Liga Halowa 2010/2011
Październik 20th, 2009 by Maciek
17.10.2010 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – SB 2:0
24.10.2010 godz. 11:30 – Stołeczny NISSANzone – LKS Dzika Grażyna 0:4
07.11.2010 godz. 15:40 – Stołeczny NISSANzone – Akademia Teatralna 1:4
14.11.2010 godz. 09:50 – Stołeczny NISSANzone – FC Stokrotki 3:3
28.11.2010 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – KOMA 5:5
05.12.2010 godz. 19:00 – Stołeczny NISSANzone – Husaria 0:6
12.12.2010 godz. 15:40 – Stołeczny NISSANzone – FCP 2:4
19.12.2010 godz. 20:40 – Stołeczny NISSANzone – Kartofelki 1:1
09.01.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Twoja Klaszcze u Rubika 3:2
16.01.2011 godz. 12:20 – Stołeczny NISSANzone – Bękarty R 3:5
16.01.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 3:6
06.02.2011 godz. 09:50 – Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 1:4
13.02.2011 godz. 13:10 – Stołeczny NISSANzone – Chłopcy z Ferajny 4:8
20.02.2011 godz. 11:30 – Stołeczny NISSANzone – Bękarty R 4:5
27.02.2011 godz. 09:50 – Stołeczny NISSANzone - Structus.pl 7:5
06.03.2011 godz. 11:30 – Stołeczny NISSANzone - FCP 2:2
13.03.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone - Waleczni i Niebezpieczni 5:4
20.03.2011 godz. 15:40 – Stołeczny NISSANzone - Kró(L)ewscy 6:7
27.03.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Żbiki 4:2
03.04.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Twoja Klaszcze u Rubika 9:4
10.04.2011 godz. 11:30 – Stołeczny NISSANzone – KOMA 3:2
17.04.2011 godz. 14:00 – Stołeczny NISSANzone – Parówka SV 4:5
| Zespół | Mecze | Punkty | Z-R-P | Bramki | |
| 1 | Chłopcy z Ferajny | 11 | 38 | 10-0-1 | 64-27 |
| 2 | Waleczni i Niebezpieczni | 11 | 30 | 7-0-4 | 43-26 |
| 3 | KOMA | 11 | 28 | 8-0-3 | 43-31 |
| 4 | Bękarty R | 11 | 28 | 7-0-4 | 43-39 |
| 5 | Niebieska Wiodąca Moc | 11 | 27 | 6-1-4 | 35-31 |
| 6 | Parówka SV | 11 | 24 | 7-0-4 | 49-34 |
| 7 | Structus.pl | 11 | 22 | 4-2-5 | 46-38 |
| 8 | Stołeczny NISSANzone | 11 | 21 | 5-1-5 | 49-48 |
| 9 | Twoja Klaszcze u Rubika | 11 | 13 | 2-2-7 | 29-61 |
| 10 | Kró(L)ewscy | 11 | 11 | 3-0-8 | 30-60 |
| 11 | FCP | 11 | 9 | 2-1-8 | 31-57 |
| 12 | Zbiki | 11 | 7 | 1-1-9 | 22-48 |
| I RUNDA | |||||
| LP | Zespół | Mecze | Punkty | Z-R-P | Bramki |
| 1 | Chłopcy z Ferajny | 0 | 8 | 0-0-0 | 0-0 |
| 2 | Niebieska Wiodąca Moc | 0 | 8 | 0-0-0 | 0-0 |
| 3 | Chłopcy z Ferajny | 0 | 8 | 0-0-0 | 0-0 |
| 4 | Structus.pl | 0 | 8 | 0-0-0 | 0-0 |
| 5 | Bękarty | 0 | 7 | 0-0-0 | 0-0 |
| 6 | Twoja Klaszcze u Rubika | 0 | 5 | 0-0-0 | 0-0 |
| 7 | Stołeczny NISSANzone | 0 | 5 | 0-0-0 | 0-0 |
| 8 | KOMA | 0 | 4 | 0-0-0 | 0-0 |
| 9 | Żbiki | 0 | 3 | 0-0-0 | 0-0 |
| 10 | Parówka SV | 0 | 3 | 0-0-0 | 0-0 |
| 11 | Kró(L)ewscy | 0 | 2 | 0-0-0 | 0-0 |
| 12 | FCP | 0 | 2 | 0-0-0 | 0-0 |
| I RUNDA: | |||||
| Zespół | Mecze | Pkt | Bramki | Z-R-P | |
| 1 | Husaria | 11 | 29 | 54-17 | 9-2-0 |
| 2 | Kartofelki | 11 | 23 | 48-28 | 7-2-2 |
| 3 | FC Stokrotki | 11 | 21 | 53-38 | 6-3-2 |
| 4 | LKS Dzika Grażyna | 11 | 20 | 42-35 | 6-2-3 |
| 5 | SB | 11 | 19 | 43-42 | 6-1-4 |
| 6 | Akademia Teatralna | 11 | 18 | 33-31 | 5-3-3 |
| 7 | Niebieska Wiodąca Moc | 11 | 16 | 39-36 | 5-1-5 |
| 8 | Bękarty R | 11 | 13 | 34-44 | 4-1-6 |
| 9 | Twoja Klaszcze u Rubika | 11 | 9 | 29-37 | 3-0-8 |
| 10 | Stołeczny NISSANzone | 11 | 9 | 23-40 | 2-3-6 |
| 11 | KOMA | 11 | 7 | 37-55 | 2-1-8 |
| 12 | FCP | 11 | 4 | 27-59 | 1-1-9 |
Relacje:
Stołeczny NISSANzone – Parówka SV 4:5
Zdumiewającym pozostanie fakt porażki w tym spotkaniu. Przez 32 minuty Stołeczni w pełni kontrolowali jego przebieg, marnowali kolejno stwarzane okazje i zupełnie nie pozwalali na stworzenie okazji strzeleckich graczom PSV prowadząc 4:1.
W 32 minucie Szymon za faul wyleciał na dwie minuty. Faul był zupełnie niepotrzebny, popełniony w środkowej części boiska i nawet nie był faulem. Półwślizg sędzia zakwalifikował jako wślizg odsyłając naszego gracza na ławkę. W tym momencie mało kto się tym faktem przejął. Jednak dla graczy Parówki był to jakby tajny sygnał, od którego ich gra wyglądała zupełnie inaczej. Najpierw wykorzystali moment gry w przewadze strzelając swojego drugiego gola. W sporym zamieszaniu przeciwnicy wzorowo rozklepali obronę SNZ, jednak strzał w ich wykonaniu był bardzo tyle anemiczny co szczęśliwy. Lekko lecącej piłki nie zdołał bowiem zablokować stojący na linii bramkowej Maciek. Następnie w 5 minut rywale zaaplikowali kolejne trzy bramki zapewniając sobie końcowe zwycięstwo. Każdy z tych goli był pokłosiem serii błędów w obronie SNZ. Nasi gracze stanęli patrząc jak PSV rozgrywa swoje akcje.
Bramka na 3:4 to fatalny błąd Pawla, który grając jako bramkarz wyprowadzał piłkę. Przy próbie podania trafił jednak w przeciwnika, który chwilę później cieszył się z gola. Na 4:4 Parówka wbiła gola po bardzo składnej akcji na skrzydle. Piłka szybko zmieniała właściciela aż dostał ją czyhający na naszym polu karnym napastnik, który nie miał problemów z pokonaniem Pawla. Ostatni gol w tym meczu padł po zamieszaniu w polu karnym SNZ. Niepotrzebnie pod linię pola karnego wyszedł Pawlo próbując wybić piłkę. Zawodnik PSV przepchnął ją jednak w kierunku środka pola a tam czekał już gracz rywali.
Do tej pechowej 32 minuty mecz był zupełnie pod kontrolą Stołecznych. W 7 minucie otworzyli oni wynik tego spotkania po świetnie wykonanym rzucie z autu. Grzechu zagrał idealnie na nogę Szymona a ten bez problemów wpakował ją do siatki.
Cała połowa upływała pod dyktando SNZ. Nieliczne błędy indywidualne skutkowały stratami, których jednak gracze Parówki nie potrafili przełożyć na sytuacje bramkowe. Jednak jeden z błędów skończył się stratą gola. Grzechu zagubił się na skrzydle i pozwolił przejąć piłkę rywalom. Wyszli oni z szybką kontrą i po ładnej akcji dwójkowej doprowadzili do remisu.
W tej odsłonie kilka dogodnych okazji zostało przez naszych graczy zmarnowanych. Sam Olej mógł już skompletować hattricka, lecz dzisiaj miał zupełnie rozregulowany celownik. Wiele razy skutecznie interweniował bramkarz PSV, który na pewno był najmocniejszym punktem swojej defensywy.
Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsze 20 minut. Stołeczni grali swoje, starali się bez zbędnych kombinacji iść do przodu. Wiele zagrań było niedokładnych, lecz w przeciągu 10 minut stworzyli sobie tyle okazji, że mogli wygrać bardzo wysoko. Z tych szans wykorzystali zaledwie trzy. Najpierw Maciek zagrał w pole karne a do odbitej piłki doskoczył Grzechu i pokonał bramkarza, następnie ładną kombinacyjną akcję zakończył celnym trafieniem Robert, by w końcu z rzutu rożnego Szymon zagrał do Maćka, ten odegrał do Grzecha i było 4:1.
Jeszcze swoje musiał zmarnować Olej i w końcu nadeszła 32 minuta…
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 4 – niestety dziś zagrał najgorzej ze swoich występów na bramce. Dwa gole obciążają jego konto, ponadto niemal każde wprowadzenie przez niego piłki było niedokładne.
Grzechu – 7 – mało widoczny, ale był tam, gdzie powinien.
Szymon – 6 – trochę za dużo grał indywidualnie, przez co tracił piłkę. Jednak ładnie szukał pozycji w ataku, w obronie bardzo walecznie
Robert – 6 – starał się, dużo biegał, ale nie by dostrzegany przez partnerów. W obronie swoje zrobił.
Olej – 6 – dużo za bardzo chciał strzelić gola. Szarpał, kiwał, strzelał – ale wszystko bez efektów. Nadrabiał grą defensywną.
Stołeczny NISSANzone – KOMA 3:2
Po serii słabszych występów tym razem nasi zawodnicy zagrali bardzo dobre spotkanie i jak najbardziej zasłużenie zdobyli komplet punktów pokonując wicelidera tabeli. Przeciwnicy przez cały mecz stworzyli sobie jedną dogodną okazję a swoje dwie bramki zdobyli strzałami z daleka.
Początek spotkania wskazywał, że mecz będzie się toczył w nieco sennej atmosferze, gdyż oba zespoły przystąpiły do gry bez zawodników rezerwowych. Zarówno Stołeczni jak i KOMA bardzo uważnie grali w obronie a swoje akcje budowali dokładnie by nie narażać się na niepotrzebne straty. Jednak to SNZ raz po raz strzelał na bramkę KOMY, czyniąc to niestety mało skutecznie. W końcu do siatki trafił Olej. W 5 minucie wykorzystał on dokładne podanie Marcosa i wyprowadził nasz zespół na prowadzenie.
KOMA nie była w stanie skutecznie odpowiedzieć. Gra w obronie Stołecznych funkcjonowała jak należy i Pawlo, który pełnił rolę bramkarza, wyłapywał jedynie zbyt długie podania przeciwników. Bardzo dobrze gracze KOMY byli odcinani od podań a gra jeden na jeden zupełnie nie przynosiła im korzyści. Stołeczni grali bardzo uważnie i kasowali wszystkie akcje przeciwników.
W 13 minucie padła druga bramka. Po szybkim wyprowadzeniu kontry Maciek zagrał do Grzecha, który odegrał do Oleja. Ten będąc sam przed bramkarzem oddał piłkę Grzechowi, który będąc przed pustą bramką i mając nerwy na wodzy trafił do pustej bramki.
Do końca I połowy wynik się nie zmienił, ale nasi zawodnicy mieli kilka okazji do podwyższenia prowadzenia. Jednak Olej zmarnował dwie okazje sam na sam a w innych momentach brakowało dokładności i przysłowiowej kropki nad i. KOMA stworzyła sobie tylko jedną szansę, gdy Grzechu nie nadążył za skrzydłowym, lecz strzał tego drugiego był mocno niecelny.
Obraz gry w II części uległ na tyle zmianie, iż to nasi zawodnicy mieli jeszcze więcej swobody w rozegraniu i starali się to wykorzystać. Znów jednak brakowało skuteczności, dokładności czy zimnej krwi. Przeciwnicy kompletnie nie radzili sobie z defensywą Stołecznych szukając swych szans tylko w strzałach z dystansu. No i po jednym takim uderzeniu zdobyli gola kontaktowego. W sporym tłoku przed naszym polem karnym napastnik Komy strzelił między nogami wszystkich obrońców na tyle mocno, że zasłonięty Pawlo nie miał czasu na interwencję.
Gol ten nie wpłynął negatywnie na poczynania Stołecznych, którzy odpowiedzieli na niego w najlepszy z możliwych sposobów. Szybka akcja Olej – Marcos zakończyła się celnym strzałem tego drugiego i w 30 minucie na tablicy znów widniało dwubramkowe prowadzenie SNZ.
KOMA szarpała, starała się odwrócić losy meczu, ale obrona SNZ była tego dnia monolitem. Kilka niecelnych strzałów z daleka, zmarnowany rzut wolny i dwie skuteczne interwencje Pawla – to było niemal wszystko, co zdołali ugrać rywale. Niemal, gdyż jeden ze strzałów znalazł drogę do siatki. Z dystansu strzelił go napastnik KOMY, piłka jeszcze została lekko podbita przez próbującego zablokować ten strzał Maćka, zmyliła bramkarza i wpadła w okienko bramki.
Na wyrównanie rywalom nie starczyło sił i umiejętności. To nasi zawodnicy zmarnowali mnóstwo szans na powiększenie prowadzenia, lecz tego dnia chyba nie było Stołecznym dane w pełni wykorzystać słabości wicelidera. Dwoił się i troił bramkarz KOMY, który wyciągnął piłkę w kilku niesamowitych interwencjach, kilka razy strzały naszych zawodników zamiast w kierunku bramki leciały w sporej od niej odległości. A gdy wszystko się ułożyło tak jak powinno – strzał Grzecha wylądował na słupku.
W zasadzie bez większych problemów udało się dowieźć zwycięstwo do końca. Ostatnie sekundy przebiegały pod pełne dyktando SNZ, którzy sami starali się strzelić kolejną bramkę. Jak wiadomo – najlepszą obroną jest atak.
Dzisiejszy mecz był jednym z lepszych w wykonaniu naszego zespołu, a postawa w obronie zasługuje na najwyższe słowa uznania. Przy takim zaangażowaniu większość innych zespołów z naszej grupy miała by problemy ze zdobyciem choćby jednego gola.
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 10 – przy strzałach był bez szans. Raz wybronił w trudnej sytuacji, w pozostałych przypadkach bardzo pewnie kierował obroną.
Grzechu – 9 – brakowało jedynie kondycji. Gol numer jeden obciąża jego konto, gdyż pozwolił na oddanie strzału. W każdym innym przypadku pokazał się bardzo dobrze.
