Relacje

Stołeczny NISSANzone – Przyjaciele Fryzjera 1:5

Ostatni mecz sezonu przyniósł pierwszą od 12 meczy porażkę. Zespół Przyjaciół Fryzjera pokazał wysokiej klasy futsal i zasłużenie wygrał aplikując naszym zawodnikom 5 bramek. Koniec wspaniałej serii, ale to jednak SNZ ostatecznie wygrywa grupę z co najmniej trzema punktami przewagi.

Największym problemem przed meczem było zebranie składu. Ostatecznie do tego ciężkiego meczu Stołeczni przystąpili w zaledwie 5 osób bez wsparcia z ławki rezerwowej. Rywale dysponowali sporą siłą ognia, gdyż w odwodzie czekało 3 zawodników.

Taktyka na ten mecz zakładała przede wszystkim racjonalne gospodarowanie siłami. Spokojna gra w obronie i szybkie akcje zaczepne – to miała być recepta na doskonale zgrany i wybiegany zespół przeciwników. I była, przynajmniej do 27 minuty, w której PF w końcu wyszli na prowadzenie 2:1.

Do tego czasu mecz toczył się pod dyktando Przyjaciół, lecz Stołeczni wyprowadzali bardzo groźne kontry. Już w pierwszych trzech minutach powinno być co najmniej 3:0 dla naszych, lecz za każdym razem doskonałą klasę pokazywał bramkarz rywali, który niemal dokonywał akrobatycznych cudów w polu karnym.

Jednak w myśl zasady „co się odwlecze to nie uciecze” czwarta akcja przyniosła gola. Grzechu wypuścił Oleja, który zwiódł obrońcę i w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza Przyjaciół.

PF przycisnęli jeszcze mocniej, założyli pressing na całym boisku i raz po raz nękali Pawla strzałami z dystansu. Czystych okazji bramkowych mieli bardzo mało z racji szczelnej obrony SNZ. Dopisywało też szczęście, gdy po zaskakującym strzale rywala piłka odbiła się od słupka. Do przerwy było więc bardzo dobrze, nasi wygrywali 1:0 a równo z końcową syreną na karę zapracował bramkarz PF, który wślizgiem poza polem karnym zatrzymał Oleja.

Druga odsłona zaczęła się więc w przewadze. Obie strony wyczekiwały końca kary – Stołeczni wciąż liczyli swoje siły a PF chcieli w końcu grać w wyrównanych skłądach. Chwila pressingu ze strony SNZ powodowała, że rywale gubili się i wybijali piłkę na oślep. Jednak konkretnych efektów nie było i obie drużyny grały w kompletnych zestawieniach.

Moment powrotu czwartego zawodnika z pola był sygnałem dla PF do jeszcze większego podkręcenia tempa. Przycisnęli na tyle skutecznie, że obrona Stołecznych zaczęła się dosłownie gubić. W 24 minucie po wstrzeleniu piłki w pole karne padło wyrównanie.

Naszym zawodnikom podcięło to skrzydła, ale wynik jeszcze był korzystny. Jednak w 27 minucie Przyjaciele wyszli na prowadzenie a potem nastąpiła czysta egzekucja. Gracze SNZ ostatnie 10 minut dograli resztkami sił a PF zaczęli grac na pełnym luzie. 3 gole w końcówce padły po przechwytach w strefie obrony Przyjaciół i wyprowadzeniu szybkich ataków w przewadze 2 na 1 lub nawet 3 na 1. Gol na 4:1 padł po samobójczym odbiciu piłki przez Mariusza, który starając się zablokować kolejny strzał z daleka na tyle niefortunnie dołożył nogę, że skierował piłkę w samo okienko bramki Pawla.

Końcowe 1:5 jest wynikiem, do którego pretensji mieć nie można. Przyjaciele Fryzjera okazali się bardzo mocnym zespołem i nie wiedzieć czemu grali tylko w grupie spadek. Gdybać można co by było w przypadku szerszej kadry na ten mecz, ale za wczorajszy pojedynek należą się naszym rywalom słowa uznania. Stołeczni także zasłużyli na najwyższy poklask. Walczyli nie tylko z PF, lecz także z własnymi słabościami.

 

Stołeczny NISSANzone – Spartak Tartak 3:1

Spartak teraz i Spartak z tamtego roku to już dwie różne drużyny, lecz wciąż Stołeczni są dla nich poza zasięgiem. Tym razem grający bez żadnego wsparcia ławki rezerwowych nasi zawodnicy spokojnie wypunktowali Spartakowców, którzy jednak przez cały mecz byli stroną dominującą.

Od pierwszej syreny ST długo utrzymywali się przy piłce i starannie rozgrywali swoje akcje. Stołeczni, chcąc rozłożyć siły na całe spotkanie niespecjalnie im w tym przeszkadzali, więc gra nie była porywająca. Przy piłce byli rywale, ale okazje bramkowe stwarzali sobie piłkarze SNZ. Pierwsze próby były jednak mało efektywne, brakowało celności uderzeń bądź bramkarz Spartaka był na posterunku.

W 8 minucie padł pierwszy gol dla naszych po bardzo kuriozalnej sytuacji. Rzut rożny wykonywał Pawlo, zagrał do Michała, który odegrał ponownie do Pawla. Ten nie bardzo wiedząc co zrobić dalej kopnął piłkę w stronę bramkarza niemal z linii końcowej boiska. Bramkarz był na tyle nieprzygotowany na taki rozwój wydarzeń, że najzwyczajniej w świecie stał jak słup. Piłka odbiła się od jego ręki i wpadła do bramki. Podwórka świata.

Od tego momentu rywale zastosowali pressing na całym boisku. Bardzo chcieli wyrównać, ale w zasadzie jedynym aktywem był zawodnik z numerem 20, który w pojedynkę rozrywał szeregi obronne SNZ. Pierwszych kilkanaście prób nie przyniosło rezultatu aż w końcu umiejętnie zwiódł Pawla i Maćka jednym ruchem, wyszedł sam na sam ze Scarabem i przy dość biernej postawie naszego bramkarza wyrównał.

Chwilę później powinno być 1:2 dla Spartaka. Po dośrodkowaniu ze skrzydła piłka przeleciała przez trzeci metr od bramki Scaraba, gdzie stało dwóch Spartakowców. Jednak żaden z nich nie potrafił dostawić nogi i skończyło się na strachu. A że stare porzekadło mówi, że niewykorzystane okazje się mszczą, mieliśmy 2:1 lecz dla SNZ. Maciek zgrał do Kamila, ten mu odegrał na skrzydło i w sytuacji sam na sam kapitan bez problemów strzelił obok bramkarza.

W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Słabnący z każdą sekundą Stołeczni nie patyczkowali się z rywalem tylko grali twardo w obronie i szukali błyskawicznych kontrataków. Dysponujący dwoma zawodnikami rezerwowymi rywale włączyli do gry także bramkarza i uzyskali sporą przewagę w polu. Na sytuacje bramkowe się to jednak nie przełożyło bo takowych nie było wcale. Kilka niegroźnych strzałów z daleka były jedynym zagrożeniem dla Scaraba.

Naszym zawodnikom udała się też kontra. Maciek przechwycił piłkę, odegrał do Michała, ten z pierwszej oddał ją Maćkowi, który znów znalazł się oko w oko z bramkarzem Spartaka i znów go przechytrzył strzelając tym razem w krótki róg.

Wynik 3:1 utrzymał się do końca, choć okazji dla SNZ było jeszcze kilka. Niestety Pawlo i Kamil nie mieli już sił, by odpowiednio skończyć swoje akcje.

Podsumowaniem może być stwierdzenie, że Spartak grał a Stołeczni strzelali. Widać u rywali już pomysł na grę, widać, że wspólne treningi przynoszą efekty. Ale trzeba jednak dołożyć umiejętności, których Spartakowcom jeszcze brakuje. Dlatego zwycięstwo dość łatwe, choć okupione sporym wysiłkiem.

 

Stołeczny NISSANzone – FC Bez Atu 3:2

Ósma wygrana w tej rundzie nie przyszła łatwo. Gracze FCBA zamurowali swoją bramkę i starali się wyprowadzać groźne kontrataki a Stołeczni nie mieli zupełnie koncepcji na rozbicie obrony rywala.

Początek pojedynku był dość zaskakujący dla SNZ. Od pierwszej syreny zepchnęli oni piłkarzy FCBA do obrony, lecz już w trzeciej minucie było 0:1. Na strzał z daleka zdecydował się gracz rywali i piłka wpadła w samo okienko bramki. Scarabowi interwencję dodatkowo utrudnił przebiegający przed nim rywal.

Gra niemal cały czas toczyła się na połowie FCBA, ale sytuacji bramkowych było bardzo mało. A gdy już się zdarzyły – wszystkie piłki wyłapywał świetnie dysponowany bramkarz przeciwników. Sytuacja wyglądała jeszcze gorzej w 12 minucie, gdy FC Bez Atu podwyższyli swoje prowadzenie. Zaspał Tedi, zaspał Maciek, zaspał Grzechu i napastnik rywali wykorzystał sytuację sam na sam ze Scarabem.

Dwubramkowe prowadzenie FCBA nie zmobilizowało naszych graczy do większego wysiłku. Wciąż grali ospale i bez werwy. Na dokładkę Kamil brylował w graniu na opak, więc bramkarz przeciwników wiele okazji do pokazania swojego kunsztu nie miał.

