóch piłkarzy KOMY powstrzymywało czterech rozpędzonych Nissanowców. Jak się nie udało strzelić goli? Na to pytanie nie odpowie nikt. Sytuacji było sporo. KOMA przetrzymała minutę w podwójnym osłabieniu i zaraz po wejściu trzeciego zawodnika zdobyli bramkę na 3:4. Maciek w dziecinny sposób stracił piłkę przy swoim polu karnym i Scarabowi pozostało wyjąć ją z siatki. Na całe szczęście zaraz po tym wydarzeniu kapitan się zrehabilitował strzelając  z dystansu między nogami bramkarza i znów był remis. KOMA grała w osłabieniu, ale mocniej przycisnęła i zdobyła przewagę w polu. Pozwoliło im to ponownie wyjść na prowadzenie. Tym razem zaspał Grzechu odpuszczając krycie dzięki czemu rywal dostał idealne podanie. Sytuacje sam na sam to dla piłkarzy, którzy wzmocnili KOMĘ, formalność.

Do końca spotkania pozostawało już niewiele, ale Stołeczni dążyli do wyrównania. Na polu karnym rywali kotłowało się, ale efektów nie było. I gdy do końca pozostało kilka sekund udało się wyrównać. Po rzucie rożnym powstało ogromne zamieszanie, dwa strzały były zablokowane, lecz trzecia poprawka Roberta znalazła drogę do siatki. Po tym wydarzeniu sędzia zakończył mecz.

Zmarnowanymi przez Stołecznych okazjami z drugiej połowy możemy spokojnie obdzielić dzisiejszą pełną kolejkę. Grający przez jej większą cześć w osłabieniu gracze KOMY bronili się czasami rozpaczliwie. Nie zapominali jednak o atakach, które były bardzo niebezpieczne. W szeregach gości brylowali zawodnicy, którzy bardzo poważnie wzmocnili przedostatni zespół ligi. Nawet we dwóch potrafili przytrzymać dłużej piłkę i skutecznie przetrzymali ten trudny okres.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 7 – robił, co miał zrobić. Małą uwagę można mieć do pierwszego gola.

Grzechu – 5 – mało widoczny, kilka razy przeciwnicy gubili jego krycie

Olej – 6 – hat trick, ale za brak skuteczności należy się nagana.

Marcos – 8 – bardzo waleczny, dużo biegał, przerywał akcje. Nieco mniejszy pożytek z niego jest w ataku.

Robert – 7 – pierwsze koty za płoty. Wnosił sporo w ataku, skuteczny w obronie

Wieshaq – 6 – raz pogubił się przy kontrze rywali. Miał świetną okazję na gola, trudny do przejścia w obronie

Pawlo – 8 – dużo dobrego dziś wniósł do gry SNZ.

Stołeczny NISSANzone – FC Stokrotki 3:3

Dość niespodziewanie w meczu z pierwszą siłą ligi Stołeczni zasłużenie zdobyli jeden punkt. Przez całe spotkanie przewagę mieli zawodnicy FC Stokrotek, lecz to nasi piłkarze stwarzali sobie bardziej dogodne okazje do strzelenia goli.

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego trudno było doszukiwać się optymizmu. Tylko pięciu naszych piłkarzy miało zagrać przeciwko dziewięciu Stokrotkom. Stołeczny NISSANzone szukał punktów w spotkaniu przeciwko FC Stokrotkom, którzy celowali w fotel lidera.

Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami. FCS przypuścili szturm na naszą bramkę zakończony golem już w drugiej minucie. Na strzał z dystansu zdecydował się napastnik rywali i piłka przeszła obok Maćka i Scaraba lądując w siatce. Stokrotki raz po raz budowali swoje ataki, lecz obrona SNZ była bardzo uważna i szczelna. Rywale tylko z dystansu stwarzali zagrożenie, gdyż nie potrafili rozmontować bardzo dobrej linii obronnej.

Jednak w 9 minucie kolejny celny strzał wylądował w bramce. Rozegrana z rzutu rożnego piłka została wycofana do obrońcy FCS, który huknął nie do obrony. Od stanu 0:2 Nissanowcy zaczęli niepokoić obronę przeciwników. Świetne okazje zmarnowali jednak Olej i Grzechu.

Nasi piłkarze próbowali przedostać się w okolice pola karnego prostymi środkami – długim podaniem, zagraniem indywidualnym bądź krótką klepką. Sporo zamieszania było także po stałych fragmentach gry. Do końca tej połowy FCS tylko raz zagrozili Scarabowi, gdy w sytuacji sam na sam znalazł się gracz rywala, lecz nasz bramkarz wyszedł z opresji obronną ręką. Nasi zawodnicy mieli także swoje okazje, lecz ich strzały nie znalazły celu.

