Relacje

Stołeczny NISSANzone – International Level 6:5

Nie było to porywające widowisko, oba zespoły częściej zmagały się z własnymi słabościami niż z przeciwnikiem, ale na szczęście końcowy wynik jest korzystny dla Stołecznych.

Piorunujący był jedynie początek, a właściwie pierwsze 3 sekundy. Tylko tyle potrzebował Robert by zdobyć gola. Wykorzystał senny nastrój IL i po rozpoczęciu najzwyczajniej w świecie pobiegł z piłką na spotkanie z bramkarzem i pokonał go mierzonym strzałem przy słupku.

Następnie pojedynek przeszedł w fazę kopaniny, jednakże lepiej odnajdywali się w tym nasi gracze, więc podwyższyli na 2:0 po golu MaćkaWPR. International Level sporadycznie kończyli swoje akcje strzałami, zmarnowali okazję sam na sam, którą w fenomenalnym stylu wybronił Maciek po czym uskutecznili najprostszą taktykę – klepka, wyjście na pozycję sam na sam i gol. Scenariusz ten został powtórzony w przeciągu całego meczu jeszcze 6 razy, z czego 4 takie wypady kończyły się golem.

Nim padły kolejne bramki dla IL, na 3:1 podwyższył Michał. Do doskonałości było jednak daleko, rywale odpowiedzieli jedną ze swoich zabójczych akcji, poprawili kolejną i sędzia zakończył pierwszą część wynikiem 3:3

W drugiej połowie znów niby SNZ był cały czas przy piłce, ale gdyby znalazł się sumienny statystyk wyliczyłby, iż średni czas trwania akcji naszego zespołu wynosił może 9 sekund. Pan chaos z Panem niedokładnością rządzili i dzielili na boisku, szkoda tylko, że nie byli w naszym zespole.

Dość jednak marudzenia, gdyż w międzyczasie Michał strzela na 4:3. Satysfakcja zespołu była spora, więc tradycyjnie Stołeczni spoczęli na laurach i oddali inicjatywę graczom IL. Ci, nie widząc innego sposobu dwukrotnie wprowadzili w życie swoje akcje typu klepka – gol i było 4:5. Zmarnowali jeszcze okazję podwyższenia, gdy zawodnik IL mając przed sobą pustą bramkę strzelił w krzaki, zmarnowali rzut wolny za wyimaginowany faul, którego nie było i przeszli do głębokiej defensywy.

Nasi zaczęli grać żwawiej, ale jedyne efekty to strzały na wiwat, daleko od bramki. I tak z niczego padł gol wyrównujący, spokojna akcja prawym skrzydłem, podanie do Grzecha, który mając na plecach bramkarza rywali kopnął obok niego. Piłka odbiła się od słupka i potoczyła się pod nogi Roberta. 2 metry do pustej bramki, piłka idealnie na środku, więc wyrównanie stało się faktem.

Ofensywa trwała, liczyła się tylko wygrana. W ostatniej minucie trud zespołu został nagrodzony. Biegający dotąd niczym wierzchowiec bez jeźdźca Grzechu wywalczył piłkę i mijając bramkarza ustalił rezultat spotkania stając się jego bohaterem.

Nasi nie zagrali nic specjalnego, ale rywale dostosowali się do poziomu SNZ i zostali przez to pozbawieni punktów. Ostatnie 39 minut pojedynku to była męka dla obu drużyn i dobrze, że pierwsze i ostatnie sekundy były nadzwyczaj udane dla Stołecznych.

 

Stołeczny NISSANzone – Aby Remis 2:8

Można by rzec, że jaka pogoda taki wynik. Jednak rezultat nie oddaje tego, co się działo na boisku gdyż mecz był wyrównany a rozmiary wygranej są wynikiem kilku przypadkowych zdarzeń na boisku.

Jak inaczej niż przypadek można nazwać wybicie piłki spod własnej bramki po którym jest gol, fenomenalny strzał życia, po którym piłka idealnie wpada w okienko bramki, stratę piłki przez bramkarza, który wcielił się w rolę rozgrywającego, strzał z połowy boiska do pustej bramki czy śmieszne zachowanie gracza rywali po faulu, gdy bramkarz SNZ starał się pomóc wstać swojemu przeciwnikowi (zwijającego się z bólu), a ten gdy tylko zobaczył pustą bramkę bryknął do góry i wykonał rzut wolny czy gol na 0-1 gdy nasz zespół grał jeszcze czterech.

Wypominanie tego nie ma na celu deprecjonowania wygranej Aby Remis. Trzy punkty są zawsze zasłużone, ale rozmiar porażki mógłby być sporo mniejszy. Tym bardziej, że szczęście na pewno nie było p naszej stronie. Strzały w słupek i poprzeczkę lub marnowanie sytuacji sam na sam, których na pewno było 4 chluby nie przynoszą.