Marcos – 9 – z takim obserwatorem, jaki dzisiaj był na trybunach nie mógł zawieść. I nie zawiódł. Wszędzie go było pełno, występ okrasił ładnym golem.
Olej – 9 – fantastycznie ogrywał obrońców KOMY, lecz wciąż nie może wykorzystać większości z wypracowanych akcji. Brawa za postawę defensywną, był pierwszym obrońcą.
Stołeczny NISSANzone – Twoja Klaszcze u Rubika 9:4
Im dłużej trwał ten mecz, tym łatwiej naszym zawodnikom przychodziło stwarzanie sytuacji. Finalnie aż 9 razy piłka zatrzepotała w siatce Rubików a i tak pozostanie niedosyt. Przede wszystkim żałować można straconych goli, choć i zmarnowanych okazji było mnóstwo.
Oba zespoły zagrały w bardzo skromnych zestawieniach. SNZ miał na ławce jednego gracza, podczas gdy przeciwnicy zagrali bez zmienników. Dużo lepiej do takiej sytuacji przystosowali się nasi zawodnicy, którzy niczym rasowi długodystansowcy wyczekali rywala by w końcówce solidnie przycisnąć.
Od pierwszego gwizdka arbitra przewagę w polu mieli zawodnicy SNZ. Gracze Rubików tylko nieatakowani pod własnym polem karnym byli w stanie wymienić między sobą 3-4 podania. Im dalej w las tym było trudniej. Defensywa Stołecznych grała bardzo dobrze, choć każdy z graczy linii obrony dołożył cegiełkę do straconych goli.
Najpierw jednak Maciek wyprowadził nasz team na prowadzenie skutecznie strzelając z dystansu. Piłka tuż przy słupku wpadła do bramki. W 5 minucie na indywidualną szarżę zdecydował się osamotniony gracz przeciwników, który po wymanewrowaniu Szymka i Maćka nie dał szans Pawlowi na skuteczną obronę.
W 8 minucie niespodziewanie rywale wyszli na prowadzenie. Mocny strzał ze skrzydła zaskoczył Pawla, który niezbyt szczelnie asekurował krótki słupek. Cały czas przewagę posiadali nasi gracze i kolejne gole wydawały się kwestią czasu. I owszem, tak też było. Najpierw po raz drugi tego popołudnia Maciek celnie uderzył z linii pola karnego i doprowadził do wyrównania. W 14 minucie Szymon świetnie obsłużył Oleja, który piętą trafił do siatki stojąc tyłem do interweniującego bramkarza.
Do przerwy wynik brzmiał więc 3:2 dla naszej drużyny, choć okazji do zmiany było bardzo dużo. W drugiej odsłonie styl gry się nie zmienił i ponownie nasi gracze non stop wywierali presję na obronę Rubików. Jednak chwila nieuwagi naszych zawodników kosztowała stratę gola nr 3. Na szczęście przeciwnicy z remisu cieszyli się zaledwie kilka sekund. Ze środka do Maćka zagrał Szymon, Maciek oddał piłkę Marcosowi, który dokładnie obsłużył Szymona. Znalazł się on sam na sam z bramkarzem Rubików nie dając mu żadnych szans. Ponownie więc Stołeczni objęli prowadzenie i do końca już tylko powiększali swoją przewagę. Dwukrotnie Olej i także dwukrotnie Szymon skutecznie wykańczali składne akcje naszego zespołu doprowadzając do stanu 8:4. Asystami przy tych akcjach popisali się Grzechu (także dwa razy) i Marcos. Gra była płynna, akcje się zazębiały i widać było, że forma naszych graczy wraca na właściwe tory.
Presja na kolejne gole wśród naszych zawodników była spora, przede wszystkim do gry palił się Olej walczący o koronę strzelców. Jednak taka gra się zemściła i gracze TKuR wyprowadzili udany kontratak. Szybkie wyjście z własnej połowy dwóch zawodników, którzy rozklepali obronę SNZ pozwoliło na gola nr 4. W ostatniej minucie Szymon zwieńczył swój bardzo udany dzień kompletując hat tricka i można było w doskonałych nastrojach udać się do szatni.
Rubiki były najsłabszym zespołem z jakim mierzyli się nasi gracze i widać po wyniku, że szansa została wykorzystana. Do 24 minuty przeciwnicy mogli mieć nadzieję na punkty, lecz w końcówce totalnie opadli z sił i nie byli w stanie bronić się przed kolejnymi atakami Stołecznych. Szkoda trochę straconych przynajmniej dwóch bramek, bo wynikały ode ze zbytniej nonszalancji i braku asekuracji.
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 9 – poza golem numer dwa był bezbłędny. Docenili go także gracze Rubików wystawiając mu maksymalną notę.
Grzechu – 8 – w kolejnym z rzędu meczu ma kłopoty z kryciem indywidualnym, lecz dziś dołożył sporo walki w ataku, szukanie pozycji i szybką grę na jeden, dwa kontakty
Szymon – 9 – świetny dzień Szymona, który w pełni wykorzystał swoje atuty – mocny strzał i grę jeden na jeden.
Olej – 9 – cztery gole mają swoją wymowę. Walczył, zabierał piłkę rywalom, kiwał, strzelał i podawał.
Marcos – 8 – bardzo dobrze radził sobie na skrzydle, widać, że krótka przygoda z atakiem mu nie służyła. Dziś zanotował sporo przechwytów, ale czasami brakowało dokładności.
Stołeczny NISSANzone – Żbiki 4:2
Trzy punkty cieszą, lecz styl zaprezentowany przez nasz zespół już nie. Żbiki, będąc w przekroju całego spotkania drużyną lepszą, fatalnie spisywali się pod bramką Scaraba i na własne życzenie ponieśli kolejną porażkę.
Będąc jednak wiernym starym porzekadłom nie będziemy sądzić wygranych. Nasi zawodnicy włożyli w to spotkanie sporo serca i walki i – wtórując kolejnej maksymie – sprzyjało im szczęście.
Przedmeczowa rozgrzewka już wskazywała, że będzie dobrze. Kadra SNZ była kompletna, natomiast przeciwników było zaledwie 6. Obrana na szybko taktyka pressingu na całym boisku omal nie okazała się zabójcza dla Nissanowców. Żbiki bardzo dobrze radzili sobie w pojedynkach jeden na jeden często stwarzając dzięki nim przewagę na naszej połowie. Nieco zamieszania wprowadziły też roszady w obronie i na pewno będzie potrzeba więcej czasu i zgrania aby to wszystko zaskoczyło jak należy.
Początek meczu to istna dzicz, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Stołeczni rzucili się na swoich przeciwników i w ciągu trzech minut było już 2:0. Najpierw Olej zdecydował się na strzał z dystansu i idealnie trafił przy słupku by po chwili Maciek skutecznie wykończył dobre podanie Grzecha z rogu.
Wydarzenia te zmieniły obraz gry na tyle, że od tej pory najlepszym graczem naszego zespołu był występujący na bramce Scarab. Wciąż Żbiki nie mieli swobody w rozgrywaniu, wciąż na całym boisku nasi piłkarze starali się skutecznie utrudniać wyprowadzanie piłki, lecz coraz częściej przeciwnikom udawało się unikać opresji i tworzyli całkiem groźne sytuacje. Już w 4 minucie mieli pierwszą szansę na gola, lecz zmarnowali rzut karny. Jednak chwilę później po szybkiej akcji skrzydłem gracz Żbików nie dał szans Scarabowi na skuteczną obronę.
Stołeczni wciąż walili głową w mur chcąc chyba wejść z piłką do bramki. Mieli przed sobą jednak dość szczelną linię obrony, co przełożyło się na małą liczbę stworzonych okazji. Żbiki z kolei raz po raz wyprowadzali szybkie ataki, lecz marnowali na potęgę stworzone przez siebie okazje, bądź na przeszkodzie stawał świetnie dysponowany Scarab.
Do końca I połowy więcej goli już nie padło i SNZ prowadził 2:1. Druga odsłona żywcem przypominała pierwsze dwadzieścia minut. Niby Stołeczni mieli przewagę, więcej czasu utrzymywali się przy piłce ale to Żbiki budowali dużo bardziej groźne akcje. Skuteczność na szczęście to nie jest dobry znajomy naszych rywali. Nawet gdy udało im się ograć Scaraba to nonszalancja przeszkadzała w zdobyciu gola, jak chociażby sytuacja, w której Grzechu wybił z linii piłkę po anemicznym strzale.
W 26 minucie Olej podwyższył prowadzenie SNZ wykorzystując swoje indywidualne umiejętności. W sporym zamieszaniu tak długo holował piłkę, aż wypatrzył wolną lukę i oddał celny strzał. Z piłkarzy Żbików jakby nieco uszło powietrze, gdyż coraz trudniej przychodziło im budowanie swoich akcji. Zapewne największy wpływ na to miały coraz większe braki kondycyjne naszych rywali. Ale stać ich było na ostatni, szaleńczy zryw, po którym w 38 minucie strzelili gola kontaktowego. Po serii olbrzymich błędów naszych obrońców piłkarz Żbików będąc sam przed Scarabem strzelił drugą bramkę.
Do końca pozostawało 120 sekund, Żbiki złapali wiatr w żagle, lecz największe zagrożenie jakie byli w stanie stworzyć to seria rzutów rożnych, która finalnie doprowadziła do postawienia kropki nad i przez Grzecha. Wykonując trzeci z rzędu rzut rożny gracz Żbików podał do bramkarza, który wyszedł aż pod nasze pole karne. Jego strzał był jednak bardzo słaby i Scarab bez problemów złapał piłkę. Oddał ją natychmiast do Grzecha, który z własnej połowy idealnie przymierzył w okienko opuszczonej bramki ustalając wynik na 4:2.
Największym chyba błędem taktycznym dzisiaj było postawienie na pressing. Skrzętnie korzystali z tego przeciwnicy, gdyż rozciągnięta obrona nie była tak skuteczna jak zazwyczaj. Wystarczył jeden błąd naszego zawodnika i już pod bramką Scaraba robiło się groźnie. Na całe szczęście nasz bramkarz był dziś w doskonałej formie i nie popełnił żadnego błędu.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 10 – nota idealna, podobnie jak gra naszego bramkarza. Bronił pewnie, z wyczuciem i małą dozą szczęścia.
Pawlo -7 – zagrał jako obrońca i starał się jak tylko mógł łatając dziury po defensywnych błędach kolegów
Szymon – 7 – zabrakło więcej zdecydowania. Często zapuszczał się pod pole karne rywali.
Grzechu – 5 – krycie pressingiem zupełnie mu nie wyszło. Dużo lepiej w ataku – popisał się golem, dwoma asystami i kilkoma udanymi zagraniami.
Robert – 6 – dużo biegał i walczył, ale nie było widać efektów.
Wieshaq – 2 – dzisiaj zagrał bardzo słabo, gubił krycie, miał problemy z kondycją. Wszystko tłumaczą kłopoty zdrowotne.
Olej – 7 – przekleństwem chyba staje się jego walka o tytuł króla strzelców. Zbyt egoistyczna gra, często nie widział kolegów z drużyny.
Marcos – 6 – wielki plus za walkę i ambicję, ale nie sprawdził się na pozycji snajpera. Szukał gry w głębi pola, w ataku nie miał pomysłu.
Stołeczny NISSANzone – Kró(L)ewscy 6:7
Prysły nadzieję na dobrą pozycję na koniec sezonu. Po serii trzech meczy bez porażki Stołeczni zagrali na żenującym poziomie i zasłużenie ulegli Kró(L)ewskim. W przeciągu całego spotkania próżno było szukać zespołu i gdyby nie skuteczne indywidualne akcje Oleja i błędy przeciwników wynik byłby zapewne dużo wyższy.
Obie drużyny do meczu przystąpiły w 7 osobowych zestawieniach. Nasza drużyna była podbudowana dobrą passą w ostatnich trzech meczach, w których zdobyła 7 punktów. Rywale z kolei trzy ostatnie spotkania przegrali prezentując się bez wyrazu. Faworytem więc był SNZ i tego ciężaru nasi gracze nie unieśli.
Początek jeszcze był w miarę przyzwoity – do pierwszej zdobytej bramki. A że fakt ten miał miejsce w 2 minucie to ogólne wrażenie z gry naszych piłkarzy w przeciągu całego spotkania było fatalne. Olej świetnie wykonał rzut wolny po faulu na nim, kierując piłkę przy długim słupku. Na tym skończyły się pomysły naszych graczy na ten pojedynek.
Od tego momentu na boisku była zwykła kopanina. Kró(L)ewscy starali się wyrównać, lecz i oni dzisiaj prezentowali niski poziom. Do obu zespołów dorównał sędzia, gwiżdżący wg własnego widzimisię. Nie miał on na szczęście wpływu na wynik, ale na pewno wprowadził sporo zamieszania swoimi decyzjami. Tak naprawdę bohaterem są Ci, którym udało się bezstresowo obejrzeć cały mecz.
Ani jeden ani drugi zespół nie potrafił złożyć składnej akcji. K jedynie w pojedynkach indywidualnych starali się otworzyć sobie drogę do naszej bramki, lecz i te akcje były bezskuteczne. Dopiero w 10 minucie skrzydłowy urwał się obrońcom i w sytuacji sam na sam doprowadził do wyrównania.
Chwilę później przeciwnicy wyszli na prowadzenie wykorzystując fakt, iż cały nasz zespół został pod bramką przeciwnika. Trzech na jednego i 1:2 w plecy.
W 20 minucie udało się strzelić drugą bramkę. Faulowany był Olej a rzut wolny wykonał Maciek. Dobry strzał zmierzał w samo okienko, lecz bramkarz zdołał odbić piłkę. Uczynił to jednak na tyle niefortunnie, że ta znalazła się pod nogami Oleja, który dziś jako jedyny prezentował się korzystnie.
Druga odsłona była już totalnym dramatem. Stołeczni nie potrafili wymienić skromnych dwóch podań, wielokrotnie oddawali piłkę Kró(L)ewskim grając zupełnie bez sensu środkiem boiska. Rywale szybko skorzystali z prezentów i zdobyli dwie bramki wychodząc na prowadzenie 4:2 po 30 minutach gry.
Odpowiedzieć naszym graczom udało się błyskawicznie. Minutę później Maciek zagrał do Oleja, którego strzał głową zdołał jeszcze sparować bramkarz. Dobitka była już skuteczna. W 34 minucie ponownie na tablicy widniał remis i ponownie za sprawą duetu Maciek – Olej. Dokładne podanie tego pierwszego wykorzystał nasz najlepszy snajper strzelając w długi róg.
Wynik 4:4 wpłynął na naszych graczy niczym zielone światło na skrzyżowaniu. Zamiast skupić się na swojej grze ruszyli do przodu zupełnie zapominając o obronie. Na dokładkę grający jako bramkarz Pawlo zupełnie nie radził sobie z wyprowadzaniem akcji i sprezentował dwie bramki Kró(L)ewskim. Siódmy gol był pokłosiem zupełnej rezygnacji naszych zawodników. Tak więc na dwie minuty przed końcem było 4:7 i losy spotkania wydawały się rozstrzygnięte.