Druga połowa zaczęła się od śmielszych ataków Stołecznych. Po jednym z nich nasi piłkarze zdobyli gola kontaktowego. Rzut z autu wykonywał Pawlo, dośrodkował w pole karne a tam w sporym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Olej pokonując bramkarza rywali. Wciąż na boisku zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki miał team FC Stokrotek, lecz nie potrafili stworzyć dogodnych okazji. Gdy już udało im się przedrzeć przez obronę SNZ to na posterunku był Scarab. Po drugiej stronie boiska ciągle dochodziło do dobrych okazji. Świetną sytuację miał Grzechu gdy znalazł się sam na sam, lecz po jego strzale piłka ugrzęzła między nogami bramkarza.

W 29 minucie w końcu udało się doprowadzić do wyrównania. Po świetnym przechwycie na bramkę pobiegł Olej. Mając z boku obrońcę FCS zdecydował się na strzał z daleka. Piłka została uderzona bardzo precyzyjnie i tuż przy słupku wpadła do bramki.

Od tego momentu przewaga Stokrotek była już bardzo wyraźna. Posiadający dodatkowy atut w postaci rezerwowych nie schodzili już z naszej połowy. Stołeczni zamurowali bramkę ograniczając się do wybijania piłki bądź zdawali się na umiejętności Oleja. Typowa obrona Częstochowy. Jednak mijały minuty a rywale nie potrafili znaleźć recepty na taką grę. W 31 minucie Maciek po faulu został ukarany dwuminutową karą, lecz i takie osłabienie nie wpłynęło na naszych piłkarzy. Bardzo skutecznie przerywali akcje rywali, którzy zaczęli grać coraz bardziej indywidualnie.

W 35 minucie Maciek nabawił się kontuzji. Został przypadkowo uderzony w nos, z którego obficie polała się krew. Znów więc Stołeczni grali w osłabieniu i znów nie dali wbić sobie gola. Gdy już kapitan wrócił ponownie na plac gry do końca pozostawały ponad 3 minuty. Remis był coraz bliżej, lecz mała nieuwaga kosztowała stratę gola.

W 38 minucie grający już w pełnym składzie SNZ pozwolił na kolejny strzał z daleka. Piłka przeszła obok Maćka i po rękach Scaraba wpadła do bramki. Oddychający rękawami nasi zawodnicy nie załamali się jednak. Rywale wciąż grali niesamowicie ambitnie i bronili na całym boisku, lecz Nissanowcy zdołali wyrównać.

W 40 minucie wywalczyli oni aut na swojej połowie. Piłkę wybijał Maciek decydując się długi wrzut w pole karne. Tam nieporadnie zachował się bramkarz rywali odbijając ją wprost pod nogi Pawla, który nie miał żadnych problemów ze skierowaniem jej do pustej bramki. Do końca spotkania pozostawało 35 sekund i przez ten czas bardzo mądrze broniący się Stołeczni dowieźli cenny punkt.

Stołeczny NISSANzone wywalczył więc bardzo cenny punkt pokazując przy tym niesamowitą obronę. Dość powiedzieć, że wszystkie trzy gole padły po strzałach z daleka a groźnych sytuacji w naszym polu karnym można policzyć na palcach jednej ręki. Błędy, których nie było dużo były naprawiane przez kolegów bądź Stokrotki nie potrafili skorzystać z tych prezentów.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 9 – pewny punkt zespołu.

Grzechu – 7 – dobrze wyprowadzał ataki, biegał lecz kilka razy pozwolił uciec rywalowi.

Pawlo – 8 – niemal bezbłędny w obronie, często także brał udział w szybkich atakach

Olej – 9 – dwa gole, wziął na siebie całą ofensywę. Na dokładkę bardzo skuteczny w obronie.

Stołeczny NISSANzone – LKS Dzika Grażyna 0:4

Euforia po pierwszym zwycięstwie opadła dość szybko. LKS okazał się zbyt trudnym rywalem i zasłużenie zgarnął trzy punkty. Nasi piłkarze mogą jedynie żałować zera po stronie zysków, bo okazji do zdobycia gola nie zabrakło.

Od pierwszych sekund spotkania piłkarze Grażyny zaskoczyli bardzo agresywną grą. Na pressing na całym boisku i mnóstwo biegania bez piłki piłkarze Stołecznych niemal do końca meczu nie umieli znaleźć recepty. Jedynych okazji nasi zawodnicy szukali więc w kontrach, które przyniosły w I połowie kilka szans bramkowych. Jednak Grzechu, Marcos i Olej nie umieli pokonać świetnie dysponowanego bramkarza gości, który miał także uśmiech losu za sprzymierzeńca. Strzał Maćka z rzutu wolnego wylądował na spojeniu a Oleja na słupku.