Jednak przed przerwą udało się strzelić gola kontaktowego. Maciek ze skrzydła zagrał do Oleja a ten już wiedział co ma z piłką zrobić. Na odpoczynek oba zespoły schodziły więc przy wyniku 1:2

W drugiej odsłonie widać było co raz większe braki kondycyjne w szeregach FCBA. Mieli oni co prawda jednego zmiennika, ale sił ubywało dużo więcej. Nie potrafili już wyjść z groźną kontrą, gubili co chwilę piłkę i jedynie w obronie wciąż grali twardo i nieustępliwie.

Nasi wciąż walili głową w mur. Nie udawało się skrzydłami, nie udawało się środkiem. W końcu jednak wyrównali. Na lewym skrzydle piłkę dostał Maciek, jego strzał został zablokowany ale piłka ponownie wróciła do niego. Tym razem zagrał do Grzecha stojącego na linii końcowej, który idealnie obsłużył Oleja. Nasz napastnik znalazł się sam przed pustą bramką.

Minuty mijały a zwycięskiej bramki nie było. Aż w końcu nadeszła 37 minuta. Aut szybko wykonał Maciek, który uruchomił Grzecha wychodzącego sam na sam z bramkarzem. Jego strzał na róg sparował bramkarz, szybkie wykonanie stałego fragmentu gry przez pechowego strzelca do Pawla, który huknął z dystansu nie do obrony. Piłka przy samym słupku wpadła do bramki.

Ostatnie minuty były bardzo emocjonujące. FCBA rzucili się do ataku kompletnie odpuszczając obronę i szczęśliwie nie stracili kolejnych goli. Ale na 45 sekund przed końcem stworzyli sobie dogodną okazję, po której piłka odbiła się od słupka. Chwilę później również w słupek wycelował Olej i sędzia zakończył zawody.

Wymęczone, ale zasłużone zwycięstwo naszych zawodników, którzy przez cały mecz dominowali na boisku. W ostatnich pojedynkach nie widać jednak płynności w grze Stołecznych, akcje są szarpane, zbyt często nasi piłkarze grają indywidualnie i nie mają żadnych pomysłów na rozegranie piłki. Do końca sezonu zostały dwa mecze i warto byłoby po nich wciąż mieć 0 po stronie porażek.

 

Stołeczny NISSANzone – International Level 6:5

Nie było zmienników, nie będzie relacji ale jest wygrana. Siódme już zwycięstwo cieszy, tym bardziej że odniesione w nieco dramatycznych okolicznościach.

Niestety na mecz nie stawił się żaden akredytowany dziennikarz, gdyż w telewizji leciał akurat arcyciekawy mecz. Wystarczyć muszą więc suche fakty – wygrana 6:5 a gole zdobyli: niezawodny Olej (4) oraz Kamil i Grzechu. Asystami popisali się Michał, Grzechu i Kamil.

 

Stołeczny NISSANzone – Mehisto 3:2

Stołeczni zdobyli kolejny komplet punktów, ale swoją grą nie zachwycili. Przez cały mecz bili przysłowiową głową w mur nie radząc sobie z dobrze zorganizowaną obroną Mehisto. Wygrana przyszła po dużych męczarniach i rodziła się w bólu, ale najważniejszy efekt został osiągnięty.

Przez całe spotkanie gracze Mehisto skupili się przede wszystkim na obronie i skutecznie rozbijali ataki SNZ. Nasi zawodnicy ułatwiali to zadanie przeciwnikom, gdyż w ich atakach brak było jakiejkolwiek koncepcji.

Mecz toczył się pod dyktando Stołecznych, którzy mieli sporą przewagę w posiadaniu piłki. Od samego początku można było zobaczyć role poszczególnych zespołów w tym meczu – SNZ atakuje a Mehisto się broni i stara się odgryźć szybkimi kontrami. Nowe buty, które założył kapitan, miały być talizmanem, lecz efekt był zupełnie odwrotny od zamierzonego. Błędy w rozegraniu piłki powodowały wielką nerwowość w szeregach naszych zawodników, którzy musieli wkładać dwa razy więcej sił w bieganie po boisku.

Jednak początek nie wskazywał na poważniejsze problemy. Już w 6 minucie było 1-0 po golu Oleja, którego ładnie obsłużył Maciek. Nasz napastnik tylko uwolnił się spod opieki obrońcy i huknął w długi róg bramki. Sytuacja ta nie zmieniła obrazu gry, wciąż SNZ nacierał i szukał kolejnych bramek.

Mehisto w tej fazie meczu skupiło się na szybkich wypadach pod bramkę bronioną przez Pawla. Najczęściej ataki te uruchamiane były długim wyrzutem od bramkarza do szybkiego napastnika, który albo indywidualnie albo w duecie starał się wyrównać. Po jednej z takich akcji Mehisto wywalczyło wrzut z autu. Szybkie rozegranie, nieporozumienie obrońców i mamy 1-1. Rywal nie zastanawiając się długo ładnie przymierzył przy słupku i Pawlo musiał po raz pierwszy wyciągać piłkę z siatki.

Jakby mało było kłopotów – chwilę później padła druga bramka dla przeciwników. Ładna i składna akcja całej drużyny Mehisto, strzał z daleka i na tablicy widnieje niekorzystne 1-2. Stołeczni wciąż nadają ton grze, ale zagrożenia z ich gry nie ma w zasadzie żadnego. Pierwsza połowa kończy się więc przegraną. Dramatu nie ma, ale widoków na poprawę tej sytuacji także nie widać.

W drugiej odsłonie nic się nie zmieniło. Wciąż przy piłce było SNZ, wciąż Mehisto skutecznie kasowało ataki i wciąż widać było jedną wielką bezradność. Tym razem jednak udało się stworzyć kilka świetnych sytuacji, ale nie zostały one wykorzystane. Dopiero nieco kontrowersyjny rzut karny zmienił całą sytuację. Gol Maćka, wyrównanie a do końca jeszcze sporo czasu. Mehisto chyba zadowolone z remisu broni się jeszcze mocniej odpuszczając zupełnie atakowanie. Pawlo w bramce się nudzi, ale jego vis a vis dwoi się i troi wybijając piłkę po strzałach naszych zawodników.

W końcu nadeszła 36 minuta, w której padł rozstrzygający gol. Maciek holował piłkę na tyle długo, że wypatrzył lukę w obronie i strzelił z daleka w samo okienko bramki. Ofiarna interwencja bramkarza na niewiele się zdała.

Ostatnie minuty nic nie wniosły do wyniku, ale ilość doskonałych okazji dla naszych była okazała. Mehisto ruszyło do ataku tym razem zupełnie zapominając o obronie. W ataku nie mieli wiele argumentów, a każdy przechwyt uruchamiał szybki atak. Skuteczność jednak wciąż pozostaje największym problemem Stołecznych i więcej goli nie padło.

Końcowa syrena zakończyła to trudne spotkanie, w którym wygrana naszych jest chyba zasłużona. Mecz ten był już ósmym meczem z kolei, w którym SNZ nie zaznało smaku przegranej. Wyczyn jak na nas zespół imponujący.

 

Stołeczny Nissanzone – Koma 2:2

W meczu dwóch niepokonanych zespołów padł remis, który jednak nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. Dużo więcej okazji bramkowych mieli Stołeczni, ale Koma zdominowała grę w polu i może mieć pretensje do siebie o brak pomysłu na rozegranie akcji.

Dużą rolę w tym spotkaniu rozegrała liczebność obu drużyn. Nasi zawodnicy grali jedynie w pięciu nie mając wsparcia na ławce rezerwowych. Za to rywale przystąpili do pojedynku w 9-cio osobowej kadrze i skutecznie ferowali swoimi siłami.

Sytuacja ta wymusiła styl gry Stołecznych. Spowalniali oni akcje przez cały mecz, oddając inicjatywę przeciwnikom. Nie było kombinacji w ataku tylko proste, szybkie kontry na kilka podań. Udało się dotrwać przez 40 minut, choć końcówka kosztowała bardzo dużo. Braki kondycyjne były aż nadto widoczne.

Początek meczu należał do SNZ, którzy stworzyli sobie trzy idealne okazje bramkowe. Jednak ze skutecznością było dziś na bakier przez całe spotkanie, więc wciąż na tablicy widniał bezbramkowy remis. Od 5 minuty inicjatywę przejęli piłkarze Komy, którzy już do ostatniej syreny mieli sporą przewagę w posiadaniu piłki. Jednak posiadanie to jedno a okazje bramkowe to drugie. Rywale podawali sobie piłkę wszerz boiska, grali wolno i schematycznie. Zupełnie nie potrafili rozmontować bardzo ambitnej obrony Stołecznych. Przez 40 minut stworzyli sobie tylko jedną doskonałą okazję do strzelenia gola w 30 minucie, której jednak nie wykorzystali. W sytuacji sam na sam górą był nasz bramkarz.

W 13 minucie padł pierwszy gol autorstwa Oleja po naprawdę świetnej akcji całego zespołu. Wszystko rozpoczął Scarab podając do Maćka, który uruchomił na skrzydle Pawla. Pawlo rozegrał piłkę z Grzechem a ten ostatni wyłożył ją jak na tacy Olejowi, któremu pozostał skierować ją z metra do pustej bramki.

Dla Komy musiał to być jakiś wstrząs, gdyż przez następne trzy minuty losy spotkania mogły zostać rozstrzygnięte. Cztery świetne sytuacje sam na sam zostały jednak zmarnowane a na dokładkę rywale wyrównali. Bardzo dobrym strzałem zza pola karnego popisał się jeden z rywali i Scarab musiał wyciągać piłkę z siatki.