Swoje trzy grosze do poziomu spotkania dołożyła także pogoda. Ciągła mżawka spowodowała, że boisko i piłka były śliskie co obu drużynom skutecznie utrudniło rozegranie akcji. Choć trzeba przyznać, że lepiej do warunków pogodowych dostosowali się przeciwnicy, którzy bardzo licznie stawili się na tym meczu. Stołeczni przeciwstawili tylko żelazną piątkę i zagrali bez zmienników.

Gole dla naszego zespołu padły w I połowie. Aby Remis prowadzili wówczas 3:0 i nastąpił skuteczny zryw SNZ. Gole Michała i Tediego wlały sporo optymizmu i pozwoliły uwierzyć, że losy tego pojedynku da się odwrócić. Trwało to jednak dość krótko – błąd prawej obrony, napastnik przeciwników znalazł się oko w oko z Maćkiem, który przejął funkcję bramkarza i Aby Remis znów odskoczyli. Do przerwy było więc 2:4. O drugiej połowie można tylko napisać, że Stołeczni grali a rywale strzelali.

 

Stołeczny NISSANzone – Nieliczymynaawans 4:5

Nie udał się początek wiosennej edycji Ligi Ursusa. Nasi gracze nie sprostali piłkarzom Nieliczymynaawans i ulegli im 4:5 będąc zespołem gorszym. Zasłużona przegrana, której skromne rozmiary zawdzięczamy bramkarzowi przeciwników. Wybitnie nie miał dziś dobrego dnia.

Pierwsze minuty były bardzo spokojne. Dwa, trzy podania i piłka leciała daleko poza boisko. Dłużyło się więc oczekiwanie na jej powrót a to z kolei nie sprzyjało koncentracji. Widać było po naszych zawodnikach, że nie przyłożyli się do tego pojedynku. Dodatkowym problemem były olbrzymie kłopoty z panowaniem nad piłką. Jakby Stołeczni pierwszy raz grali piłką, która odbija się po każdym kontakcie z twardym podłożem.

Po kilku minutach rywale stworzyli sobie pierwszą sytuację i od razu zdobyli gola. Bramka była bardzo ładna, ze skrzydła piłka została dośrodkowana na drugi słupek a tam napastnik dostawił głowę i pokonał Scaraba.

Później niby nasi byli dużo częściej w posiadaniu piłki, ale efektów nie było żadnych. W sukurs przyszedł jednak bramkarz rywali, który przepuścił strzał w środek bramki. Był więc remis a oba zespoły wciąż grały bardzo sennie i wolno. Piłkarze Nieliczymynaawans szczęścia szukali w strzałach z daleka, lecz przynosiły one w najlepszym dla nich przypadku rzuty rożne. Jeden z nich okazał się gwoździem do trumny w pierwszej połowie. Fatalne wykonanie pozwoliło przejąć piłkę Stołecznym, którzy we dwóch pognali na bramkę przeciwników. Na drodze stał jeszcze obrońca, lecz Kamil nic sobie z tego nie robił. Wymanewrował go prostym zwodem i strzelił na 2:1.

Emocje zaczęły się w drugiej połowie, gdy rywale zagrali bardziej odważnie. Niedługo po wznowieniu mieliśmy już remis. Indywidualny rajd przeciwnika skończył się celnym strzałem do bramki. Kolejno Kamil, Pawlo, Maciek i Scarab nie dali rady zatrzymać gracza Nieliczymynaawans.

Rywale wyczuli, że mają szanse na komplet punktów. Stołeczni chcieli doprowadzić do wyrównania, ale nadziewali się na groźne kontry. Jedna z nich powinna przynieść gola, ale została zmarnowana idealna okazja. Później jednak Scarab nie popisał się i złapał piłkę w ręce tuż za polem karnym. Fatalnie ustawiony mur i odsłonięta lewa część bramki zostały wykorzystane i było już 2:3.

Kolejne minuty przyniosły kolejne bramki, jednak zdobywali je tylko gracze Nieliczymynaawans. Litania błędów popełniona przy tych golach jest na tyle długa, że darujemy jej upublicznianie. Najważniejsze było to, że Stołeczni przegrywali 2:5.

Zryw w końcówce meczu przyniósł w końcu bramki dla naszych. Najpierw znów bramkarz rywali pomógł i starając się interweniować po strzale głową Kamila w przedziwny sposób wpuścił ją do bramki. Wynik pojedynku ustalił Maciek po indywidualnej akcji i celny strzale będąc sam na sam z bramkarzem.  Na wyrównanie zabrakło już czasu.

Pierwsze śliwki robaczywi, jak mawiali ludzie szukający lepszych czasów. Stołeczni nie pokazali w zasadzie nic, co może być budujące w kontekście walki na Ursusie. Zupełny brak zgrania też dziwi, gdyż zespół dociera się od dobrych paru lat. Więc jedynym usprawiedliwieniem są naprawdę nisko latające tego dnia samoloty.