Pomimo zdecydowanej przewagi w posiadaniu piłki przez LKS obrona Stołecznych funkcjonowała bez zarzutów. Scarab musiał być jedynie czujny przy strzałach z dystansu, gdyż w polu karnym wszystkie piłki były przejmowane przez SNZ. I gdy wszystko wskazywało, że pierwsza odsłona zakończy się bezbramkowym wynikiem nadszedł kataklizm numer 1. Na minutę przed końcem lewym skrzydłem przedarł się zawodnik Grażyny, który oddał silny strzał. Piłka po nogach naszych obrońców wpadła niestety do siatki. Dosłownie dziesięć sekund po tym golu było już 0-2. Fatalny błąd przy rozpoczęciu gry od środka, szybka strata i zawodnik LKS znalazł się w czystej okazji, której pomimo interwencji naszego bramkarza nie zmarnował. Dwie bardzo głupio stracone bramki bardzo podcięły skrzydła naszym zawodnikom, którzy do tego momentu grali naprawdę przyzwoicie.

W drugiej połowie Stołeczni bardziej przycisnęli. Mieli więcej z gry, jednak z wielkim mozołem przychodziło stwarzanie kolejnych okazji a co za tym idzie – odrabianie strat. Gdy jednak wydawało się, że gol dla naszego zespołu w końcu padnie nadszedł kataklizm numer 2. Podobnie jak pod koniec pierwszej połowy tak i tym razem w odstępie dziesięciu sekund tracimy dwa kolejne gole. Najpierw Wieshaq pogubił krycie w obronie i Scarab był bezradny przy strzale z dystansu a chwilę później do toczącej się piłki w stronę naszego pola karnego szybciej od Scaraba dopadł piłkarz Grażyny i dość szczęśliwym strzałem ustalił wynik meczu. Do końca pozostawało co prawda jeszcze ponad 10 minut, lecz tym okresie Stołeczni zupełnie stracili wiarę w końcowy sukces i grali bez takiego zaangażowania jakie pokazywali wcześniej. Pod koniec meczu LKS kilkukrotnie wyszedł z szybkimi kontrami w przewadze, jednak zgubiła ich nonszalancja i akcje zwykle przerywali nasi obrońcy.

Reasumując zespół LKS Dzika Grażyna zdecydowanie przewyższał Stołecznych pod względem wybiegania. Miało to przełożenie na swobodę rozgrywania przez nich akcji a także na paraliż poczynań ofensywnych Nissanowców. Piłkarzom Stołecznego NISSANzone brakowało pomysłu na grę, często także szwankowała gra bez piłki. Zasłużone więc zwycięstwo Grażyny, jednak z samego przebiegu meczu można uznać, że zbyt wysokie.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 6- po dwóch świetnych występach tym razem gorszy dzień. Na jego konto można zapisać gola nr 4. Wciąż jednak jest mocnym punktem zespołu.

Grzechu – 5 – często gubił się przy wyprowadzaniu piłki, brakowało też wychodzenia na pozycję. Kilka doskonałych zagrań to za mało

Marcos – 4 – Przy pierwszym golu dał się przejść przez rywala, przy drugim oddał piłkę za darmo. Brakowało zdecydowania, chociaż kilkukrotnie ładnie pociągnął szybkie kontrataki

Pawlo – 6 – dużo biegał, starał się i walczył. Zabrakło jednak dokładności w jego poczynaniach.

Wieshaq – 4 – poważny błąd przy trzeciej bramce. Mało walki i zbyt częste straty.

Olej – 5 – starał się, kiwał ale nie przynosiło to żadnego efektu. Często nie miał z kim rozegrać piłki a gdy znalazł się w idealnej okazji – trafił w bramkarza.

Stołeczny NISSANzone – Siostry i Bracia 2:0

Inauguracja sezonu halowego wypadła nad wyraz korzystnie. Po momentami naprawdę świetnej grze zawodnicy Stołecznych nie dali najmniejszych szans grającym bardzo ostro rywalom odnosząc zasłużone zwycięstwo.

Siostry i Bracia dali się poznać niestety z dość ciemnej strony. Mnóstwo fauli, czasami dość brutalnych i ostre wejścia nie zawsze w piłkę nie wystawiają im najlepszego świadectwa. Piłkarsko również nie zachwycili, ale tu już sporą rolę odegrała postawa Stołecznych. Zagrali oni jedno z najlepszych swoich meczy i gdyby nie popełniający błąd za błędem w obronie Maciek moglibyśmy otrzeć się o maksymalne możliwości tej drużyny. Świetnie wychodziło krycie w obronie, niemniej fajnie prezentowaliśmy się w ataku. Jedyną ofensywną bronią SiB były strzały z dystansu, które jednak kilka razy były bardzo groźne. Stworzyli też trzy okazje sam na sam, jednak wyniknęły one ze słabej postawy Maćka, który często nie nadążał za akcjami.