Jednak nastąpił szaleńczy zryw naszych piłkarzy, który finalnie mógł przynieść punkt. Najpierw na 52 sekundy przed końcem Młody zagrał do Oleja, który już po raz piąty celnie trafił do siatki. Na 22 sekundy przed ostatnią syreną Maciek przeprowadził indywidualny rajd zakończony strzałem wprost w bramkarza, na szczęście stojący obok Olej skutecznie dobił strzał. Na 8 sekund przez zakończeniem Stołeczni wykonywali rzut z autu. Dośrodkowanie starał się w dość ekwilibristyczny sposób zamienić na gola Młody, lecz jego strzał piętką minimalnie przeszedł obok słupka.
Obie drużyny nie zaprezentowały nic, co byłoby godne uwagi. Z obu stron dominował chaos, brakowało składnych akcji i strzałów na bramkę. O tą jedną bramkę lepsi byli Kró(L)ewscy i to oni zgarnęli komplet punktów.
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 3 – najsłabszy występ bramkarza w tym sezonie. Kompletnie nie radził sobie z wyprowadzaniem piłki .
Szymon – 3 – wiele razy gubił się w pojedynkach jeden na jeden. Niewidoczny w ataku
Grzechu – 2 – w obronie się nie udzielał, z przodu pożytku było niewiele
Olej – 7 – sześć goli, jako jedyny nawiązywał wyrównaną walkę z przeciwnikiem.
Młody – 2 – jedyny pozytyw to asysta przy bramce Oleja. Kompletnie nie wywiązywał się z zadań obronnych
Wieshaq – 5 – zagrał bardzo ambitnie, walczył w obronie.
Stołeczny NISSANzone – Waleczni i Niebezpieczni 5:4
Obie drużyny rozegrały ładne i czyste spotkanie. Stołeczni stanęli na wysokości zadania i postawili rywalowi bardzo wysokie wymagania rozgrywając dobre zawody. Było widać, że WiN liczyli na łatwe 3 punkty.
Skład NissanZone był osłabiony brakiem kapitana, bramkarza Scaraba, Roberta oraz Wieshaqa. Stawili się: Pawlo (tym razem musiał grać na bramce), Olej, Szymek, Marcos, Grzechu i Młody czyli do gry stanęliśmy z jednym rezerwowym, ławkę rywala zasilało 2 graczy.
WiN zaczęli spotkanie mocnym strzałem chcąc zaskoczyć Pawla, ale ten był świetnie dysponowany. Dziś nasza drużyna grała bardzo skupiona i to ona cały mecz zmuszała rywali do odrabiania strat.
Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Pierwsza bramka padła dla drużyny NissanZone. Mocny strzał Oleja i dobitka dobrze ustawionego Młodego, po której bramkarz nie miał dużych szans. Po tej bramce Waleczni i Niebezpieczni ruszyli do ataku, parę nieskutecznych akcji, podań za plecy oraz dobrze grająca obrona skutecznie wybijała rywala z rytmu. Jednak WiN udaje się wyrównać, jeden z napastników podaje wysoką piłkę ze skrzydła lekko do tyłu na wbiegającego kolegę, który ładnym strzałem wpakował piłkę do bramki Stołecznych.
Na odpowiedź długo nie trzeba było czekać i Stołeczni odskakują na 2:1 po bramce Oleja. Sytuacja jednak się powtarza, po bramce NissanZone Waleczni ruszają całą drużyną do ataku. Wykorzystując błędy obrony, po kilku celnych podaniach doprowadzili do wyniku 2:2. Taki wynik utrzymał się do przerwy.
Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy Stołeczni odskakują na 3:2 zmuszając rywala do jeszcze większego wysiłku. WiN narzucili swój rytm jednak odbijali się raz po raz od obrony SNZ, której udawało się przeczytać podanie i wyjść z kontrą.
Niestety chwila dezorientacji, błąd w kryciu i akcja rywala kończy się bramką. (3:3) Długo nie trzeba było czekać na kontrę Stołecznych, parę ładnych podań i ponownie na prowadzeniu nasz zespół. Waleczni i Niebezpieczni rzucili się do kolejnych ataków. Zmęczenie dawało się we znaki graczom Nissana, którzy czwarty raz pozwolili Walecznym wyrównać.
Jednak chwila mobilizacji, dokładne rozegranie i mamy bramkę numer 5 na 3 minuty przed końcem. Waleczni rzucili się ambitnie do ataku jednak obrona NissanZone była już dla nich nie do przejścia, co więcej SNZ w ostatniej minucie był bliższy strzelenia bramki. WiN nie mieli pomysłu na skuteczną grę, strzały z dystansu były prawidłowo blokowane, a próby wchodzenia w pole karne NissanZone kończyły się odebraniem piłki i kontrą. W 2 połowie bramki dla SNKP strzelali Olej, Marcos i ponownie Olej.
Subiektywny ranking Grzecha:
Olej – 9 – wracał pomagając obronie, strzelił 3 bramki co pozwala przymknąć oko na zmarnowane akcje sam na sam
Marcos – 9 – aktywny w ataku, nie zapominał o obronie, strzelił bramkę, narzekał na buty
Pawlo – 9 – łapał wszystko co się dało złapać, ładne wyjścia, nie marnował piłek, nawet sam próbował ataktować
Szymek – 9 – ładnie czytał rywala, dużo przeciętych podań, kilka razy próbował wpisać się na listę strzelców
Młody – 9 - to jeszcze nie jest ten Mlody którego znamy z treningów, ale jest coraz lepiej, strzelił bramkę, aktywy w ataku i obronie
Stołeczny NISSANzone – FCP 2:2
W ważnym dla układu dolnej części tabeli spotkaniu Stołeczni podzielili się punktami z zamykającym tabelę zespołem FCP. Punkty zostały oddane w zasadzie na własne życzenie, gdyż przez większą część meczu rywale nie byli w stanie poważniej zagrozić Scarabowi a indolencja strzelecka naszych graczy przeszkodziła w skutecznej finalizacji stworzonych okazji.
Obie drużyny przystąpiły do meczu z bardzo szerokimi kadrami. Po raz pierwszy nasz zespół zagrał w komplecie, natomiast piłkarzy FCP było jeszcze więcej, bo aż 10.
Od pierwszych minut zarówno Stołeczni jak i FCP grali bardzo uważnie i na boisku niewiele się działo. Pierwsi z marazmu wyszli nasi przeciwnicy, którzy w 6 minucie objęli prowadzenie. Seria błędów rozpoczęła się od Marcosa, który dał się ograć na środku boiska. FCP przeprowadziło akcję prawą stroną po czym ich zawodnik wstrzelił piłkę w nasze pole karne. Tam, w olbrzymim zamieszaniu nie potrafili jej skutecznie wybić Pawlo, Scarab oraz Marcos i musieliśmy odrabiać straty.
Powyżej opisana akcja była pierwszą groźną w wykonaniu FCP i co już się staje bardzo niechlubną tradycją – okazała się dotkliwa w skutkach.
Nasi zawodnicy po tej stracie ruszyli bardziej zdecydowanie do ataków. Stworzyli sobie kilka dogodnych okazji, lecz w ich marnotrawieniu przodował Olej. Grał zbyt egoistycznie nie dostrzegając swoich kolegów a w sytuacjach sam na sam, których miał trzy, brakowało mu zimnej krwi. Graczy FCP przed stratą gola uchroniła także poprzeczka po strzale Grzecha.
W końcu padło wyrównanie. Maciek wyprowadzając piłkę został od tyłu bezpardonowo faulowany. Sędzia zarządził rzut wolny i ukarał gracza FCK dwoma minutami. Maciek nie czekając na gwizdek sędziego podał do zupełnie nieobstawionego Szymka, który bez problemów skierował piłkę do siatki.
Do końca I połowy wynik nie uległ zmianie, choć nasi piłkarze mieli ku temu kilka wybornych okazji. FCP Scarabowi w zasadzie nie zagrażało, gdyż przeprowadzali swe akcje bazując jedynie na indywidualnych popisach, które w odpowiednich momentach były skutecznie kasowane przez naszą obronę.
Druga odsłona była niestety gorsza w wykonaniu naszego zespołu. Rozpoczęła się co prawda od kolejnych ataków, lecz obrona popełniała coraz więcej błędów pozwalając przeciwnikom na zbyt wiele swobody.
Najpoważniejszym grzechem SNZ była nieskuteczność. W drugich dwudziestu minutach swoich okazji nie wykorzystali chyba wszyscy z graczy Stołecznych. Olej tradycyjnie marnował okazje sam na sam a raz ustrzelił słupek, Grzechu nie potrafił wykorzystać nieporozumienia obrońcy i bramkarza i strzelił wprost w tego drugiego, Wieshaq zbyt długo składał się do strzału i został zablokowany, Pawlo przekombinował z rzutem wolnym a Marcos co i rusz tracił piłkę.
Jedna skuteczna akcja miała miejsce w 32 minucie, kiedy to Grzechu fantastycznie wypatrzył Pawla i zagrał mu piłkę z rzutu rożnego. Atomowe uderzenie zakończyło się w siatce.
Żeby jednak obraz nie wyglądał tak różowo – FCP również nie wykorzystali kilku niezłych okazji. Dwa razy wspaniale obronił Scarab, w innych dopisało naszym graczom szczęście. W 35 minucie doprowadzili jednak do wyrównania skutecznie egzekwując wydumany rzut wolny za rzekome zagranie ręką przez Pawla. Nasz obrońca podbił piłkę trafiając we własną dłoń, lecz takie zagrania raczej nie kwalifikują się do karania zespołu rzutem wolnym. Zawodnik FCP strzelił dokładnie pomiędzy nogami Scaraba i Maćka i piła ugrzęzła w siatce. Przeciwnicy zwietrzyli swoją szansę i do końca to już oni dyktowali warunki na parkiecie będąc bardzo zdeterminowanym do odniesienia zwycięstwa. Nasi gracze już chyba opadli z sił i zaczęli – czasami rozpaczliwie – bronić jednego punktu.
Z ostatniej syreny niezadowolone były oba zespoły. FCP w końcówce złapało wiatr w żagle i gdyby mecz trwał dłużej mogliby w końcu trafić po raz trzeci. Stołecznym z kolei jakby zaczęło brakować sił. Druga odsłona w ich wykonaniu była słaba, zbyt często pomijali środkową część boiska starając się grać długimi piłkami. Efektów to nie przynosiło żadnych, natomiast była to woda na młyn dla graczy FCP.
Reasumując remis ze wskazaniem na SNZ.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – bardzo pewny punkt zespołu. Bezbłędne interwencje.
Grzechu – 6 – kilka razy zupełnie odpuścił krycie w obronie pozwalając graczom FCP na stworzenie przewagi.
Szymek – 7 – brakowało ikry w ofensywie, natomiast tyły zabezpieczał bardzo dobrze chociaż dał się kilka razy ograć na skrzydle.
Olej – 4 – słaby mecz naszego supersnajpera. Grał zbyt egoistycznie, marnował swoje szanse na gola, w obronie rzadko się udzielał.
Pawlo – 5 – zagrał jako obrońca. Miał spore problemy z wyprowadzanie akcji, często decydował się na wrzutki w pole karne.
Wieshaq – 6 – zagrał bardzo walecznie. Z wielką determinacją rozbijał ataki FCP na skrzydle. Zmarnował także wyśmienite podanie od Marcosa.
Marcos – 3 – zupełnie chybiony był pomysł wystawienia go na pozycji zmiennika Oleja. Nie radził sobie z obrońcami na plecach, zupełnie nie potrafił przytrzymać piłki notując mnóstwo strat.
Robert – 7 – mało widoczny, ale to akurat pozytywna ocena. W ofensywie szukał partnerów, w obronie nie popełniał gaf.
Stołeczny NISSANzone – Structus.pl 7:5
W końcu nasi piłkarze wykorzystali swoją przewagę na boisku i wywalczyli komplet punktów. W dzisiejszym spotkaniu od samego początku do końca przewaga naszych graczy była oczywista i tylko dzięki własnej niefrasobliwości mogli znowu przegrać wygrany mecz.
Structus.pl miał swoją szansę na zwycięstwo, gdyż jeszcze na 8 minut przed zakończeniem meczu prowadził 5:3. Jednak ciągła presja naszych zawodników przyniosła wymierne efekty.
Od pierwszej syreny Stołeczny NISSANzone osiągnął przewagę optyczną i starał się zamienić ją na bramki. Grali jednak ze zbyt sporą niedokładnością i nonszalancją by realnie zagrozić bramce przeciwnika. W 7 minucie powtórzył się scenariusz z ubiegłej niedzieli – dosłownie pierwszy wypad rywali w okolice pola karnego Scaraba kończy się stratą gola. Maciek kompletnie odpuścił krycie i dwóch Structusów nie miało problemu ze skutecznym finiszem.
W 11 minucie znów miał miejsce jeden z nielicznych groźnych ataków zespołu Structus.pl . Tym razem zupełnie zaspał Pawlo i napastnik rywali, otrzymawszy dokładne podanie od partnera, bez problemów podwyższył rezultat na 0:2. Na szczęście odpowiedź Stołecznych była błyskawiczna – Maciek wypuścił na wolne pole Pawla, który bez problemów trafił do siatki. Wciąż sporą przewagę miał SNZ, lecz gracze Structusa lubowali się w bardzo groźnych kontratakach. Dwukrotnie Scarab musiał naprawiać błędy swojej obrony broniąc w sytuacjach sam na sam. Z drugiej strony boiska Stołeczni bili głową w mur – liczne akcje kończyły się zwykle na linii pola karnego a strzały z dystansu, choć sprawiały sporo problemów bramkarzowi – nie przynosiły efektu. Ciągła presja pozwoliła wyrównać dopiero na 12 sekund przed końcem I połowy – Pawlo zagrał piłkę z rogu wprost na nogę Oleja i mieliśmy 2:2.
Druga odsłona jako żywo przypominała pierwszą. Zaczęło się od ataków SNZ, na które skutecznie odpowiedział rywal. W 23 minucie po fatalnym błędzie Maćka piłkę przejął napastnik rywali, wymienił podania z kolegą, który w sytuacji sam na sam trafił w słupek. Ze skuteczną dobitką pospieszył jednak drugi z zawodników Structusa i było 2:3.
Taki przebieg wydarzeń nie zrażał naszych zawodników, którzy konsekwentnie grali swoje jakby przeczuwając, że finalnie to oni zejdą z parkietu w glorii chwały. No i 4 minuty po stracie gola ponownie był remis. Maciek wykonywał rzut wolny, zagrał do zupełnie nieobstawionego Roberta, który przy pomocy obrońcy strzelił gola nr 3, który finalnie został zaliczony Pawlowi.
SNZ wyczuł, że przeciwnicy słabną z każdą minutą i przycisnął jeszcze mocniej. Jednak jak to często bywa w takich przypadkach – kompletnie zapomnieli o obronie. W przeciągu dwóch minut Structus doprowadził do stanu 3:5. Najpierw wyprowadzając szybki atak rywale ładnie rozegrali piłkę, dopadł do niej napastnik i w sytuacji sam na sam strzelił gola. W 32 minucie padł piąty gol po równie wielkich błędach linii defensywnej SNZ. Ponownie dwóch przeciwników stanęło oko w oko ze Scarabem. Jeden z nich po krótkiej kiwce strzelił pod brzuchem naszego bramkarza, lecz Pawlo zdołał jeszcze ją odbić. Na nieszczęście z dobitką pospieszył drugi z graczy Structusa, który pozostawał bez żadnej opieki w naszym polu karnym.