W drugiej połowie Stołeczni skupili się w zasadzie tylko na obronie wyprowadzając kilka nielicznych, acz bardzo groźnych kontr. Po jednej z nich Maciek rozegrał piłkę z Grzechem i wcelował między słupek i bramkarza Komy. Mieliśmy więc prowadzenie 2:1 ale do końca pozostawało sporo czasu.

Koma grała spokojnie i rozważnie, ale wciąż nie umieli poradzić sobie z bardzo dobrze zorganizowaną defensywą SNZ. Poza wspomnianą sytuacją sam na sam jedynym zagrożeniem były strzały z dystansu. Broń ta była jednak bardzo groźna gdyż celowniki były ustawione bardzo dobrze i sprawiały kłopoty Scarabowi. Dwa razy poszczęściło się naszym, gdyż piłka trafiła w spojenie oraz w słupek.

Po jednym z takich strzałów padł także drugi gol dla Komy. Rywal w sposób niesygnalizowany uderzył z daleka na bramkę Scaraba i ponownie nasz golkiper musiał wyciągać piłkę z siatki.

Do końca spotkania wynik się nie zmienił choć obie drużyny dążyły do wygranej. W szeregach Stołecznych widoczny był brak sił, szczególnie podczas szybkich kontrataków gdy brakowało tylko precyzyjnego dogrania bądź strzału.

Wynik na pewno nie jest do końca satysfakcjonujący. Przed meczem co prawda remis byśmy wzięli w ciemno, lecz po spotkaniu Stołeczni mają spory niedosyt w związku z niewykorzystanymi sytuacjami, których było sporo.

 

Stołeczny NISSANzone – KFC Rurabomber 4:3

Szósty kolejny mecz bez porażki stał się faktem, lecz rywale zawiesili poprzeczkę bardzo wysoko i w przekroju całego spotkania byli zespołem lepszym. Jednak liczy się to co w sieci i pod tym względem Stołeczni okazali się lepsi o jedno trafienie i dopisali sobie kolejne punkty.

Początek meczu nie wskazywał na kłopoty. Nasi gracze zepchnęli przeciwników do obrony i skutecznie kasowali wszystkie akcje zaczepne. Okres ten zakończył się wraz ze zdobyciem dwóch bramek przez SNZ. Najpierw Maciek z Kamilem koronkowo rozegrali rzut wolny, po którym ten drugi otworzył rezultat. Chwilę później Olej wykończył składną akcję Michała i z bliska wpakował piłkę do bramki.

Od tego momentu rozpoczęła się dominacja KFC. Rywale zaczęli grać bardzo wysokim pressingiem a do swoich ataków wykorzystywali całą czwórkę zawodników. Przy odrobinie szczęścia i pewnej grze Scaraba wciąż po stronie strat było 0. Jednak chwila nieuwagi i nieporozumienie pomiędzy Maćkiem i Grzechem była bardzo kosztowna. Zrobiła się luka w polu karnym, z której skwapliwie skorzystał snajper rywali i zdobył bramkę kontaktową.

Do przerwy, pomimo usilnych starań piłkarzy Rurabombera wynik nie uległ zmianie. Wciąż na wysokim poziomie grał Scarab a gdy i on został wyprowadzony w pole – w sukurs przyszła poprzeczka.

Druga odsłona przypominała końcówkę pierwszej. KFC Rurabomber z miejsca przystąpił do huraganowych ataków a trzeszcząca obrona SNZ raz po raz ratowała się wybijaniem piłki. Na niewiele się to zdało, gdyż KFC szybko zdobył dwa gole i wyszedł na prowadzenie. Najpierw na strzał z daleka zdecydował się jeden z zawodników rywala a przysłonięty Scarab tylko odprowadził piłkę wzrokiem. Minutę później szybko wykonany rzut z autu zakończył się kolejnym niesygnalizowanym i precyzyjnym uderzeniem i było 2:3.

Stołeczni jakoś się pozbierali i ruszyli bardziej odważnie do przodu. Skrzydła na dwie minuty podciął Michał, który starając się odebrać rywalowi piłkę zahaczył go od tyłu i zarobił dwie minuty kary. Czasami dramatyczna obrona była jednak udana i po uzupełnieniu składu wynik był bez zmian.

Poszły więc trzy, cztery groźne akcje aż w końcu padło wyrównanie. Na strzał zdecydował się Olej a do odbitej piłki doskoczył Maciek, który wykorzystał wślizg bramkarza rywali i wywalczył rzut karny. Sam poszkodowany pewnie zamienił go na gola wyrównującego.

Ostatnie minuty to gra cios za cios. Oba zespoły miały swoje okazje, ale to Stołeczni zadali decydujący cios. Po akcji Pawla stojący tuż przed bramkarzem rywali Olej lekko zmienił tor lotu piłki, czym zmylił interweniującego zawodnika KFC i zapewnił naszym graczom wygraną.

Końcówka to klasyczna obrona Częstochowy. KFC rzucił wszystkie siły do ataku, ale często nie mieli pomysłu na rozegranie i starali się indywidualnymi akcjami rozstrzygnąć to spotkanie. Tym razem nasi obrońcy skutecznie przetrzymali ten szturm i mecz się zakończył.

Całe spotkanie było twarde, nie brakowało ostrych spięć i męskich zagrań – jednak wszystko w granicach przyzwoitości. Szkoda, że ten obraz na koniec nieco zamazał kapitan KFC, który chyba w przypływie frustracji spowodowanej porażką wystawił Scarabowi ocenę 4. Warto tu przypomnieć, iż nasz zawodnik jest (był) bezpośrednim konkurentem dla bramkarza KFC w klasyfikacji bramkarzy właśnie.

 

Stołeczny NISSANzone – Red Devils WPiA 11:0

Mecz bez historii, od pierwszej do ostatniej minuty zdecydowaną przewagę posiadali zawodnicy SNZ, którzy skutecznie powiększali rozmiary swojej wygranej. RD nie byli w stanie poważniej zagrozić bramce a długimi momentami nie potrafili nawet przekroczyć z piłką linii środkowej.

Przez całe spotkanie rywale stworzyli sobie zaledwie trzy dogodne okazje bramkowe, lecz za każdym razem Scarab był na posterunku. Przez pozostałą część meczu Stołeczni, którzy rozegrali niezły mecz, nie dali żadnych szans Czerwonym Diabłom grając bardzo uważnie w defensywie i bojowo w ataku. Rywale nie radzili sobie zupełnie z agresywnym pressingiem na całym boisku w wykonaniu naszych zawodników oraz z krótkim kryciem w polu. RD nie byli w stanie wymienić trzech, czterech podań między sobą a każdy przechwyt zamieniał się w szybki atak Stołecznych.

Stołeczni nie zagrali jakiegoś wspaniałego meczu, lecz to co zaprezentowali w zupełności wystarczyło na słabych tego dnia Red Devils. Przeciwnicy wzmocnili przed meczem swój skład, lecz nie przełożyło się to na poziom ich gry. Worek z bramkami otworzył w 7 minucie Olej, który w sumie aż lub tylko 5 razy pokonał bramkarza przeciwników. Liczba zmarnowanych akcji przez niego na pewno jest dużo większa. Po dwa gole dorzucili jeszcze Kamil, Grzechu i Pawlo a największy niedosyt mogą czuć Maciek i Michał, którzy pomimo sporych starań ani razu skutecznie nie wykończyli swoich okazji i zakończyli mecz z zerowym dorobkiem bramkowym.

Bardzo dobrze tego dnia funkcjonowały stałe fragmenty gry, w szczególności rzuty rożne. Z zagrań z rogu boiska padły cztery gole a najskuteczniejszy w tłoku przed bramką RD był Grzechu, który raz nogą a raz głową podwyższał prowadzenie.

Rekordowa wygrana mogła być jeszcze bardziej okazała, ale gdy w 31 minucie padła 9 bramka to do następnej czekaliśmy długich 8 minut. W międzyczasie swój najlepszy czas miał bramkarz Red Devils, który ratował swój zespół ze sporych opresji.

Wynik 11:0 jest rekordowym zwycięstwem SNZ w historii występów naszego zespołu w lidze halowej. Po raz drugi udało się także zachować czyste konto.

 

Stołeczny NISSANzone – Młodzi Wilcy 3:2

Zasłużone, acz odniesione po ciężkim boju zwycięstwo naszych graczy. Dwukrotnie na prowadzenie wychodzili rywale, ale Stołeczni za każdym razem potrafili skutecznie odpowiedzieć i na koniec sami zadali decydujący cios. Jest to już trzecia kolejna wygrana SNZ.

Mecz zaczął się najgorzej jak mógł – już w 30 sekundzie Młodzi Wilcy wyszli na prowadzenie. Zawodnik rywala wykorzystał zupełnie niezdecydowanie w szeregach obronnych SNZ i bez problemów dobił strzał kolegi.

Gol ten obudził naszych zawodników, którzy do tego spotkania podeszli bardzo niemrawo. Gra toczyła się przede wszystkim na połowie MW przy sporej przewadze Stołecznych. Kilka zmarnowanych okazji, kilka niecelnych zagrań i w końcu padło wyrównanie. Kamil będący pod linią końcową skutecznie kopnął piłkę na środek pola karnego a tam Olej głową skierował ją do siatki.

Młodzi Wilcy nie mieli pomysłu na rozmontowanie obrony SNZ, więc posiłkowali się strzałami z dystansu. A że celowniki mieli dość dobrze ustawione to Scarab parę razy musiał wykazać się swoim kunsztem. Próby akcji zespołowych drużyny MW były skutecznie likwidowane w zarodku, często było to sygnałem do kontrataków. Jednak do końca I połowy wynik się już nie zmienił, choć spora w tym zasługa bramkarza przeciwników, który bronił ze sporą dozą szczęścia.