W I połowie oglądaliśmy dużo walki w środku boiska. Stołeczni zdominowali rywali, którzy często salwowali się wybijaniem piłki sprzed własnego pola karnego. Nasi piłkarze w tej części stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, lecz nie współgrała z tym skuteczność. Dość powiedzieć o akcjach Oleja, Pawla czy przede wszystkim Grzecha, który nie trafił do pustej bramki. Pod bramką Scaraba działo się niewiele i tylko sporadyczne strzały z dystansu kazały mu być w pełnej gotowości.

Niestety dało się wciąż zauważyć w grze SNZ niedokładność w wyprowadzaniu akcji. Kilkukrotnie piłka była oddawana do rywala, czasami brakowało dokładności z tak prostych zagrań jak wprowadzenie piłki do gry z autu. Na szczęście te dobre zagrania przesłoniły negatywne więc i obraz I połowy był bardzo obiecujący. Wynik brzmiał jednak 0:0.

Druga połowa zaczęła się niedobrze. Znów przez kilka pierwszych minut Stołeczny NISSANzone nie potrafił wejść w grę. Kilka razy zakotłowało się pod naszą bramką i tylko dzięki fantastycznej postawie Scaraba i niefrasobliwości rywali wciąż po stronie strat było 0. Po pięciu minutach w końcu Stołeczni uspokoili grę i zaczęli coraz mocniej nacierać. Grając na większym ryzyku narażali się na bardzo szybkie i groźne kontry, lecz zawsze udało się zażegnać niebezpieczeństwo bądź można było liczyć na Scaraba. Z przodu wciąż nasi zawodnicy razili nieskutecznością stwarzając sobie kolejne okazje.

W 33 minucie w końcu padł gol. Najpierw akcję stworzyli sobie SiB, po której było bardzo gorąco. Maciek, leżąc na ziemi, zdołał jednak zatrzymać piłkę barkiem co pozwoliło na wyprowadzenie bardzo szybkiej kontry. W niej doskonale rozklepali obronę Marcos i Olej, który po otrzymaniu świetnego podania od tego pierwszego bez problemu otworzył wynik. Od tego momentu Siostry i Bracia chyba stracili wiarę w osiągnięcie korzystnego rezultatu, gdyż poza jednym strzałem, po którym piłka zmierzała w okienko nie zagrozili już naszej bramce. Niestety nie odpuścili bardzo ostrej gry. W 37 minucie Olej wychodził na pozycję sam na sam i został brutalnie podcięty od tyłu. Słaby tego dnia sędzia w końcu podjął słuszną decyzję o dwuminutowej karze dla obrońcy SiB.

Grający w osłabieniu rywale starali się odwrócić losy meczu, lecz to Stołeczni tego dnia mieli swój dzień. W 39 minucie Maciek przeciął podanie do napastnika rywali i wyprowadził kontrę. Zagrał do Pawla będącego przed bramkarzem SiB i mieliśmy 2:0. Za chwilę zawyła końcowa syrena.

Podsumowując należy się cieszyć, że po słabej postawie na Ursusie nasi piłkarze potrafili tak dobrze się zaprezentować jako drużyna. Gdyby nie słaba postawa Maćka można by było uznać, że nie ma się do czego przyczepić.

Dzięki temu zwycięstwu Stołeczny NISSANzone po raz pierwszy w historii występów w Lidze Halowej wygrał na inaugurację a także zachował czyste konto. Gdy w takim tempie padać będą kolejne bariery to może być naprawdę ciekawie.

Subiektywny ranking kapitana:

Scarab – 10 – bez żadnego zarzutu. Wszystko, za co się zabrał robił wzorowo.

Grzechu – 9 – niemal bezbłędny. Niemal, gdyż raz oddał piłkę pod nogi rywala i raz nie trafił do pustej bramki.

Marcos – 9 – niesamowicie waleczny i ambitny. Wszędzie go było pełno.

Pawlo – 9 – zdobył gola, twardo walczył w obronie. Dobrze wykonywał rzuty rożne.

Wieshaq – 8 – po tak ostrej chorobie walczył nadspodziewanie ambitnie. Starał się i często przerywał akcje rywali.

Olej – 9 – ładny gol. Szarpał z przodu jak na lidera przystało. Wciąż jednak odpuszcza defensywę.

