Stołeczny NISSANklub – Wild Boys 2:7
Styczeń 10th, 2010 by Maciek
Jeżeli można być zadowolonym z porażki to tak jest w tym przypadku. Po niezłej grze i sporej dozie szczęścia ulegliśmy mocnemu teamowi Wild Boysów 2:7. Mecz toczył się pod dyktando rywali, jednak u nas sprawdzała się prosta taktyka – obrona Częstochowy.
Głównym założeniem przedmeczowym było uniknięcie blamażu. Po przerwie świąteczno-noworocznej ciężko było nam zebrać się do kupy, więc już pierwszy gwizdek został przez co poniektórych przyjęty z grymasem bólu. Ale o dziwo, początek meczu był dość wyrównany. Wild Boys co prawda zdominowali nas grą indywidualną, lecz to Stołeczny NISSANklub stworzył trzy groźne akcje. W tym czasie rywale mieli niemiłosiernie rozregulowane celowniki i Wieshaq w zasadzie nie musiał interweniować ani razu. Natomiast my konstruowaliśmy bardzo szybkie wypady pod bramkę WB po przechwytach piłki, które w początkowej fazie meczu przychodziły nam dość łatwo. Po jednej takiej akcji – w piątej minucie – w sytuacji dwóch na jednego znaleźli się Olej i Pawlo, który po podaniu tego pierwszego skierował piłkę do siatki Boysów. Niespodzianka rosła z każdą minutą, gdyż rywale nie potrafili wcelować w naszą bramkę. Raz po raz obijali bandy za świątynią Wieshaqa, lecz strzałów celnych było jak na lekarstwo. Napór rósł, my potrafiliśmy tylko zagrywać długie piłki do przodu, po których jednak wypracowaliśmy sobie kolejne dwie okazje. Szczególnie można żałować szansy Pawla, który po kolejnym świetnym zagraniu Oleja znalazł się sam na sam przed bramkarzem, jednak trafił go w nogę i akcję można było spisać na straty.
Z każdą minutą nasz zespół tracił siły, co było widać na boisku. Wild Boys nacierali coraz mocniej i w końcu dopięli swego. W 12 minucie błąd naszej obrony pozwolił gościom na strzelenie bramki. Trzeba dodać, że nie popisał się także nasz bramkarz, któremu piłka przeleciała pod rękawicą. W dalszym ciągu mieliśmy sporo szczęścia, gdyż wiele akcji WB kończyło się miernymi strzałami bądź zostało zblokowanych w ostatniej chwili. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. Świetna kombinacja rywali zakończyła się podaniem piłki na trzeci metr, gdzie stał zupełnie niepilnowany napastnik. Ofiarna interwencja Maćka nie pomogła i było już 1-2. Chwilę później zagubiony sędzia popełnił błąd i odgwizdał bardzo wątpliwy faul. Dwuosobowy mur nie zagrodził drogi piłce i po fenomenalnym strzale w okienko Wild Boys prowadzili już 3:1. Czary goryczy dopełnił gol numer cztery, który wynikał z zupełnego braku sił i niedostatecznego krycia. Bardzo ładnie rozklepana akcja i Wieshaq był bez szans.
Ten okres to było bardzo mocne uderzenie Wild Boysów. My z gry mieliśmy niewiele lub nawet nic. Ciężko było wyprowadzić piłkę poza naszą połowę, więc myślenie o gonieniu rezultatu trzeba było odłożyć na drugie dwadzieścia minut. Lecz pomimo niekorzystnego rezultatu bylyśmy w miarę zadowoleni, gdyż okazało się, że nie taki diabeł straszny.
II połowa zaczęła się przedziwnie. Spodziewaliśmy się kolejnej fali ataków WB a w zamian dostaliśmy partyjkę szachów. Rywale chcieli nas wciągnąć na swoją połowę, lecz nasze siły nie pozwalały nam na zbyt dalekie zapędzanie się pod bramkę rywali, więc piłka była rozgrywana w linii bramkarz – obrona zespołu gości. Było to o tyle korzystne dla nas, gdyż zbytnia pewność siebie i nonszalancja pozwoliła Maćkowi dwukrotnie przerwać akcję i pognać na spotkanie z bramkarzem rywali. W pierwszym przypadku piłka zatrzymała się na słupku, lecz druga akcja zakończyła się świetnym strzałem pod poprzeczkę i było już tylko 2:4. Wild Boysi rozkręcali się z każdą minutą, lecz chcieli strzelić zbyt pięknego gola i musieli raz po raz konstruować akcje od nowa. W tej połowie meczu to my mieliśmy bardziej groźne akcje i wielka szkoda, że ich nie wykorzystaliśmy. Trzykrotnie Olej znalazł się przed bramkarzem rywali i trzykrotnie uznał jego wyższość, natomiast kolejna próba spaliła na słupku. Pomocny był styl gry bramkarza WB, który zapędzał się dość daleko od swojej bramki. Raz starał się to wykorzystać Maciek, lecz jego strzał zza połowy był mało precyzyjny. Dwukrotnie także Olej chciał go wymanewrować daleko za polem karnym, lecz i w tych przypadkach musieliśmy się obejść smakiem.