W drugiej odsłonie gra nieco siadła. Wpływ na to miały zapewne bardzo skromne ławki rezerwowych – oba zespoły dysponowały po jednym zmienniku. Coraz większe braki kondycyjne odbijały się na płynności, więc najczęściej obie drużyny starały się grać szybkimi i długimi podaniami.

Po jednej z takich akcji Młodzi Wilcy wyszli z kontrą dwóch na dwóch. Nastąpiło zgranie piłki do boku i natychmiastowy strzał, piłka po rękach Scaraba niestety wpadła do siatki.

Znów więc trzeba było odrabiać straty i znów się udało. Szybki atak skrzydłem Pawla i Oleja zakończył się strzałem tego drugiego z bardzo ostrego kąta. Piłka znalazła lukę pomiędzy nogami bramkarza i wpadła tuż przy słupku. Chwilę później coraz większa presja Stołecznych dała zwycięskiego gola. Z dość daleka na strzał zdecydował się Kamil i piłka po rykoszecie wpadła przy długim słupku. Frustracja rywali była tak spora, że zdecydowali się zmienić bramkarza. Jednak zadziwiający był fakt postawienia na tej pozycji zawodnika, który stwarzał największe zagrożenie pod naszą bramką.

Do końca spotkania gole już nie padły, choć sytuacje – szczególnie dla SNZ – były. Scarab popisał się dwoma świetnymi interwencjami, czym zapewne uchronił drużynę od straty punktów. Ostatnie sekundy to zdecydowana dominacja MW, nasi piłkarze uciekali się jedynie do wybijania piłki, ale to w zupełności wystarczyło do zgarnięcia kompletu punktów.

W przekroju całego spotkania wygrana SNZ jest jak najbardziej zasłużona. Młodzi Wilcy stworzyli sobie może trzy dogodne okazje bramkowe oraz kilka razy dość niebezpiecznie uderzali z dystansu. Jednak gdyby Olej lub Kamil grali z większą motywacją to za kilka bramek więcej przeciwnicy nie mogliby mieć pretensji.

 

Stołeczny NISSANzone – FC Całyczasdoprzodu 8:3

W drugim meczu rundy rewanżowej widać dużą poprawę  w grze Stołecznego NISSANzone, chociaż ciężko mówić o dobrym meczu przy słabym przeciwniku i straconych 3 bramkach. Wygrana w pełni zasłużona i ciężko wywalczona na boisku, bowiem Stołeczni grali bez zmian.

Do przerwy wynik odzwierciedlał dokładnie to, co działo się na  boisku. 5:0 prowadził Nissan a gracze FC nie tworzyli zagrożenia dla bramki Stołecznych. Większość akcji przeciwników nasi zawodnicy ucinali w środku pola, nie pozwalając rozpędzić się rywalowi. Dużo podań było przejętych, lecz dziś piłkarze SNZ nie potrafili wykorzystywać tych prezentów.

Przerwa po I połowie wprowadziła rozluźnienie w szeregach Nissana. Teoretycznie wynik na to pozwalał, jednak piłkarze FC Całyczasdoprzodu mieli silną motywację i wciąż wierzyli w odwrócenie losów meczu. Po gwizdku zaczynającym drugą połowę ruszyli ostro do przodu całą drużyną. Akcje się zazębiały, stworzyli kilka dobrych sytuacji i doprowadzili szybko do stanu 5:3.

Opadający z każdą chwilą z sił Stołeczni opanowali jednak zagrożenie w sposób najlepszy z możliwych – zdobyli gola nr 6. Po tej bramce gra się wyrównała. Po jednej z akcji FC bramkarz Stołecznych  długim wyrzutem wpisał się na listę asyst kiedy dokładne podanie celnie wykorzystał Olej.

Na wyróżnienie zasługuję bramka Pawła, który ruszył z piłką ze środka boiska, zwodem minął obrońcę i mocnym strzałem umieścił piłkę w „okienku”. Bramkarz ledwo ją dotknął nie mając szans na skuteczną interwencję.

Bramki strzelali: Olej (5), GRZECHu (1), Pawlo (1), Kamil (1)

Asysty: Olej, Kamil, Scarab, GRZECHu

 

Stołeczny NISSANzone – kopu kopu 7:4

Jedynym pozytywem z tego meczu są zdobyte trzy punkty. Nasi zawodnicy oraz przeciwnicy zaprezentowali się bardzo słabo i stworzyli, a w zasadzie nie stworzyli żadnego widowiska. Oba zespoły popełniły mnóstwo błędów i tylko dzięki temu, że kopu kopu popełniali je dużo częściej możemy cieszyć się z punktów.

Oczywiście generalizowanie, że wygrana jest tylko dzięki nieporadności ostatniego zespołu w tabeli jest zbytnim uproszczeniem. Stołeczni co chwila mieli okazje bramkowe, ale skuteczność przez nich zaprezentowana wołała o pomstę do nieba. Sam Olej mógł skończyć ten mecz z dorobkiem kilkunastu goli, lecz gdy nawet nie umie wcelować do pustej bramki to ciężko szukać wysokich i pewnych wygranych.

Od początku do końca przewagę w polu posiadali nasi gracze. Piłkarze kopu kopu liczyli jedynie na błędy i doczekali się sporo takich okazji. Najpierw jednak koncertowe 6 minut SNZ, po których było już 2:0 i mecz wyglądał na rozstrzygnięty. Szybka gra, wymiana podań i agresywny pressing na połowie rywala przyniosło tak korzystne rozstrzygnięcia.

Obie bramki strzelił wspomniany już Olej, który gdy w pełni koncentruje się na grze jest bardzo niebezpieczny dla obrony rywala. Skutecznie wykończył akcje Maćka i Pawla czym wprowadził olbrzymie rozprężenie w drużynie.

Chwilę po tych wydarzeniach Maciek popełnił olbrzymi błąd oddając piłkę rywalowi, który miał przed sobą jedynie Scaraba. Okazja wykorzystana i już tylko jednobramkowe prowadzenie SNZ. Nie zmieniło to obrazu gry, wciąż rywale przyczajeni oczekiwali w okolicy własnego pola karnego na okazje do szybkich wypadów. Jednak popełniali tak olbrzymie błędy w wyprowadzeniu piłki, że nie dali sobie żadnych szans. Najpierw asystą do Kamila popisał się Olej, potem Michał po przechwycie wykorzystał sytuację sam na sam i na zakończenie I odsłony znów Olej dokończył dzieła zniszczenia. Do przerwy 5:1, gra jeszcze nie najgorsza, więc z optymizmem Stołeczni rozpoczęli drugie dwadzieścia minut.

A zaczęli tak jak skończyli – od gola. Grzechu wycofał do Maćka, który przymierzył przy słupku i było 6:1. Gdyby wtedy sędzia zakończył mecz – relacja była by miła i pozytywna. Lecz od tego momentu gra się skończyła. Błąd poganiał błąd, zero ambicji i motywacji do dalszej gry. Dość powiedzieć, że przez dobrych kilka minut SNZ nie stworzyło żadnej okazji golowej. Rywale najpierw nieśmiało a potem już dość odważnie ruszyli do przodu i bez większych kłopotów zdobyli trzy gole. Całość zajęła im może 5 minut i na około 10 minut przed końcem na tablicy widniało zaledwie 6:4.

Kop ukopu wciąż atakowali, lecz brakło im najzupełniej pary. Nawet atakując Scaraba we trzech nie umieli celnie rozegrać piłki i tracili ją przez własną nieudolność. Jakby mało było kłopotów z przodu – do gry włączył się bramkarz, który w zasadzie sam wturlał sobie piłkę do bramki. Strzał Pawla z linii w zasadzie był zbędny ale ustalił wynik tego pojedynku.

Gra naszych piłkarzy w II połowie wyglądała równie słabo co przeciwników. Ciężko sobie przypomnieć trzy celne podania między zawodnikami, nie mówiąc o skutecznym wykończeniu akcji. Całe szczęście, że pierwszym rywalem był taki a nie inny zespół, gdyż w przeciwnym wypadku kara była by sroga.

 

Stołeczny NISSANzone – Niebieska Wiodąca Moc 2:2

Dobre spotkanie w wykonaniu obu drużyn. Wynik dla kibiców Niebieskiej Wiodącej Mocy nie był niespodzianką gdyż był to ich 5 remis w tej rundzie. Jeden punkt wystarczył NWM aby dołączyli do grupy grającej o awans do pierwszej ligi. Niestety Stołeczni będą walczyli o utrzymanie z dolną połową tabeli.

 

Trzech zawodników NISSANa pojechało dziś oglądać kolejny duży stadion – tym razem we Włoszech – i ławkę Stołecznych zasilił znany z treningów Michał.  Patrząc na rezerwowych – NWM zwerbowała dziś chyba wszystkich dostępnych graczy bowiem na ławce zasiadło 6 zawodników.

Wysoka frekwencja u rywala nie przestraszyła Stołecznych, którzy od pierwszych sekund spotkania nie oszczędzali sił i nie pozwalali rywalowi na zbyt wiele swobody. Nie było zaskoczeniem że i Niebiescy nawet na chwilę nie dadzą Stołecznym złapać oddechu i od początku spotkania ruszą do ataku.  Jedna z akcji Wiodącej Mocy około 10 minuty została dość szybko zastopowana i Stołeczni ruszyli z kontrą. Chwila zamieszania w polu karnym dała rzut rożny, tu wykazał się Łukasz, który stał gdzie powinien i NISSAN obejmuje prowadzenie. Wynik nie zmienił się do końca pierwszej połowy a dużą zasługę miał w tym Pawlo, który pod nieobecność Scaraba musiał wcielić się w rolę bramkarza.