Stołeczny NISSANzone – Akademia Teatralna 1:4

Nie mogło się skończyć inaczej niż porażką spotkanie zespołu Akademii Teatralnej z przysłowiowym zlepkiem piłkarzy w barwach Stołecznego NISSANklubu. Nasi piłkarze nie mieli kompletnie pomysłu na grę i mogą się cieszyć, że skończyło się tak małą karą.

Od pierwszych sekund gry piłkarze Akademii nastawili się na atak. Dość wysoko ustawiona obrona miała za zadanie rozbijać ataki Stołecznych jak najwcześniej i trzeba przyznać, że była to dość skuteczna broń. Na dokładkę nasi zawodnicy w niczym nie przypominali zespołu. Mnożyły się błędy, niecelne zagrania, anemiczne strzały czy pomyłki w kryciu. Już w 4 minucie Akademia objęła prowadzenie po świetnym wyrzucie bramkarza. Piłka przeleciała nad nieporadnym Maćkiem i doszła do Wawera, który przelobował Scaraba. Trafił co prawda w poprzeczkę, lecz przy dobitce nie miał żadnych problemów ze zdobyciem gola.

Dalsze minuty upływały pod kontrolą chaosu. Akademicy mieli więcej z gry, lecz sami gubili się w atakach a Stołeczni nijak nie potrafili wymienić kilku podań. W 9 minucie Maciek został ukarany karą dwuminutową za zagranie piłki ręką i paradoksalnie był to najlepszy moment piłkarzy Stołecznego NISSANzone w obronie. Bardzo skutecznie kasowali wszystkie akcje artystów nie pozwalając im nawet na strzały z dystansu. Po wyrównaniu się sił wróciła anemiczna gra.

W 17 minucie SNZ miał doskonałą okazję na wyrównanie, lecz Pawlo zmarnował świetne podanie Oleja i w sytuacji sam na sam trafił w słupek. Kilka razy zakotłowało się pod bramką Akademii po rozgrywanych stałych fragmentach gry, lecz pożytku nie było żadnego.

Druga odsłona nie przyniosła zmiany gry. Wciąż Akademicy grali z polotem wykorzystując niefrasobliwość obrony Stołecznych. W 26 minucie podwyższyli oni prowadzenie. Zupełnie grę w obronie odpuścił Grzechu i jego skrzydłem pobiegł zawodnik gości, który doskonale zagrał piłkę na drugi słupek gdzie był kolejny nieobstawiony piłkarz rywali. Chwilę później było już 0:3 po bardzo podobnej akcji. Tym razem piłkę stracił Olej i w kontrze 3 na 1 akademicy za sprawą Wawera przesądzili o wygranej.

W 39 minucie piłkarze SNZ zdobyli gola honorowego. Jedyna składna akcja w meczu zakończyła się ładną bramką. Maciek przejął piłkę w obronie, wypuścił na skrzydle Pawla, który zgrał piłkę na środek do niepilnowanego Oleja. Nasz snajper w końcu zachował się tak jak powinien – bardzo spokojnie wyczekał bramkarza i strzelił obok niego.  Jednak chwilę później Stołeczni tracą kolejną bramkę. Sędzia odgwizdał karnego z kapelusza po rzekomym zagraniu ręką w polu karnym przez Maćka. Okazję wykorzystał bramkarz Akademików ustalając wynik meczu.

Reasumując należy się cieszyć, iż po stronie strat są tylko 4 gole. Naszym piłkarzom nie wychodziło kompletnie nic i był to jeden z gorszych meczy na przestrzeni ostatnich trzech sezonów. A szkoda tym bardziej, iż diabeł nie był taki straszny. Akademia Teatralna zagrała jedynie poprawnie ale to w zupełności wystarczyło.

Subiektywny ranking kapitana:

Scrab – 7 – jedyny jasny punkt zespołu. Błędów nie popełnił a kilkukrotnie wybronił kolegów z ich błędów.

Grzechu – 2 – w obronie nie zagrał zupełnie nic. Wielokrotnie zagubiony, miał problemy z dokładnością

Pawlo – 5 – starał się, biegał ale przy takim wsparciu kolegów była to gra mało produktywna.

Wieshaq – 2 – był zawsze tam, gdzie nie powinien.

Olej – 3 – starał się szarpać w ataku, ale jak przyszło do obrony to był myślami zupełnie gdzie indziej.