Ostatnie osiem minut to całkowita dominacja naszych graczy. W 34 minucie Olej zmniejszył prowadzenie Structusa strzelając ładną bramkę po zespołowej akcji. Dwie minuty później Robert przechwycił wyprowadzaną przez przeciwnika piłkę, chciał zagrać ją do Oleja, lecz uczynił to na tyle fortunnie, że wpadła ona w samo okienko bramki. Gracze Structusa po takim przebiegu gry zupełnie się nie podnieśli, co skwapliwie wykorzystali gracze Stołecznych punktując jeszcze dwa razy. Najpierw w 38 minucie Olej fantastycznym strzałem z dystansu wyprowadził nasz team na prowadzenie by na minutę przed końcem postawić kropkę nad i.
Ogólnie mecz w wykonaniu Stołecznego NISSANzone miał dwa oblicza. Postawa ofensywna była bardzo dobra. Nasi zawodnicy stworzyli sobie mnóstwo okazji, lecz wiele z nich nie zostało wykorzystanych. Zupełnie posypała się za to gra obronna. Często wkradał się niepotrzebny chaos, brakowało determinacji i konsekwencji. Zupełnie nie było krycia rywali.
Z przebiegu tego spotkania można być jednak zadowolonym, gdyż wygrana była jak najbardziej zasłużona a zwycięzców się nie sądzi.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 7 – puścił pięć goli, ale przy żadnym nie zawinił. Trzykrotnie uratował skórę naszym obrońcom broniąc sytuacje sam na sam. Poza tym raczej bez pracy.
Pawlo – 8 – ładny i ważny gol na 1:2. Mnóstwo wysiłku włożył w grę obronną, wiele razy ładnie pokazał się w ataku.
Szymon – 5 – brakuje mu pewności. Niby wszystko wygląda OK, ale w wielu momentach niepotrzebnie oddaje piłkę partnerom. No i niestety dwie bramki obciążają jego konto.
Olej – 8 – pięć goli ma swoją wymowę, jednak znów marnował na potęgę. W decydujących momentach to jednak Olej był motorem napędowym ofensywy Stołecznych.
Wieshaq – 4 – powrócił po kontuzji co było widać w jego poczynaniach. Zbyt często gubił się w obronie, zbyt często niedokładnie zagrywał do kolegów
Robert – 7 – także grał po kontuzji i wypadł bardzo przyzwoicie.
Stołeczny NISSANzone – Bękarty R 4:5
Nasz zespół doświadczył najbardziej bolesnej porażki z możliwych. Będąc w przekroju całego spotkania zespołem minimalnie lepszym, stwarzającym więcej szans bramkowych, przegrali ten mecz tracąc decydującą bramkę na 3 sekundy przed końcem.
Tradycyjnie już kadra na to spotkanie była dość wąska, jednakże rywale także stawili się w sześciu, więc szanse były wyrównane.
Od pierwszej syreny lekką przewagę mieli Stołeczni, lecz to rywale zdobyli bramkę. Ich pierwsza akcja zakończyła się golem. W 3 minucie Szymonowi uciekł napastnik Bękartów i z bardzo trudnej pozycji, będąc popychanym jakimś cudem umieścił piłkę w bramce pomimo rozpaczliwej interwencji grającego na pozycji bramkarza Pawla. Ten gol był raczej z pożytkiem dla obu zespołów, gdyż w innym razie sędzia musiałby zarządzić rzut wolny karząc Szymona czerwoną kartką.
Wydarzenie to na szczęście wpłynęło pozytywnie na poczynania naszych piłkarzy, którzy z większą determinacją zaczęli organizować swoje akcje. 5 minut później efekty były nadspodziewanie dobre, gdyż SNZ wyszedł na prowadzenie 2:1.
Najpierw szarżującego Oleja sfaulowali obrońcy. Rzut wolny wykonywał Maciek, jego strzał odbił bramkarz ale przy dobitce Młodego był bezradny. Kilka chwil później po rzucie rożnym wykonywanym przez Maćka obrońcy Bękartów wybili piłkę, lecz wprost pod nogi Marcosa. Ten dość długo składał się do strzału, lecz miało to sens. Potężne uderzenie z woleja wylądowało w samym okienku bramki Bękartów. Piękny gol.
Od 10 minuty spotkania Bękarty zaczęli atakować z coraz większym animuszem, czego efektem było kilka groźnych okazji. Niestety, wyrównanie padło po olbrzymim błędzie Maćka, który wyprowadzając atak oddał piłkę rywalowi, następnie nie przeciął podania do stojącego na środku napastnika, który celnym strzałem pokonał Pawla.
Jednak ostatnie słowo w tej połowie należało do naszych piłkarzy. Olej w jednej ze swych indywidualnych akcji w końcu znalazł się w dogodnej okazji i nie dał szans bramkarzowi na skuteczną interwencję.
Wynik 3:2 utrzymał się do syreny oznajmiającej przerwę, lecz poza bramkami na parkiecie działo się bardzo dużo. Oba zespoły grały dość ostro. Nie brutalnie, ale bardzo rzadko odstawiali nogi w spornych sytuacjach, więc trup słał się gęsto. Olej dostał przypadkowo w twarz, Młody dość brutalnie nakładką sfaulował obrońcę rywali, bramkarz Bękartów z wybitym palcem w drugiej połowie zagrał w polu. Wiele razy gracze oby drużyn zwijali się z bólu, lecz tak naprawdę trudno było doszukać się celowości tych zagrań. Przed II połową sędzia ostrzegł oba teamy, iż tak ostre granie będzie już surowo karane. Skutecznie, gdyż kolejne minuty gry były znacznie bardziej czyste i obyło się bez kar.
A zaczęła się ona od sporej pomyłki sędziego, który podyktował rzut karny zamieniony na bramkę przez Bękartów. Interwencja Maćka w polu karnym została oceniona jako zagranie ręką i Pawlo był bez szans po celnym uderzeniu z siedmiu metrów.
Mijały kolejne minuty i gra była wyrównana. Więcej czystych sytuacji stworzyli sobie nasi piłkarze i mogą żałować, że nie padły z nich gole. Dwukrotnie celowali w słupek, Marcos zmarnował sytuację sam na sam, Szymonowi zabrakło centymetrów do toczącej się wzdłuż pustej bramki piłki a Młody więcej kombinował niż strzelał. Bękarty w tej odsłonie wiele razy wyprowadzili szybkie kontry, lecz poza strzałami z dystansu nie mieli więcej aktywów.
W 31 minucie przewaga Stołecznych została w końcu udokumentowana golem. Piłkę w pole karne wstrzelił Maciek a ze skuteczną dobitką pospieszył Szymon. Bękartom zaczęło się spieszyć, atakowali z większym impetem, ale wciąż bramka Pawla była dla nich zbyt trudna do zdobycia.
W tym okresie Stołeczni mieli swoje szanse na podwyższenie prowadzenia, ale wielka niefrasobliwość w ataku nie była ich sprzymierzeńcem. I gdy mecz dobiegał końca nadeszły ostatnie 120 sekund, które wstrząsnęły naszym zespołem.
W 38 minucie po olbrzymich błędach w obronie Bękarty doprowadzają do wyrównania. Popisali się ładną akcją, lecz uczestniczyło w niej tylko dwóch graczy i mieli całą czwórkę piłkarzy SNZ przeciw sobie. Udało im się jednak wymanewrować ich i Pawlo ponownie zmuszony był do wyciągania piłki z siatki.
W 39 minucie spotkania wynik mógł rozstrzygnąć Marcos, lecz będąc oko w oko z bramkarzem zupełnie się pogubił oddając bardzo anemiczny i niecelny strzał.
Ostatnie sekundy upłynęły pod znakiem szturmu na bramkę Bękartów. Rywale wyglądali jakby remis ich satysfakcjonował, lecz finalnie udało im się zdobyć trzy punkty. Jeden z przeciwników zdecydował się indywidualny rajd, ograł Oleja i Maćka i będąc kilkanaście metrów od bramki zdecydował się na strzał. Dobiegający Marcos zblokował go, lecz na tyle niefortunnie, iż piłka pofrunęła nad Pawlem i wpadła do bramki. Bardzo pechowe zakończenie spotkania zupełnie załamało naszych piłkarzy.
Mecz był do wygrania, jego przebieg także wskazywał na zwycięstwo Stołecznego NISSANzone. Jednak, podobnie jak w pierwszym meczu obu zespołów, Bękarty wykorzystując do bólu poważne uchybienia gry obronnej Stołecznych wywalczyli komplet punktów. Szkoda, gdyż za kilka tygodni o przebiegu tego meczu wszyscy zapomną a punkty w tabeli pozostaną.
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 8 – bez błędów na bramce
Szymon – 7 – mało widoczny, ale skuteczny zarówno w obronie jak i w ataku.
Marcos – 7 – z wielką ambicją grał w obronie. Kilka razy się zagubił, lecz w pozostałych momentach można było na niego liczyć
Młody – 6 – dopiero w ostatnich 10 minutach pokazał jak wielki ma potencjał. Przez pół godziny się męczył i dopiero w końcówce odpalił na poziomie, z jakiego znamy go z treningów.
Stołeczny NISSANzone – Chłopcy z ferajny 4:8
Wszystkie argumenty w tym spotkaniu posiadali gracze rywali i to oni zasłużenie zdobyli trzy punkty. Byli szybsi, bardziej wybiegani, grali składniej piłką, ładnie rozgrywali swoje akcje i dysponowali szerszą ławką rezerwowych. W tych okolicznościach należy być zadowolonym z czterech strzelonych bramek.
Od początku meczu Chłopcy zepchnęli naszych do głębokiej defensywy grając wysokim pressingiem. Stołeczni zupełnie nie weszli w mecz, wyglądając na zagubionych, niczym we mgle. Już po 3 minutach przegrywali 0:2. Najpierw rywale otworzyli wynik pięknym strzałem z wolnego, po którym piłka ominęła Szymka i Maćka i wpadła do siatki obok zaskoczonego Scaraba. Chwilę później po strzale z ostrego kąta nasz bramkarz dość niefrasobliwie ustawił się przy słupku zostawiając lukę, do której wpadła piłka.
Dopiero od tego momentu nasi zawodnicy się obudzili, lecz nie miało to przełożenia na stwarzane sytuacje. Bardzo nieliczne ataki nie stanowiły żadnego zagrożenia dla bramki przeciwników. Chłopcy wciąż grali bardzo wysoko i tylko kilka razy udało się naszym graczom wymienić kilka podań i znaleźć się w pobliżu bramki rywali.
W 7 minucie ChzF strzelają bramkę numer 3 po bardzo składnej akcji. Piłkę chodziła jak po sznurku, pozwoliło to wypracować sytuację sam na sam po której Scarab po raz trzeci wyciągał piłkę z siatki. Minutę później w końcu skutecznie trafili Stołeczni. Ładne podanie od debiutującego w zespole Młodego dotarło do Oleja, który będąc oko w oko z bramkarzem nie dał mu żadnych szans.
Chłopcy jednak ponownie zaakcentowali swoją dominację ponownie skutecznie wykonując rzut wolny. Tym razem w murze stali Maciek i Grzechu, lecz napastnik znalazł lukę i piłka – po odbiciu się do słupka – ponownie zatrzepotała w naszej sieci.
Grający czasami dość nonszalancko rywale pozwolili Stołecznym na zdobycie drugiego gola. Piękną asystą z rzutu rożnego popisał się Olej a Maciek z dystansu celnym strzałem pokonał bramkarza.
W I połowie, poza dwoma golami, nasi zawodnicy niewiele mieli do powiedzenia. Kilka indywidualnych zagrań to były jedyne aktywa z przodu. Obrona z kolei raz po raz była dziurawiona przez grających szybko Chłopców i tylko sporej determinacji i szczęściu możemy zawdzięczać cztery z tyłu.
Druga odsłona nie przyniosła żadnej zmiany. Ledwo się ona zaczęła a znów nasi gracze przegrywali trzema bramkami. Tym razem Grzechu nie nadążył za swoim rywalem i było już 2:5. Połowa ta toczyła się więc pod pełną kontrolą Chłopców, którzy pozwalali sobie na zbyt wiele. Grali bez żadnej presji i na luzie wymieniali się podaniami. Stwarzali sobie przy tym kolejne okazje, lecz Scarab był w wysokiej dyspozycji i kilka razy zatrzymał rozpędzonych przeciwników.
Punktem zwrotnym mogła być sytuacja Oleja, który będąc sam na sam z bramkarzem trzy razy próbował umieścić piłkę w siatce, lecz za każdym razem bramkarz, a potem wracający obrońcy, blokowali jego strzały. Po tej akcji wyszła kontra, która skończyła się szóstym golem i zakończyła jakiekolwiek nadzieje na korzystny wynik. Do końca meczu pozostawało jeszcze co prawda 10 minut, lecz przy takiej dominacji rywali nawet szczęście niewiele mogło dopomóc.
Ostatnie chwile spotkania upłynęły pod znakiem chaotycznej gry z obu stron. Wiele akcji było niedokładnych bądź przerywanych przez obrońców. Padły też cztery gole – po dwa dla każdej z drużyn.
Najpierw fantastycznym strzałem popisał się Młody, który dopadł do piłki na 10 metrze i strzałem z pierwszej piłki trafił w samo okienko. Na tego gola Chłopcy mieli swoją odpowiedź – w 35 minucie wyprowadzili kolejną zabójczą kontrę, po której przeciwnik dostał idealne podanie i skierował piłkę do pustej już bramki. Chwilę później skuteczną akcję przeprowadzili Stołeczni – Maciek przechwycił piłkę, wymienił się podaniami z Młodym i strzelił nie do obrony będąc sam na sam z bramkarzem.
Jednak i ten gol doczekał się ciętej riposty. 20 sekund przed końcem przeciwnik ze skrzydła wymanewrował Scaraba i mając pustą bramkę strzelił takiego farfocla, że do bramki najpierw wpadł wracający Maciek a za nim dopiero wtoczyła się piłka.
Reasumując zwycięstwo Chłopców z ferajny nie podlegało dyskusji. Dziwić się można, że nie potrafili się oni załapać do czołowej szóstki, gdyż ich gra była na wysokim poziomie. Stołeczni nie mieli wiele do powiedzenia a cztery zdobyte gole są jedynym jasnym promykiem tego meczu.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 7 – pomimo aż ośmiu puszczonych goli był pewnym punktem. Zawalił w zasadzie tylko raz – przy drugiej bramce a wiele razy powstrzymał rozpędzonych przeciwników przypłacając to guzem na głowie
Szymon – 4 – zupełnie bezbarwny w akcjach ofensywnych i mało skuteczny w obronie. Wiele razy był zagubiony.
Młody – 5 – zjadła go debiutancka trema i brak ogrania w lidze. Po stronie plusów ładny gol i udział w dwóch innych bramkach. Minusów w obronie było jednak zbyt wiele.
Olej – 6 – znów brał na siebie zbyt dużo. Za często sam starał się rozwiązać akcje nie dostrzegając kolegów z zespołu. Gol i ładna asysta.
Grzechu – 6 – poza błędem na początku drugiej połowy zagrał dość dobrze, zważywszy na fakt powrotu po kontuzji.
Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 1:4
Nie udał się początek rundy w wykonaniu Stołecznych, chociaż z samej gry nasi piłkarze mogą być zadowoleni. Przez cały mecz to oni byli stroną dyktującą warunki, lecz brak konsekwencji w obronie, proste błędy i nieskuteczność nie pozwoliły na wywalczenie punktów.
Od początku meczu Stołeczni narzucili swój styl gry spychając NWM do obrony. Rywale jedynie groźnie wyprowadzanymi kontratakami byli w stanie zagrozić bramce strzeżonej przez Scaraba. Czynili to jednak na tyle skutecznie, że do przerwy mieli na swoim koncie dwa zdobyte gole. W 6 minucie błąd w kryciu Maćka i napastnik Niebieskich wyszedł sam na sam. Piłka co prawda przy strzale zeszła mu z nogi, lecz na tyle szczęśliwie, iż wtoczyła się do bramki obok interweniującego Scaraba.
Sytuacja ta nie zraziła naszych piłkarzy i wciąż dążyli oni do zdobycia bramki. Po kilku niewykorzystanych okazjach w 10 minucie mieliśmy już remis. Maciek nastrzelił z autu piłką obrońcę, która wpadła do bramki.
Niebiescy wciąż nie mieli pomysłu na dobrze zorganizowaną obronę SNZ, więc Scarab w pierwszych dwudziestu minutach sporo się wynudził. Kilka interwencji przy groźnych strzałach z dystansu były w zasadzie wszystkim, czego musiał dokonać. Niestety w 15 minucie po raz drugi musiał skapitulować. Dość nieporadnie i nieszczęśliwie piłkę przy linii bocznej starał się wybić Marcos, lecz ubiegł go napastnik NWM, który wymanewrował także naszego bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Ta sytuacja zupełnie zaskoczyła naszych piłkarzy, którzy na chwilę stracili swoją koncepcję gry i kilka razy tylko szczęściu zawdzięczają, że wynik nie uległ już zmianie.
Druga odsłona zaczęła się podobnie do pierwszej. Wciąż to Stołeczni byli stroną przeważającą, lecz w decydujących momentach zupełnie nie mieli pomysłu na rozegranie i często akcje kończyły się jedynie autami bądź rogami. NWM postawili prawdziwy mur na przedpolu swojej bramki. W tej połowie też mieli więcej sytuacji, które wynikały już bardziej z braków kondycyjnych naszych piłkarzy. Na ławce był jedynie jeden zmiennik.
Niemniej liczba sytuacji stworzonych przez naszych graczy była na tyle duża, że powinni przynajmniej doprowadzić do remisu. Niebiescy z kolei wyprowadzili kilka groźnych akcji, lecz jedynie raz wyszli na pozycję sam na sam. Pojedynek ten zdecydowanie wygrał Scarab naprawiając błąd Pawla w defensywie.
Czas jednak mijał a na tablicy był wciąż mało korzystny rezultat. W 37 minucie nasi piłkarze zastosowali pressing na całym boisku. NWM skupił się na obronie korzystnego rezultatu, ale dwa olbrzymie błędy naszych piłkarzy dwukrotnie zakończyły się surowymi karami. Najpierw na 80 sekund przed końcem Maciek wyprowadzając szybki atak po przejęciu piłki przez Pawla oddał ją wprost pod nogi zawodnika Niebieskich, który skorzystał z dobrodziejstwa kapitana podwyższając rezultat.
Nasi gracze wciąż starali się zdobyć drugiego gola, ale zupełnie pogrążył ich świetnie tego dnia dysponowany Scarab. Na 10 sekund przed końcem, gdy wszyscy gracze byli w polu karnym Niebieskich, dostał piłkę daleko za swoim polem bramkowym. Tak długo zwlekał z jej oddaniem iż doskoczył do niego napastnik przeciwników, zablokował zagranie i skierował piłkę do pustej bramki.
Chwilę później sędzia zagwizdał po raz ostatni. Wynik ten zupełnie nie oddaje przebiegu meczu, lecz pretensje możemy mieć tylko do siebie. Niebiescy nie przypominali dziś zespołu, który zaskoczył naszych graczy w poprzednim pojedynku ale i tak powtórzyli trzybramkowe zwycięstwo. Brakowało przede wszystkim pomysłu na rozegranie akcji pod bramką przeciwnika. Następny mecz zagrany w takim stylu zapewne przyniesie już więcej korzyści.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 8 – bezbłędny niemal do końca meczu.
Pawlo – 8 – walczył na całym boisku. Wiele skutecznych zagrań w obronie, kilka razy ładnie znalazł się w polu karnym.
Szymon – 7 – czasami piłka płatała mu figle, lecz ogólne wrażenie było bardzo dobre. Trudny do przejścia w obronie,
Olej – 7 – mniej aktywny w ataku, ale dużo bardziej produktywny w odbiorze.
Marcos – 7 – bardzo ambitne spotkanie. Dużo walki i biegania
Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 3:6
Po 50 minutowym odpoczynku od spotkania z Bękartami nasi zawodnicy przystąpili do pojedynku z młodym i wybieganym zespołem Niebieskiej Wiodącej Mocy. Dopóki sił starczało można było myśleć o punktach, lecz w końcówce walka toczyła się tylko o zachowanie twarzy.
Od samego początku stroną dominującą byli gracze NWM. Stołeczni licząc nadwątlone już siły starali się bardzo prostymi środkami przedostawać w obręb pola karnego rywali. Skupili się przede wszystkim na obronie i to wychodziło im bardzo dobrze. Niebiescy nie mieli wielu dogodnych okazji, chociaż robili wiele zamieszania na naszej połowie. W takim stanie udało się wytrwać 17 minut. Po błędzie przy wyprowadzaniu ataku rywale przejęli piłkę. Napastnik NWM nie mając wielu pomysłów na rozegranie tej akcji zdecydował się na strzał z daleka. Piłka szczęśliwie odbiła się od czubka buta interweniującego Maćka i zupełnie zmyliła Scaraba wpadając do siatki. Pechowy gol, lecz trzeba oddać, iż zasłużony.
Na szczęście nadeszła kolejna minuta, która zapisze się złotymi zgłoskami nie tylko w naszej historii. Maciek zagrał fenomenalną piłkę przez całą przekątną boiska do będącego w ciągłym biegu Roberta. Podanie było na tyle dokładne, że nasz skrzydłowy mógł się idealnie złożyć do tego strzału i z pierwszej piłki idealnie wcelował między bramkarza i słupek. Bramka – stadiony świata, która dała niespodziewany remis do przerwy.
W drugiej połowie coraz trudniej przychodziło naszym bronienie dostępu do własnej bramki. Niebieska Wiodąca Moc z coraz większą łatwością rozbijała naszą linie obronną stwarzając sobie kolejne okazje. Na szczęście wciąż wysoką dyspozycję utrzymywał Scarab oraz trzymało się przy SNZ szczęście.
Jeszcze do 30 minuty utrzymywał się remisowy rezultat 3:3. Na każdego gola Niebieskich Stołeczni potrafili skutecznie odpowiedzieć – dwukrotnie za sprawą Oleja, który w końcu odnalazł swoją skuteczność. Lecz w ostatnich 10 minutach kompletny brak sił odbił się na jakości gry Stołecznych. Pozwolili oni trzy razy celnie uderzyć rywalom sami w zamian nic nie pokazując.
Niebieska Wiodąca Moc pokazała się z bardzo dobrej strony. Szybkie i składne akcje, wiele gry zespołowej oraz sporo pomysłowości w rozegraniu pozwala im na wiele sposobów rozegrania, które na pewno zaskakują. Pomaga także spora ruchliwość i niemałe umiejętności indywidualne kilku graczy. Zasłużenie zespół ten sięgnął po trzy punkty, lecz pewnym usprawiedliwieniem dla Stołecznych jest fakt, iż było to drugie tego dnia spotkanie co zapewne odbiło się na jakości gry.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab, Robert, Marcos, Olej, Szymon i Wieshaq – 6 – bardzo dużo serca włożone przez chłopaków w grę nie wystarczyło. Błędy były, lecz bardziej wynikały one ze zbyt wielkich chęci. Brawa za postawę.
Stołeczny NISSANzone – Bękarty R 3:5
Zaległe spotkanie z V kolejki było marnym widowiskiem. Mnóstwo strat i niedokładnych zagrań powodowało, iż gra była rwana i bez żadnej płynności. Zwycięsko z tej potyczki wyszli nasi rywale, którzy trzy punkty zapewnili sobie skutecznym finiszem.
Od pierwszej syreny mecz był nieciekawy i z trudem przychodziło obu drużynom składne rozegranie akcji. Jedynymi jasnymi postaciami w obu drużynach byli bramkarze, którzy pewnie wykonywali swoją robotę.
Na początku na swoją uwagę zasługuje także sędzia, który nie chcąc się wyróżniać dostosował poziom swojego gwizdania do poziomu meczu. Sędziowanie wyszło mu równie marnie, chociaż z przebiegu całych czterdziestu minut nie przechylił szali zwycięstwa na żadną ze stron. Zawinił jednak przy co najmniej 4! golach, nie wspominając o faulach, autach czy rogach.
Już w 10 minucie pierwszy raz popełnił sporą gafę. Bękarty rozegrali swoją akcję, po której piłka została wstrzelona na przedpole bramki Scaraba. Biegnący do niej Szymon został od tyłu sfaulowany odbijając jednocześnie piłkę do swojej bramki. Sędzia nie dość, że gola uznał to przypisał go napastnikowi rywali.
4 minuty później udało się wyrównać dzięki przytomności Marcosa. Na bramkę szarżował Olej oddając strzał, który został zblokowany przez obrońców. Piłka jednak spadła wprost pod nogę Marka, który skwapliwie skorzystał z uśmiechu losu.
W tym okresie lekką przewagę mieli Bękarty, którzy starali się udowodnić swoją wyższość, lecz świetnie prezentował się w naszej bramce Scarab, który co najmniej trzy razy wybronił sytuacje sam na sam. Z podobnych okazji nie skorzystali Olej i Szymon, więc wkroczył do gry Pan Sędzia. Najpierw Bękarty stworzyli sobie bardzo dogodną okazję, lecz ich strzał wylądował na poprzeczce. Szybka odpowiedź Stołecznych zaowocowała odgwizdaniem faulu na 6 sekund przed końcem I połowy. Niewiele się zastanawiając Maciek strzelił tuż przy słupku uzyskując prowadzenie. W tym czasie rywale protestowali tą decyzję tłumacząc się faulem na swoim zawodniku. A smaku całości dodaje fakt, iż gol padł po zagraniu ewidentnie toczącej się piłki i to tuż pod okiem arbitra.
Gol uznany, końca dyskusji nie było. Kapitan Bękartów tak się uniósł, że żale swe zaniósł aż do organizatorów pomstując o sprawiedliwe traktowanie jego drużyny. Ponoć przez cały sezon arbitrzy nie są im przychylni i oni mieli tego dość. No cóż, życie toczy się jednak dalej.
Niemal całą przerwę Bękarty głośno rozprawiali o sprawiedliwości gry w piłkę i na II połowę wyszli zupełnie odmienieni. Zaczęło się granie bardzo ostre, często przekraczane były przepisy. Śmieszności tej połowie dodaje fakt, iż do tak ostrej gry rywale dołożyli płacz przy każdym starciu, symulacje przy autach, rogach i rzekomych faulach, debilne komentarzyki rodem z piaskownicy i coraz głośniejsze ałaaaa! przy byle okazji. Brak konsekwencji czy rozdwojenie jaźni, nie nam rozstrzygać.
Ważne, że pomogło to naszym przeciwnikom wyrównać. Sędzia się nabrał na jedno z ałaaaa! i odgwizdał faul przy linii bocznej, który po fatalnym ustawieniu naszych zawodników w obronie zamienił się na gola. Szkoda tym większa, że przebieg tej połowy należał do naszego zespołu. Stworzone okazje powinny zostać wykorzystane co zapewne odebrało by niemal umierającym przeciwnikom ochotę do figli.
A tak gol ten był wodą na młyn dla Bękartów. Chwilę później Sędzia zinterpretował interwencję Scaraba poza polem karnym jako gra wślizgiem i ukarał nasz zespół karą dwóch minut. Przepisy jednak jasno wskazują, że wślizgiem nie jest interwencja, gdy w promieniu dwóch metrów nie znajduje się zawodnik drużyny przeciwnej a zawodnik przecina tylko tor lotu piłki. Scarab po prostu się położył na strzale napastnika z dość daleka. No nic, płaczu nie ma, za to gol z karnego był. Ładny.
Wywołał także sportową złość i za chwilę było 3:3. Marcos znów zaufał swojemu instynktowi i ponownie znalazł się w odpowiednim momencie. Wciąż Stołeczni byli w grze, lecz to Bękarty mieli coraz więcej argumentów do zwycięstwa. No i finalnie dopięli swego w ostatnich minutach. Najpierw po źle zagranym rogu wyszli z kontrą i w sytuacji sam na sam Scarab pozostał bezradny by chwilę później z równym zrezygnowaniem patrzeć na ładny strzał z pola karnego.
Ostatnie momenty meczu nie przyniosły zmian, chociaż nasi piłkarze chcieli. Chcieć a móc to jednak różnica, która wyszła na jaw. Jeszcze w ostatnich sekundach Bękarty mieli swoje okazje na podwyższenie wyniku, lecz grali równie źle co ich poziom aktorstwa. Szczytem symulki było już zagranie z ostatnich minut, gdy wywracający się o własne nogi przeciwnik wydał z siebie ten jakże szczytny odgłos wielkiego bólu – ałaaaa!
Na koniec duch amatorskiej gry wrócił i oby tak było do ostatniego meczu. Obie drużyny pogratulowały sobie walki podając ręce a sędzia w spokojnej rozmowie starał się obronić swoje argumenty.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – pewny punkt zespołu. Wciąż jednak braki w wyprowadzaniu piłki nogą
Marcos – 7 – dwa gole, wiele biegania i straty. Cała masa strat.
Robert – 6 – brakowało pewności w kluczowych momentach.
Olej – 5 – grał dużo bardziej zespołowo i przynosiło to spore korzyści.
Wieshaq – 6 – bardzo zadziorny w obronie
Szymon – 6 – bez poważniejszych błędów, lecz także bez większych błysków.
Stołeczny NISSANzone – Twoja Klaszcze u Rubika 3:2
W bardzo emocjonującym i wyrównanym spotkaniu trzy punkty zgarnął zespół, któremu dopisało nieco więcej szczęścia. Oba zespoły postawiły na obronę i przez cały mecz twarda gra w defensywie była dominująca, chociaż sytuacji bramkowych nie brakowało.
Początek spotkania to obopólne badanie sił. Sporadyczne ataki były kasowane przez formacje obronne obu zespołów, które przez całe spotkanie dopuściły rywali do niewielu klarownych okazji strzeleckich.
Impulsem do większego zaangażowania sił w ofensywę była bramka strzelona przez Grzecha. Wykonywał on rzut rożny, zagrana piłka odbiła się od obrońcy Rubików, następnie od bramkarza i wpadła do siatki. Od tego momentu gra stała się szybsza a zawodnicy obu zespołów częściej decydowali się na strzały. Gracze Rubików nie mieli jednak żadnego pomysłu na sforsowanie obrony SNZ i nie licząc nieudanych strzałów z bardzo daleka nie zagrażali bramce strzeżonej przez Pawla.