Kolejne 20 minut to zmiana taktyki WNM, przerwa pomogła im przemyśleć taktykę i raz po raz przedzierali się szybkimi akcjami w pole karnych Stołecznych, wyraźnie przyspieszyli. Jedna z takich szybkich akcji kończy się golem na 1:1. Jednak chwilę później kontra po akcji WNM daje Stołecznym prowadzenie – 2:1. Do końca spotkania zostało parę minut i było widać spowolnienie i błędy po stronie NISSANA. Niebiescy nie pozwalali wyprowadzić piłki, co zmuszało Pawla do długich podań, które nie zawsze NISSAN przejmował. Stołeczni starali się grać piłką i dotrwać do końca spotkania utrzymując wynik jednak na 40 sekund przed końcem Wiodąca Moc strzela bramkę na 2:2.  Dalsza część spotkania wyniku nie zmieniła.

Mimo remisu Stołeczni odebrali wynik jak porażkę, jednak cała drużyna była zadowolona z poziomu jaki dziś zaprezentowała. Dobry mecz na bramce Pawła dał mu 6 punktów przyznane przez kapitana Niebieskich.

Podziękowania dla Michała i Łukasza za wsparcie w dzisiejszym spotkaniu.

 

Stołeczny NISSANzone – Bomba Warszawa 2:5

Był to zupełnie nieudany mecz naszych zawodników. Stołeczni rozegrali słabe zawody i skomplikowali swoją sytuację w tabeli. Porażka jest wynikiem braku zaangażowania i totalnego braku wiary w wygraną i nie ma powodów, by doszukiwać się usprawiedliwienia w braku szczęścia.

Piłkarze Bomby nawet nie silili się na wiele. Przez cały mecz ich jedynym sposobem na przedostanie się pod bramkę SNZ był wyrzut bramkarza w stronę jedynego, wysuniętego napastnika. Stołeczni przez 40 minut przebywali na połowie rywali przysłowiowo waląc głową w mur. Przeciwnicy tylko czekali na niecelny strzał bądź udaną interwencję swojego golkipera by rozpocząć akcję długim podaniem. W I połowie tylko raz im się udało w ten sposób strzelić gola, dodatkowo wypracowali sobie dwie okazje sam na sam. W 7 minucie rywale przecisnęli piłkę przez linię obrony Stołecznych i wykorzystali stworzoną okazję.

W 14 minucie SNZ wyrównał po bardzo ładnej akcji. Przechwyt w obronie dał pretekst do szybkiego ataku, w którym Olej z Kamilem całkowicie rozklepali obronę Bomby i było 1-1. Do przerwy więcej goli nie padło bo i okazji było niewiele. Optycznie nasi piłkarze posiadali sporą przewagę, lecz nie przekładało się to na stwarzane okazje.

W drugiej odsłonie słabnący z minuty na minutę piłkarze Bomby nawet nie szukali innego sposobu gry niż długa i daleka piłka. Przez pierwszych 5 minut Pawlo nie miał kompletnie nic do bronienia. W ofensywie SNZ radził sobie lepiej niż przed przerwą, lecz świetnie bronił bramkarz Bomby bądź nasi napastnicy marnowali doskonałe okazje.

Gdy gol dla naszych wydawał się kwestią czasu, dwa razy z rzędu prosta gra Bomby okazała się skuteczna. Napastnik urwał się Maćkowi i dwukrotnie nie dał szans bramkarzowi. Wynik 1:3, lecz do końca pozostawało jeszcze 12 minut. Ataki naszych piłkarzy były jeszcze bardziej zaciekłe, lecz efekt wciąż mizerny. Oczekiwanie na bramki dla SNZ umilił więc ponownie napastnik Bomby, który znów dwukrotnie urwał się obronie i ponownie będąc sam na sam oszukał Pawla. Wynik 1:5 w 34 minucie wskazywał, że jakiekolwiek punkty są już poza zasięgiem Stołecznych.

Post fatum tak się stało, lecz gdyby Olej, Kamil czy Grzechu mieli lepiej nastawione celowniki mecz jeszcze można było wygrać. Jednak gdy siedem okazji sam na sam daje tylko jednego gola to próżno marzyć o korzystnym wyniku.

Ostatnie 5 minut to całkowite oblężenie bramki Bomby, której piłkarze słaniali się wręcz na nogach wybijając piłkę byle dalej. Wyglądało to jak podwórkowe granie – na połowie Bomby 7 zawodników, na połowie SNZ jedynie napastnik, który nie wracał się za akcją wraz z obrońcą SNZ oraz Pawlo. Piłka raz była kierowana w stronę napastnika by po chwili znów wrócić pod pole karne BW.

Reasumując, nasi gracze dali się ograć zespołowi, który preferował grę bez żadnych fajerwerków. Liczy się to co w sieci, więc należy spojrzeć na siebie. A tu spore pole do popisu miałby trener, który każdemu mógłby spisać sporą litanię błędów. Najczęściej powtarzałoby się unikanie gry, odpuszczanie obrony i brak asekuracji.

Do końca I rundy pozostał zaledwie jeden mecz z Niebieską Wiodącą Mocą. Tylko wygrana da szóste miejsce i należy zagrać z pełnym zaangażowaniem aby cel osiągnąć.

 

Stołeczny NISSANzone – Mehisto 5:2

Bardzo udanie zakończyli 2011 rok w Lidze Halowej piłkarze Stołecznego NISSANzone. Pokonali oni zasłużenie zespół Mehisto i dopisali do swojego konta jakże ważne trzy punkty.

Był to kolejny mecz z kategorii tych, których przegrać nie można o ile nasi gracze chcą wciąż grać w grupie awans. Udało się zwyciężyć i można spokojnie czekać na decydujący pojedynek z Bombą.

W pierwszej części gry Stołeczni kontrolowali przebieg gry. Przez pierwsze dwadzieścia minut Mehisto niemal nie potrafiło znaleźć skutecznej recepty na dość szczelną tego dnia obronę SNZ. W tym okresie gry nasi zawodnicy stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji a wykorzystali zaledwie dwie.

Najpierw świetną akcję zespołową w 9 minucie wykończył Kamil. Piłkę na środku rozegrał Michał, podał na skrzydło do Maćka, który dokładnie obsłużył Kamila. Ten miał małe kłopoty przy pierwszym strzale, który odbił bramkarz. Poprawka była już idealna.

Na 2-0 podwyższył Maciek w 14 minucie, który przejął piłkę na środku boiska i pobiegł na spotkanie z bramkarzem. Mając jeszcze na boku Kamila zdecydował się na precyzyjny strzał i bramkarzowi Mehisto nie pozostało nic innego niż wyjęcie piłki z siatki.

W całej połowie gracze Mehisto mieli przewagę tylko przez dwie minuty. Spowodowane to było karą dla Scaraba w 6 minucie za interwencję wślizgiem poza polem karnym. Zamiast naszego bramkarza na ławkę kar powędrował Michał a osłabieni Stołeczni skutecznie kasowali wszystkie akcje Mehisto.

W drugiej połowie już tak łatwo nie było. Co prawda początek znów należał do SNZ, którzy za sprawą indywidualnej akcji Maćka podwyższyli na 3-0 w 23 minucie, lecz później wkradło się zbytnie rozprężenie.

W 26 minucie Mehisto wykonywało rzut rożny. Piłka została zagrana w sam środek pola karnego a tam zupełnie nieatakowany rywal skorzystał z okazji i strzelił pierwszą bramkę. Chwilę później było już 3-2 po szybkiej kontrze zainicjowanej długim wyrzutem przez bramkarza przeciwników. Piłkę dostał szybki napastnik, który skorzystał z idealnego dogrania i w sytuacji sam na sam pokonał Scaraba.

Od tego momentu Mehisto poczuło swoją szansę i wyszło wysoko atakując już przy polu karnym SNZ. Stworzyli sobie kilka okazji, ale zawsze brakowało dokładności w ostatnim podaniu bądź skuteczności przy strzałach z daleka. Na swoim posterunku dobrze spisywał się także Scarab, który naprawiał błędy kolegów z obrony.

Końcówka tej połowy znów należała do SNZ, którzy długimi momentami zamykali rywali na ich polu karnym, lecz przy tak zagęszczonym środku pola mieli małe szanse na stworzenie sobie dogodnych okazji. Nieco nerwowe minuty w II połowie niejako były na własne życzenie, ponieważ brakowało szczęścia i dokładności w strzałach na bramkę Mehisto.

W 37 minucie swoją bardzo dobrą grę podkreślił Kamil, który wybił przeciwnikom z głowy marzenia o punktach. Wykorzystał dokładne podanie Grzecha i było już 4:2. Chwilę później skompletował hat tricka, gdy w indywidualnym pojedynku zwiódł obrońcę Mehisto i będąc sam na sam z bramkarzem strzelił obok niego.

Ogólnie było to niezłe spotkanie w wykonaniu Stołecznego NISSANzone, którzy zdobyli komplet punktów. Wynik niemal w pełni odzwierciedla przebieg tego spotkania ale należy żałować przestoju w II połowie.

Na osobne słowa zasługuje debiut w drużynie Konrada, który do końca sezonu zastąpi Wojtka. Widać było brak zgrania, w jego poczynaniach było sporo nerwowości, ale z każdym meczem będzie już lepiej.