Liga Ursusa – jesień 2011

Kwiecień 12th, 2000 by Maciek

17.09.2011 godz. 09:50 Stołeczny NISSANzone – Hipokamp 5:4

24.09.2011 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – Aby Remis 10:1

01.10.2011 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – PSŻW 4:9

08.10.2011 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – FC Peron 7:1

15.10.2011 godz. 08:30 Stołeczny NISSANzone – PST Ursus 7:5

22.10.2011 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – Nieliczymynaawans 3:5

05.11.2011 godz. 09:00 Stołeczny NISSANzone – Regional ACF 0:8

 

Tabela

Miejsce Zespół Mecze Punkty Br zdobyte Br stracone
1 PSŻW 7 16 43 34
2 Regional ACF 7 16 56 23
3 Stołeczny NISSANzone 7 12 36 33
4 Hipokamp 7 11 31 30
5 Nieliczymynaawans 7 9 33 26
6 Aby Remis 7 8 37 46
7 PST Ursus 7 5 48 56
8 FC Peron 7 3 20 58

Stołeczny NISSANzone – Regional AFC 0:8

Meczem bez żadnej historii przyszło naszym graczom zakończyć szósty już sezon Ligi Ursusa. Jak najbardziej zasłużone zwycięstwo naszych przeciwników dało im awans do I ligi a nasz zespół ponownie będzie zmagał się klasę niżej.

Od początku spotkania przewagę mieli zawodnicy RACF, którzy bez żadnych problemów stwarzali sobie dogodne okazje bramkowe. Stołeczni w I połowie jedynie dwa razy zagrozili bramkarzowi przeciwników – gdy Pawlo znalazł się w sytuacji sam na sam oraz gdy Maciek strzelił spod własnej bramki tuż nad poprzeczką. W każdym innym przypadku akcje SNZ były kasowane w zarodku. Do przerwy gracze Regional strzelili cztery bramki tylko dzięki świetnym interwencjom Scaraba i dzięki własnej niefrasobliwości.

W drugiej połowie obraz gry nie zmienił się. Długimi minutami piłka krążyła w okolicach naszego pola karnego a gracze RACF raz po raz mieli świetne okazje do podwyższenia wyniku. Jednak słupek, poprzeczka i Scarab byli na tyle skuteczni, że rywale po przerwie także 4 razy trafili celnie do bramki. Nasi zawodnicy szukali swoich szans w strzałach z bardzo daleka z rzadka przekraczając linię środkową boiska. Doskonałą okazję zmarnował Scarab, który w szaleńczym ataku wyszedł na spotkanie z bramkarzem przeciwników oko w oko lecz wystraszył się ciążącej presji i trafił wprost w niego. Po meczu tłumaczył, że każdemu się zdarza.

Ciężko doszukać się przyczyn tak wstydliwej porażki. Pogoda dopisała wyśmienicie, samoloty nie latały a sędzia nie miał wiele do roboty i gwizdał dzisiaj bardzo dobrze. Nasi zawodnicy też dali z siebie wszystko i pretensji do nich mieć nie można, choć wynik wskazuje inaczej. W takim razie przyczyną może był fakt, że Stołecznych zagrało ledwie trzech?

Stołeczny NISSANzone – Nieliczymynaawans 3:5

Porażka ta bardzo zredukowała szanse SNZ na awans do I ligi. Teraz już nie tylko trzeba wygrać ostatnie spotkanie z liderem ale także trzeba liczyć na korzystne rozstrzygnięcia w innych meczach. Zespół, który nie liczy na awans był lepszy i wyróżniał się na tle niemrawych Stołecznych ambicją i wolą walki.

Mroźny poranek nie sprzyjał grze w piłce. Boisko całe pokryte było szronem i trzeba było zmagać się nie tylko z rywalami ale także ze śliską nawierzchnią i zimnym powietrzem. Szybciej dostosowali się gracze rywala, którzy już pierwszą akcję zamienili na bramkę. Obrona SNZ starała się złapać odrobinę ciepła zupełnie zapominając o swoich obowiązkach.

Później oba zespoły chciały cokolwiek dobrego zrobić, lecz warunki panujące na boisku nie były przychylne i gra wyglądała bardziej jak zabawa w kopnij i biegnij a składnych akcji można było policzyć na palcach jednej ręki.

Po jednym z wielu tego dnia błędów obrony Nieliczymynaawans padło wyrównanie. W sporym chaosie piłka trafiła do Łukasza, który ze stoickim spokojem strzelił bramkę. Nie zmieniło to jednak obrazu gry, wciąż rządził chaos i przypadek a sytuacje podbramkowe wynikały jedynie z poważnych zaniedbań defensywnych. Tak jak np kilka minut później, gdy Maciek nie zdołał zablokować strzału, po którym piłka trafiła w słupek i po odbiciu się od barku Scaraba wpadła do bramki. Gola na 1:3 piszący te słowa nawet nie pamięta, ale to świadczy tylko, iż nie była to akcja godna odnotowania.

