Stołeczny NISSANklub – Kamszoty 1:8

Grudzień 13th, 2009 by Maciek

W meczu VIII kolejki Stołeczny NISSANklub uległ świetnie grającej młodzieży z Kamszotów 1:8. W zasadzie przez cały mecz przewaga rywali nie podlegała dyskusji i możemy sobie pogratulować tak małej straty bramkowej.

Śmiem twierdzić, że Kamszoty ta najlepszy rywal z jakim nam przyszło się do tej pory zmierzyć w bieżącej edycji ligi. Oczywiście przed nami jeszcze mecze z topem tabeli – Korsarzami i Wild Boysami, lecz to właśnie Kamszoty powinni zakończyć pierwszą rundę na pudle. Świetnie zorganizowani, fajnie rozgrywali swoje akcje, szukali niebanalnych rozwiązań no i przede wszystkim doskonałe panowanie nad piłką i w sytuacjach jeden na jeden. Każdy z nas w przekroju całego meczu wielokrotnie został objechany przez rywala. Jak wyeliminują swoją młodzieńczą fantazję i czasami zbyt wyszukane zagrania to będą naprawdę trudni do pokonania.

Jest tylko jedna, lecz za to spora uwaga od kapitana – frekwencja. Drugi mecz z rzędu w zasadzie oddajemy przed jego rozpoczęciem przystępując do niego praktycznie bez zmian. W meczu z Wyborowymi graliśmy w pięciu, dziś w sześciu. I  w jednym i w drugim przypadku miało to duży wpływ na końcowy rezultat. O ile jednak w przypadku poprzedniego meczu możemy sobie pluć w brodę tak tym razem Kamszoty i tak znaleźli by pewnie na nas receptę. Może wynik był by mniej oddający różnicę, lecz nie są to nasze progi. Wydawać się może, że i tak powinniśmy podziękować rywalom za tak niski wymiar kary za dzisiejszy mecz. Chociaż z drugiej strony nasza ambicja i chęć walki zrobiła też swoje i za to pewnie dostaliśmy malutką nagrodę.

Mecz rozpoczął się ostrożnie. Rywale zapewne chcieli wybadać na ile nasza pozycja w tabeli oddaje nasz poziom gry. I – co staje się regułą – to my pierwsi zagroziliśmy bramce rywala. Najpierw kapitan oddał anemiczny strzał, potem Olej miał świetną, lecz niewykorzystaną okazję. Następnie Kamszoty wzięli się do roboty. Piłka świstała na lewo i prawo, górą i dołem a my patrzyliśmy, bo na więcej nam rywale nie pozwalali. Ale się trzymaliśmy raz po raz blokując strzały bądź przerywając ich akcje. Jednakże po 5 minutach tracimy gola. Pyk – pyk – pyk – pyk – pyk i w sytuacji sam na sam rywal ładuje piłkę obok bezradnego Wieshaqa. Drugi gol to pokłosie fatalnego zagrania Maćka, który wyłożył wręcz piłkę jak na tacy Kamszotowi i było 0-2. Graliśmy wówczas w osłabieniu po wykluczeniu Grzecha zatrzymującego ręką kontratak rywali. Staraliśmy się jakoś odwrócić losy meczu, lecz szło nam ciężko. Szarpane akcje niewiele przynosiły korzyści, gdyż brakowała przede wszystkim sił. W pewnym momencie nawet Olej dostał piłkę na środku i nie miał z kim jej rozegrać, gdyż pozostała trójka łapiąc oddech została pod swoim polem karnym.

Efektem naszych prób był ładny gol, po którym na tablicy było 1:2. Olej doskonale wymanewrował dwóch obrońców i wyłożył piłkę Pawlowi, który nie mógł nie strzelić. W międzyczasie Olej strzelił w słupek, kilkukrotnie próbowaliśmy bardzo niebezpiecznych kontr i tak skończyła się pierwsza połowa. Połowa, w której mieliśmy jeszcze coś do powiedzenia, lecz przede wszystkim nieskuteczność i błędy w obronie zadecydowały, że przegrywaliśmy dość minimalnie.

Natomiast II połowa to już bardziej walka o przetrwanie. Już od początku brakowało nam sił, rywale raz po raz przeprowadzali składne akcje. Mnożyły się nasze błędy indywidualne, po których aż trzykrotnie musieliśmy wyciągać piłkę z siatki. Kamszoty nawet i bez tych prezentów byliby zwycięzcami, lecz szkoda tak głupio traconych bramek.

Nasze aktywa w drugich dwudziestu minutach to próby zagrań długą piłką, które kosztowały najmniej sił. Kilka razy Pawlo z Olejem starali się rozklepać defensywę rywali no i w ostatnich sekundach kapitalnej okazji nie wykorzystali Maciek z Olejem do spółki. Jeden myślał, że drugi nadąży za akcją i sytuacja dwóch na jednego zakończyła się podaniem na róg.

Reasumując, mecz w zasadzie nie do wygrania. Brawa dla naszych zawodników za zaangażowanie i walkę do ostatnich sił. To jest nawet bardziej ważne niż końcowy rezultat. Każdy z naszych zawodników popełnił błędy, które kosztowały nas stratę goli, lecz może to zrzucić na karb braków kondycyjnych. Brawa także dla Kamszotów za mecz fair i za pokaz futsalu.

Subiektywny ranking kapitana:

Wieshaq – 8 – nasz bramkarz, który raz tylko popełnił poważny błąd oddając piłkę rywalowi, w konsekwencji czego straciliśmy gola. Reszta bramek na pewno nie obciąża jego konta. Bronił pewnie.

Pawlo – 7 – mało nie padł na zawał, a i tak po meczu spalił dwa papieroski :) . Dobry mecz.

Grzechu – 6 – co prawda strasznie się gubił w obronie, latał jak jeździec bez głowy, ze dwa gole można przypisać na jego konto, lecz dzielnie walczył i za to duży plus. Szczególnie mając na uwadze jego przedmeczowe problemy

Krzychu – 6 – ajj, gdyby zagrał po swojemu piętką :) . Miał kapitalną okazję lecz się pogubił. W obronie dość regularnie ogrywany, ale zawzięcie nie dawał za wygraną

Olej – 8 – ostoja ataku tym razem zaliczyła asystę. Ale wielokrotnie odciążał naszą obronę starając się w pojedynkę stworzyć sobie okazję golową.

5 Responses to “Stołeczny NISSANklub – Kamszoty 1:8”

  1. Tomasz Says:

    Prawie z wami byłem, przewód akumulatorowy mam urwany i nie odpaliłem auta, było już za późno żeby coś wykombinować

  2. GRZECHu Says:

    Szkoda, że wyszło jak wyszło. Musimy mieć 2 na zmiany bo tak się nie da :(

  3. Olej Says:

    Wysoka ocena. Ale grałem na 50% możliwości.

  4. Wieshaq Says:

    Oli nawet jak byś zagrał na 100 to byś 16 dostał :)

  5. Maciek Says:

    No tak wychodzi :) Ale w takim razie to był Twój najlepszy występ – na pół gwizdka :)

Leave a Reply