 

Stołeczny NISSANzone – Spartak Tartak 8:1

Przełamana została czarna seria porażek Stołecznych. W meczu z zamykającym tabelę Spartakiem nasi zawodnicy nie dali rywalom żadnych szans aplikując im aż 8 goli.

Od początku do końca spotkania inicjatywa była w posiadaniu Stołecznych. Pierwsze minuty przyniosły jednak dwie groźne kontry Spartaka – bramkarz wyrzucał długą piłkę do napastnika, ale ten nie miał patentu na Scaraba. Od tych akcji do końca połowy Stołeczni skutecznie wybili z głowy przeciwnikom myśl o jakichkolwiek punktach.

Pierwsza bramka padła dopiero w 10 minucie. Z rzutu rożnego zagrał Grzechu a Olejowi wystarczyło dostawić nogę. Z biegiem czasu akcje się mnożyły, lecz brakowało wykończenia. W pierwszej odsłonie bramkarz Spartaka jeszcze cztery razy wyciągał piłkę z siatki i do przerwy było 5:0.

Druga część meczu zaczęła się niefortunnie dla bramkarza Spartaka – wpuścił między nogami strzał Grzecha z ostrego kąta. Później już nasi zawodnicy zupełnie spuścili z tonu starając się indywidualnymi akcjami podreperować własne konto bramkowe. Ucierpiała na tym gra obronna i rywale stworzyli sobie trzy okazje do bramki wykorzystując jedną.

Odpowiedzią na straconego gola była mobilizacja w szeregach defensywnych i do końca Spartak nie znalazł już recepty na taką grę. Pod bramką ST kotłowało się raz po raz, ale wpadły jeszcze tylko dwa gole.

Rywale nie postawili wysokich wymagań, ale budzili szacunek swoją ambitną grą. Jak żywo przypominali początki naszego zespołu w Lidze Halowej. Stołeczni nieco zlekceważyli swoich przeciwników z góry dopisując sobie trzy punkty. Uważna gra w obronie była jedynie w I części, druga odsłona bardziej przypominała rekreacyjne granie w środy na sali. Bardzo dobry dzień miał Grzechu, który ustrzelił hat tricka i dopisał do tego wyniku dwie asysty.

 

Stołeczny NISSANzone – Malczyki 1:2

Mecz z gatunku tych, których przegrać nie można – ze względu na sytuację w tabeli jak i w ocenie pomeczowej. Jednak już trzeci raz z rzędu nasi piłkarze schodzą z boiska pokonani czym utrudnili sobie i tak już niełatwą sytuację w grupie.

Malczyki z przebiegu tego meczu byli zespołem słabszym. Preferowali prostą grę – długie piłki na wolne pole a tam napastnicy mieli kończyć dzieło. Taki schemat już w ubiegłym tygodniu przyniósł komplet punktów Komie, tym razem dał 3 bardzo ważne oczka Malczykom.

Przez pierwsze 10 minut przeciwnicy mieli problemy z przekroczeniem linii środkowej. Ich akcje były kasowane w zarodku a stojący na bramce Pawlo zbierał jedynie długie i niecelne zagrania. W tym czasie nasi gracze stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, z których wykorzystali jedną – Wojtek zgrał piłkę do Oleja i schodząc na skrzydło otworzył drogę do bramki. Z nieuwagi obrony skwapliwie skorzystał nasz snajper strzelając swojego ósmego gola w sezonie.

Po tej bramce wciąż Malczyki nie potrafili znaleźć recepty na grę Stołecznych. Gdy wydawało się, że kolejne bramki dla SNZ są kwestią czasu – przeciwnicy nagle zmieni swój styl gry – wyszli wysokim presingiem i zaczęli skutecznie ograniczać ofensywne zapędy Nissanowców.

W 14 minucie nastąpiło wyrównanie – rzut wolny gracze Malczyków zamienili na gola. Akcja ta dodała jeszcze większego animuszu do gry naszych rywali i zaczęli oni szukać swojej szansy na drugiego gola. Stołeczni nieco zaskoczeni takim obrotem sprawy wrócili na właściwe tory dopiero pod koniec I części. Mieli już jednak zbyt mało czasu na kolejne bramki.

II odsłona nie przyniosła większych zmian w obrazie gry. Wciąż dominowali piłkarze SNZ, lecz Malczyki  nie byli dłużni i także niebezpiecznie atakowali bramkę Pawla, który spisywał się bez zarzutów. Do czasu – w 24 minucie fatalnie próbował zagrać do Oleja, piłkę przejął napastnik Malczyków, który zbiegł niemal do linii końcowej i oddał strzał rozpaczy. Piłka znalazła jednak drogę do bramki pomiędzy nogami naszego bramkarza. Później zrehabilitował się doskonałymi interwencjami sam na sam. Okazje takie wraz z upływającym czasem mnożyły się dla przeciwników, gdyż Stołeczni wszystkie siły rzucili do ataku.

Gra naszych zawodników przypominała bicie głową w mur – do pewnego momentu było jesz cze w porządku, lecz im bliżej bramki tym gorzej. Zupełnie brakowało pomysłu na grę, szwankowała skuteczność i dokładność zagrań szczególnie w ostatniej fazie akcji. Ostatnia minuta przyniosła trzy świetne okazje, lecz i one nie dały choćby remisu. Ostatnia syrena nie była więc najmilszym momentem meczu.

 

Stołeczny NISSANzone – Koma 2:4

Fatalny występ piłkarzy SNZ został odpowiednio oceniony przez zamykającą do tego meczu tabelę Komę. Porażka jest jak najbardziej zasłużona a szukanie winnych jest nie na miejscu.

Koma nie zaprezentowała nic, co mogło by zaskoczyć Stołecznych a jednak bez większych kłopotów zgarnęła komplet punktów. Granie prostej piłki z dużą ilością długich podań na walczącego napastnika okazało się zupełnie wystarczające na niemrawych tego dnia naszych zawodników.

Stołeczni wyglądali jakby właśnie wyszli z dobrej imprezy. Brak ruchu, dokładności zagrań i woli walki nie mógł i nie przyniósł niczego dobrego. Wydawać by się mogło, że na boisku nasi gracze czekali na zwycięstwo, które z racji lokat zajmowanych w tabeli im się należało.

Od początku inicjatywa była po stronie SNZ, ale efektów nie było. Koma nie wkładając wiele sił w defensywę nie miała kłopotów z zatrzymywaniem przewidywalnych akcji Stołecznych. Na dokładkę pierwszy jej wypad z kontrą, który miał miejsce dopiero w 8 minucie zakończył się golem. Sytuację sam na sam wykorzystał napastnik rywali, który mocnym strzałem pokonał Scaraba. Gol ten nie obudził piłkarzy SNZ, ich gra wciąż wyglądała jakby pierwszy raz ze sobą grali. Udało się jednak wyrównać po świetnej akcji. Przechwyt w obronie, uruchomienie Wojtka, który ładnie zgrał piłkę do Oleja i było 1:1.

Do przerwy wynik się nie zmienił, choć Koma wciąż próbowała długich zagrań a Stołeczni bili głową w mur. Druga połowa była bliźniaczo podobna do pierwszej. Niby więcej przy piłce byli nasi zawodnicy, lecz Koma twardo grała swoje. W 24 minucie Olej wyszedł na pozycję sam na sam, jego strzał odbił bramkarz i uczynił to na tyle szczęśliwie, że od razu uruchomił szybki kontratak. Dwóch graczy Komy na jednego obrońcę SNZ wystarczyło, by po raz drugi Scarab wyciągał piłkę z bramki.

Tym razem gol nieco zmobilizował SNZ. Ruszyli oni do śmielszych ataków i zaczęli grać pressingiem na całym boisku. Efekty przyszły, gdyż rywale kompletnie się pogubili w tym okresie gry. Maciek zdecydował się na strzał zza linii pola karnego i piłka tuż przy słupku wpadła do bramki.

Gol ten był golem na zgubę. Stołeczni wrócili do swojej sielanki i ponownie pozwalali graczom Komy na długie wrzutki. Po jednej z nich piłka spadła na 4 metr, odbiła się od ręki przeciwnika i wtoczyła się do bramki. Jakież było zdziwienie, gdy fatalnie dysponowany tego dnia sędzia gola uznał. Arbiter miał na swoim sumieniu kilka wielbłądów i aż dziw bierze, że ma jeszcze możliwość gwizdania w tej lidze.

Czwarta bramka była efektem serii nieporozumień w liniach obronnych Stołecznych. Piłką z rzutu rożnego została na siłę wkopana w pole karne. Tam gracze Komy trzy razy próbowali pokonać Scaraba i w ostatnim podejściu im się udało. Pytanie gdzie była obrona pozostanie bez odpowiedzi.

Ostatnie minuty nie przyniosły zmiany wyniku, choć przyniosły nieco emocji. Oczywiście tych boiskowych wiele nie było, ale swoje trzy grosze dorzucił sędzia, który wślizg ocenił jako zwykłe wybicie i postanowił wlepić dwie minuty kary Maćkowi. Jako że kara wydała mu się zbyt mała za chwilę podwyższył ją do 5 minut. Wszystko dzięki szczerej wypowiedzi na temat sędziowania dzisiejszego dnia.

Dzisiejszy mecz naszym graczom w ogóle się nie udał. Chyba nieco zlekceważyli przeciwnika i na naprawę tych błędów było już za póno.

 

Stołeczny NISSANzone – SGH 1:9

Tylko i aż 1:9. SGH przez cały mecz miało zdecydowaną przewagę i regularnie punktowali naszych zawodników, którzy po kilkunastu minutach przestali wierzyć w korzystne rozstrzygnięcie dzisiejszego wieczora.