Do przerwy Stołeczni przegrywali więc dwoma trafieniami, ale w drugiej połowie zrobili jeszcze mniej niż w pierwszej. Do gola na 1:4 jeszcze się chciało i można było liczyć na odwrócenie losów meczu, gdyż boisko się zazieleniło i wyszło słońce. Lecz piłkarze rywali mieli tego dnia inne plany. Na dokładkę bramkarz przeciwników był dysponowany bardzo dobrze i w wielu przypadkach ratował skórę kolegom. A że skumplował się ze szczęściem to dobrze dla niego, gdyż lepszy ma je zawsze.

Ostatnie minuty meczu to indywidualne popisy Nieliczymynaawans, płacze i lamenty tych samych piłkarzy o grę kontaktową i wybijanka. Grający pod słońce Scarab złapał srokę za ogon, bo jak można inaczej niż fartem nazwać dwa strzały w słupek bramki Stołecznych? Poza tym popisał się trzema fantastycznymi interwencjami i rywale tylko łapali się za głowy. Jednak bramkę nr 5 puścił bo w którymś z kolei wyjściu rozpędzonej młodzieży w przewadze 3 na 1 udało im się w końcu ładnie rozegrać piłkę.

I tu niespodzianka – Stołeczni w końcu doszli do siebie. Najpierw Pawlo skorzystał z podania obrońcy przeciwnika i bez zbędnych ceregieli zapakował piłkę do bramki a później świetna i chyba jedyna akcja zespołowa zakończyła się celnym trafieniem Maćka WPR. Warto odnotować tą akcję – Pawlo do Maćka WPR, ten do Maćka, który pięta zgrał do rozpędzonego wupeera, który ze skrzydła pokonał bramkarza Nieliczymynaawans. A wszystko w kilka sekund. Bach, bach, bach i Buch. Dobrze, że chwilę później słaby tego dnia sędzia gwizdnął po raz ostatni, można będzie rozpamiętywać tą akcję dłużej. Nie ważne jak mężczyzna zaczyna…

Był też mały zgrzyt, którym był chamski wślizg przeciwnika w nogi Łukasza. Mamy nadzieję, że nie będzie z tego poważnej kontuzji i Luki jutro wspomoże SNZ w meczu halowym.

Ogólne podsumowanie wiązałoby się z samą krytyką gry, więc można sobie darować. Granie tylko długich piłek, kompletny brak ruchu i problemy z przyjęciem i tak skończyły się zaledwie dwubramkową porażką, choć i rywale nie olśnili. Skoro jednak najlepszym ich zawodnikiem był bramkarz to wiadomym jest, że gra w takich warunkach mija się z celem.

Stołeczny NISSANzone – PST Ursus 7:5

Czwarte zwycięstwo zanotowali nasi piłkarze w Lidze Ursusa. Tym razem pokonali oni zawodników PST Ursus, którzy byli równorzędnym rywalem w tym pojedynku.

Przez cały mecz przewagę w posiadaniu piłki mieli zawodnicy SNZ, lecz piłkarze PST szybko organizowali bardzo groźne kontrataki. W początkowej fazie meczu dwa takie wyjścia zakończyły się bramkami. Najpierw pechowo interweniował występujący chwilowo na pozycji bramkarza Pawlo, który łapiąc piłkę wpadł na słupek. Z dobitką skutecznie pospieszył gracz rywali. Kilka chwil później było już 0-2 po składnej kontrze PST.

Stołeczni wciąż grali swoje i efekty w końcu przyszły. Gol po wybiciu piłki z autu oraz bramka po bardzo ładnej akcji całego zespołu autorstwa Oleja dały wyrównanie. Niestety chwila nieuwagi na kilka sekund przez zakończeniem I odsłony kosztowała słono. Piękny strzał w okienko bramki, w której stał już Scarab dała rywalom prowadzenie do przerwy. W międzyczasie spore oblężenie bramki przeciwników nie przyniosło efektów. Dwa słupki, kilka sytuacji sam na sam, w których górą był bramkarz PST mogły rozstrzygnąć kwestię zwycięstwa już w pierwszych dwudziestu minutach.

Druga połowa zaczęła się od masowych ataków naszych zawodników. Szarża Maćka lewym skrzydłem kończy się trzecim trafieniem, kilka sekund później efektownym strzałem Łukasz wyprowadza SNZ na prowadzenie finalizując spore błędy w obronie PST. Okres sporej przewagi Stołecznych daje jeszcze dwie bramki – Oleja i Kamila, którzy bez większych problemów kończyli składne akcje drużyny.

Od wyniku 6:3 wkradło się w szeregi SNZ spore rozprężenie, które dało sporo korzyści graczom Ursusa. Olej zmarnował dwie okazje sam na sam z pustą bramką, Kamil przymierzył kilkanaście metrów od słupka a Grzechu nie zdążył dołożyć nogi do piłki lecącej wzdłuż bramki. Sytuacje te zemściły się i PST zdobył gola nr 4.