Zapewne udało by się dowieźć prowadzenie do przerwy gdyby nie Maciek, który chciał wprowadzić nieco więcej emocji. Popełnił on katastrofalny błąd oddając piłkę rywalowi przy swoim polu karnym. Finalizacja tego prezentu była bardzo łatwa i na tablicy widniał już remis. Działo się to w 12 minucie spotkania.
Ostatnie osiem minut pierwszej części upłynęło pod lekkim dyktandem przeciwników. Mieli oni więcej z gry, kilka razy w polu karnym Stołecznych powstawało spore zamieszanie, lecz to nasi zawodnicy stworzyli sobie dwie bardzo dogodne okazje. Obu jednak nie wykorzystał Olej, który najpierw strzelił wprost w bramkarza a następnie zaplątał się w dryblingu mając wolnego Szymona na skrzydle.
W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie, jednak coraz większe zmęczenie obu drużyn pozwalało na większy polot w konstruowaniu akcji. Oba zespoły miały swoje okazje, lecz albo indolencja strzelecka albo świetnie usposobieni bramkarze stawali na przeszkodzie w zdobyciu gola.
Na nieszczęście pierwsi z tego impasu wyszli goście, którzy w 29 minucie zdobyli bramkę na 2:1. Rzut rożny wykonywał Maciek, zblokowaną piłkę przechwycił napastnik Rubików, który pognał sam na bramkę Pawla. Morderczy pościg przez całe boisko dwóch obrońców okazał się nieskuteczny, w przeciwieństwie do strzału, który między nogami znalazł drogę do siatki.
Końcowe fragmenty spotkania obfitowały w wiele zwrotów akcji i niewykorzystanych szans. Zwycięsko z tej walki wyszli nasi zawodnicy, gdyż udało im się dwukrotnie pokonać bramkarza rywali. Najpierw w 32 minucie Grzechu celnie uderzył po raz drugi tego dnia. Nie miał szczególnie trudnej okazji, gdyż po podaniu Oleja znalazł się metr przed pustą bramką. Olej wygrał walkę w powietrzu o piłkę z bramkarzem i obrońcą a Grzechowi nie pozostało nic innego jak doprowadzić do remisu.
Grzechu stał się bohaterem spotkania w 36 minucie, gdy fenomenalnym strzałem w okienko wyprowadził Stołecznych na prowadzenie. Maciek odebrał piłkę w obronie i podał do Grzecha, który wymanewrował obrońcę i nie dał najmniejszych szans bramkarzowi na skuteczną interwencję.
Wynik 3:2 utrzymał się już do końca meczu, chociaż oba zespoły miały jeszcze swoje okazje. Szczęście jednak trwało przy Nissanowcach jak chociażby w akcji, w której Rubik z metra nie trafił do pustej bramki czy w sytuacji, gdy zblokowany strzał wylądował na poprzeczce. Jednak i nasi piłkarze mieli swoje okazje. Maciek z wolnego trafił w słupek, Szymon dwukrotnie zagubił się w polu karnym a Olej wciąż grał zbyt indywidualnie nie dostrzegając lepiej ustawionych partnerów. Ostatnia syrena została owacyjnie przyjęta a zwycięstwo na inaugurację Nowego Roku odniesione po tak wyrównanym meczu smakuje jeszcze lepiej.
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 7 – pewny punkt zespołu, choć dzisiaj nieco gorzej wprowadzał piłkę do gry
Grzechu – 8 – na boisku był mało widoczny i bezbarwny, ale trzy gole mają swoją wymowę
Szymon – 6 – jeszcze brakuje mu pewności siebie.
Olej – 5 – zdecydowanie grał zbyt egoistycznie i nie dostrzegał partnerów
Wieshaq – 6 – kilka świetnych wypadów z kontratakiem, walczenie w obronie. Sił jednak brakuje
Stołeczny NISSANzone – Kartofelki 1:1
Remisem zakończyło się ostatnie spotkanie w tym roku naszych piłkarzy. Wywalczony punkt powinien radować, chociaż w zespole zapanował niedosyt z powodu zaprzepaszczonej okazji na odniesienie zwycięstwa.

Już pierwsza akcja Stołecznego NISSANzone zakończyła się pomyślnie. W 90 sekundzie długą piłkę spod swojej bramki zagrał Maciek wprost na głowę Grzecha stojącego przed bramkarzem rywali. Chytry strzał koło słupka dał prowadzenie Stołecznym. Podrażniło to wiceliderujące Kartofelki, które przypuściły zmasowane ataki na bramkę strzeżoną wyjątkowo przez Pawla. Trafili jednak na dobry dzień naszych piłkarzy, którzy skutecznie kasowali każdą akcję, chociaż zdarzały się momenty niemal desperackie, podczas których piłkarze Kartofelków rozgrywali piłkę wzdłuż linii pola karnego. Czystych okazji sobie jednak nie stwarzali a nieliczne strzały z daleka albo były wyjątkowo niecelne albo wyłapywane przez Pawla.
Gracze Stołecznego NISSANzone skupili się na kontratakach i trzeba przyznać, że zmarnowali co najmniej trzy bardzo dogodne sytuacje. Dwukrotnie Olej stanął oko w oko z bramkarzem Kartofelków i dwukrotnie zaplątał się w dryblingu. Szczęścia nie miał też Grzechu, którego bliźniacza akcja z 90 sekundy tym razem zakończyła się na poprzeczce.
W II połowie obraz gry nie uległ zmianie. Wciąż to Kartofelki byli częściej przy piłce a Stołeczni wyprowadzali bardzo groźne kontry. Tym razem akcje rywali były bardziej niebezpieczne a wpływ miała zapewne kwestia kondycji. Lubujący się w indywidualnych zagraniach piłkarze Kartofelków stosowali pressing na całym boisku, lecz wciąż nie potrafili wyrównać.
Kotłowało się także pod bramką, na którą strzelali Stołeczni. Kilka świetnie wyprowadzonych ataków zaowocowało dogodnymi okazjami, lecz brakowało skuteczności. Swoich okazji nie wykorzystał Grzechu, który ociągał się z oddaniem strzału. Dwa razy bardzo anemiczne strzały oddał Marcos, pogubił się Szymon pod samą bramką. Tradycyjnie już swoje szanse marnował Olej a miał ich co najmniej cztery.
W 30 minucie padł gol wyrównujący. Zaczęło się od idealnej okazji dla Stołecznych, którzy mieli rzut wolny z linii pola karnego. Kartofelki w murze postawili bramkarza z czego skorzystał Grzechu ustawiając się zupełnie niepilnowanym tuż przed bramką. Niestety podanie Maćka cudem zatrzymał w akrobatyczny sposób bramkarz i szybkim podaniem uruchomił napastnika. Uwolnił się on spod presji kapitana, uprzedził wychodzącego Pawla i skierował piłkę do siatki. Szkoda podwójna, gdyż z szansy na 2:0 zrobił się remis.
Ostatnie dziesięć minut to bezdyskusyjna supremacja Kartofelków. Obrona Stołecznych rozgrzana była do czerwoności, lecz dzielnie stawiała opór. Tylko dwa razy Pawlo musiał ratować zespół w sytuacji sam na sam. W pozostałych przypadkach rywale mieli okazje tylko w strzałach z dystansu, które wiele złego nie robiły.
Końcowy gwizdek przeciwnicy przyjęli w poczuciu straconych dwóch punktów, lecz remis jest wynikiem co najmniej sprawiedliwym. Wydaje się, że to jednak Kartofelki powinni być bardziej zadowoleni, gdyż czystych okazji więcej stworzyli sobie Stołeczni. Gracze Kartofelków z kolei dużo dłużej byli przy piłce bez większych efektów.
Subiektywny ranking kapitana:
Pawlo – 9 – pewny punkt zespołu, dodatkowo świetnie włączał się w rozgrywanie piłki. Przy bramce bez szans.
Marcos – 6 – gubił się w ataku, lecz nieustępliwością w obronie nadrabiał swoje nieudane zagrania.
Szymon – 4 – kontuzjowana kostka przeszkodziła w grze przez co często odpuszczał bieganie.
Grzechu – 7 – ładny gol zdobyty głową i dobre akcje oskrzydlające. Wciąż jednak nie ma pożytku z jego autów/rogów.
Olej – 9 – mocny punkt w ataku. Wielokrotnie brał na swoje barki ciężar gry ofensywnej. Szkoda zmarnowanych okazji.
Stołeczny NISSANzone – FCP 2:4
Mecz dwóch wyrównanych zespołów rozstrzygnął się już w początkowej fazie, gdy gracze FCP trzykrotnie pokonali Scaraba. Od tego momentu starali się kontrolować to spotkanie podczas gdy Stołeczni bili przysłowiową głową w mur.
Pierwsze minuty tego zaciętego pojedynku należały zdecydowanie do NISSANzone. Raz po raz piłkarze SNZ inicjowali ataki, które powinny się skończyć golami. Niestety dziwna nieudolność w polu karnym rywali przeszkadzała w skutecznych egzekucjach. Były problemy z przyjęciem, odegraniem czy strzałem a piłka naszym piłkarzom raczej przeszkadzała.
W 6 minucie losy meczu się odwróciły. Z kontrą wyruszyli piłkarze FCP, piłka została mocno zagrana w pole karne. Wracający Pawlo tak niefortunnie interweniował, że strzelił bramkę samobójczą wprost w samo okienko świątyni Scaraba. Była to pierwsza akcja ofensywna ostatniego zespołu w tabeli. Kilkadziesiąt sekund później było już 0:2. Bliźniacza akcja FCP skończyła się strzałem, który Scarab odbił przed siebie. Niestety Maciek nie upilnował napastnika rywali i ten bez problemu dobił piłkę do bramki. Stołeczni jeszcze nie przetrawili tego niefortunnego okresu gdy FCP po raz trzeci pokonali Scaraba. Na strzał z dystansu zdecydował się jeden z zawodników i dokonał tego niemal perfekcyjnie, gdyż piłka ugrzęzła w bramce tuż przy słupku.
Były to trzy minuty, które wstrząsnęły zespołem Stołecznych. Do końca I połowy nie potrafili się już pozbierać i poza nielicznymi przypadkami nie mieli okazji na zmniejszenie rozmiarów porażki. FCP będąc na sporej fali nie poprzestawali na tym, lecz na przeszkodzie stał świetnie tego dnia dysponowany Scarab. Co najmniej trzy razy wybronił w trudnych sytuacjach ratując resztki nadziei zespołu.
II połowa to zupełnie inny obraz gry. Jak się można było spodziewać do ataków rzucili się piłkarze Stołecznych. Jednak zanim przyszły efekty FCP po raz kolejny wykorzystało błąd w obronie podwyższając wynik na 0:4. Tym razem Olej stracił piłkę na własnej połowie kiwając rywala. Szybka akcja trzech na jednego skończyła się bardzo precyzyjnym strzałem z dystansu i piłka wpadła do siatki.
Od tego momentu dominacja zawodników Stołecznego NISSANzone nie podlegała dyskusji. Pressing na całym boisku był skuteczny, gdyż gracze FCP często po prostu wybijali piłkę z własnej połowy. Udawało im się parę razy wyprowadzić kontry, lecz były one kasowane przez obrońców SNZ.
Niestety pod bramką FCP piłkarzom SNZ brakowało skuteczności i dokładności. Zbyt często akcje były indywidualne, za mało podań na skrzydła i zdecydowanie brakowało strzałów z dystansu.
W 30 minucie w końcu Stołeczni zaczęli odrabiać straty. Grzechu zagrał mocną piłkę w pole karne a tam Pawlo dołożył nogę i było 1:4. 4 minuty później Marco zdobył drugą bramkę. W zamieszaniu podbramkowym zachował najwięcej zimnej krwi i z bliska skierował piłkę do siatki.
Czasu było coraz mniej, lecz akcje stawały się coraz bardziej groźne. Seryjne auty i rogi nie przynosiły jednak efektów. Gdy już udało się rozegrać wszystko jak należy to na przeszkodzie stawał własny zawodnik – Pawlo stojąc na linii bramkowej zblokował strzał Oleja i piłka odbiła się od słupka. Wiele okazji zostało niewykorzystanych, kilka z nich wybronił bramkarz FCP i goście mogli świętować swoje pierwsze punkty w tym sezonie.
Zawodnicy FCP pokazali się z dobrej strony. W I połowie potrafili zdominować mecz, rozgrywali piłkę szybkimi podaniami. Lubowali się także w kiwaniu, co przynosiło im wymierne efekty. Mecz na nieszczęście SNZ został ustawiony już na samym jego początku. Trzy gole w ciągu trzech minut podłamało naszych zawodników, którzy nie potrafili wyjść z takich opresji.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 8 – świetnymi interwencjami zapobiegł większej porażce
Marcos – 5 – wielką ambicję przeplatał stratami spowodowanymi zbyt wolną grą
Pawlo – 7 – znów dobry mecz Pawla. Niestety nie wykorzystał dwóch dobrych okazji, wbił samobója i odrobił go bramką na 1:4
Olej – 6 – zawiodła skuteczność i lubowanie się w zbyt indywidualnej grze. Przez to pierwsze nie powiększył swojego dorobku a przez to drugie zespół stracił resztki nadziei na korzystny wynik.
Szymon – 5 – szybko wdraża się w specyfikę gry zespołu. Dziś kilka razy ładnie pociągnął na skrzydle. Jednak do poziomu z treningów jeszcze brakuje.
Grzechu – 6 – poprawny występ. Nie ustrzegł się drobnych błędów w obronie, ale w ataku robił sporo dobrego.
Stołeczny NISSANzone – Husaria 0:6
Mecz ten pokazał ile jeszcze brakuje Stołecznym do bycia mocnym II-go ligowcem. Husarzy grali bardzo ekonomicznie i efektywnie co przełożyło się na zasłużone zwycięstwo.
Kadra meczowa naszego zespołu ponownie była szeroka. Zostało to w pełni wykorzystane, gdyż zmiany w czasie meczu były przeprowadzane zgodnie z założeniami i żaden z zawodników nie miał problemów kondycyjnych.
Od pierwszego gwizdka sędziego Husarze zdominowali grę. Wymieniali mnóstwo podań, bardzo ładnie grali bez piłki i nie mieli większych problemów z rozprowadzaniem akcji. Obrona SNZ trzymała się dzielnie przez 10 minut, lecz wtedy przepiękny strzał w samo okienko bramki Scaraba otworzył wynik spotkania. Dosłownie minutę później przegrywaliśmy już 0:2. Po indywidualnej akcji zawodnik Husarii znalazł się na linii końcowej boiska. Nie mając żadnych innych rozwiązań zdecydował się na strzał, który znalazł jednak drogę do siatki. Dwubramkowe prowadzenie rywali utrzymało się do końca I połowy, w której zawodnicy Stołecznego Nissanzone nie mieli wielu swoich okazji. Z dużym trudem przychodziło budowanie akcji, brakowało ruchu i wychodzenia na pozycje. Jedynie Olej szarpał, lecz jego indywidualne zagrania nie przynosiły korzyści.