Drużyna SGH była jedną z najlepszych, z jakimi musiał mierzyć się Stołeczny NISSANzone. Widać w ich grze było, iż wspólnie trenują i grają na pewno od kilkunastu miesięcy. Wybieganie, kondycja, dokładność podań i gra bez piłki plus doskonały bramkarz zapewne da awans o ile nic się nie zmieni na niekorzyść SGH.

Od pierwszej do ostatniej syreny piłkarze SGH szanowali piłkę, wymieniali niezliczoną ilość podań czekając na błędy obrony SNZ. Przy takiej ruchliwości jaką pokazali przeciwnicy błędy te i gubienie krycia były zbyt oczywiste i bardzo częste. Powodowało to mnożenie się wręcz okazji golowych, a że Scarab (miejmy nadzieję chwilowo) rozstał się ze swoją formą i szczęściem z poprzedniego tygodnia to w naszej bramce znalazło się 9 goli bo obrońcy SNZ za wszelką cenę chcieli sprawdzić dyspozycję swojego bramkarza. Goli mogło być więcej, mogło być też mniej gdyby Stołeczni do końca walczyli o jak najmniejszą przegraną.

Niestety ostatnie minuty były chodzone i rezygnację było widać doskonale. Wola walki ustąpiła i tylko pojedyncze indywidualne zrywy Kamila czy Oleja pozwalały na stworzenie szansy na oddanie strzału. W samej końcówce udało się uniknąć blamażu i dwucyfrówki co musi zostać potraktowane jako mały sukces w tym pojedynku.

Gol dla naszych zawodników padł przy stanie 0:2, gdy Maciek wypuścił w bój Kamila, który ładnym zwodem minął obrońcę i huknął w samo okienko. Jednak nawet to wydarzenie nie pomogło zespołowi i nie było widać na boisku, że nasi piłkarze uwierzyli w uzyskanie dobrego rezultatu.

W przeciągu całego meczu Stołeczni stworzyli sobie kilka okazji po ładnych, kombinacyjnych akcjach, lecz obrona SGH zapewne nie takie akcje widziała. Gdy jednak znalazła się luka w defensywie – na posterunku był bramkarz, który ofiarnie i skutecznie odbijał nieliczne strzały.

Są też plusy po tym meczu – tak mocnych ekip jak ChzF czy SGH już na swojej drodze Stołeczni mieć nie będą, chyba że awansują do górnej połówki tabeli. Z zespołów zajmujących miejsca 1-6 nasz team miał możliwość gry z czteroma przeciwnikami i bilans jest remisowy – dwie wygrane i dwie porażki. Szkoda jednak, że porażki są zwykle tak wysokie i bilans bramkowy nie wygląda korzystnie.

 

Stołeczny NISSANzone – Chłopcy z ferajny 4:3

Ciężko wywalczony komplet punktów przez naszych piłkarzy cieszy i to bardzo. Dotychczasowy lider postawił niesamowicie wysoko poprzeczkę i zdominował cały mecz, lecz szczęście trwało przy naszych zawodnikach do przedostatniej sekundy tego spotkania.

Od pierwszej syreny do szturmu przystąpili Chłopcy z ferajny, którzy pewni swych niemałych umiejętności zepchnęli Stołecznych do głębokiej defensywy. Grę ChzF cechowała zbyt wysoka pewność siebie, która wraz z upływającymi minutami bardziej im ciążyła niż pomagała.

SNZ zagrali niesamowicie ambitnie i tym elementem gry nadrabiali wszystkie błędy, których było bardzo dużo. A było ich dużo, gdyż Chłopcy ani myśleli poluzować i konstruowali akcja po akcji.

Pierwszy gol padł w 8 minucie a zdobyli go nasi przeciwnicy. Sytuacja ta była dla nich na tyle oczywista, że chwilę później kompletnie zaspali w obronie dając okazję do strzału dla Grzecha. Piłka kopnięta szpicem znalazła lukę w obronie i wpadła obok bezradnego bramkarza.

Wynik 1:1 nie zmienił obrazu gry, wciąż ChzF nacierali ale tego dnia w bramce stał dziś Scarab, który ani myślał puszczać gole. Odbijał każdą piłkę lecącą w jego kierunku a gdy mu to się nie udawało – w sukurs przychodziło hojne dla SNZ tego dnia szczęście. Widzieliśmy więc słupek, poprzeczkę, kiksy rywali w ataku pierwszej próby oraz zupełny brak skuteczności. Gdy jeden z nielicznych w I połowie wypadów zakończył się faulem na Oleju otworzyła się szansa na wyjście na prowadzenie. Niestety Maciek oddał piłkę rywalowi, który pognał z nią na spotkanie oko w oko ze Scarabem i wyprowadził swój team na prowadzenie. Jednak sytuacja się powtórzyła – chwilę później Olej wykorzystał swoją okazję i celnym strzałem ponownie doprowadził do remisu.

Chłopcy z ferajny chyba nie przypuszczali, że tak może im się nie układać to łatwo zapowiadające się spotkanie. Zaczęły się więc mnożyć głupie i złośliwe faule z ich strony, popychanki i cwaniackie rozmówki. Stołeczni nie dali się sprowokować i na to odpowiedzieli tak jak powinni. Znów w roli głównej był Olej, który sprytnie wykończył własną akcję i dał prowadzenie naszym.

Do końca I połowy wynik zmianie nie uległ, choć okazji było mnóstwo. Dodać trzeba, że wszystkie były dla rywali, którzy górowali nad SNZ w piłkarskim abecadle. Trwające tego dnia szczęście dało ChyF jednak prztyka w nos i część pierwsza kończy się rezultatem 3:2.

Druga odsłona zaczęła się od dwóch świetnych akcji SNZ. Najpierw dwójkowa akcja Wojtka z Grzechem zakończyła się niecelnym strzałem tego pierwszego choć przed nim był tylko leżący na ziemi bramkarz. Jednak co się odwlecze to nie uciecze – to powiedzenie miało przełożenie w następnej akcji. Z kontrą wyszedł Olej, zagrał do Pawla, który będąc sam na sam strzelił nie do obrony i było 4:2. Sensacja wisiała w powietrzu, choć do końca pozostawało 12 minut.

Ten okres to już zdecydowana przewaga ChzF. Mecz toczył się w zasadzie na połowie SNZ a bardzo nieliczne próby wyjścia w najlepszym wypadku kończyły się autem. W 36 minucie pogubił się nieco Wojtek, który stracił piłkę będąc na pozycji ostatniego obrońcy. Kara była najwyższa z możliwych, więc Scarabowi przyszło po raz trzeci wyciągać piłkę z sieci.

Szturm przybrał na sile, Stołeczni gubili się coraz bardziej, ale nie zawodziły dwa ważne elementy naszego zespołu – Scarab i szczęście. Ten pierwszy wciąż bronił jak w transie a to drugie przychodziło w najodpowiedniejszych momentach. Chłopcy zaczęli grać coraz bardziej agresywnie hołdując maksymie „po trupach do celu”. Narastała frustracja naszych rywali, którzy po każdej akcji bezradnie łapali się za głowy. W kilku sytuacjach tylko zainteresowani mogą powiedzieć czemu nie skierowali piłki do siatki.

W ostatniej fazie meczu aktywnie do gry włączył się bramkarz powiększając i tak sporą przewagę Chłopców w polu. W polu karnym Scaraba wciąż było gorąco i kotłowało się niczym w garze z zupą. Na nic się jednak zdały te zapędy rywali. W swej bezradności doszli do tak wysokiego poziomu, że potykając się o własne nogi padali na parkiet z głośnym okrzykiem bólu próbując wymusić choć rzut wolny. Słaby tego dnia sędzia nie dawał się jednak nabierać na wysokiej klasy artyzm Chłopców.

Gdy do końca pozostawało dosłownie kilka sekund ChzF przypuścili ostatni szturm. Bezładny atak zakończył się przechwytem Maćka, który widząc pustą bramkę bez namysłu strzelił. Piłka toczyła wolno, zegar odliczał ostatnie sekundy a wszyscy stanęli czekając na efekt. I gdy na zegarze pozostawała jedna sekunda strzał minął o centymetry słupek i po chwili sędzia zakończył mecz. Szczęście opuściło nas o mrugnięcie okiem za wcześnie.

Przez cały mecz dominacja Chłopców z Ferajny nie podlegała dyskusji. Stołeczni przeciwstawili rywalom ambitną grę, która jak się okazało dała dużo korzystniejszy efekt. Walka na całym placu gry była ostra i wiele razy sędzia upominał graczy obu drużyn, lecz było na tyle fair, iż skończyło się na braku kar.

 

Stołeczny NISSANzone – Woda po Parówkach 3:0

W pełni zasłużone zwycięstwo naszych graczy po meczu, w którym otarli się oni niemal o perfekcję. Przeciwnicy kompletnie nie mieli pomysłu na szczelną obronę SNZ a ich strzały na bramkę w przeciągu 40 minut można policzyć na palcach jednej ręki.

Powyższe tym bardziej zasługuje na szacunek, gdyż Stołeczni zagrali zaledwie w pięciu a na ławce rezerwowych WPP zasiadało trzech zawodników.

Pierwsze 10 minut to całkowita dominacja SNZ. Pawlo, który zastąpił na bramce Scaraba nie miał nic do roboty. Gracze Wody nie potrafili podejść z piłką w okolice pola karnego, gdyż nasi gracze bardzo dobrze wypełniali swoje zadania defensywne. Trochę się to odbiło na grze w ataku, ponieważ akcji ze strony SNZ także nie było wiele, ale optyczna przewaga i mądra gra w polu dawały dużo więcej z gry.