W tym czasie Wieshaq miał również sporo roboty, ale wywiązywał się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. Niestety do czasu – rajd lewym skrzydłem rywala zaowocował bardzo mocnym strzałem. Maciek zdołał połowicznie odbić piłkę, lecz na tyle niefortunnie, że ta jednak wtoczyła się obok zdziwionego bramkarza i padły marzenia o korzystnym wyniku, gdyż działo się to w 32 minucie. Od tego momentu WB zaczęli ponownie czarować zwodami a my nie umieliśmy złożyć składnej akcji. I w taki nudnawy sposób mecz by się zakończył, gdyby nie ADHD Oleja. Najpierw w 36 minucie dość brutalnie sfaulował mijającego go rywala za co dostał dwuminutową karę. Nie odsiedział kilkunastu sekund i znowu wrócił na boisko nabuzowany emocjami. Umożliwiła mu to strata gola, którego trzech obrońców Stołecznych nie było w stanie zapobiec. Fenomenalny strzał z dalekiej odległości znalazł drogę pomiędzy trzema zawodnikami i piłka zatrzepotała w okienku. Po tej akcji nasz snajpeiro chciał się odegrać i zorganizował akcję indywidualną. Został zatrzymany niezgodnie z przepisami, lecz jego zdaniem faul był celowy co zbyt dosadnie wyłożył sędziemu i dostał drugą dwuminutówkę. Tradycji stało się zadość – posiedział kilkanaście sekund i znów dzięki straconej bramce mogliśmy grać w komplecie. Lecz wynik na tablicy brzmiał 2:7.
Ogólnie mecz chyba mógł się podobać. Czasami nasza obrona wyglądała nazbyt dramatycznie, ale trzeba przyznać, że była skuteczna. Ciężko także wyglądało kreowanie akcji, co można nawet porównać do dobrego dramatu, lecz i na tym polu nie było tragedii. Rzekł bym nawet, iż w stuprocentowych okazjach wygraliśmy w cuglach. Całokształt jednak był po stronie Wild Boys, którym zwycięstwo należało się bezapelacyjnie. Gratulujemy.
Subiektywny ranking kapitana:
Wieshaq – 6 – dwa gole zawalił, lecz ogólnie był bardzo pewnym punktem zespołu.
Tomasz – 6 – z jęzorem na wierzchu, ale zatrzymywał prawie każdą akcję. Walczak.
Pawlo – 7 – dwa apapy i podwójna dawka maści – tak nafaszerowany zagrał nieźle.
Olej – 6 – zaliczył asystę, lecz nie zdołał nic ustrzelić. A miał okazje.
Marcin – 5 – świetne zawody Marcina. Bardzo dużo ambicji i zaangażowania
Krzychu – 2 – jeszcze w świątecznym nastroju
Grzechu – 6 – duży plus za stawienie się na meczu. Jednak czasami zagubiony i bez pomysłu i dynamiki. Ogólnie jednak pozytywnie.
- 3 Komentarzy »
- Posted in Aktualności
Styczeń 10th, 2010 at 10:06
Zawiniłem w 3 sytuacjach:
jedna w 1 połowie gol nr1 można było go wyciągnąć, i w 2 połowie 2 piły wturlały się bo ….. :/
Styczeń 10th, 2010 at 10:12
Po za tym naprawdę duże gratki za grę w obronie bo w tym meczu pomimo że były błędy i momentami chaos nie z tej ziemi, pokazaliśmy że jednak potrafimy się wracać i zatrzymać groźne akcje przeciwnika.
Z punktu widzenia bramkarza tak dobra gra w obronie zaowocowała że suma straconych goli nie była 2cyfrowa.
Styczeń 10th, 2010 at 12:03
Nie było źle, fakt. Myślałem, że dużo więcej pokażą, byli wybiegani ale chwilami nie mieli pomysłu na grę .. a my sił
Dobry mecz panowie.