W drugiej odsłonie było już nieco lepiej, lecz wpływ na to miała zapewne postawa rywali, którzy zagrali na większym luzie. Pozwoliło im to na zdobycie kolejnych czterech bramek, lecz najlepsza linia obrony w naszej grupie pozostała dla naszych graczy niezdobyta. Najlepszą szansę zmarnowali Olej i Pawlo, którzy pogubili się w sytuacjach sam na sam. Świetną okazję miał Wieshaq po pięknej akcji zespołowej, lecz dograna do niego piłka była zbyt wysoka i jego strzał trafił w bramkarza.
W tej połowie obrona Stołecznych była dziurawa niczym ser szwajcarski. W wielu przypadkach Husarze rozgrywali piłkę w przewadze w okolicach pola karnego. Zawiodła asekuracja i umiejętności. Cztery zdobyte przez rywali gole obciążają konto całego zespołu. Każda z tych akcji zaczynała się od straty, po której w szybkim wypadzie przeciwnicy zdobywali bramki. Znamienne były gole nr 3 i 5 po akcjach trzech na jednego. Bramkę na 0:4 na swoim koncie ma Maciek, którego podanie do Wieshaqa zostało zastopowane i w kontrze dwóch na jednego rywale klasycznie rozklepali Maćka i Scaraba. Ostatni gol padł pod koniec meczu po strzale z linii pola karnego.
Dzięki potyczce z Husarią ujawniły się ukryte braki, które zwykle niwelowane były ambicją. Tej w niedzielnym spotkaniu zabrakło, więc wynik spotkania w zupełnie oddaje jego przebieg. Pośród graczy Stołecznego Nissanzone zabrakło przede wszystkim skutecznej gry bez piłki.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab -5 – dziś miał swój słabszy dzień, chociaż żaden gol nie obciąża jego konta. Kilkukrotnie skutecznie wybronił w groźnych sytuacjach.
Pawlo – 6- mocny punkt zespołu. Wiele razy powstrzymał akcje rywali, stwarzał sytuacje bramkowe.
Grzechu – 4 – jego forma się chyba ulotniła. Brakowało konsekwencji w obronie, słabo wykonywał rzuty rożne i z autu. W ataku niewidoczny
Olej – 7 – starał się, walczył ale ciężkie przeprawy w ataku nie przynosiły efektów. Znów odpuszcza obronę przez co kilka razy Husarze zdobywali przewagę.
Marcos – 3 – nieźle w defensywie, ale w ataku pożytku z niego nie było. Za często tracił piłkę bądź niecelnie ją odgrywał.
Szymon – 2 – jak na pierwszy raz można wybaczyć. Przyswojenie elementów gry zespołu przyjdzie z czasem. Dzisiaj mało przydatny w obronie, za często krył na radar. W ataku mało widoczny, gubił się również przy stałych fragmentach
Wieshaq – 6 – dużo zdrowia kosztował go ten mecz. Biegał, walczył, miał dwie niezłe okazje na gole. Pożyteczny występ.
Stołeczny NISSANzone – KOMA 5:5
Bardzo dziwnym spotkaniem uraczyli dziś piłkarze obu zespołów. Piłkarsko KOMA górowała nad Stołecznymi, lecz gracze gości mieli problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy i finalnie to raczej Stołeczni stracili dwa punkty niż rywale zdobyli jeden.
Dzisiaj w szeregach naszego zespołu w końcu można było dopatrzyć się rezerwowych – od razu było ich trzech. Miało to spore przełożenie na poziom gry prezentowanej przez nasz team, nie było już problemów kondycyjnych. Po drugiej stronie stanął zespół, który nie zdobył jeszcze ani jednego punktu. Lecz niezbyt regulaminowe wzmocnienia w postaci trzech świetnych zawodników uczyniły z KOMY naprawdę niesamowicie trudnego rywala, który górował operowaniem piłką, rozegraniem akcji, indywidualnymi zagraniami czy spokojem w swojej grze.
Początek meczu zdawał się potwierdzać te tezy, gdyż Stołeczni mieli problemy z przejęciem piłki. Rywale bardzo swobodnie sobie rozgrywali, lecz gdy dochodzili do pola karnego napotykali na ambitną i trudną przeszkodę w postaci zorganizowanej i szczelnej obrony. Tradycyjnych kiwek w wykonaniu przeciwników było sporo, lecz mało wnosiły do gry rywala, gdyż asekuracja funkcjonowała niemal bez zarzutu.
Do przerwy nasi piłkarze stracili dwa gole i oba po stałych fragmentach gry. Najpierw pięknym uderzeniem z rzutu wolnego wykonywanego z okolic linii bocznej popisał się gracz KOMY. Nie zdołał zablokować piłki Marco stojący w murze, nie odbił jej także Scarab i było 0:1. Chwilę później sędzia odgwizdał słusznego karnego dla gości, po którym było już 0:2. Faul był bezdyskusyjny, lecz mało celowy. Olej podciął rywala przy linii pola karnego w chwili, w której piłkę wybijał mu Pawlo.
Dwubramkowe prowadzenie wprowadziło w szeregi przeciwników lekkie rozluźnienie. Zwiększyła się liczba indywidualnych zagrań i popisów, lecz w końcu to Stołeczni zaczęli stwarzać sobie okazje bramkowe. Po kilku niewykorzystanych okazjach w końcu pada pierwsza bramka dla Nissanowców. Marco przechwycił piłkę w środku boiska i zgrał ją do Oleja, który świetnie uwolnił się spod opieki obrońcy i w sytuacji sam na sam idealnie strzelił między bramkarzem i słupkiem.
Wynikiem 1:2 skończyła się pierwsza połowa, w której więcej z gry mieli zawodnicy KOMY, lecz ambitni Stołeczni wciąż utrzymywali kontakt bramkowy. Nie wykorzystali oni m. in. gry w przewadze. Po faulu na Oleju sędzia ukarał jednego z piłkarzy KOMY przymusową odsiadką na ławce. Jednak wydarzenia z II połowy zupełnie odwróciły role w tym twardym spotkaniu.
Zaczęło się od falowych ataków SNZ, którzy marnowali na potęgę stworzone sytuacje. Ilość niewykorzystanych okazji sam na sam na pewno będzie się śniła Olejowi, który zmarnował co najmniej trzy idealne szanse. Olej jednak zdobył swoje dwa kolejne gole. Najpierw Maciek odebrał rywalom piłkę i wraz z Olejem pobiegli na bramkę KOMY. Asysta kapitana i gol naszego napastnika były formalnością. Chwilę później Stołeczni objęli prowadzenie. Wieshaq dośrodkował piłkę z rzutu rożnego, ta trafiła do Oleja i było 3:2. Chwilę później niestety ten sam Olej zmarnował sytuację, w której był dwa metry przed niemal pustą bramką. Na swoje nieszczęście trafił w stojącego na linii obrońcę.
Później KOMA pokazała pazury i mieliśmy kolejny remis. Fenomenalna akcja, w której napastnik rywali wymanewrował całą obronę SNZ zakończyła się wyłożeniem piłki swojemu partnerowi, który skierował ją do zupełnie pustej bramki. Już w tym okresie gry zawody były dość ostre, lecz dopiero ostatnie 10 minut rozgrzało atmosferę.
Po kolejnym już faulu dobrze prowadzący zawody sędzia odgwizdał rzut wolny dla naszego zespołu. Zupełnie nie zgadzali się z tą decyzją rywale, którzy zbyt dosadnie wyrazili swoją opinię. Arbiter nie miał innego wyjścia i wlepił graczowi KOMY czerwoną kartkę. Okres gry w przewadze to istny roller coaster. Stołeczni raz po raz stwarzali sobie okazje, lecz razili nieskutecznością. KOMA jednak także nie pozostawała dłużna stwarzając sobie kilka sytuacji. Dwukrotnie także trafili w słupek. Po czterech minutach mieliśmy kolejną czerwoną kartkę dla KOMY i sytuacja na boisku była dość nietypowa. Tylko dwóch piłkarzy KOMY powstrzymywało czterech rozpędzonych Nissanowców. Jak się nie udało strzelić goli? Na to pytanie nie odpowie nikt. Sytuacji było sporo. KOMA przetrzymała minutę w podwójnym osłabieniu i zaraz po wejściu trzeciego zawodnika zdobyli bramkę na 3:4. Maciek w dziecinny sposób stracił piłkę przy swoim polu karnym i Scarabowi pozostało wyjąć ją z siatki. Na całe szczęście zaraz po tym wydarzeniu kapitan się zrehabilitował strzelając z dystansu między nogami bramkarza i znów był remis. KOMA grała w osłabieniu, ale mocniej przycisnęła i zdobyła przewagę w polu. Pozwoliło im to ponownie wyjść na prowadzenie. Tym razem zaspał Grzechu odpuszczając krycie dzięki czemu rywal dostał idealne podanie. Sytuacje sam na sam to dla piłkarzy, którzy wzmocnili KOMĘ, formalność.
Do końca spotkania pozostawało już niewiele, ale Stołeczni dążyli do wyrównania. Na polu karnym rywali kotłowało się, ale efektów nie było. I gdy do końca pozostało kilka sekund udało się wyrównać. Po rzucie rożnym powstało ogromne zamieszanie, dwa strzały były zablokowane, lecz trzecia poprawka Roberta znalazła drogę do siatki. Po tym wydarzeniu sędzia zakończył mecz.
Zmarnowanymi przez Stołecznych okazjami z drugiej połowy możemy spokojnie obdzielić dzisiejszą pełną kolejkę. Grający przez jej większą cześć w osłabieniu gracze KOMY bronili się czasami rozpaczliwie. Nie zapominali jednak o atakach, które były bardzo niebezpieczne. W szeregach gości brylowali zawodnicy, którzy bardzo poważnie wzmocnili przedostatni zespół ligi. Nawet we dwóch potrafili przytrzymać dłużej piłkę i skutecznie przetrzymali ten trudny okres.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 7 – robił, co miał zrobić. Małą uwagę można mieć do pierwszego gola.
Grzechu – 5 – mało widoczny, kilka razy przeciwnicy gubili jego krycie
Olej – 6 – hat trick, ale za brak skuteczności należy się nagana.
Marcos – 8 – bardzo waleczny, dużo biegał, przerywał akcje. Nieco mniejszy pożytek z niego jest w ataku.
Robert – 7 – pierwsze koty za płoty. Wnosił sporo w ataku, skuteczny w obronie
Wieshaq – 6 – raz pogubił się przy kontrze rywali. Miał świetną okazję na gola, trudny do przejścia w obronie
Pawlo – 8 – dużo dobrego dziś wniósł do gry SNZ.
Stołeczny NISSANzone – FC Stokrotki 3:3
Dość niespodziewanie w meczu z pierwszą siłą ligi Stołeczni zasłużenie zdobyli jeden punkt. Przez całe spotkanie przewagę mieli zawodnicy FC Stokrotek, lecz to nasi piłkarze stwarzali sobie bardziej dogodne okazje do strzelenia goli.

Przed pierwszym gwizdkiem sędziego trudno było doszukiwać się optymizmu. Tylko pięciu naszych piłkarzy miało zagrać przeciwko dziewięciu Stokrotkom. Stołeczny NISSANzone szukał punktów w spotkaniu przeciwko FC Stokrotkom, którzy celowali w fotel lidera.
Mecz rozpoczął się zgodnie z przewidywaniami. FCS przypuścili szturm na naszą bramkę zakończony golem już w drugiej minucie. Na strzał z dystansu zdecydował się napastnik rywali i piłka przeszła obok Maćka i Scaraba lądując w siatce. Stokrotki raz po raz budowali swoje ataki, lecz obrona SNZ była bardzo uważna i szczelna. Rywale tylko z dystansu stwarzali zagrożenie, gdyż nie potrafili rozmontować bardzo dobrej linii obronnej.
Jednak w 9 minucie kolejny celny strzał wylądował w bramce. Rozegrana z rzutu rożnego piłka została wycofana do obrońcy FCS, który huknął nie do obrony. Od stanu 0:2 Nissanowcy zaczęli niepokoić obronę przeciwników. Świetne okazje zmarnowali jednak Olej i Grzechu.
Nasi piłkarze próbowali przedostać się w okolice pola karnego prostymi środkami – długim podaniem, zagraniem indywidualnym bądź krótką klepką. Sporo zamieszania było także po stałych fragmentach gry. Do końca tej połowy FCS tylko raz zagrozili Scarabowi, gdy w sytuacji sam na sam znalazł się gracz rywala, lecz nasz bramkarz wyszedł z opresji obronną ręką. Nasi zawodnicy mieli także swoje okazje, lecz ich strzały nie znalazły celu.
Druga połowa zaczęła się od śmielszych ataków Stołecznych. Po jednym z nich nasi piłkarze zdobyli gola kontaktowego. Rzut z autu wykonywał Pawlo, dośrodkował w pole karne a tam w sporym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Olej pokonując bramkarza rywali. Wciąż na boisku zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki miał team FC Stokrotek, lecz nie potrafili stworzyć dogodnych okazji. Gdy już udało im się przedrzeć przez obronę SNZ to na posterunku był Scarab. Po drugiej stronie boiska ciągle dochodziło do dobrych okazji. Świetną sytuację miał Grzechu gdy znalazł się sam na sam, lecz po jego strzale piłka ugrzęzła między nogami bramkarza.
W 29 minucie w końcu udało się doprowadzić do wyrównania. Po świetnym przechwycie na bramkę pobiegł Olej. Mając z boku obrońcę FCS zdecydował się na strzał z daleka. Piłka została uderzona bardzo precyzyjnie i tuż przy słupku wpadła do bramki.
Od tego momentu przewaga Stokrotek była już bardzo wyraźna. Posiadający dodatkowy atut w postaci rezerwowych nie schodzili już z naszej połowy. Stołeczni zamurowali bramkę ograniczając się do wybijania piłki bądź zdawali się na umiejętności Oleja. Typowa obrona Częstochowy. Jednak mijały minuty a rywale nie potrafili znaleźć recepty na taką grę. W 31 minucie Maciek po faulu został ukarany dwuminutową karą, lecz i takie osłabienie nie wpłynęło na naszych piłkarzy. Bardzo skutecznie przerywali akcje rywali, którzy zaczęli grać coraz bardziej indywidualnie.
W 35 minucie Maciek nabawił się kontuzji. Został przypadkowo uderzony w nos, z którego obficie polała się krew. Znów więc Stołeczni grali w osłabieniu i znów nie dali wbić sobie gola. Gdy już kapitan wrócił ponownie na plac gry do końca pozostawały ponad 3 minuty. Remis był coraz bliżej, lecz mała nieuwaga kosztowała stratę gola.
W 38 minucie grający już w pełnym składzie SNZ pozwolił na kolejny strzał z daleka. Piłka przeszła obok Maćka i po rękach Scaraba wpadła do bramki. Oddychający rękawami nasi zawodnicy nie załamali się jednak. Rywale wciąż grali niesamowicie ambitnie i bronili na całym boisku, lecz Nissanowcy zdołali wyrównać.
W 40 minucie wywalczyli oni aut na swojej połowie. Piłkę wybijał Maciek decydując się długi wrzut w pole karne. Tam nieporadnie zachował się bramkarz rywali odbijając ją wprost pod nogi Pawla, który nie miał żadnych problemów ze skierowaniem jej do pustej bramki. Do końca spotkania pozostawało 35 sekund i przez ten czas bardzo mądrze broniący się Stołeczni dowieźli cenny punkt.