Po 11 minucie do bardziej zmasowanych ataków ruszyli piłkarze WPP. Ich obrona zaczęła grać uważniej a do ataku przesunęli kolejnego gracza. Czasami obrona Stołecznych trzeszczała, ale poza rzutami rożnymi efektów piłkarze Wody po Parówkach nie mieli żadnych. Chwilę oddechu naszym graczom dała dwuminutowa kara dla piłkarza WPP za nieprzepisowe zagranie wślizgiem.

Nasi zawodnicy w tej części gry stworzyli sobie kilka niezłych okazji, lecz bramkarz rywali prezentował bardzo wysoki poziom i w paru przypadkach jego koledzy mogą mu zawdzięczać czyste konto do przerwy.

Początek drugiej odsłony był zupełnie inny. Gracze Wody po Parówkach ruszyli do zmasowanych ataków i postawili bardzo wysoki pressing. Była to jednak woda, ale na młyn dla naszych piłkarzy. Uważne wyprowadzanie piłki z obrony pozwalało na szybkie uruchamianie kontrataków. Trzy zmarnowane okazje sam na sam, poprzeczka po strzale Grzecha i dwie świetne parady bramkarza WPP nie pozwoliły jednak na otwarcie rezultatu.

Ten świetny okres SNZ został zakończony wraz z dwuminutową karą dla Wojtka za faul od tyłu. Piłkarze WPP zbyt uwierzyli w nadarzającą się właśnie szansę i przeprowadzali chaotyczne ataki, byle do przodu. 120 sekund upłynęło więc na wybijance i oczekiwaniu na powrót z ławki kar naszego piłkarza.

Gdy zegar wskazywał 35 minutę spotkania Stołeczni pokazali lwi pazur. Przez cały mecz zagrali niczym rasowy bokser, który schowany za podwójną gardą nie daje zrobić sobie żadnej krzywdy sam wyprowadzając raz po raz mocne ciosy, które osłabiały przeciwnika. W końcówce natomiast nastąpiło finalne uderzenie.

Najpierw fantastyczny wyrzut piłki przez Pawla do Oleja dał temu drugiemu gola. Nasz napastnik znalazł się oko w oko z bramkarzem rywali i nie dał mu żadnych szans. W 37 minucie kolejna świetna kontra dała drugą bramkę. Olej wyprowadził piłkę z własnej połowy i będąc przed bramkarzem wyłożył piłkę jak na tacy Wojtkowi i było już 2:0.

Woda po Parówkach stanęła zupełnie nie wierząc w taki przebieg wypadków. W 39 minucie Wojtek dobił bezradnych przeciwników strzelając w samo okienko po idealnej asyście z rzutu rożnego od Grzecha.

Nasi zawodnicy pokazali się naprawdę z bardzo dobrej strony. Przez całe spotkanie grali zdecydowanie i konsekwentnie w obronie a musieli się także liczyć odpływającymi siłami. Kilka dobrych ataków nie przyniosło bramki, lecz w końcówce w pełni wykorzystali słabość Wody po Parówkach.

 

Stołeczny NISSANzone – FC Bez Atu 6:5

Mecz był prawdziwą huśtawką nastrojów a prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Oba zespoły grały radosny futsal i często pozwalały na wykazanie się swoim bramkarzom. Finalnie trzy punkty dopisują sobie Stołeczni, choć do ostatnich sekund rywale wierzyli w przynajmniej remis.

1:0, 1:2, 3:2, 3:4, 6:4 i 6:5 – tak zmieniało się prowadzenie w tym meczu. Stołeczny NISSANzone zaczął spokojnie co było wodą na młyn dla graczy FC Bez Atu. Agresywna gra na całym boisku i pressing nie pozwalały na ułożoną grę. Było to o tyle zaskakujące, iż FCBA zaczęli to spotkanie w 5 osób. Po kilku minutach jednak zagadka się rozwiązała i na ławce rywali zasiedli kolejni zawodnicy.

Nasi gracze stworzyli sobie od początku kilka okazji, lecz brakowało pewności i zdecydowania w ich wykańczaniu. Grający jeszcze w pięciu FCBA dostali w końcu zadyszki i zrobiło się luźniej. Cofnęli się na swoją połowę i starali się rozbijać ataki SNZ. Po jednej z akcji Stołeczni wywalczyli rzut rożny, z którego świetnie zagrał Michał wprost na nogę wbiegającego w pole karne Wojtka. Bramkarz nie miał żadnych szans.

Wsparcie spóźnionych rezerwowych podniosło poziom gry FCBA. Od straty gola przejęli inicjatywę i w zasadzie do końca I połowy nasi gracze niewiele zdziałali w ataku. Skoro więc tyły zostały zabezpieczone to rywale przeszli do śmielszych ataków, które przyniosły dwa celne trafienia. Najpierw ładnie rozegrany aut i jest 1:1 a chwilę później szybka kontra 2 na 1 i na prowadzeniu już byli przeciwnicy.

Druga odsłona przyniosła jeszcze więcej emocji. Mnożyły się okazje pod jedną i pod drugą bramką a bramkarze obu drużyn pokazali się z jak najlepszej strony. W 24 minucie sędzia odgwizdał wyimaginowany faul na Wojtku w okolicach linii pola karnego. Decyzja raczej niesłuszna, lecz została zamieniona na bramkę po celnym strzale Maćka. Gol na 2:2 dodał skrzydeł Stołecznym i raz po raz ostrzeliwali bramkę FCBA. W końcu przebudził się Olej, który zmarnował trzy setki i wyprowadził SNZ na prowadzenie. W tym czasie pressing naszego zespołu był ustawiony już pod bramką przeciwników. Powodowało to sporo błędów, z których skwapliwie korzystali FC Bez Atu. Najpierw na 3:3 po szybkiej kontrze, która nastąpiła po źle rozegranym rożnym przez naszych zawodników. Chwilę później przy rozegraniu autu nasi gracze kompletnie pogubili krycie i znów prowadzenie było w rękach FCBA.

Nie zraziło to drużyny i wciąż starali się grać swoje. Ataki na hurra mogły się skończyć tragicznie, gdyż przy wyniku 3:4 FC Bez Atu wyszli we trzech na Scaraba, lecz nasz bramkarz świetną interwencją zapobiegł najgorszemu. W 34 minucie Grzechu z Pawlem i Kamilem rozegrali fantastyczną akcję, zupełnie rozklepali obronę i ten pierwszy tylko przyłożył nogę do piłki i skierował ją do pustej bramki. Na 5:4 strzelił Olej po przechwycie Maćka i kontrze dwóch na bramkarza a szóste trafienie dołożył Michał po doskonałym odbiorze piłki na połowie rywala.

Gol na 6:4 miał miejsce na 120 sekund przed końcem i wydawało się, że wszystko co najgorsze już za nami. Nic bardziej mylnego, gracze FCBA na 70 sekund przed ostatnią syreną ponownie pokonują Scaraba i zrobiła się na placu gry nerwówka. Na szczęście groźnych zdarzeń podbramkowych nie stwierdzono i można było się cieszyć z pierwszych punktów.

Stołeczny NISSANzone – Przyjaciele Fryzjera 1:6

Nie udał się Stołecznym początek sezonu. W meczu tym nasi zawodnicy nie zagrali źle, byli zespołem co najmniej równorzędnym, ale najbardziej szwankowało zgranie i braki kondycyjne przez co chwilami brak było pomysłu na grę a kolejne straty piłki napędzały graczy PF.

Pierwsze minuty należały do SNZ, którzy niemal całkowicie zdominowali swoich przeciwników. Kilka świetnych okazji zostało zmarnowanych i w końcu Olej skutecznie sfinalizował podanie Maćka wyprowadzając nasz zespół na prowadzenie. Do 13 minuty Przyjaciele Fryzjera nie mieli z gry za wiele, wciąż Stołeczni byli częściej przy piłce i tworzyli kolejne sytuacje, Łukasz wcelował w słupek bramki, Maciek z Wojtek zmarnowali okazje sam na sam. Skuteczność dzisiaj nie szła jednak w parze z boiskowymi poczynaniami więc zysków nie było.

Pod koniec I części z przewagi otrząsnęli się rywale i przycisnęli słabnących graczy SNZ. Na efekty długo czekać nie trzeba było, w 17 minucie po błędzie w kryciu przy rozegraniu rzutu rożnego PF wyrównuje. Stwarzają jeszcze trzy dogodne okazje i końcowa syrena pozwala zejść na przerwę.

Druga połowa była niemal kopią pierwszej – początek to przewaga SNZ, którzy marnują stwarzane okazje a nasz bramkarz miał swój czas wolny. Natomiast druga jej część to już całkowita dominacja PF, którzy w pełni wykorzystywali swoje atuty – zgranie i grę kombinacyjną. Punktem zwrotnym była sytuacja z 30 minuty, gdy sędzia odgwizdał wątpliwy wślizg a Przyjaciele rzut wolny zamienili na gola i wyszli na prowadzenie. 5 kolejnych straconych goli to zbyt wysoki wymiar kary, lecz Stołeczni pozwalali rywalom na zbyt wiele sami mając do zaoferowania jedynie bezsensowne granie długą piłką.

Nasi zawodnicy pokazali się z niezłej strony i dopóki były siły gra wyglądała bardzo dobrze. Końcowe fragmenty obu połówek pokazały jednak, że braki kondycyjne są sporym problemem a brak pomysłów w ataku powodował ciągłe straty piłki. Przyjaciele Fryzjera okazali się mocnym zespołem i na pewno będą faworytem naszej grupy.