Nie zmieniło to zbytnio obrazu gry, wciąż więcej do powiedzenia mieli Stołeczni. Kilka minut przed zakończeniem siódmą bramkę ustrzelił Łukasz a w 39 minucie wynik spotkania ustalili piłkarze PST, którzy w przewadze 3 na 1 nie dali szans Scarabowi.

Cieszy kolejna wygrana, cieszy zaprezentowany poziom. PST był mocnym przeciwnikiem, lecz brakowało u nich gry zespołowej.

 

Stołeczny NISSANzone – FC Peron 7:1

Bez większego wysiłku gracze SNZ dopisali do swojego dorobku kolejne trzy punkty. Piłkarze FC Peron poza ambicją nie przeciwstawili nic więcej i poza kilkoma strzałami z daleka oraz golem nie mieli więcej do powiedzenia.

 

Początek spotkania był niemrawy, oba zespoły jakby badały umiejętności przeciwników. Gra toczyła się raczej na połowie FC Peron, ale sytuacji bramkowych nie było. Przeciwnicy starali się konstruować kontrataki, które jednak były rozbijane na wysokości linii środkowej.

Okres ten zakończył się w końcu celnym strzałem piłkarzy Stołecznych, po którym wyszli oni na prowadzenie. Od tego momentu bramkarz FCP miał coraz więcej pracy i coraz więcej szczęścia. Z kolei Romek, który gościnnie wystąpił na pozycji bramkarza SNZ miał za zadanie jedynie łapanie piłek po strzałach z dystansu.

Do przerwy nasi zawodnicy dorzucili jeszcze dwie bramki i sędzia zakończył I część spotkania. W drugiej odsłonie gracze FC Peron kompletnie się rozsypali jako drużyna i poza indywidualnymi zrywami nie przedstawiali już żadnej wartości. Smucić musi więc fakt, że jedynie 4 strzały znalazły się w bramce outsidera. Jednak wiele razy niefrasobliwość w ataku bądź zwyczajny brak szczęścia powodował, że piłka mijała słupki i poprzeczkę bramki rywala. Na dokładkę Pawlo nie wykorzystał rzutu karnego, gdyż jego strzał w ładnym stylu odbił bramkarz FC Peron.

Stracony gol padł po niefrasobliwej postawie obrony, która po odbiciu piłki ręką przez Maćka stanęła w miejscu. Gwizdka nie było, sędzia puścił słusznie grę a z gapiostwa skorzystał piłkarz FCP, który przelobował naszego bramkarza.

Ambitnie grający zawodnicy FC Peron nie mieli jednak pomysłu na obronę SNZ i trudno się doszukiwać sensacji w fakcie, iż zajmują oni ostatnie miejsce w tabeli.

Stołeczny NISSANzone – PSŻW 4:9

Dość niespodziewanie Stołeczni oddali wszystkie punkty w tym spotkaniu. Waleczni i ambitni zawodnicy PSŻW wygrali zasłużenie po meczu, w którym mieli przewagę od pierwszego do ostatniego gwizdka arbitra.

 Dużą „zasługą” w tym stanie rzeczy były olbrzymie problemy kadrowe. Na godzinę przed rozpoczęciem meczu ze składu wypadło aż czterech zawodników i SNZ zmuszone było w trybie nagłym łatać dziury. Jednak postawa PSŹW przeszła najśmielsze oczekiwania, gdyż jest to już zupełnie inna drużyna od tej, z którą Stołeczni mierzyli się w poprzednich edycjach.

Stołeczny NISSANzone – Aby Remis 10:1

Drużyna Stołecznych pokonała  zespół Aby Remis, który stawił się w 4 osobowym składzie. Niestety kontuzje przeszkodziły rywalom w zebraniu pełnego zespołu. Do Stołecznych po nocnej zmianie dołączyli Olej i Grzechu dzięki czemu na ławce Nissana było dwóch rezerwowych.

 Skład na to spotkanie – Scarab (bramkarz) , Pawlo, Grzechu, MaciekWPR, Olej. Łukasz i Przemek.

Stołeczny NISSANzone – Hipokamp 5:4

Udana była jesienna inauguracja Ligi Ursusa. Po wyrównanym spotkaniu ostatecznie zwycięsko z niego wyszli Stołeczni, którzy zagrali w skromnym, 5-osobowym zestawieniu.

Skład na to spotkanie – Pawlo (bramkarz) – Grzechu, Kamil, MaciekWPR i Olej. Gole dla SNZ strzelili Olej (4) i Grzechu.