Stołeczny NISSANzone wywalczył więc bardzo cenny punkt pokazując przy tym niesamowitą obronę. Dość powiedzieć, że wszystkie trzy gole padły po strzałach z daleka a groźnych sytuacji w naszym polu karnym można policzyć na palcach jednej ręki. Błędy, których nie było dużo były naprawiane przez kolegów bądź Stokrotki nie potrafili skorzystać z tych prezentów.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 9 – pewny punkt zespołu.
Grzechu – 7 – dobrze wyprowadzał ataki, biegał lecz kilka razy pozwolił uciec rywalowi.
Pawlo – 8 – niemal bezbłędny w obronie, często także brał udział w szybkich atakach
Olej – 9 – dwa gole, wziął na siebie całą ofensywę. Na dokładkę bardzo skuteczny w obronie.
Stołeczny NISSANzone – LKS Dzika Grażyna 0:4
Euforia po pierwszym zwycięstwie opadła dość szybko. LKS okazał się zbyt trudnym rywalem i zasłużenie zgarnął trzy punkty. Nasi piłkarze mogą jedynie żałować zera po stronie zysków, bo okazji do zdobycia gola nie zabrakło.
Od pierwszych sekund spotkania piłkarze Grażyny zaskoczyli bardzo agresywną grą. Na pressing na całym boisku i mnóstwo biegania bez piłki piłkarze Stołecznych niemal do końca meczu nie umieli znaleźć recepty. Jedynych okazji nasi zawodnicy szukali więc w kontrach, które przyniosły w I połowie kilka szans bramkowych. Jednak Grzechu, Marcos i Olej nie umieli pokonać świetnie dysponowanego bramkarza gości, który miał także uśmiech losu za sprzymierzeńca. Strzał Maćka z rzutu wolnego wylądował na spojeniu a Oleja na słupku.
Pomimo zdecydowanej przewagi w posiadaniu piłki przez LKS obrona Stołecznych funkcjonowała bez zarzutów. Scarab musiał być jedynie czujny przy strzałach z dystansu, gdyż w polu karnym wszystkie piłki były przejmowane przez SNZ. I gdy wszystko wskazywało, że pierwsza odsłona zakończy się bezbramkowym wynikiem nadszedł kataklizm numer 1. Na minutę przed końcem lewym skrzydłem przedarł się zawodnik Grażyny, który oddał silny strzał. Piłka po nogach naszych obrońców wpadła niestety do siatki. Dosłownie dziesięć sekund po tym golu było już 0-2. Fatalny błąd przy rozpoczęciu gry od środka, szybka strata i zawodnik LKS znalazł się w czystej okazji, której pomimo interwencji naszego bramkarza nie zmarnował. Dwie bardzo głupio stracone bramki bardzo podcięły skrzydła naszym zawodnikom, którzy do tego momentu grali naprawdę przyzwoicie.
W drugiej połowie Stołeczni bardziej przycisnęli. Mieli więcej z gry, jednak z wielkim mozołem przychodziło stwarzanie kolejnych okazji a co za tym idzie – odrabianie strat. Gdy jednak wydawało się, że gol dla naszego zespołu w końcu padnie nadszedł kataklizm numer 2. Podobnie jak pod koniec pierwszej połowy tak i tym razem w odstępie dziesięciu sekund tracimy dwa kolejne gole. Najpierw Wieshaq pogubił krycie w obronie i Scarab był bezradny przy strzale z dystansu a chwilę później do toczącej się piłki w stronę naszego pola karnego szybciej od Scaraba dopadł piłkarz Grażyny i dość szczęśliwym strzałem ustalił wynik meczu. Do końca pozostawało co prawda jeszcze ponad 10 minut, lecz tym okresie Stołeczni zupełnie stracili wiarę w końcowy sukces i grali bez takiego zaangażowania jakie pokazywali wcześniej. Pod koniec meczu LKS kilkukrotnie wyszedł z szybkimi kontrami w przewadze, jednak zgubiła ich nonszalancja i akcje zwykle przerywali nasi obrońcy.
Reasumując zespół LKS Dzika Grażyna zdecydowanie przewyższał Stołecznych pod względem wybiegania. Miało to przełożenie na swobodę rozgrywania przez nich akcji a także na paraliż poczynań ofensywnych Nissanowców. Piłkarzom Stołecznego NISSANzone brakowało pomysłu na grę, często także szwankowała gra bez piłki. Zasłużone więc zwycięstwo Grażyny, jednak z samego przebiegu meczu można uznać, że zbyt wysokie.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 6- po dwóch świetnych występach tym razem gorszy dzień. Na jego konto można zapisać gola nr 4. Wciąż jednak jest mocnym punktem zespołu.
Grzechu – 5 – często gubił się przy wyprowadzaniu piłki, brakowało też wychodzenia na pozycję. Kilka doskonałych zagrań to za mało
Marcos – 4 – Przy pierwszym golu dał się przejść przez rywala, przy drugim oddał piłkę za darmo. Brakowało zdecydowania, chociaż kilkukrotnie ładnie pociągnął szybkie kontrataki
Pawlo – 6 – dużo biegał, starał się i walczył. Zabrakło jednak dokładności w jego poczynaniach.
Wieshaq – 4 – poważny błąd przy trzeciej bramce. Mało walki i zbyt częste straty.
Olej – 5 – starał się, kiwał ale nie przynosiło to żadnego efektu. Często nie miał z kim rozegrać piłki a gdy znalazł się w idealnej okazji – trafił w bramkarza.
Stołeczny NISSANzone – Siostry i Bracia 2:0
Inauguracja sezonu halowego wypadła nad wyraz korzystnie. Po momentami naprawdę świetnej grze zawodnicy Stołecznych nie dali najmniejszych szans grającym bardzo ostro rywalom odnosząc zasłużone zwycięstwo.
Siostry i Bracia dali się poznać niestety z dość ciemnej strony. Mnóstwo fauli, czasami dość brutalnych i ostre wejścia nie zawsze w piłkę nie wystawiają im najlepszego świadectwa. Piłkarsko również nie zachwycili, ale tu już sporą rolę odegrała postawa Stołecznych. Zagrali oni jedno z najlepszych swoich meczy i gdyby nie popełniający błąd za błędem w obronie Maciek moglibyśmy otrzeć się o maksymalne możliwości tej drużyny. Świetnie wychodziło krycie w obronie, niemniej fajnie prezentowaliśmy się w ataku. Jedyną ofensywną bronią SiB były strzały z dystansu, które jednak kilka razy były bardzo groźne. Stworzyli też trzy okazje sam na sam, jednak wyniknęły one ze słabej postawy Maćka, który często nie nadążał za akcjami.
W I połowie oglądaliśmy dużo walki w środku boiska. Stołeczni zdominowali rywali, którzy często salwowali się wybijaniem piłki sprzed własnego pola karnego. Nasi piłkarze w tej części stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, lecz nie współgrała z tym skuteczność. Dość powiedzieć o akcjach Oleja, Pawla czy przede wszystkim Grzecha, który nie trafił do pustej bramki. Pod bramką Scaraba działo się niewiele i tylko sporadyczne strzały z dystansu kazały mu być w pełnej gotowości.
Niestety dało się wciąż zauważyć w grze SNZ niedokładność w wyprowadzaniu akcji. Kilkukrotnie piłka była oddawana do rywala, czasami brakowało dokładności z tak prostych zagrań jak wprowadzenie piłki do gry z autu. Na szczęście te dobre zagrania przesłoniły negatywne więc i obraz I połowy był bardzo obiecujący. Wynik brzmiał jednak 0:0.
Druga połowa zaczęła się niedobrze. Znów przez kilka pierwszych minut Stołeczny NISSANzone nie potrafił wejść w grę. Kilka razy zakotłowało się pod naszą bramką i tylko dzięki fantastycznej postawie Scaraba i niefrasobliwości rywali wciąż po stronie strat było 0. Po pięciu minutach w końcu Stołeczni uspokoili grę i zaczęli coraz mocniej nacierać. Grając na większym ryzyku narażali się na bardzo szybkie i groźne kontry, lecz zawsze udało się zażegnać niebezpieczeństwo bądź można było liczyć na Scaraba. Z przodu wciąż nasi zawodnicy razili nieskutecznością stwarzając sobie kolejne okazje.
W 33 minucie w końcu padł gol. Najpierw akcję stworzyli sobie SiB, po której było bardzo gorąco. Maciek, leżąc na ziemi, zdołał jednak zatrzymać piłkę barkiem co pozwoliło na wyprowadzenie bardzo szybkiej kontry. W niej doskonale rozklepali obronę Marcos i Olej, który po otrzymaniu świetnego podania od tego pierwszego bez problemu otworzył wynik. Od tego momentu Siostry i Bracia chyba stracili wiarę w osiągnięcie korzystnego rezultatu, gdyż poza jednym strzałem, po którym piłka zmierzała w okienko nie zagrozili już naszej bramce. Niestety nie odpuścili bardzo ostrej gry. W 37 minucie Olej wychodził na pozycję sam na sam i został brutalnie podcięty od tyłu. Słaby tego dnia sędzia w końcu podjął słuszną decyzję o dwuminutowej karze dla obrońcy SiB.
Grający w osłabieniu rywale starali się odwrócić losy meczu, lecz to Stołeczni tego dnia mieli swój dzień. W 39 minucie Maciek przeciął podanie do napastnika rywali i wyprowadził kontrę. Zagrał do Pawla będącego przed bramkarzem SiB i mieliśmy 2:0. Za chwilę zawyła końcowa syrena.
Podsumowując należy się cieszyć, że po słabej postawie na Ursusie nasi piłkarze potrafili tak dobrze się zaprezentować jako drużyna. Gdyby nie słaba postawa Maćka można by było uznać, że nie ma się do czego przyczepić.
Dzięki temu zwycięstwu Stołeczny NISSANzone po raz pierwszy w historii występów w Lidze Halowej wygrał na inaugurację a także zachował czyste konto. Gdy w takim tempie padać będą kolejne bariery to może być naprawdę ciekawie.
Subiektywny ranking kapitana:
Scarab – 10 – bez żadnego zarzutu. Wszystko, za co się zabrał robił wzorowo.
Grzechu – 9 – niemal bezbłędny. Niemal, gdyż raz oddał piłkę pod nogi rywala i raz nie trafił do pustej bramki.
Marcos – 9 – niesamowicie waleczny i ambitny. Wszędzie go było pełno.
Pawlo – 9 – zdobył gola, twardo walczył w obronie. Dobrze wykonywał rzuty rożne.
Wieshaq – 8 – po tak ostrej chorobie walczył nadspodziewanie ambitnie. Starał się i często przerywał akcje rywali.
Olej – 9 – ładny gol. Szarpał z przodu jak na lidera przystało. Wciąż jednak odpuszcza defensywę.
Stołeczny NISSANzone – Akademia Teatralna 1:4
Nie mogło się skończyć inaczej niż porażką spotkanie zespołu Akademii Teatralnej z przysłowiowym zlepkiem piłkarzy w barwach Stołecznego NISSANklubu. Nasi piłkarze nie mieli kompletnie pomysłu na grę i mogą się cieszyć, że skończyło się tak małą karą.
Od pierwszych sekund gry piłkarze Akademii nastawili się na atak. Dość wysoko ustawiona obrona miała za zadanie rozbijać ataki Stołecznych jak najwcześniej i trzeba przyznać, że była to dość skuteczna broń. Na dokładkę nasi zawodnicy w niczym nie przypominali zespołu. Mnożyły się błędy, niecelne zagrania, anemiczne strzały czy pomyłki w kryciu. Już w 4 minucie Akademia objęła prowadzenie po świetnym wyrzucie bramkarza. Piłka przeleciała nad nieporadnym Maćkiem i doszła do Wawera, który przelobował Scaraba. Trafił co prawda w poprzeczkę, lecz przy dobitce nie miał żadnych problemów ze zdobyciem gola.
Dalsze minuty upływały pod kontrolą chaosu. Akademicy mieli więcej z gry, lecz sami gubili się w atakach a Stołeczni nijak nie potrafili wymienić kilku podań. W 9 minucie Maciek został ukarany karą dwuminutową za zagranie piłki ręką i paradoksalnie był to najlepszy moment piłkarzy Stołecznego NISSANzone w obronie. Bardzo skutecznie kasowali wszystkie akcje artystów nie pozwalając im nawet na strzały z dystansu. Po wyrównaniu się sił wróciła anemiczna gra.
W 17 minucie SNZ miał doskonałą okazję na wyrównanie, lecz Pawlo zmarnował świetne podanie Oleja i w sytuacji sam na sam trafił w słupek. Kilka razy zakotłowało się pod bramką Akademii po rozgrywanych stałych fragmentach gry, lecz pożytku nie było żadnego.
Druga odsłona nie przyniosła zmiany gry. Wciąż Akademicy grali z polotem wykorzystując niefrasobliwość obrony Stołecznych. W 26 minucie podwyższyli oni prowadzenie. Zupełnie grę w obronie odpuścił Grzechu i jego skrzydłem pobiegł zawodnik gości, który doskonale zagrał piłkę na drugi słupek gdzie był kolejny nieobstawiony piłkarz rywali. Chwilę później było już 0:3 po bardzo podobnej akcji. Tym razem piłkę stracił Olej i w kontrze 3 na 1 akademicy za sprawą Wawera przesądzili o wygranej.
W 39 minucie piłkarze SNZ zdobyli gola honorowego. Jedyna składna akcja w meczu zakończyła się ładną bramką. Maciek przejął piłkę w obronie, wypuścił na skrzydle Pawla, który zgrał piłkę na środek do niepilnowanego Oleja. Nasz snajper w końcu zachował się tak jak powinien – bardzo spokojnie wyczekał bramkarza i strzelił obok niego. Jednak chwilę później Stołeczni tracą kolejną bramkę. Sędzia odgwizdał karnego z kapelusza po rzekomym zagraniu ręką w polu karnym przez Maćka. Okazję wykorzystał bramkarz Akademików ustalając wynik meczu.
Reasumując należy się cieszyć, iż po stronie strat są tylko 4 gole. Naszym piłkarzom nie wychodziło kompletnie nic i był to jeden z gorszych meczy na przestrzeni ostatnich trzech sezonów. A szkoda tym bardziej, iż diabeł nie był taki straszny. Akademia Teatralna zagrała jedynie poprawnie ale to w zupełności wystarczyło.
Subiektywny ranking kapitana:
Scrab – 7 – jedyny jasny punkt zespołu. Błędów nie popełnił a kilkukrotnie wybronił kolegów z ich błędów.
Grzechu – 2 – w obronie nie zagrał zupełnie nic. Wielokrotnie zagubiony, miał problemy z dokładnością
Pawlo – 5 – starał się, biegał ale przy takim wsparciu kolegów była to gra mało produktywna.
Wieshaq – 2 – był zawsze tam, gdzie nie powinien.
Olej – 3 – starał się szarpać w ataku, ale jak przyszło do obrony to był myślami zupełnie gdzie indziej.
- Brak komentarzy »
- Posted in Liga Halowa 2010/2011, Z archiwum